Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 146
Перейти на страницу:

— O, zobaczymy, co się stanie — odparła kobieta i mrugnęła figlarnie, a przez sekundę Tam zobaczył, jak musiała wyglądać kiedyś, dawno temu, takiej słodkiej letniej nocy jak ta, kiedy była młoda.

— Dziewczęta muszą dotknąć jaja o świcie — rzekł nagle.

— O świcie? Czemu o świcie? — zwrócili się do niego Seddie i Ned.

Tam nie wiedział, czemu wygłosił coś takiego, ale czuł, że musi tego dopilnować.

— Nie wiem. Bóg sprawił, że taki pomysł przyszedł mi do głowy.

— Tam jest u nas najmądrzejszy — wyjaśnił Seddie pani Janeway. — Zawsze tak było.

— W takim razie dobrze. O świcie.

* * *

Nastał chłodny poranek. Dziewczęta ustawiły się w rzędzie, drżąc. Pani Janeway, doktor Sutter i mężczyźni z obu rodzin otoczyli je niezgrabnym półkolem, powłócząc trochę stopami, nie patrząc na siebie. Pięciu chłopców Janewayów, gromada wujów i kuzynów; wszyscy wyglądali na odrobinę przygarbionych, ale wszyscy byli w stanie chodzić i nikt nie sprawiał wrażenia, że nie ma piątej klepki. Tam spędził poprzedni wieczór przy wspólnym ognisku, niewiele mówiąc, przyglądając się i słuchając, by sprawdzić, którzy z Janewayów mogą okazać się dobrzy dla jego sióstr. Doszedł do wniosku, że Cal ma temperament, ale gdyby zapytał wuja Seddieego o Calie lub Suze, Tam sprzeciwiłby się.

Doktor Sutter nie odzywał się przy ognisku. Słuchał, jak pozostali z coraz większą ekscytacją rozprawiają o dotykaniu jaja, o płodności zesłanej przez Boga. Nawet kiedy pani Janeway pytała go o coś, odpowiadał krótko i wymijająco. Patrzyła na niego podejrzliwie. Długi wieczór mijał, a Tamowi coraz bardziej się podobała.

A po nim nastąpiła długa noc. Tam i Juli pokłócili się.

— Tam, ja też chcę go dotknąć.

— Nie. Dwa lata temu dostałaś świadectwo od doktora. Zbadał cię i wiadomo, że jesteś płodna.

— W takim razie dlaczego dotąd nie zaszłam w ciążę? Może płodność znikła.

— To się nie zdarza.

— Skąd wiesz? Pytałam doktora Suttera i powiedział…

— Rozmawiałaś z doktorem Sutterem o swoim ciele? — Tam poczuł, jak przepełnia go wściekłość.

— On jest doktorem — odparła Julie cicho. — Tam, on mówi, że płodność kobiet to coś, czego nie można być pewnym, bo test jest… powiedział jakieś słowo, którego nie pamiętam. Ale powiedział, że jedno świadectwo na cztery nie jest wiarygodne. Powiedział, że powinniśmy zrezygnować ze świadectw. Powiedział, że…

— Nie obchodzi mnie, co powiedział! — wrzasnął Tam. — Nie chcę, żebyś już z nim rozmawiała! A jeśli cię na tym przyłapię, porozmawiam z wujem Seddiem. I nie będziesz dotykać jaja!

Juli uniosła się na łokciu, rzuciła mu niechętne spojrzenie w świetle gwiazd, po czym odwróciła się do niego plecami i aż do świtu udawała, że śpi.

A teraz prowadziła Nan, najstarszą siostrę, w stronę jaja. Nan gaworzyła, śliniła się trochę i uśmiechała się do Juli. Juli zawsze miała słabość do Nan. Odwzajemniła uśmiech, wytarła Nan podbródek i wyciągnęła jej rękę w stronę srebrzystego owalu. Tam patrzył uważnie, czy sama Juli nie dotyka jaja. Nie dotknęła; z technicznego punktu widzenia nie dotknęła go też Nan, której dłoń zatrzymała się na niewidzialnej ścianie chroniącej obiekt. Wszyscy wypuścili z ulgą powietrze, a Nan zaśmiała się nagle, wysokim, wyraźnym śmiechem, a Tam poczuł nagły napływ zadowolenia.

— Teraz Suze — zarządził Seddie.

Juli odprowadziła Nan. Suze, którą niósł wuj Ned, wyciągnęła rękę i dotknęła jaja. Ona także roześmiała się i rozpromieniła, a Tam dostrzegł, jak Vic Janeway pochyla się lekko i obserwuje ją. Suze nie mogła orać ani siać, ale jeśli tylko przygotowano jej wszystko w zasięgu ręki, była najlepszą kucharką w rodzinie. Umiała też szyć, tkać, czytać i rzeźbić.

Potem przyszła kolej na Calie; którą można by uznać za śliczną, gdyby nie porównywać jej z Juli, i pozostali czterej Janewayowie przyglądali się uważnie. Ręka Calie, z brudem pod małymi paznokciami, długo spoczywała na jaju, drżąc.

Nikt się nie odezwał.

— O, a teraz powinniśmy się pomodlić — zaproponowała pani Janeway.

Pomodlili się więc. Każda z rodzin czekała uprzejmie, aż pozostali wygłoszą swoje specjalne modlitwy, a potem wszyscy przeszli do „Ojcze nasz”. Tam zauważył, że doktor Sutter patrzy na niego ponuro i odwzajemnił niechętne spojrzenie. Żadne z „lekarstw” Suttera nigdy nie pomogło jego siostrom, poza tym Suttera nie powinno obchodzić, co robią Wilkinsonowie i Janewayowie.

Niech wraca do St Paul i swoich pogańskich wierzeń.

* * *

— Chcę dotknąć jaja — oznajmiła Juli. — Nie będę już mieć innej okazji. Rankiem wracamy.

Tam nie miał pojęcia, dlaczego się tak przy tym upiera. Przez trzy dni, kiedy to obozowali obok Janewayów, żeby obie rodziny mogły się lepiej poznać, kłóciła się i błagała na przemian. Rankiem mieli odjechać, z Vicem i Lennym Janewaymi, którzy mieli zostać z nimi do końca żniw, by Suze i Calie mogły podjąć decyzję o małżeństwie. A Juli nadal się kłóciła!

— Powiedziałem, że nie — rzekł stanowczo. Bał się powiedzieć coś więcej — nie w obawie przed nią, lecz samym sobą. Niektórzy mężczyźni bili swoje żony, ale Wilkinsonów to nie dotyczyło. Obserwując Juli przez cały wieczór Tam nagle zrozumiał tych mężczyzn. Specjalnie siadała przy doktorze Sutterze i rozmawiała tylko z nim, uśmiechając się w pełgającym świetle ogniska. Tamowi wydawało się, że nawet wuj Ned to zauważył, i skręcał się ze wstydu. Zawlókł Juli wcześnie do legowiska, a ona nadal próbowała się z nim kłócić, kiedy przy ogniu, w odległości dwudziestu stóp od nich zaczęły się śpiewy.

— Tam, proszę! Chcę mieć dziecko, a na razie nam się nie udało. Nie gniewaj się, proszę… ale doktor Sutter mówi, że czasem mężczyzna jest bezpłodny i choć nie zdarza się to tak często jak kobietom, może…

Miarka się przelała. Jego żona najpierw przynosi mu wstyd, siedząc cały wieczór przy innym mężczyźnie, rozmawiając i śmiejąc się, a potem sugeruje, że to on, a nie ona, może być przyczyną, dla której nie mają jeszcze dziecka. On! Przecież wiadomo, że Bóg zamknął łona kobiet po Upadku, jak to zrobił grzesznym kobietom w Biblii! Poczuł wściekłość i wstyd i zanim zrozumiał, co robi, uderzył ją.

Było to tylko lekkie klepnięcie. Juli przyłożyła dłoń do policzka, a Tam nagle poczuł, że oddałby wszystko, co posiada, żeby tylko cofnąć czas. Juli podskoczyła i pobiegła w mrok, z dala od ognia. Tam nie poszedł za nią. Miała prawo być zła, to była jego wina. Leżał sztywno w ciemnościach, w każdej sekundzie czując, że chciałby pójść za nią — gdzieś tam czaiły się wilki, choć rzadko atakowały ludzi. A mimo to chciał po nią iść. Nie poszedł jednak, aż w końcu sam nie wiedział, kiedy zasnął.

Gdy się obudził, już prawie świtało. Zbudziła go Juli wpełzając do ich legowiska.

— Juli! Już prawie jasno. Gdzie byłaś przez tyle czasu?

Nie odpowiedziała. W bladym świetle poranka dostrzegł rumieniec na jej twarzy.

— Dotknęłaś go — rzekł wolno.

Wsunęła całe ciało do legowiska i odwróciła się do niego plecami, po czym rzekła przez ramię:

— Nie, Tam, nie dotknęłam go.

— Kłamiesz.

— Nie. Nie dotknęłam go — powtórzyła i Tam jej uwierzył. A więc wygrał.

Przepełniła go szczodrość.

— Juli, przepraszam, że cię uderzyłem. Tak mi przykro.

Odwróciła się gwałtownie w legowisku, twarzą do niego.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)