Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 146
Перейти на страницу:

— Nie ma się czego bać, Suze — powiedział. — Juli! Czas ruszać!

Podbiegła do niego.

— Dave też idzie! Mówi, że ma parę tygodni wolnego i chce zobaczyć jajo. Tam, on o nim wie!

Pewnie, że wie. Tam zacisnął usta i nie odpowiedział.

— Mówi, że przysłali je ludzie z innego świata, a nie Bóg, i…

— Babcia mówiła, że pochodzi od Boga — przerwał jej ostro Tam. Słysząc ton jego głosu Juli zatrzymała się.

— Tam…

— Rozmówię się sam z Sutterem. Nagadał ci jakichś miejskich kłamstw. A teraz idź z Suze. Ona się boi.

Juli wykonała polecenie. Światełko w jej oczach zgasło. Tam postanowił sobie w duchu, że pogada z Sutterem i załatwi sprawę, jak tylko uda mu się zaprowadzić porządek. Jajo oczywiście pochodziło od Boga! Babcia tak powiedziała, a gdyby to nie była prawda, cała ta ekspedycja, z odrywaniem robotników od pracy, nie miałaby sensu, nawet jeśli uwzględnić, że jest środek lata, i nie ma wiele pracy między zasiewem a żniwami.

Z jakiegoś powodu jednak, między jednym zadaniem a drugim, Tam nie znalazł czasu, by rozmówić się z doktorem Sutterem, aż do wieczora, kiedy rozbili obóz przy pierwszym jeziorze.

Calie i Suze zasnęły, a reszta rozsiadła się dookoła przyjemnego ognia, najadłszy się papki z kukurydzy i świeżego króliczego mięsa. Gdzieś w ciemnościach zawył wilk.

— Jest ich o wiele więcej niż wtedy, jak byłem młody — powiedział wuj Seddie, który miał prawie siedemdziesiąt lat. — A co ciekawe — kiedy się jakiegoś złapie, okazuje się, że bardzo rzadko bywają zdeformowane. W przeciwieństwie do królików czy żab. Najgorzej jest z żabami.

— Wilki pojawiły się w Minnesocie dopiero po Upadku — wtrącił doktor Sutter. — W Kanadzie nie były tak narażone na zanieczyszczenia imitujące hormony. A z żabami zawsze było najgorzej, bo zwierzęta wodne są najbardziej narażone na czynniki środowiskowe.

Niektóre słowa, których używał, były zupełnie takie same jak te, którymi mówiła babcia, ale i tak Tamowi się podobały. Nie wiedział, co oznaczają, i zamierzał spytać o to Suttera.

Zrobiła to jednak Juli.

— Te hormo… hormo… co to jest, doktorze?

Uśmiechnął się do niej. W świetle ogniska zalśniły jego proste, białe zęby.

— Mówiłem o zanieczyszczeniach środowiskowych, które wiążą się z receptorami w całym organizmie i zaburzają jego normalne funkcjonowanie. Dotyczy to szczególnie płodów. Tuż przed Upadkiem poziom tych zanieczyszczeń osiągnął nieoczekiwaną masę krytyczną i nagle na całym świecie zaczęły się problemy z płodnością, uszkodzenia neurologiczne i mózgowe. Wybacz, Juli, ale zacząłem przemawiać medycznym żargonem. Krótko mówiąc, moja śliczna, rodzi się za mało dzieci, i za dużo z tych, które się rodzą, nie potrafi prawidłowo myśleć ani się poruszać, i doszło do Upadku.

Gdzieś za nim Nan, która urodziła się bez piątej klepki, gaworzyła cicho do siebie.

— Myślałam, że powodem Upadku była wojna, pieniądze, bomby i takie rzeczy — rzekła niewinnym tonem Juli.

— Tak — odparł Sutter — ale to wszystko stało się z powodu problemów populacyjnych i neurologicznych.

— O, jak dobrze, że wtedy mnie nie było! — mruknął Ned, wzdrygając się. — To musiało być okropne, zwłaszcza w miastach.

— Doktorze, czy pan nie jest z miasta? — spytała Juli.

Sutter spojrzał w ogień. Wilk zawył znowu.

— Niektóre miasta poradziły sobie znacznie lepiej od innych. Straciliśmy Wschodnie Wybrzeże, wiecie, z powodu wojen z terrorystami, i…

— Wszyscy o tym wiedzą — przerwał mu Tam z pogardą.

— … Kalifornię z powodu zamieszek i rabunków — ciągnął dalej doktor Sutter, niezrażony. — St Paul w końcu jakoś się wykaraskało. A podstawowa wiedza i umiejętności przetrwały, choćby w miastach: nauka, medycyna, technika. Nasze społeczeństwo nie jest wykształcone, czy nawet prawidłowo funkcjonujące pod względem neurologicznym, ale nie stoczyliśmy się do poziomu sprzed epoki przemysłowej. Mamy nawet kilka ośrodków badawczych, szczególnie w dziedzinie biologii. Kiedyś sobie z tym poradzimy.

— Na pewno sobie poradzimy! — zawołała Juli z błyszczącymi oczami. Była zawsze taką optymistką. Jak dziecko, a nie dojrzała kobieta.

— A tymczasem — mruknął Tam — takie cywilizowane typy jak pan będą się łaskawie włóczyć po biednych wioskach, które ich karmią, i służyć im swoimi cennymi umiejętnościami.

Sutter spojrzał na niego przez ogień.

— Dokładnie tak, Tam.

— Dość kłótni — wtrącił wuj Seddie. — Wszyscy spać.

Wuj Seddie należał do starszyzny, więc nie mieli wyboru: musieli posłuchać. Tam objął Juli w ich legowisku i kopulował z nią tak mocno, że aż musiała prosić, żeby był bardziej delikatny, bo sprawia jej ból.

* * *

Dotarcie do jaja trasą, którą wytyczył Tam, zajęło im niecały tydzień. Jakaś inna rodzina rozbiła już tam obóz.

Zbliżyli się ostrożnie, demonstrując ostentacyjnie strzelby i cenną amunicję. Druga z rodzin, Janewayowie, okazała się jednak bardzo podobna do Wilkinsonów, klan rolników i hodowców kóz; ich pasterze odkryli jajo i przyprowadzili pozostałych, by pokazać im cud zesłany od Boga.

Stojąc za Seddiem i Nedem, Tam oznajmił:

— Niektórzy nie wierzą, że ono pochodzi od Boga. Kobieta ze starszyzny Janewayów, twarda staruszka, chuda jak jego babcia, rzekła ostrym tonem:

— A niby skąd miałoby się tu znaleźć? Nie ma tu żadnego miasta z techniką.

— Właśnie tak uważamy — odparł Seddie. Opuścił strzelbę. — Nie chcecie się wymienić jakimiś towarami? Mamy syrop klonowy, papkę kukurydzianą, trochę dobrego pieprzu.

— Pieprz? — oczy kobiety zabłysły. — Macie pieprz?

— Handlujemy z rodziną, która handluje w St Paul — odparł dumnie Ned. — Dwa razy w roku, wiosną i jesienią.

— Mamy cukier i dodatkowe radio.

Tam uniósł podbródek Radio! Tylko że radio było warte więcej niż całe ich zapasy. Nikt beztrosko nie pozbywał się radia.

— W naszej rodzinie rodzą się chłopcy, prawie wyłącznie chłopcy — rzekła starsza kobieta, jakby chciała coś wyjaśnić. Spojrzała na Tama, na Juli, Calie, Suze i Nan, która trzymała się z tyłu, z mułem i pakunkami. — Nie mogą znaleźć płodnych żon. Gdyby jedna z waszych dziewcząt… i gdyby młodzi spodobali się sobie…

— Juli, blondynka, jest żoną Tama — wyjaśnił Seddie. — A pozostałe dziewczęta nie są płodne. Na razie.

— Na razie? Co to znaczy „na razie”?

Seddie wskazał jajo lufą strzelby.

— Nie wiecie, co to jest?

— Dar od Boga — odparła kobieta.

— Tak. Nie znacie historii o księżniczce i jej bliźniakach? Powiedz jej, Tam.

Tam streścił całą opowieść, czując, jak ogarnia go dreszcz, gdy ją opowiadał. Kobieta słuchała uważnie, po czym znów spojrzała na dziewczęta.

— Nan nie ma piątej klepki — rzekł szybko Seddie, widząc jej spojrzenie. — A Suze jedzie na mule, bo ma zdeformowaną stopę, choć jest najsłodszym i najłagodniejszym stworzeniem, jakie można sobie wyobrazić. Za to Calie, choć ma bezwładne ramię, jest szybka i sprytna i potrafi zrobić prawie wszystko. A kiedy dotknie jaja… tylko że Wilkinsonowie nie zmuszają swoich kobiet do małżeństwa. Nigdy. Calie musiałby się spodobać któryś z waszych chłopców i musiałaby chcieć z wami odejść.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)