Portier Nosi Garnitur Od Gabbany
- Автор: Weisberger Lauren
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:
Ta scena była zupełnie, ale to zupełnie inna. Wystrój stanowił dokładną replikę Sky Baru z Los Angeles, cały lśniący, modny i opływowy, z nisko wiszącymi leżankami, lampami grzewczymi i geometrycznymi kandelabrami, rozświetlającymi wszystko delikatnym blaskiem. Bar z oszronionego szkła wystawał zza jakichś imponujących zarośli, a w innym rogu zainstalowano stanowisko didżeja, właściwie poza zasięgiem wzroku, żeby nie zasłaniać wspaniałego widoku na rozciągające się pod nami miasto. W tej chwili jednak rzeka Hudson najwyraźniej nikogo nie interesowała i natychmiast zrozumiałam dlaczego: wystawione na widok ciała były znacznie bardziej frapujące niż jakaś tam rzeka i znacznie bardziej przykuwające uwagę.
Bywają imprezy, bywają bale przebierańców i wreszcie jest to, co rozgrywało się na dachu u Caleba, co z definicji, teoretycznie, kwalifikowało się jako impreza kostiumowa, ale w rzeczywistości wyglądało raczej jak wielka powtórka musicalu Hair - plus torebki od Gucciego, minus paskudne koki z lat sześćdziesiątych. Poczułam nagłe pragnienie, żeby zrzucić buty, garsonkę i włóczyć się w samych majtkach i staniku, choćby po to, by jak najmniej wyróżniać się z tłumu. Nawet wtedy miałabym na sobie więcej ubrania niż każda z obecnych tu kobiet, ale przynajmniej tak bardzo nie rzucałabym się w oczy.
Caleb zniknął na chwilę i wrócił z kieliszkiem szampana dla mnie i szklanką czegoś w kolorze bursztynu dla Philipa. Opróżniłam kieliszek jednym długim haustem i zaczęłam gapić się na dziewczynę, którą Caleb przyprowadził, żeby nas sobie przedstawić. Prezentacja została poprzedzona długim i widowiskowym pocałunkiem, podczas którego oboje, Caleb i dziewczyna, otworzyli usta tak szeroko i z takim entuzjazmem poruszali językami, że czułam się jak niemal pełnoprawna uczestniczka wydarzenia.
– Mmm – mruknął, swawolnie gryząc ją w szyję, kiedy już wydobył język z wnętrza jej ust. – Chłopaki, to… najpiękniejsza dziewczyna na tej imprezie. Odjazdowa. Poważnie, widzieliście kiedyś w życiu coś równie niesamowitego?
– Piękna – zgodziłam, się, jakby w ogóle jej tam nie było. – Masz całkowitą rację. – Dziewczyna najwyraźniej nie przejęła się tym, że Caleb zapomniał, a może nawet nigdy nie poznał jej imienia. Nie było to aż takie dziwne, stwierdziłam, najwyraźniej masa ludzi spędza razem czas, nie znając swoich imion. Muzyka jest zawsze za głośna, z reguły wszyscy są pijani. Zasadniczym powodem niewiedzy był jednak fakt, że nikogo to nie obchodziło. „Zapamiętam, jak jej na imię, kiedy przeczytam o niej na Page Six”, wypowiedziała się kiedyś w tej kwestii Elisa. Tej dziewczynie to nie przeszkadzało, pewnie dlatego, że najwyraźniej nie rozumiała ani słowa z tego, co mówimy. Chichotała tylko i od czasu do czasu poprawiała kostium, koncentrując się na dotykaniu Caleba tak często i tak sugestywnie, jak tylko się dało. Podszedł do nas kolejny mężczyzna przebrany za kobietę (ten miał na sobie kostium imitujący ciało z nagimi piersiami, oczy pociągnięte błyszczącą kredką i biało-czerwoną arafatkę) i poinformował, że samochody podjadą za kilka minut i zabiorą nas do Bungalowu na „prawdziwą” imprezę Caleba.
– Mam nadzieję, że będzie lepsza od mojej beznadziejnej zeszłorocznej imprezy urodzinowej – westchnął Philip.
– Dlaczego beznadziejnej? – zapytałam, nie dlatego, żeby mnie to obchodziło, ale ponieważ starałam się pozorować udział w rozmowie, dzięki czemu nie rzucało się w oczy, jak się na wszystkich gapię.
– Debile przy drzwiach zaczęli wpuszczać wszystkich i po godzinie imprezę zdominowały wieśniaki spoza miasta. Fatalna wtopa.
– Fatalna – zgodził się Arafat-transwestyta. – Totalnie nieudany moment. Dziś będzie lepiej. Ten duży, jak mu tam, Sammy, stoi na bramce. Nie jest to może geniusz, ale też nie taki znowu kompletnie pojebany idiota.
Sammy! Chciałam wyśpiewać jego imię i uściskać tego, kto je wymówił, zatańczyć w kółeczko na samą myśl o spotkaniu z nim. Ale najpierw musiałam przebrnąć przez to tutaj.
– Więc za kogo się przebrałaś? – zapytał mnie gość w turbanie.
– Za spiętą su… bizneswoman. – Philip był uprzejmy odpowiedzieć za mnie. Kiedy się rozejrzałam, zaczęłam się zastanawiać, co takiego jest w imprezach kostiumowych, że mężczyźni zawsze przebierają się za kobiety, a kobiety ubierają się jak dziwki. Niezależnie od tego, jak elegancka jest impreza i jak drogi alkohol się podaje, dzieje się tak zawsze, za każdym razem. Rozejrzałam się w poszukiwaniu skąpo odzianych kociaków, pielęgniarek, księżniczek, piosenkarek, francuskich pokojówek, cheerleaderek, uczennic ze szkoły katolickiej, diabłów, aniołów i tancerek, ale te dziewczyny nie zawracały sobie głowy tak ograniczającą identyfikacją. W zasadzie strój żadnej z nich nie był kostiumem, a zaledwie połączeniem błyszczących tkanin i lśniących dodatków, zaprojektowanych, by zaprezentować najlepsze egzemplarze kobiecego ciała, jakie kiedykolwiek stworzył Bóg.
Brunetka spoczywająca na jednej z leżanek miała na sobie powłóczyste różowe cygańskie spodnie, zmarszczone w pasek na biodrach i zebrane w kostkach, a ich przezroczysty materiał pozwalał obejrzeć naszywane diamencikami stringi, wciśnięte między idealnie jędrne pośladki. Jako górę włożyła naszywany diamencikami stanik, który zbierał piersi w ten idealny sposób, mówiący „patrz na mnie”, ale nie, jestem nową Pamelą Anderson”. Obok brunetki leżała jej przyjaciółka, która wyglądała na szesnaście lat, i bawiła się jej włosami. Miała na sobie srebrne kabaretki, tak rozciągnięte wzdłuż jej nieskończenie długich nóg, że miejscami wyglądały na podarte, na to czerwone skórzane chłopięce szorty, tak nisko wycięte na biodrach i tak wysoko na udach, że z pewnością musiała zamawiać specjalne woskowanie. Jedynym dodatkiem do tego „kostiumu” były długie srebrne frędzle zwisające z sutków jej piersi wielkości jabłek i ogromna tiara z różnokolorowych piór i kawałków futra, które kaskadą spływały jej na plecy. Nigdy, przez całe dwadzieścia siedem lat życia nie zdarzyło mi się poczuć seksualnego pociągu do kobiety, ale w tym momencie przespałabym się z każdą z nich, od razu.
– Wyglądają jak modelki prezentujące bieliznę, na litość boską – mruknęłam pod nosem, nie zwracając się do nikogo konkretnie.
– To są modelki – odpowiedział Philip, wpatrując się w nie z wyrazem twarzy, który można opisać tylko słowem „żądza”. – Nie poznajesz Raquel i Marii Therezy? To w tym roku najpopularniejsze dziewczyny Victorii, najmłodsze w historii pokolenie z Brazylii.
Byłam zdruzgotana, widząc, że wcale nie potrzebują takiego retuszu zdjęć, jak zawsze to sobie wmawiałam. Przemieszczaliśmy się pod przykrytym szkłem dachem (tylko sufit był otwarty na niebo), Philip przybił piątkę Jimmy'emu Fallonowi i zaraz potem Derekowi Jeterowi oraz wymienił całusy w policzki (zawsze o milimetr omijając usta) z długim korowodem redaktorek z magazynów o modzie, aktorek z sitkomów i hollywoodzkich gwiazdek. Właśnie sprawdzałam komórkę, żeby zobaczyć, czy nie dzwoniły Elisa lub Kelly, kiedy zauważyłam Philipa masującego plecy dziewczynie z frędzlami na sutkach, i teraz rozpoznałam, że to ona prezentowała zamówione przeze mnie bawełniane majtki od bikini w katalogu VS. To właśnie ją oskarżałam w duchu o wprowadzenie mnie w błąd, kiedy założyłam to bikini i spojrzałam w lustro. Muzyka Hotel Costes dudniła z jakiegoś płaskiego, jakby plazmowego monitora, który wisiał na jednej z zewnętrznych ścian, a ludzie na przemian tańczyli, palili, wciągali kreski, wsuwali sushi albo pożerali się wzrokiem. Co chwila spoglądałam na drzwi w oczekiwaniu na Elisę, martwiłam się, czy znajdą nas na tarasie, aż w końcu wysłałam jej SMS-a z instrukcją obsługi windy. W którymś momencie wzięłam drinka od pięknego kelnera bez koszuli, w opasce na biodrach i na obcasach, ale trwałam przykuta do drzwi, żeby widzieć wszystkich wchodzących i wychodzących. Zabawę na chwilę przerwano, kiedy Caleb ogłaszał, że na dole czekają samochody, żeby zawieźć wszystkich do klubu, ale zaraz potem imprezowano dalej, także w windzie i przy wsiadaniu do dwudziestu paru limuzyn Town Car, które z tego, co widziałam, zajęły cały kwartał od przecznicy do przecznicy.