Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 123
Перейти на страницу:

– Panie poruczniku... – Varhenn podszedł do niego pierwszy. – My wiemy.

– Co wiecie, dziesiętniku? – wychrypiał.

– Że nie dało się inaczej. Że ten bandyta chciał nas... pana sprowokować, a gdybyśmy wyciągnęli broń, polałaby się krew. Oni na to czekali, ci za drzwiami. Że byłaby z tego wojna, a nikt nie chce wojny na zachodniej granicy. Nie teraz. I wiemy, że to pan zapłaci najwięcej za to, co się stało. Pan nas nie docenia, niech pan tego nie robi. Ale nie jest nam przez to lżej – dokończył cicho.

Gdy podoficer zaczynał mówić, większość żołnierzy znieruchomiała. Po chwili zaczęli się ruszać jakby szybciej i Kenneth wyłowił kilka przypadkowych spojrzeń. Cholerny Velergorf, wszyscy wiedzieli, co? Dziesiętnik był wart swojej wagi w złocie.

– Dobra! – warknął. – A teraz stać i słuchać, co wasz porucznik ma do powiedzenia!

Gdy skończył i zadał pytanie, trzydziestu dziewięciu mężczyzn wyprostowało się i zasalutowało jak jeden mąż.

—— • ——

Biegli szybkim truchtem, gęsiego, ścieżką tak wąską, że dwóch ludzi nie zdołałoby się na niej wyminąć. Stary szlak przemytników i bandytów skracał im drogę o cały dzień. Zeszłoroczny śnieg skrzypiał pod nogami, wczepione w skały drzewa pochylały się nad przemykającą jak gromada duchów kompanią. Nie było słychać żadnych dźwięków poza rytmicznymi oddechami i cichym pobrzękiwaniem ekwipunku. Gdyby ktoś ich z daleka zobaczył, nie wiedziałby, czy spotkał na drodze ludzi, czy zjawy.

Górska Straż starała się poznać wszystkie drogi w górach, nie tylko te na terytorium Imperium, lecz także leżące po drugiej stronie granicy. To się zawsze opłacało. Musieli dotrzeć do Gewenah przed bandą Nawera, a on właśnie tam zmierzał. Sam zapowiedział, że za trzy dni będzie na targu w Gaven’le, mieście leżącym na południe od Rogu. W linii prostej zamek i Gaven’le dzielił dystans około czterdziestu mil, w górach, nawet dla wyszkolonego, wypoczętego oddziału, to dwa dni intensywnego marszu.

Banda musiała przeciąć dolinę Gewenah, najpewniej kierując się wprost do prowadzącego na południe Żałobnego Przejścia. Zresztą Żałobne Przejście było jedyną drogą, którą tak liczna grupa mogła przebyć. Pozostałe szlaki przypominały ten, którym właśnie biegli – były to wąskie, wyryte w skale ścieżki, którymi bandyci wędrowaliby kilka dni. Zwłaszcza ciągnąc ze sobą konie i dziesięć wozów, o czym Kenneth dowiedział się, rzucając kilka monet stajennemu. Mając trzystu ludzi i wiedząc, że w dolinie nie ma zbyt wiele wojska, Nawer Ta’Klaw mógł nie obawiać się zbrojnego oporu. Przecięcie samego Rogu zajęłoby mu zapewne mniej niż dwie godziny, być może zdążyłby jeszcze po drodze podpalić kilka chałup albo, jeśli szczęście by mu sprzyjało, złupić jakichś pechowych kupców. Tak budował swoją legendę, która przysparzała mu sympatyków i ściągała ochotników do bandy. Oto młody, wygnany arystokrata rzuca w zamku tahga wyzwanie Górskiej Straży, a gdy tchórzliwe pachołki Imperium nie odpowiadają, wpada zbrojnie w jego granice, łupi, pali i zaraz świętuje na wielkim festynie. Taką opowieść ludzie Nawera przyniosą do Gaven’le, i taka pójdzie w świat. Nie będzie tam słowa o biednym dzieciaku zakatowanym na śmierć i obietnicy wuja, chroniącej głowę bandyty.

Kenneth obejrzał się przez ramię, na nosze, na których leżało ciało owinięte w wojskowy płaszcz. Zabrali je ze sobą. Pewne sprawy są ważne.

—— • ——

Burmistrza Arberden obudziło stukanie do drzwi. Zerwał się natychmiast z łoża. W tych czasach to nie był dobry znak. Jeśli służący budził go na dwie godziny przed świtem, coś musiało się stać.

– Wejść.

Sługa wsunął się do sypialni na palcach.

– Panie, przybył oficer.

– Jaki oficer?

– Strażnik. Z tej kompanii, która poszła do Wynde’kann...

Aż ugięły się pod nim nogi. Poselstwo. Nieudane rozmowy. Wojna.

– Wprowadź go, natychmiast! I poślij kogoś do rajców. Budzić ich i przysłać do mnie.

Sługa znikł za drzwiami, niemal zderzając się z wchodzącym żołnierzem. Pamiętał go, rudy, z krótką brodą. Małomówny.

– Co z posłami? – zapytał burmistrz, zanim strażnik przekroczył próg.

– Zdrowi i cali – w głosie przybysza dało się słyszeć bezbrzeżne zmęczenie. – Będzie pokój i handel. Nie wojna. Przynajmniej na to się zanosiło, gdy po północy opuszczaliśmy zamek.

Chwilę zajęło mu zrozumienie ostatniego zdania. Po północy? Cztery godziny temu? Przebyli dwadzieścia mil nocą, w górach, w cztery godziny? Kim są ci żołnierze? I co ich tak gnało?

Otworzył usta, żeby zapytać.

– Nawer Ta’Klaw tu idzie. Z całą swoją bandą – uprzedził go oficer.

Gdy to mówił, w głosie pojawił mu się jakiś dziwny ton. Rodzaj mrocznej beznamiętności. Urzędnik spojrzał mu w oczy. Pani Łaskawa! Ktoś jeszcze dzisiaj umrze.

– Powiedz mi – porucznik całkowicie pominął zwrot grzecznościowy, ale burmistrz za nic w świecie nie zwróciłby mu na to uwagi. – Czy Stary Wół już ryknął?

– Na Żałobnym Przejściu? Gdzie tam. Szlak ciągle zbyt niebezpieczny, więc posłałem już po czarownika, żeby go otrzepał, choćby i przyszło złotem zapłacić. Bez kupców z południa tylko tracimy...

– Gdzie wasze trąbity?

– W piwnicy. Myśli pan, poruczniku, że nie próbowaliśmy sami? Przykrył się tak, że ani drgnie.

– A próbowaliście to zrobić o świcie? – Oficer wykrzywił usta w dziwnym grymasie. – I jeszcze jedno, gdzie mieszka dzieciak, dotknięty przez Panią Losu? Jasne włosy, na oko trzynaście lat.

– Głupi Nosah? Same z nim kłopoty, zniknął wczoraj i...

Zgrzyt ostrza i nagły ucisk pod szyją. Głownia miecza widziana z tej perspektywy wydawała się nieskończenie długa. Wzrok burmistrza, wędrujący wzdłuż ostrza, musiał w końcu napotkać oczy żołnierza. Na gardle zacisnęła mu się lodowata obroża.

– Nie pytałem o twoją opinię, burmistrzu, tylko gdzie mieszka jego matka. A gdy mi już to powiesz, ogłosisz alarm i podwoisz straże na murach. I wydasz mi wszystkie trąbity, z wyjątkiem jednej. A potem zrobisz, co ci każę. Pospiesz się.

Urzędnik przełknął ślinę i skinął głową.

—— • ——

Zobaczyli ich tuż przed świtem. Słońce różowiło już widnokrąg, na wschodzie szczyty gór wgryzały się czarnymi zębami w jaśniejące niebo. Było zimno, z ust ludzi i zwierząt unosiła się para. Czekali ukryci na zachodnim krańcu przełęczy, przed sobą mieli piękny widok na Żałobne Przejście.

Kenneth wiedział, skąd wzięła się ta nazwa. Żadna inna przełęcz w górach nie pochłonęła tylu ofiar. Biegła nią odległa teraz o trzysta jardów imperialna droga, szeroki na dwadzieścia stóp trakt z gładkich, równo osadzonych kamieni. Drogę już oczyszczono ze śniegu, co było znakiem, że kupcy od jakiegoś czasu podejmowali ryzyko podróży pod przyczajonym na Starym Wole niebezpieczeństwem. Cóż, ten, kto miał odwagę wędrować w takich warunkach, mógł narzucić swoją cenę na każdy towar. Choć trzeba desperata lub szaleńca, żeby teraz wjeżdżać na szlak.

Jego wschodnia strona, szerokie i wysokie zbocze, było wprost stworzone dla lawin. Wznosiło się z początku łagodnie, by nagle ostro ruszyć w górę i skończyć wysoką ścianą, przypominającą kształtem byczy kłąb. Dlatego miejsce to nazywano Starym Wołem. Tutejsi mówili, że gdy Stary Wół zaryczy, czyli potężną lawiną zrzuci zimową okrywę, droga na południe staje otworem. Często jednak Wół spóźniał się z rykiem, a wtedy kupcy, zwłaszcza przewożący łatwo psujące się towary, takie jak masło czy ryby, zaczynali ryzykować. Wielu z nich odnajdywano, dopiero gdy stopniał śnieg.

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)