Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 146
Перейти на страницу:

— A my mamy. Pan Goldstone mówi, że możecie pomóc nam w tym w Szanghaju.

— Tak, możemy — odparła Abby4 i spotkanie przeszło w tryb poważny.

Mal słuchał uważnie, robił notatki, ale milczał. Pośrednicy nie angażowali się w szczegóły. Dopasowanie, umówienie, dalsze śledzenie, niezależna ocena, w razie konieczności — arbitraż. Potem należy zniknąć aż do następnego razu. Mal jednak był zainteresowany, gdyż był to jego, jak do tej pory, największy klient.

I największy problem: Szanghaj. Miasto i port, co oznacza setki różnych zanieczyszczeń, każde wymagające innego zaprojektowanego genetycznie organizmu, który by je zaatakował. Poza tym podczas wojny z Japonią na Szanghaj zrzucono bomby wirusowe. Te wirusy na pewno już znacznie zmutowały, zwłaszcza jeśli przerzucały się między różnymi nosicielami — a pewnie tak się stało. Mal zauważył, że rozmiar zlecenia przyprawia o ekscytację nawet Abby4, choć oczywiście próbowała to ukryć.

— Panie Kim, jaka jest w tej chwili populacja Szanghaju?

— Zero — pan Kim uśmiechnął się cierpko. — A przynajmniej oficjalnie. Miasto zostało objęte kwarantanną. Oczywiście są tam, jak wszędzie, maruderzy i renegaci, ale zrobimy, co w naszej mocy, żeby ich usunąć, a tych, którzy zostaną, wasi operatorzy będą mogli po prostu zignorować.

Było w tym coś, co przyprawiało o dreszcze. Tylko czy w Stanach było lepiej? Mal słyszał opowieści — wszyscy słyszeli opowieści — o rodzinach, które przez całe pokolenia przebywały w najbardziej skażonych regionach, ulegając coraz większym deformacjom, coraz bardziej przerażającym. Ludzie nadal mieszkali w takich miejscach, jak Nowy Jork, które otrzymały potrójną dawkę zanieczyszczeń, broni biologicznych i promieniowania.

W teorii populacja Nowego Jorku wynosiła zero. W praktyce nikt nie miał ochoty iść tam i liczyć, czy nawet wysyłać na zwiad biokundle — genomodyfikowane psowate o odporności zwiększonej o rząd wielkości i wybiórczo zwiększonej inteligencji. Biokundel był zbyt kosztowny, by ryzykować, że przepadnie w Nowym Jorku. To, co tam było, pozostało niepoliczone, gdyż nie dało się tego policzyć za pomocą robotów (a amerykańskie roboty były kiepskie w porównaniu z azjatyckimi).

— Rozumiem — zwróciła się do pana Kima Abby4. — A ramy czasowe?

— Chcieliśmy całkowicie oczyścić Szanghaj w ciągu dziesięciu lat, poczynając od teraz.

Wyraz twarzy Abby4 nie zmienił się.

— To bardzo mało czasu.

— Tak. Dacie radę?

— Muszę się skonsultować z moimi naukowcami — odparła i Mal poczuł, jak kamień spada mu z serca. Nie odmówiła, a kiedy Abby4 nie odmawia, to prawdopodobnie się zgodzi. Dziesięcioletni termin — zaledwie dziesięć lat! — sprawi, że honorarium będzie gigantyczne, a niewielka prowizja firmy Mala odpowiednio wzrośnie. Awans, premia, nowy samochód…

— W takim razie i tak nie ruszymy z miejsca, dopóki nie poznam pani odpowiedzi — rzekł pan Kim. — A teraz, czy moglibyśmy udać się moim samochodem do miejsca, gdzie znajduje się obcy statek?

— Oczywiście — odparła Abby4. — Panie Goldstone, czy mógłby nam pan towarzyszyć? Słyszałam, że pan wie, gdzie dokładnie znajduje się ten dziwny obiekt. Bo ja, jako zapracowany menedżer i ważny Biomensanin nie mam o tym pojęcia — tak brzmiał domyślny komunikat, ale Mal w ogóle się tym nie przejął. Był zbyt zadowolony.

* * *

Obcy statek, jak uporczywie nazywał obiekt pan Kim, wcale niełatwo było znaleźć. Północna Minnesota została oczywiście oczyszczona, jako cenne tereny dla uprawiających rolę i produkujących nabiał, miała więc priorytet, a i tak szkody nie były tu poważne. Po oczyszczeniu firmy zajmujące się biorolnictwem zażądały tych terenów pod uprawę, z dala od zakłóceń zewnętrznych. Rząd, który nie był godnym przeciwnikiem dla biotechnologicznych korporacji, niechętnie się zgodził. Obcy statek był ukryty pod nierzucającą się w oczy kopułą z piankowego tworzywa, na końcu niepozornej drogi bez jakichkolwiek oznaczeń.

Mal natychmiast zrozumiał, dlaczego pan Kim zaproponował, by pojechali jego samochodem, który przywiózł ze sobą aż z Chin. Chińczycy byli zmuszeni do nabywania biorozwiązań od innych krajów. W zamian za nie tworzyli najlepsze fabryki urządzeń technicznych i dóbr materialnych na świecie. Samochód pana Kima był szybki, cichy i sterowany przez komputer — w Stanach Zjednoczonych nie znano tej technologii, Mal dostrzegł, że nawet na Abby4 musiało to wywrzeć wrażenie.

Rozsiadł się wygodnie w wyprofilowanym fotelu, który dopasował się do kształtu jego ciała, i patrzył, jak za oknem z niewiarygodną prędkością przesuwają się pola. Niektórzy politycy z rządu i profesorowie uniwersyteccy twierdzili, że Stany Zjednoczone powinny bać się chińskich technologii, nawet jeśli nie były oparte na biologii. Może mieli rację. Dla kontrastu, komputerowe zabezpieczenia, które chroniły obcy statek, wyglądały na prymitywne. Mal załatwił formalności i wkroczyli przez wrota do kopuły, która w odległości dziesięciu stóp otaczała statek. Mal nigdy przedtem go nie widział i ze zdumieniem odkrył, że robi na nim wrażenie.

Statek miał kolor matowego srebra i był rozmiaru niewielkiego pokoju; lekko nieregularny owal. Błyszczał w sztucznym świetle pod kopułą. Kiedy Mal wyciągnął rękę, zatrzymała się prawie w odległości stopy od jego powierzchni.

— Pole siłowe o nieznanym charakterze, nieznanym nawet przed Upadkiem — oznajmiła Abby4 z taką pewnością w głosie, jakby sama przeprowadziła badania tego pola. — Pole otacza statek całkowicie, nawet poniżej poziomu gruntu, i tam także jest nieprzeniknione. Przez kilkadziesiąt lat, jakie dzieliły lądowanie i Upadek, statek był starannie monitorowany i nigdy nie wykryto, żeby wysłał jakiś sygnał. Żadnych sygnałów, żadnych wychodzących ze środka obcych, żadnych znaków na zewnątrz, które można by rozszyfrować, żadnej łączności. Można się zastanawiać, po co obcy zadali sobie trud, żeby go tu wysłać.

— Nauka bez słów, zysk w powstrzymaniu się od działania — niewielu to zrozumie — zacytował pan Kim.

— Ach — odparła Abby4, za sprytna, by się zgodzić albo nie — taoizm? Buddyzm? — Najwyraźniej nic jej to nie mówiło.

Mal obszedł cały statek dookoła, zastanawiając się, po co ktoś zadał sobie trud wysyłania czegoś tak niesamowitego, najwidoczniej bez planu dalszego postępowania. Pewnie, może dla obcych to nie było wcale niesamowite. Może wysyłali takie międzygwiezdne srebrzyste metalowe jaja na inne planety bez żadnego celu. Ale po co?

Gdy Mal dotarł do punktu, z którego wyruszył, pan Kim właśnie wyciągał jakiś przyrząd ze swojej skórzanej torby.

Mal nigdy nie widział czegoś takiego, ale też dużo aparatury naukowej w życiu nie widział. To urządzenie wyglądało jak płaski telewizor, ze szklanym ekranem po jednej stronie i metalem po drugiej. Tylko że „szkło” najwyraźniej wcale nie było szkłem, bo wyglądało, jakby zmieniało postać, gdy pan Kim je podnosił, jakby miało jakieś własne pole. Gdy Mal patrzył, pan Kim przyłożył ten koniec urządzenia, gdzie było to pole, do boku statku, a ono zostało w miejscu zetknięcia, gdy się cofnął.

— Może nie powinien pan… — rzekł Mal niepewnie.

— O, to bez znaczenia, panie Goldstone — przerwała mu Abby4. — Nic dotąd nie przenikało przez to pole siłowe, nawet przed Upadkiem.

Pan Kim tylko się uśmiechnął.

— Pan nie rozumie — rzekł Mal. — Przepustka, którą załatwiłem w Departamencie Stanu nie przewiduje dokonywania żadnych odczytów, albo… czy co tam to urządzenie robi. Panie Kim?

— To tylko parę odczytów — oznajmił pan Kim beznamiętnie.

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)