Portier Nosi Garnitur Od Gabbany
- Автор: Weisberger Lauren
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:
– Doceniam twoje uczucie, ale mam dziś inne plany, Philipie. Nie dam rady – dodałam dla podkreślenia.
W tle słyszałam Eminema, a potem stłumiony głos innego mężczyzny.
– Hej, jakiś facet chce, żebym przekazał ci od niego pozdrowienia. Pieprzony bramkarz. Jezu, Bette, najwyraźniej bywasz tu częściej, niż z początku myślałem. Koleś, jak ci na imię?
Gdybym miała w tym momencie wybór, wybrałabym śmierć zamiast prowadzenia rozmowy z Sammym za pośrednictwem Philipa. Ale zanim zdążyłam zmienić temat albo poprosić, żeby odszedł kawałek, ponieważ słabo go słyszę, Philip stwierdził:
– Słuchasz mojej rozmowy? Spierdalaj, koleś.
Aż się skurczyłam.
– Philipie, tak ci dziękuję za te cudowne kwiaty – wypaliłam, rozpaczliwie chcąc odwrócić jego uwagę od Sammy'ego. – Najpiękniejsze, jakie w życiu widziałam, i taka jestem szczęśliwa, że zgadzasz się na tę imprezę BlackBerry.
– Co? – Znów stłumiona rozmowa. – Bramkarz ma na imię Sammy i twierdzi, że pracuje z tobą nad jakąś imprezą czy coś takiego. O czym on mówi, Bette?
– Tak, no właśnie o tym mówię. Impreza dla BlackBerry.- Teraz już wrzeszczałam do słuchawki, usiłując przebić się przez hałas w tle. – Ta, którą zgodziłeś się poprowadzić… kwiaty… liścik… coś sobie przypominasz? – Zupełnie jakbym usiłowała wytłumaczyć coś głuchemu, otępiałemu staruszkowi.
– Kwiaty? – W jego głosie zabrzmiało szczere zmieszanie.
– Te, które mi dzisiaj przysłałeś? Pamiętasz?
– Och, już rozumiem, kochanie. Przypuszczam, że Marta je posłała. Jest bardzo uważna, jeśli chodzi o detale, posyłanie kwiatów i takie tam gówna we właściwych momentach. Jest najlepsza.
Teraz przyszła moja kolej na zdziwienie.
– Marta?
– Moja asystentka. Zarządza moim życiem, dba, żebym dobrze wypadł. I to działa, prawda? – Niemal słyszałam przez telefon, jak pokazuje w uśmiechu zęby.
Asystentka z pewnością musiała większą część dnia pracy poświęcać na działania organizacyjne i troskę o wszystkie kobiety Philipa, imprezy i wymagania co do liczby nitek w osnowie.
– A czy powiedziała ci, że zgodziła się w twoim imieniu, że będziesz gospodarzem tej imprezy? – Starałam się mówić najspokojniej i z największą godnością.
– Ależ skąd, kochanie, ale wszystko w porządku. Jeżeli ona jest nastawiona do pomysłu entuzjastycznie, to ja także. Po prostu powie mi, gdzie i kiedy mam być. Co?
– Co co?
– Zaczekaj chwilę, ten bramkarz chce z tobą rozmawiać. Twierdzi, że chodzi o sprawy zawodowe.
No nie, to było nie do przyjęcia. Prawie – prawie – zapomniałam, że Sammy stoi obok, słuchając całej tej wymiany zdań. Słyszał fragment o kwiatach i z pewnością także to, jak protekcjonalnie zachowywał się Philip, oznajmiając mi, że „ten bramkarz chce ze mną rozmawiać”.
– Zaczekaj! Philip, nie możesz…
– Halo, Bette? – Sammy. Nie byłam w stanie się odezwać – Jesteś tam?
– Jestem – odparłam słabo. Drżenie tak żywo odmalowane we wszystkich moich książkach powróciło, i to z wielkim impetem.
– Hej, słuchaj, chciałem tylko…
Przerwałam mu bez namysłu i wypaliłam:
– Przepraszam, że on gada teraz jak dupek, ale on po prostu jest dupkiem.
Zapadła cisza, a potem rozległ się głęboki śmiech pełen uznania.
– Cóż, ty to powiedziałaś, nie ja. Chociaż nie mogę się z tobą nie zgodzić. – Znów usłyszałam jakąś stłumioną wymianę zdań, a potem Sammy zawołał: – Przechowam ją tu dla ciebie, stary.
– Co się dzieje? – zapytałam.
– Twój chłop… twój znajomy zobaczył inną, eee, znajomą osobę i wszedł do środka się przywitać. Zostawił mi swój telefon. Mam nadzieję, że niezbyt go zasmuci, jeśli przypadkiem rozjedzie go taksówka. Słuchaj, naprawdę to chciałem przeprosić za dzisiejsze popołudnie. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale nie miałem prawa mówić ci takich rzeczy. Nawet się nie znamy i wykazałem się zupełnym brakiem szacunku.
Oto są! Moje wielkie przeprosiny! I gdyby nawet zjawił się w drzwiach mojego mieszkania i zaśpiewał serenadę w rozkosznych bokserkach od Calvina Kleina, które po prostu wiedziałam, że nosi, nie mógłby wypaść bardziej szczerze. Chciałam wpełznąć w słuchawkę i zwinąć się na jego kolanach, ale zdołałam zachować ślad godności.
– Nie ma za co. Przepraszam, że tak na ciebie napadłam. Nie wiem, co sobie myślałam. Wina była moja w takim samym stopniu, więc proszę, nie przejmuj się tym.
– Świetnie. Więc nie wpłynie to na naszą relację zawodową, prawda? Amy powiedziała mi dziś, że będę twoim podstawowym kontaktem przy tej imprezie i nie chciałbym, żeby to wpłynęło na sposób, w jaki wykonujemy swoją pracę.
– Och, słusznie. – Praca. Oczywiście. – Tak, tak, nie ma sprawy.
Starałam się ukryć rozczarowanie i najwyraźniej nie wyszło mi to najlepiej, bo od razu wyjąkał:
– Ee, no tak, cóż, naszą pracę i oczywiście naszą, eee, naszą przyjaźń. – Niemal czułam, jak się czerwieni, i jedyne, czego pragnęłam, to pogładzić go po twarzy, a potem owinąć się wokół niego.
– Jasne. Naszą przyjaźń. – Sytuacja pogarszała się z każdą mijającą sekundą, więc uznałam, że choćby nie wiadomo jak przyjemnie słuchało się jego głosu, z kontynuacji tej rozmowy nic dobrego nie wyjdzie.
– Och, Bette, prawie zapomniałem! Rozmawiałem z Amy i zgadza się, żebyście wynajęli na tę noc Bungalow. Zapisała wszystko i tak dalej. Chce tylko dołączyć do listy gości kilka osób, ale poza tym macie nad listą pełną kontrolę. Prawie nigdy się na to nie zgadza. Idealnie, prawda?
– Rany! – sapnęłam z wymuszonym entuzjazmem. – Rzeczywiście wspaniała wiadomość. Wielkie dzięki!
W tle zaczęły chichotać jakieś dziewczyny, jedna z nich kilkakrotnie powtórzyła jego imię, wyraźnie starając się zwrócić na siebie uwagę.
– Cóż, obowiązek wzywa. Lepiej wrócę do pracy. Miło się rozmawiało, Bette. I dzięki, że byłaś taka wyrozumiała z tym, co dzisiaj. Mogę do ciebie jutro zadzwonić? Żeby, eee, omówić pozostałe szczegóły?
– Jasne, jasne, świetnie – odparłam pospiesznie, chcąc jak najszybciej się rozłączyć, ponieważ Will właśnie wrócił i złowieszczo położył sobie na kolanach kartkę. – Później pogadamy. Pa.
– Czy to był twój chłopak? – zapytał, biorąc do ręki drinka i sadowiąc się na krześle.
– Nie – westchnęłam, sięgając po martini. – Zdecydowanie nie.
– Cóż, nie chcę psuć naszej małej imprezy, ale w którymś momencie będziesz musiała to przeczytać… – Odchrząknął i wziął kartkę. – Autorstwa Wtajemniczonej Ellie. Poświęca akapit swojej podróży do Los Angeles w zeszłym tygodniu i wszystkim gwiazdom filmowym, z którymi się bawiła. Dalej następuje krótka wstawka dotycząca jej wielkiej popularności wśród projektantów, jak to wszyscy aż piszczą, żeby ubierać ją na przyjęcia. My jesteśmy następni. Krótkie, lecz nie urocze. „Ponieważ każda przyjaciółka Philipa Westona jest naszą przyjaciółką, uznaliśmy, że niewiele wiemy o jego nowej dziewczynie, Bette Robinson. Wiadomo, że skończyła uniwersytet Emory, pracowała poprzednio dla UBS Warburg i jest nową maskotką agencji PR Kelly & Company, ale czy wiedzieliście, że także siostrzenicą publicysty Willa Daviesa? Niegdyś popularny arbiter we wszystkim, co dotyczy Manhattanu, jest obecnie, przyznajmy, nieco passe. Ciekawe, co też sądzi o zdecydowanie publicznych wyskokach swojej siostrzenicy? Zgadujemy, że nie jest zachwycony…”. To wszystko, co napisała – stwierdził miękko, spokojnie rzucając kartkę na podłogę.
Poczułam mdłości, jakbym właśnie obudziła się ze snu „jestem goła w szkolnej stołówce”.