Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 102
Перейти на страницу:

– Och, mój Boże, Will, tak mi przykro. Za nic nie chciałam cię w to wciągać. A to, co napisała o twojej kolumnie, jest żałośnie nieprawdziwe – skłamałam.

– Och, Bette, kochanie, zamknij się. Oboje wiemy, że ma rację. Nie możemy kontrolować tego, co ludzie piszą, więc jeszcze przez chwilę się tym nie przejmujmy. Chodź, zjedzmy kolację. – Wygłosił wszystkie właściwe słowa, ale napięcie widoczne w jego twarzy mówiło coś innego i poczułam dziwny smutek i tęsknotę za tym, jak wszystko się układało, zanim zaczęłam swoje nowe ulepszone życie.

14

– Możesz jeszcze raz powtórzyć, dlaczego twoja matka urządza ci przyjęcie pożegnalne, skoro jest wściekła, że się przeprowadzasz? – zapytałam Penelope. Po całym dniu załatwiania spraw i wydzwaniania do sponsorów imprezy Black-Berry – która miała się odbyć za cztery dni – uznałam, że wszystko dobrze się zapowiada i schroniłam się u Penelope w nadziei na rozmowę o czymś, czymkolwiek, co nie jest związane z reklamą. Rozłożyłam się na podłodze w sypialni, którą dzielili teraz z Averym, chociaż nie wyglądało, by Avery poszedł na jakiś kompromis, jeśli chodzi o połączenie ich rzeczy: królewskich rozmiarów łóżko wodne spoczywało na imponującym czarnym podeście, czarna skórzana sofa w stylu „rozpuszczony chłopak” pochłaniała tę odrobinę miejsca, którą zostawiało, a jedynym elementem dającym zakwalifikować się jako „dekoracyjny” była za duża i nieco odbarwiona lampa „lawa”. Główną atrakcją mieszkania był jednak pięćdziesięciopięciocalowy plazmowy telewizor, który wisiał na ścianie salonu. Według Penelope Avery nie umiał umyć talerza ani wyprać pary skarpetek, ale co weekend ostrożnie czyścił płaski ekran specjalnym, niepowodującym zadrapań środkiem. Ostatnim razem, kiedy u nich byłam, słyszałam, jak Avery instruuje Penelope, żeby „powiedziała sprzątaczce, że ma się trzymać z daleka od mojego kineskopu ze swoim płynem do czyszczenia. To gówno spieprzy ekran. Przysięgam na Boga, że jeżeli zobaczę ją w pobliżu mojego telewizora z butelką lizolu, będzie musiała szukać nowej pracy”. Penelope uśmiechnęła się wyrozumiale, jakby chciała powiedzieć „chłopcy to chłopcy”. Aktualnie pakowała ubrania Avery'ego do walizek od Louisa Vuittona, które jego rodzice kupili im z okazji zaręczynowej wycieczki do Paryża. Jednocześnie zrzędziła z powodu dzisiejszej kolacji pożegnalnej. Nie dociekałam, dlaczego Avery nie mógł sam pakować własnych ciuchów.

– Mnie pytasz? Powiedziała coś idiotycznego o „postępowaniu zgodnie z zasadami” czy coś w tym stylu. A tak serio, to mam wrażenie, że nie miała żadnych planów na dzisiejszy wieczór i nie mogła znieść myśli, że zostanie w domu.

– Cóż za pozytywne podejście do tematu. – Pusta torebka w dłoni przypomniała mi, że właśnie wtrząchnęłam tonę cukierków cynamonowych dokładnie w dwanaście minut. Usta na zmianę drętwiały mi i piekły, ale nie sprawiło to, że zwolniłam tempo.

– Będzie do dupy i dobrze o tym wiesz. W tej chwili mam tylko nadzieję, że w ogóle da się to znieść. A co to jest, do cholery? – wymamrotała, podnosząc jaskrawoniebieski T-shirt z żółtym napisem, który głosił GIBAM SIĘ Z KATOLICZKAMI. – Fuj! Myślisz, że to kiedyś nosił?

– Prawdopodobnie. Wyrzuć to.

– Zdecydowanie – powiedziała i cisnęła koszulkę do śmieci. – Na pewno nie jesteś wściekła, że zmuszam cię, żebyś dzisiaj przyszła?

– Pen! Jestem wściekła, że się przeprowadzasz, a nie z powodu zaproszenia na kolację. Wiesz, nie mogę powiedzieć, żeby sprawiał mi przykrość fakt, iż twoi rodzice stawiają kolację w Sali Grillowej. O której powinnam tam być?

– Wszystko jedno. Zaczyna się o wpół do dziewiątej czy coś takiego. Przyjdź może kilka minut wcześniej, żebyśmy mogły sobie strzelić kielicha w łazience. – Uśmiechnęła się groźnie. – Całkiem poważnie rozważam przyniesienie flaszki. Czy to źle? Fu! Bywają gorsze rzeczy, na przykład to… – Tym razem podniosła w górę parę spłowiałych, znoszonych bokserek z niezbyt subtelną fluorescencyjną różową strzałką, wskazującą dokładnie na krocze.

– Flaszkę możesz uważać za załatwioną. Co ja bez ciebie zrobię? – jęknęłam żałośnie. Jeszcze nie pogodziłam się z myślą, że Penelope, moja najlepsza – i jedyna – przyjaciółka od dziesięciu lat, przeprowadza się na drugi koniec kraju.

– Poradzisz sobie – stwierdziła głosem, w którym brzmiała większa pewność, niż mogło mi się podobać. – Masz Michaela i Megu, i całą nową ekipę w pracy, i masz teraz chłopaka.

Było dość dziwne, że wspomniała Michaela, bo prawie wcale już go nie widywałyśmy.

– Daj spokój. Michael ma Megu. „Ekipa” w pracy to dokładnie to – grupa ludzi z tajemniczym dostępem do góry forsy i silnym upodobaniem do wydawania jej na tony pigułek. A co do wzmianki o „chłopaku”, cóż, pominę ją dyskretnym milczeniem.

– Gdzie moja ulubiona dziewczyna? – wykrzyknął Avery zaraz po tym, gdy trzasnęły frontowe drzwi. – Cały dzień czekam, żeby wrócić do domu i zaciągnąć twoją słodką dupkę do łóżka!

– Avery, zamknij się! – zawołała Pen, zdradzając tylko nieznaczne zakłopotanie. – Jest Bette!

Ale było za późno, już zjawił się w drzwiach bez koszuli, z rozpiętym górnym guzikiem i rozsuniętym zamkiem dżinsów, odsłaniającym bawełniane limonkowozielone bokserki.

– O, hej, Bette. Kiwnął głową w moją stronę, zupełnie niewzruszony faktem, że jestem świadkiem jego uwodzicielskich działań.

– Cześć, Avery – mruknęłam, wpatrując się w swoje tenisówki i zastanawiając po raz tysięczny, co, poza mięśniami klatki piersiowej, trzeba przyznać fantastycznymi, widzi w nim Penelope. – Właśnie wychodzę. Muszę wpaść do domu i wyszykować się przed dzisiejszym wielkim wieczorem. A skoro już o tym mowa, co się nosi w Four Seasons?

– Cokolwiek, co włożyłabyś na kolację z rodzicami – odrzekła Penelope, kiedy Avery, jak osoba cierpiąca na zespół nadpobudliwości z zaburzeniami uwagi, zaczął grać w kosza swoimi pozwijanymi w kule skarpetkami.

– Może chcesz to przemyśleć? Chyba że mam się zjawić w spódnicospodniach i koszulce z napisem DAJMY SZANSĘ POKOJOWI. Do zobaczenia wieczorem.

– Jasne – rzucił Avery, wysuwając dwa palce w przedziwnej kombinacji znaku pokoju i gangsterskiego pozdrowienia. – Na razie, B.

Uściskałam Penelope i wyszłam, próbując nie wyobrażać sobie tego, co niewątpliwie odbyło się natychmiast po moim zniknięciu. Zakładając, że się pospieszę, miałabym czas wyciągnąć Millington na szybki spacer i może nawet wziąć kąpiel. Pojechałam do domu taksówką i przez kilka minut goniłam Millington po całym mieszkaniu, ponieważ dokładała starań, żeby się przede mną ukryć. Instynktownie wiedziała, kiedy zamierzam wyprowadzić ją na dwór, i w przeciwieństwie do wszystkich psów, jakie w życiu spotkałam, nienawidziła tego. Wszędzie kurz, pyłki i chwasty – była potem nie do życia przez całe godziny, ale uważałam, że powinna wychodzić przynajmniej raz w miesiącu. Mniej więcej. Poza tym chodziłyśmy tylko dookoła domu. Nie mogłam wyjść z podziwu nad jej metabolizmem. Właśnie dotarłyśmy do Madison Square Park i udało nam się ominąć świra, który tam rezydował i zwykle gonił za Millington z wózkiem z supermarketu, kiedy usłyszałam swoje imię.

– Bette! Hej, Bette, tutaj!

Odwróciłam się i zobaczyłam Sammy'ego, który siedział na ławce i pił kawę. Jego oddech tworzył chmurę w zimnym powietrzu. Obok siedziała absolutnie oszałamiająca kobieta. Cholera jasna. Nie było dokąd uciec. Oczywiście mnie zobaczył i obserwował, kiedy spojrzałam prosto na niego, więc nie istniał żaden możliwy do przyjęcia sposób, by udać, że nic nie zaszło. Do tego Millington wybrała ten właśnie moment, żeby pierwszy raz w całym swoim krótkim życiu okazać instynkt społeczny i wystartowała w ich stronę, wyciągając automatycznie zwijaną smycz na maksymalną długość i z biegu wskakując mu na kolana.

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)