Portier Nosi Garnitur Od Gabbany
- Автор: Weisberger Lauren
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:
Nuuuuda. Nie byłam zainteresowana kolejnym wykładem o wszechogarniającej sile miłości, więc poprzestałam na jednym ostatnim pytaniu:
– Kiedy się dowiedziałeś, że jesteś gejem, wujku?
Upił kolejny łyk szkockiej i powiedział:
– Och, chyba kiedy służyłem w wojsku. Któregoś dnia obudziłem się i zdałem sobie sprawę, że od jakiegoś czasu sypiam ze swoim oficerem dowodzącym – odparł spokojnie. Pokiwał głową, teraz bardziej przekonany. – Tak, kiedy się nad tym zastanowić, było to dość wymowne.
Nieistotne, że niejasne były dla mnie terminy „sypiam z” oraz „oficer dowodzący”; gwałtowne zaczerpnięcie powietrza przez ojca i spojrzenie, jakie mama rzuciła Willowi przez stół, całkowicie mi wystarczyły. Kiedy lata później zapytałam go, czy rzeczywiście wtedy zdał sobie sprawę, że woli mężczyzn, roześmiał się i powiedział:
– Cóż, nie jestem pewien, czy to był pierwszy raz, kochanie, ale z pewnością tylko ta anegdota nadawała się do opowiedzenia przy stole.
Teraz siedział spokojnie, sącząc martini i czekając, żebym opowiedziała mu o moim nowym, ulepszonym życiu. Ale zanim zdążyłam coś wymyślić, zapytał:
– Przypuszczam, że dostałaś zaproszenie od swoich rodziców na Święto Plonów?
– Dostałam, tak. – Westchnęłam. Rodzice co roku urządzali za domem przyjęcie dla przyjaciół, żeby uczcić Święto Dziękczynienia. Zawsze w czwartek i nigdy nie podawali indyka. Mama zadzwoniła do mnie kilka dni temu i, po uprzejmym wysłuchaniu szczegółów na temat mojej nowej pracy – którą oboje rodzice uważali za tylko nieco bardziej znośną niż napychanie kabzy wielkiemu korporacyjnemu bankowi – kolejny raz przypomniała mi o zbliżającym się przyjęciu i że spodziewają się mojego przyjazdu. Will i Simon zawsze przyjmowali zaproszenie, ale odwoływali wizytę w ostatniej chwili.
– Pewnie pojedziemy wszyscy samochodem w środę, kiedy skończysz pracę – oznajmił teraz Will, a ja ledwo się powstrzymałam, żeby nie przewracać oczami. – No i jak tam ci idzie, skoro już o tym mowa? Sądząc z tego, co czytam, wydaje się, że, och, wciągnęłaś się w tę pracę. – Nie uśmiechnął się, ale oczy mu błysnęły i dałam mu kuksańca w ramię.
– Uhm, tak, na pewno masz na myśli tę nową wzmiankę w „Nowojorskiej Bombie”. Dlaczego nie dadzą mi spokoju?
– Nikomu nie dają spokoju, kochanie. Kiedy czyjąś misją dziennikarską – w sieci czy poza siecią – jest wyłącznie opisywanie, co się jada w kafeterii w Conde Nast, cóż, nic cię nie powinno dziwić. Czytałaś najnowszą?
– To jest już najnowsza? – poczułam, jak narasta znajome przerażenie.
– Och tak, kochanie, obawiam się, że jest. Asystentka przefaksowała mi to godzinę temu.
– Czy jest okropna? – zapytałam, tak naprawdę nie chcąc uzyskać odpowiedzi.
– Mniej niż pochlebna. Dla nas obojga.
– O Chryste. Potrafię zrozumieć, że piszą o Philipie, ale z jakiegoś powodu uparli się na mnie i nic nie mogę na to poradzić. A teraz wplątują w to ciebie?
– Potrafię sobie poradzić z krytyką, kochanie. Nie jestem zachwycony, ale dam sobie radę. A co do siebie, to masz rację. Niewiele możesz, ale z całą pewnością doradzałbym, żebyś się pilnowała i nie zrobiła publicznie niczego wyjątkowo głupiego, a przynajmniej nie w towarzystwie pewnego dżentelmena. Ale nie mówię ci niczego, czego byś nie wiedziała.
Skinęłam głową.
– Nie uważam, żeby moje życie było dość interesujące, aby je opisywać, wiesz? Bo, rozumiesz, jestem nikim. Chodzę do pracy, wychodzę wieczorami, bo muszę, i nagle moje działania stają się przedmiotem kpin, rozrywką dla szerokiej publiczności.
– Nie twoje… jego – uściślił Will, bezmyślnie przesuwając platynową obrączkę, którą Simon nazywał ślubnym pierścionkiem, a Will określał mianem „ubezpieczenia Simona”.
– Masz rację. Nie umiem się z tego wyplątać. On jest wszechobecny. To dziwna sytuacja.
– Jak to? – Oboje się uśmiechnęliśmy, kiedy z pełnym irytacji szelestem lnu w kolorze kości słoniowej przeszedł Simon. Will bezgłośnie rzucił: „złośnik”.
– Cóż… właściwie nie lubię Philipa jako człowieka, ale…
– Kochanie! Nie pozwól, żeby to cię powstrzymało przed umawianiem się z kimś! Gdyby sympatia do danej osoby była konieczna do uprawiania z nią seksu, cóż, wtedy wszyscy mielibyśmy kłopoty – stwierdził, krzywiąc się złośliwie.
– Widzisz, to kolejny problem. Tak naprawdę z nim nie sypiam. Albo raczej to on nie sypia ze mną.
– Muszę przyznać, że to mnie zbiło z tropu.
– Cóż, z początku było tak, ponieważ ja nie chciałam. A przynajmniej tak mi się zdawało. Uważałam po prostu, że to dureń, ale chociaż teraz jestem tego wręcz pewna, coś w nim mnie pociąga. Nie żeby to kompensowało inne braki, ale z pewnością jest inny od reszty ludzi, których znam. To on nie jest zainteresowany.
Will już chciał coś powiedzieć, ale powstrzymał się w chwili, gdy otworzył usta. Wyglądało na to, że nad czymś się zastanawia, po czym oznajmił:
– Rozumiem. No cóż, muszę stwierdzić, że właściwie nie jestem zaskoczony.
– Will! Jestem aż tak nieatrakcyjna?
– Kochanie, nie mam czasu ani chęci pocieszać cię teraz komplementami. Wiesz, że zupełnie nie to miałem na myśli. Po prostu nie uznaję tego za zaskakujące, ponieważ to mężczyźni, którzy najwięcej mówią o seksie, którzy czynią z niego kluczowy element swoich osobowości, którzy się poprzez seks określają, zwykle, hmm, nie sprawdzają się w działaniu. Większość ludzi, jeśli są zadowoleni z tej sfery swojego życia, z przyjemnością zachowuje to dla siebie. Wszystko to ma ci powiedzieć, że moim zdaniem jesteś teraz w najlepszej możliwej sytuacji.
– Och, doprawdy? A to dlaczego?
– Ponieważ z tego, co wspominałaś wcześniej, wnioskuję, że dla twojej szefowej i kolegów jest dość ważne, by Anglik był widoczny, zgadza się?
– Zdecydowanie. Twoja siostrzenica jest gloryfikowaną prostytutką, a wszystko to twoja wina.
Zignorował ten komentarz.
– Wygląda więc na to, że sprawa jest czysta, czyż nie? Możesz nadal spędzać z nim czas, jeśli ty – czy twoje towarzystwo – uważacie to za korzystne, ale nie musisz tak naprawdę brać udziału w niczym, ach, niesmacznym. Zyskujesz przy minimalnym nakładzie pracy, kochanie.
Było to ciekawe spojrzenie na sprawę. Chciałam opowiedzieć mu o Sammym, może nawet zapytać o radę, ale zdałam sobie sprawę, że to śmieszne. Zanim zdążyłam w jakikolwiek sposób poruszyć ten temat, zadzwoniła moja komórka.
– Philip – oznajmiłam, jak zwykle zastanawiając się, czy odebrać. – Ma kapitalne wyczucie. Dzwoni w najbardziej nieodpowiednich momentach.
– Odbierz, kochanie. Zamierzam odszukać Simona i ukoić jego stargane nerwy. Ten człowiek jest w beznadziejnym stanie i obawiam się, że w niemałym stopniu ponoszę za to odpowiedzialność. – Z tymi słowami wyszedł spokojnym krokiem.
– Halo? – powiedziałam, udając, jak wszyscy, że nie mam pojęcia, kto dzwoni.
– Philip Weston na linii – oparł głuchy głos. Chwilę później odezwał się Philip: – Bette! Gdzie jesteś? Kierowca twierdził, że nie ma cię w domu, a nie umiem wymyślić, gdzie jeszcze mogłabyś być.
Ta wypowiedź nasuwała kilka kwestii do przemyślenia, z których wcale nie najmniej istotną było bezczelne oskarżenie, że poza Philipem w moim życiu nie ma innych spraw.
– Przepraszam, kto mówi? – zapytałam oficjalnie.
– Och, przestań pieprzyć, Bette. Tu Philip. Posłałem samochód do twojego mieszkania, ale cię tam nie ma. W Bungalowie aż się dzisiaj gotuje i chcę cię tu widzieć. Zbieraj się.