Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 123
Перейти на страницу:

Chłopak z namysłem skinął głową.

– To tak jak bandyta, panie?

Tym razem śmiech rozległ się w kilku miejscach sali.

Kenneth patrzył i nie rozumiał. Chłopak, nawet jeśli nie był chroniony przez miejscowe zwyczaje, z każdym zdaniem zyskiwał sympatię zgromadzonych. Budził co najwyżej litość, nie gniew. Porucznik przeniósł wzrok na stojącego z boku kapłana, ten stał i kiwał głową zadowolony, jakby wszystko szło po jego myśli. O co w tym wszystkim chodziło?

Zrozumiał, gdy Nawer odezwał się po chwili.

– Wierzę ci. – Poklepał chłopaka po policzku, gestem, jakim klepie się po głowie zdolnego psa. – Wierzę i dlatego postaram się, żebyś nie został ukarany, a nawet każę odprowadzić do domu. Ale musisz udowodnić mi, że mówisz prawdę, że nikt nie kazał ci tu przyjść, a ten płaszcz to tylko przebranie. Zdejmij go, napluj i naszczaj na niego, żebym wiedział, że nie jesteś szpiegiem.

Stojący w szyku strażnicy szarpnęli się, złamali linię, kilku sięgnęło po broń.

– Kompania!!! Baczność!!! – Kenneth zdążył to ryknąć, zanim doszło do tragedii. – Równaj!

Posłuchali, choć kilku z wahaniem, wrócili na miejsca, wyprostowali się. Kenneth spojrzał najpierw na Nawera, potem na już szeroko uśmiechającego się kapłana i z najwyższym trudem spojrzał na hrabinę. Nie miał wątpliwości, kto tu teraz dowodzi. Przełknął ślinę, niemal proszącym gestem musnął rękojeść miecza. Przez chwilę miał wrażenie, że w jej oczach zagościło współczucie. Potem pokręciła głową. Nie.

Nie.

Odwrócił się do niej plecami.

Przed dwudziestu laty Ósma Kompania Czwartego Pułku Górskiej Straży straciła dwa swoje płaszcze w starciu z bandą weklawskich zbójców. Po prostu dwóch żołnierzy zgubiło plecaki. Ktoś z bandytów musiał je odnaleźć. Gdy wreszcie wytropiono bandę, okazało się, że zbóje wrzucili płaszcze do dołu, którego używali zamiast wychodka. Nie były im do niczego potrzebne. Kompanię najpierw oddano pod sąd, całą, potem ją rozwiązano, a żołnierzy przydzielono do innych oddziałów, gdzie przez długi czas traktowano ich jak wyrzutków. Od tej pory Czwarty Pułk nie miał kompanii o numerze osiem. Do pewnych rzeczy w Górskiej Straży podchodzono nad wyraz poważnie. Kenneth wiedział, że jeśli chłopak zrobi to, do czego namawia go Nawer, jego oddział również przestanie istnieć. W takich sprawach nie było okoliczności łagodzących.

Gdy wstępował do Straży, dowodzący kompanią oficer narzucił mu na ramiona białą wtedy jeszcze płachtę i powiedział: „Noś go z dumą, dbaj, ceruj i nigdy nie pozwól, by ktoś go pohańbił. On czyni cię strażnikiem”. Nadal pamiętał tę scenę. Żołnierze mogli nie zakładać płaszczy, czasem demonstracyjnie, czasem dla wygody, ale prawdą było, że dla Górskiej Straży ten kawałek grubo tkanej, białej materii był symbolem statusu, oznaką przynależności do bitnych, zawziętych oddziałów górskiej piechoty, o której powiadano, że w walce nie ustępuje samej cesarskiej gwardii. Była to ich jedyna regulaminowa część umundurowania, znak i symbol rozpoznawczy. Zamiast sztandarów i chorągwi, zamiast lardoss, drewnianego drzewca z symbolem pułku umocowanym na szczycie, Górska Straż nosiła swoje płaszcze. Kenneth nigdy nie słyszał o przypadku, żeby jakiś strażnik sprzedał swój płaszcz albo zostawił go na polu bitwy, na łup dla wroga. Prawo do jego posiadania przysługiwało im od chwili wstąpienia do Straży aż do śmierci, gdy chowano ich w nim w ziemi. I nie miało znaczenia, że to akurat okrycie zostało podarowane komuś spoza oddziału. Nadal był na nim numer kompanii, dwie wyszyte czarną nicią szóstki. Nie powinni pozwolić, aby ktoś go zhańbił. I jednocześnie nie mogli nic zrobić.

Kapłan patrzył mu w oczy i uśmiechał się. Nawer kontynuował:

– No, chłopcze. Jestem twoim przyjacielem i naprawdę chcę ci pomóc. Pokaż mi tylko, że to zwykła szmata, którą założyłeś dla ochrony przed chłodem. Nie martw się, dostaniesz nowy płaszcz, lepszy, cieplejszy. Tylko zdejmij ten, napluj i naszczaj na niego, żebym wiedział, że nie jesteś szpiegiem.

Więzień szarpnął się, skrzywił płaczliwie. Milczał. Wreszcie powoli pokręcił głową.

Uderzenie zabrzmiało, jakby ktoś rzucił płat mięsa na deskę. Bandyta tym razem zadał cios otwartą dłonią, bolesny i upokarzający.

– Nie będę czekał do rana! – Warknął. – Pokaż mi, że nie jesteś szpiegiem, albo umrzesz. Już! Puśćcie go.

Przyboczni odstąpili, chłopak zachwiał się, przez chwilę wyglądało na to, że się przewróci. Kenneth zrobił krok w jego stronę.

– Poruczniku... – szept, nie, syk hrabiny był jak ostrze wbijające się w podstawę czaszki.

Wiedział, o co chodzi, o płonącą granicę, zniszczone miasta, zrównane z ziemią wioski, o krew, trupy, łzy. O to chodziło. Jeśli dadzą się sprowokować, jeśli wyciągną broń, bandyci Nawera wpadną do sali i zacznie się rzeź. Rozmowy zostaną bezpowrotnie zerwane. Może sam tahg przypłaci to życiem, a jego siostrzeniec zasiądzie na tronie. A potem bitewny kult Setrena Byka przydusi wszystkich żelazną pięścią i poprowadzi ich na wschód. To dlatego kapłan nie spuszczał z niego wzroku. Tu chodziło o coś więcej niż los jednej kompanii. Jednak i tak nie było mu lżej.

Przeniósł wzrok na swoich żołnierzy. Stali nieco w głębi sali, dookoła nich było pusto. Niespełna czterdziestu strażników w niekompletnym uzbrojeniu, blade twarze, zaciśnięte pięści, dłonie ciążące do rękojeści mieczy, szabel i toporów. I spojrzenia, którymi go obrzucali, intensywne w gniewie, czekające na rozkaz. O krok od złamania posłuszeństwa.

Ruszył naprzód, w dół, po schodach, w ich stronę. Gdy zrobił pierwszy krok, twarz kapłana wybuchła radością, a usta otworzyły się do krzyku. Hrabina zerwała się na nogi, przewracając krzesło. Zignorował to. Minął zaskoczonego Nawera i nie oglądając się na chłopaka, podszedł do żołnierzy. Zajął miejsce na przodzie, w pierwszej dziesiątce.

– Panie poruczniku... – strażnik po jego prawej nawet nie drgnął, ale głos miał taki, jakby ktoś zaciskał mu ręce na gardle. – Co robimy?

– Stoimy, Warw. Rozkazy poselstwa.

– Ale...

– Stoimy – wycedził przez zęby. – Ani drgnij.

Kolejne uderzenie cisnęło więźniem w tył. Nawer podszedł i złapał go za włosy, nie pozwalając upaść, ściągnął jego głowę w dół i potężnym uderzeniem kolana w twarz posłał na posadzkę. Krew trysnęła z ust i nosa więźnia, plamiąc przyszarzałą biel płaszcza. Chłopak krzyknął, zadławił się szlochem. Kopniak w przeponę pozbawił go tchu.

– Nie mam całej nocy, śmierdzielu. Nie chce mi się stać tu i zmuszać cię do powiedzenia prawdy. Muszę mieć pewność. – Nawer nachylił się lekko, przydeptując nadgarstek leżącego. W ciszy, która panowała w sali, wyraźnie słychać było chrzęst kości. – A ty nie okazujesz mi szacunku. Niedobrze. Będę cię go musiał nauczyć.

Skinął głową do jednego z przybocznych, a ten natychmiast podał mu ciężkie, bojowe rękawice z kolczej siatki, wzmocnione na grzbietach dłoni i kłykciach stalowymi płytkami. Chłopak patrzył niczym zahipnotyzowany, jak Nawer zakłada je, dopina paski, porusza palcami. Więzień zamknął na chwilę oczy, a gdy je otworzył, jego spojrzenie, po raz pierwszy, ogarnęło stojących w równych szeregach żołnierzy. Otworzył usta...

– Nie. – Młody bandyta złapał go za ubranie na piersi i jednym szarpnięciem postawił na nogi. – Oni ci nie pomogą. Nie są twoimi przyjaciółmi. Nie uważają cię za żołnierza, tylko za głupka, któremu z litości podarowali stary płaszcz. Patrz na mnie! Rozumiesz? Jesteś dla nich niczym! Zrzuć tę szmatę i pluń na nią, to uwierzę, że jesteś tylko głupkiem, który znalazł się w złym miejscu. Już!

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)