Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 102
Перейти на страницу:

– Hej, piesku, jak się masz? Bette, co to za śliczności?

– Uroczy – stwierdziła brunetka, mierząc Millington chłodnym spojrzeniem. – Oczywiście wolę cavaliery kings charles, ale sądzę, że yorki też mogą być atrakcyjne.

Miau.

– Cześć, jestem Bette – zdołałam powiedzieć, wyciągając rękę do dziewczyny. Spróbowałam zdobyć się na nieco cieplejszy uśmiech dla Sammy'ego, ale jestem pewna, że wyglądał jak grymas.

– Och, formalistka – odezwała się ze śmiechem. Podała mi rękę, każąc na to czekać o jakieś trzy sekundy dłużej, niż wypadało. – Isabelle.

Z bliska Isabelle nie była mniej atrakcyjna, ale starsza, niż z początku sądziłam. Wysoka i szczupła w sposób, w jaki mogą być szczupłe tylko naprawdę głodne kobiety, ale pozbawiona tej świeżości, która wiąże się z młodością, tego naiwnego zadowolenia, które mówi „randki na Manhattanie na razie mi nie dopiekły – wciąż jeszcze mam nadzieję, że kiedyś spotkam miłego faceta”. Isabelle zdecydowanie porzuciła to marzenie dawno temu, chociaż miałam wrażenie, że spodnie od Josepha w rozmiarze dwa w połączeniu ze wspaniałą czekoladowo-brązową torbą od Chloe i obscenicznie wyzywającymi piersiami stanowiły pewną pociechę.

– Co cię tu sprowadza? – zapytał Sammy, odchrząkując z takim zakłopotaniem, że oczywiście nie mogli być przyjaciółmi, rodzeństwem czy współpracownikami. Zresztą najlepszy dowód, że nie przedstawił żadnego wyjaśnienia.

– Wyprowadzam psa. Oddycham świeżym powietrzem. Zwyczajnie – odparłam, zdając sobie sprawę, że zabrzmiało to co najmniej defensywnie. Z jakiegoś powodu moje umiejętności prowadzenia uprzejmej rozmowy po prostu zniknęły.

– Tak, to samo tutaj – powiedział zakłopotany i lekko zawstydzony.

Kiedy stało się jasne, że żadne z nas nie potrafi wymyślić niczego, co można by powiedzieć, zgarnęłam Millington z kolan Sammy'ego, gdzie z wyraźnym zadowoleniem akceptowała pieszczoty – och, jak świetnie ją rozumiałam! – wymamrotałam słowa pożegnania i popędziłam w kierunku domu w tempie, które ocierało się o upokarzający pośpiech. Usłyszałam śmiech Isabelle i pytanie do Sammy'ego, kim jest jego przyjaciółeczka. Potrzebowałam całej siły woli, żeby się nie odwrócić i nie zasugerować, że następne zastrzyki z botoksu lekarz powinien zaaplikować jej w sposób, który pozwoli uniknąć wyrazu twarzy sarenki oślepionej przez samochód. Ale prawdopodobnie nie udałoby mi się wymyślić niczego tak ciętego. Pewnie wypaliłabym tylko „Słyszałam!”. Więc się nie odezwałam.

Zatem to wiadomość oficjalna, pomyślałam, stojąc pod prysznicem tak gorącym, że parzył: Sammy ma dziewczynę. A może bardziej stosownie byłoby użycie określenia „przyjaciółkę”, skoro kobieta, o której mowa, nie mogła mieć mniej niż czterdziestkę. Oczywiście, że tego dnia w Starbucks, kiedy wyśmiewał się z Philipa, nie był zazdrosny. Czując się z każdą sekundą coraz bardziej żałosna, szybko ubrałam się w jeden ze starych, „bankowych”, granatowych garniturów, które zostały relegowane na dno szafy, na suszenie włosów i nakładanie minimalnej ilości korektora nie poświęcając ani sekundy dłużej niż to konieczne.

Zanim dotarłam do Four Seasons, prawie przekonałam samą siebie, że mnie to nie obchodzi. W sumie jeśli Sammy naprawdę chciał umawiać się z kimś w lepszych ciuchach, z większymi pieniędzmi i biustem trzy razy takim jak mój, cóż, z pewnością miał do tego prawo. Zresztą, komu potrzebny ktoś tak płytki? Właśnie się rozgrzewałam, żeby zacząć wymieniać jego liczne, naprawdę liczne wady (żadna sama się nie nasuwała, ale z pewnością jakieś musiał mieć), kiedy zadzwonił mój telefon. Elisa, prawdopodobnie jak zwykle dzwoniła, żeby zadawać obsesyjnie szczegółowe pytania o to kiedy, gdzie, dlaczego i z kim ostatnio widziałam Philipa, więc nie odebrałam i podeszłam do kierownika sali. Telefon zadzwonił ponownie zaledwie kilka sekund później i chociaż przełączyłam go na wibracje, zdołała przesłać wiadomość: „911. ODDZWOŃ NATYCHMIAST”.

– Bette? Hej, znalazłaś ich już? – zapytał Michael, podchodząc do mnie. Wydawał się wymizerowany i jakiś zabiedzony. Penelope mówiła, że pracuje nad kolejną wielką umową z M &A *. Harował po nocach od czterech dni, a końca nie było widać.

– Nie, czy jesteśmy pierwsi? – Pocałowałam go w policzek i pomyślałam, od jak dawna go nie widziałam. Minęły całe tygodnie, nawet nie mogłam sobie przypomnieć ile. – Gdzie Megu?

– W szpitalu. Pen chyba powiedziała, że mogą zamówić stolik z tyłu, w prywatnej sali, więc chodźmy.

– Świetnie. – Przyjęłam ofiarowane ramię i doświadczyłam dziwnego wrażenia, jakbym wróciła do domu. – Wiesz, całe wieki nigdzie się nie wybieraliśmy. Co robisz potem? Może namówimy Pen i wstąpimy do Black Door na drinka albo sześć?

Uśmiechnął się, chociaż wyglądało, jakby wyczerpał w ten sposób całą posiadaną energię, i skinął głową.

– Stanowczo. Jesteśmy już wszyscy pod jednym dachem, jak często się to zdarza, do cholery? Zróbmy to.

Stół wydawał się być nakryty na osiemnaście albo dwadzieścia osób, ale kiedy tylko zaczęłam witać się z ojcem Penelope, telefon ponownie zasygnalizował, że ktoś dzwoni.

– Bardzo przepraszam, proszę mi wybaczyć – powiedziałam i pospiesznie ruszyłam w stronę drzwi, żeby go wyłączyć. Znów Elisa. Chryste, co mogło być aż takie ważne, że musiała zacząć te zmasowane prześladowania? Zaczekałam, aż telefon przestanie brzęczeć, a potem podniosłam klapkę, chcąc go wyłączyć, ale musiała znów wybrać mój numer, bo usłyszałam jej głos dobiegający z zagłębienia dłoni.

– Bette? To ty? Bette, to życiowa sprawa.

– Hej, słuchaj, to naprawdę nie jest odpowiedni moment. Jestem na…

– Musisz natychmiast tu przyjechać, Kelly szaleje, bo…

– Eliso, nie pozwoliłaś mi dokończyć. Jest wpół do dziewiątej, sobotni wieczór i właśnie mam zacząć kolację w Four Seasons z przyjaciółką i całą jej rodziną. I jest to dla mnie naprawdę ważne, więc z pewnością poradzisz sobie z tym, na punkcie czego szaleje Kelly. – Pogratulowałam sobie stanowczości i umiejętnego wyznaczenia granic, czego mama próbowała mnie nauczyć, odkąd skończyłam sześć lat.

W tym momencie już ciężko dyszała i usłyszałam w tle słaby brzęk kieliszków.

– Przykro mi, kotku, ale Kelly nie przyjmuje dziś odmowy. Jest teraz w Vento na kolacji z ludźmi z BlackBerry i mamy się z nimi spotkać w Soho House najpóźniej o dziewiątej trzydzieści.

– Niemożliwe. Wiesz, że przyszłabym, gdybym mogła. Jestem zobligowana tu zostać przez przynajmniej kilka najbliższych godzin – odparłam, słysząc we własnym głosie niepewność. – Rozumiesz, dziewiąta trzydzieści to absurdalnie wczesna pora i nie pojmuję dlaczego, jeśli oczekuje, że będziemy się z nimi spotykali, musi to być w sobotę wieczorem ani czemu nie mogła wcześniej o tym wspomnieć choć słowem.

– Słuchaj, dociera do mnie, co mówisz, ale nie ma wyjścia. Jesteś odpowiedzialna za tę imprezę, Bette! Przyjechali do miasta wcześniej i Kelly uznała, że kolacja zapoznawcza ich ugłaska, ale najwyraźniej chcą poznać ciebie… i Philipa. Dzisiaj. Ponieważ impreza jest tak niedługo i najwyraźniej im odbija.

– Philipa? Chyba żartujesz!

– Spotykasz się z nim, Bette. A on zgodził się poprowadzić dla nas tę imprezę – stwierdziła głosem przemądrzałej starszej siostry. Kątem oka zobaczyłam podchodzącą Penelope i wiedziałam, że zachowuję się strasznie nieuprzejmie.

вернуться

* M&A – międzynarodowa firma inwestycyjna.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)