Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 102
Перейти на страницу:

– Philipie, nie możemy wyjść z tej imprezy!- syknęłam, kiedy próbował wepchnąć mnie do windy. – Czekamy na ludzi z BlackBerry.

– Przestań się przejmować, kochanie. Elisa zadzwoniła, żeby mi powiedzieć, że dzwoniła twoja szefowa i oznajmiła, że spotkanie zostaje odwołane.

– Co? Nie mówisz tego poważnie. – Nie byłam w stanie nawet rozważyć ewentualności, że zostałam siłą zabrana z kolacji Penelope, żeby zająć się gośćmi, którymi wcale nie trzeba się było zajmować.

Wzruszył ramionami.

– O ile nie mówiła od rzeczy, to jestem pewien, że dokładnie tak powiedziała. Chodź kochanie, możesz zadzwonić z samochodu.

Wcisnęłam się między Caleba i Philipa i starałam się nie dotknąć żadnej z wystających części ciała dziewcząt, które leżały nam na kolanach.

Wykręciłam numer Elisy i prawie krzyknęłam z frustracji, kiedy włączyła się poczta głosowa. Kelly odebrała po trzecim dzwonku i, sądząc po głosie, była zaskoczona, że do niej dzwonię.

– Bette? Bardzo słabo cię słyszę. W każdym razie spotkanie odwołane. Zjedliśmy uroczą kolację w Soho House i wypiliśmy parę drinków przy basenie, ale chyba nie są jeszcze przyzwyczajeni do nowojorskiego imprezowania. Już wrócili do hotelu, więc jesteś wolna. Ale bardzo się nastawili na ten tydzień! – Przekrzykiwała jakąś muzykę i nie zdawała sobie sprawy, że chociaż sama siebie nie słyszy, ja słyszę ją doskonale.

– Och, dobrze. To w porządku. Skoro jesteś pewna…

– Jesteś z Philipem?

Na dźwięk swojego imienia padającego ze słuchawki Philip ścisnął mnie za kolano i zaczął przesuwać rękę do góry.

– Jestem. Tak, jest tutaj, chcesz z nim rozmawiać?

– Nie, nie, chcę żebyś ty z nim porozmawiała. Mam nadzieję, że jesteście w Bungalowie. To będzie wielki wieczór, wszyscy przyjdą na urodziny Caleba.

– Hę?

– Tłumy fotografów, masa okazji…

Mimo dyskomfortu spowodowanego wyraziście stręczycielskimi zagraniami Kelly w tamtym momencie lubiłam swoją pracę. Oraz Kelly. Wiedziałam, że nigdy już nie chcą wrócić do funduszy wzajemnych. Chciałam, żeby impreza BlackBerry była największym wydarzeniem roku. Chciałam, żeby Kelly była zadowolona. Pewnie nie zaszkodzi zrobić sobie parą zdjęć z Philipem, a potem wymknąć się na spotkanie z Penelope i Michaelem w Black Door. Poza tym, i tak już tam jechaliśmy, prawda? Chociaż byłam oburzona, że w taki sposób wywleczono mnie z przyjęcia Penelope, tego wieczoru chyba miało to dla mnie jakiś sens?

– Jasne, słyszę cię – powiedziałam z udawaną wesołością, jednocześnie usuwając rękę Philipa z miejsca, w którym obecnie spoczywała – wewnętrznej strony mojego uda – i klepiąc go, jak mogłaby to zrobić babcia. – Dziękują za rozmowę, Kell. Do zobaczenia w poniedziałek.

Samochody stanęły rzędem wzdłuż Dwudziestej Siódmej Ulicy i zobaczyłam kolejkę ponad stu osób, które wpatrywały się z otwartymi ustami, jak wysiadamy z konwoju limuzyn w ekstrawaganckich kostiumach. Sammy stał nieco z boku, wysłuchując wrzasków uczestnika imprezy w blond peruce i na wysokich obcasach. Próbowałam zwrócić na siebie jego uwagę, kiedy przepychaliśmy się na czoło kolejki, ale podszedł do nas inny bramkarz.

– Ile osób? – zapytał Philipa uprzejmie, nie robiąc wrażenia, że kogokolwiek poznaje.

– No, nie wiem, stary, czterdzieści? Sześćdziesiąt? Kto to, kurna, wie?

– Przykro mi, ale dziś nic z tego – stwierdził bramkarz, odwracając się do nas plecami. – Prywatna impreza.

– Dobry człowieku, najwyraźniej nie rozumiesz… – Philip klepnął go w plecy i bramkarz wyglądał, jakby zaraz miał go rzucić na ziemię, ale zobaczył kartę kredytową, którą wymachiwał Philip, jedyną i niepowtarzalną czarną kartę. Rozpoczęły się negocjacje.

– Mam w tej chwili tylko trzy stoliki. Wpuszczę sześć osób na stolik plus dziesięć dodatkowo, ale to wszystko, co mogę zrobić. Zwariowany wieczór – westchnął. – W każdym innym momencie nie ma sprawy, ale dziś to naprawdę nie zależy ode mnie.

Facet najwyraźniej był nowy i nie miał pojęcia, z kim rozmawia, ale Philip szykował się już, żeby go poinformować. Głos miał cichy, opanowany, przysunął się do twarzy bramkarza na mniej niż cztery cale i powiedział:

– Słuchaj, koleś, guzik mnie obchodzi twój problem, i tak rozmawiać nie będziemy. Caleb to jeden z moich najbliższych kumpli i to jego impreza. Trzy stoliki to gówno. Chcę osiem stolików, po dwie butelki na głowę na początek i wszyscy wchodzą. Teraz.

Zauważyłam, że Sammy kończy rozmowę i starałam się jak najciszej usunąć z przodu kolejki i wmieszać w tłum. Rozpaczliwie nie chciałam, żeby zobaczył mnie z Philipem. Wszędzie wokół mnie faceci dzwonili jak szaleni, kontaktując się z każdym, kto mógłby sprawić, że bramkarz opuści aksamitny sznur. Dziewczyny podchodziły do bramkarzy z niewinnymi oczętami, głaszcząc ich ramiona i cichutko objaśniając powody, dla których należy je wpuścić. Sammy podszedł do Philipa i nasze oczy na chwilę się spotkały, kiedy z powrotem przepychałam się do przodu, żeby usłyszeć, co się dzieje. Miałam gorącą nadzieję, że każe im spieprzać, zabierać swoje pieniądze i całą tę imprezę gdzie indziej, ale on tylko jeszcze raz spojrzał na mnie przelotnie i zwrócił się do drugiego bramkarza.

– Anthony, wpuść ich.

Anthony, który był już pokojowo nastawiony i niekonfliktowy, przeraził się takim obrotem rzeczy i zaczął się spierać:

– Stary, oni tu mają osiemdziesiąt pieprzonych osób. Nieważne, ile mają pieniędzy, to ja dostanę w dupę, jeżeli…

– Powiedziałem, wpuść ich. Opróżnij tyle stolików, ile będzie trzeba, i daj im, co zechcą. Zrób to teraz. – Spojrzał na mnie ostatni raz i wszedł do środka, zostawiając Anthony'ego, żeby się nami zajął.

– Widzisz, kolego? – Philip nie mógł się powstrzymać, żeby nie napawać się triumfem, przekonany, że to jego sława; otworzyła nam drzwi. – Zrób, jak powiedział ten dobry człowiek. Weź tę kartę i załatw nam te cholerne stoliki. Myślę, że z tym sobie poradzisz, mam rację?

Anthony wziął czarną kartę, ręce trzęsły mu się z wściekłości. Przytrzymał drzwi czterdziestu osobom, które już przyjechały. Kolejka ucichła, kiedy wchodziliśmy, każdy z ciekawością] wypatrywał wśród nas sławnych osobistości.

– Jest Johnny Depp! – usłyszałam sceniczny szept jednej z dziewczyn.

– Omójboże! Czy to Philip Weston? – spytała inna.

– Chodził z Gwyneth, prawda? – upewnił się jeden z facetów.

Widać było, jak Philip pęcznieje z dumy. Poprowadził mnie do stołu, który kierownik sali właśnie dla nas opróżnił. Grupa usunięta od stolika stała kilka kroków dalej, z drinkami w rękach i twarzami zaczerwienionymi ze wstydu, a my zajęliśmy miejsca na siedzeniach.

Philip pociągnął mnie do siebie na kolana i zaczął pocierać moją nogę, ugniatając ją w sposób, który był jednocześnie bolesny i nieprzyjemnie łaskotał. Przyrządził dla mnie wódkę z tonikiem, korzystając z butelki Ketel za czterysta dolarów, która natychmiast wjechała na stół, i witał wszystkie przechodzące obok osoby po imieniu, od czasu do czasu przyciskając twarz do mojej szyi.

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)