Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów

Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:

Podczas przygotowań do koronacji cara Mikołaja II porwany zostaje syn Wielkiego Ksiecia Georgija Aleksandrowicza. Porywacz jako okupu żąda `Orłowa`. Ten bezcenny brylant zdobiący berło jest narodową świętością. Fandorin wie, że zbrodniarz nie zwykł zostawiać swych ofiar przy życiu. Musi więc wygrać wyścig z czasem.
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 104
Перейти на страницу:

* * *

Leżeć, rzecz jasna, nie zamierzałem, ale i zajmować się nie miałem czym, Somow bowiem ostatecznie zawładnął wszystkimi moimi obowiązkami i - trzeba mu to przyznać - nieźle się z nimi sprawiał. W każdym razie nie dostrzegłem żadnych poważnych uchybień, chociaż bardzo dokładnie sprawdziłem i porządek w pokojach, i zastawę, i stajnię, i nawet stan klamek u drzwi. No, poleciłem tylko zamienić w sypialni jej wysokości róże na anemony i sprzątnąć pustą butelkę, która potoczyła się pod łóżko lejtnanta Endlunga.

Byłem zatem odsunięty od obowiązków, pobity (co najbardziej nieprzyjemne - słusznie), poniżony przed mademoiselle Declique, lecz najbardziej dręczyła mnie koszmarna wizja: Michał Gieorgijewicz cierpiący w wilgotnym podziemiu. Wstrząs, przemoc, fizyczne męki, długotrwałe działanie narkotyków - wszystkie te urazy, doznane w tak delikatnym wieku, jeszcze dadzą o sobie znać. Strach pomyśleć, jak odbiją się na charakterze i zdrowiu psychicznym wielkiego księcia. Ale teraz martwić się tym było jeszcze za wcześnie. Najpierw trzeba wyzwolić jego wysokość z łap okrutnego doktora Linda.

Obiecałem sobie, że wybaczę Fandorinowi wszystko, jeśli tylko będzie umiał uratować dziecko.

Na kolację wrócili nasi, obecni na ceremonii poświęcenia sztandaru państwa w Zbrojowni na Kremlu.

W korytarzu Ksenia Gieorgijewna wzięła mnie za rękaw i cicho spytała:

- Gdzie Erast Piotrowicz?

Wydaje się, że jej wysokość chciałaby zrobić ze mnie potajemnego wspólnika swojej affaire de coeur* [Miłostki (fr.).], a ja absolutnie nie chciałem brać na siebie dwuznacznej roli.

- Pan Fandorin wyjechał z mademoiselle Declique - odpowiedziałem beznamiętnie, skłoniłem się i pozostałem pochylony, żeby nie patrzeć w oczy wielkiej księżnej.

Ksenia Gieorgijewna, zdaje się, była nieprzyjemnie zdziwiona.

- Z Emilią? Ale po co?

- To ma związek z planem oswobodzenia Michała Gieorgijewicza. - Nie chciałem wdawać się w szczegóły, pragnąc jak najszybciej zakończyć tę rozmowę.

- Ach, jaką jestem egoistką! - W oczach wielkiej księżnej zalśniły łzy. - Jestem podła. Podła! Biedny Mika! Nie, ja ciągle o nim myślę, modliłam się za niego przez całą noc... - Nagle poczerwieniała i poprawiła się: - No, prawie całą...

Po tych słowach, które zrozumieć można było tylko jednako, nastrój już całkiem mi się zepsuł i - obawiam się - podczas kolacji nie dość uważnie wypełniałem swe obowiązki.

A przecież uczta była szczególna, wydana dla uczczenia naszych brytyjskich gości z okazji urodzin królowej angielskiej, którą w carskiej rodzinie nazywa się po prostu Granny i którą u nas szczerze szanują i serdecznie kochają. Ostatni raz „babcię całej Europy” widziałem tej wiosny w Nicei, kiedy wyszukała partię dla Kseni Gieorgijewny i wyswatała ją z księciem Olafem. Cesarzowa Indii, władczyni pierwszego światowego mocarstwa, moim zdaniem mocno się postarzała, ale wciąż jest krzepka. Między naszymi sługami dworskimi krążą słuchy, że po śmierci męża królowa przez długie lata utrzymywała stosunki ze swoim lokajem, ale patrząc na tę szacowną, wielką osobę, trudno w to uwierzyć. Zresztą, o najwyższych osobach zawsze krążą niewiarygodne plotki - nigdy nie należy zwracać uwagi na pogłoski, dopóki nie doczekają się formalnego potwierdzenia. Ja w każdym razie w mojej obecności plotek o jej królewskiej mości, brytyjskiej władczyni, nie dopuszczam.

Wydając kolację na cześć Granny, Gieorgij Aleksandrowicz chciał choć częściowo wynagrodzić angielskim gościom niedostatek uwagi okazywanej im z powodu nieszczęścia, które spadło na Zielony Dom. Przygotowaniami zajął się Somow, mnie pozostawało jedynie skontrolować nakrycia i menu - wszystko zostało wykonane bezbłędnie.

Zabrakło jednak radosnego nastroju, mimo że Endlung starał się ze wszystkich sił, a i Gieorgij Aleksandrowicz zachowywał się tak, jak przystało na gościnnego gospodarza. Ale wysiłki szły na marne: Paweł Gieorgijewicz siedział ponury i nie ruszał jedzenia, tylko pił wino; Ksenia Gieorgijewna wyglądała na roztargnioną; milord i mister Carr nie patrzyli na siebie, a z dowcipów lejtnanta śmiali się trochę zbyt głośno, jakby celowo udawali beztroskę. Od czasu do czasu zapadała ciężka cisza, przypieczętowując nieudany wieczór.

Wydawało mi się, że nad stołem unosi się cień nieszczęsnego malutkiego jeńca, chociaż nie padło o nim ani jedno słowo. Przecież o tym, co się stało, Anglicy oficjalnie nie byli powiadomieni - to oznaczałoby rozgłoszenie sekretu w całej Europie. To, o czym się nie mówi, nie istnieje. Jako ludzie honoru lord Banville i mister Carr będą milczeć. A jeśli nawet się wygadają, to w sposób uczciwy, w swoim kręgu. To, rzecz jasna, stanie się źródłem plotek, ale niczego więcej. A o randze pogłosek już mówiłem.

Stałem za krzesłem Gieorgija Aleksandrowicza, dając znaki lokajom, kiedy trzeba było coś przynieść czy zabrać. Ale myślami byłem daleko - zastanawiałem się, jak odkupić swoją mimowolną winę wobec Michała Gieorgijewicza, czy mogę jeszcze jakoś się przyczynić do jego uratowania. I w dodatku - nie chcę ukrywać - przypominało mi się, i to niejeden raz, ufne, a nawet pełne zachwytu spojrzenie, którym mademoiselle Declique patrzyła na Fandorina. Erasta. Przyznaję się, że widząc się w roli wybawcy Michała Gieorgijewicza, wyobrażałem sobie też, że ona dokładnie tak samo (a być może jeszcze goręcej) popatrzy na mnie. Zachowywałem się, rzecz jasna, głupio. Głupio i niegodnie.

- Dlaczego koniecznie ja? - spytał, zniżając głos, Paweł Gieorgijewicz. - Przecież to ty obiecałeś zaprosić ich dzisiaj do opery.

- Nie będę mógł - odpowiedział tak samo cicho Gieorgij Aleksandrowicz. - Pojedziesz ty.

W pierwszej chwili - ani chybi dlatego, że moje myśli zajęte były czymś zupełnie innym - wydało mi się, że nagle zacząłem rozumieć po angielsku (ponieważ rozmowa przy stole, rzecz jasna, prowadzona była w tym właśnie języku), i dopiero potem do mnie dotarło, że te zdania zostały wypowiedziane po rosyjsku.

Paweł Gieorgijewicz mówił wesołym głosem, rozciągając wargi w uśmiechu, lecz jego oczy były pełne złości. Ojciec patrzył nań dobrodusznie, ale zauważyłem, jak jego wysokości czerwieni się kark, a to nie wróżyło niczego dobrego.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)