Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 146
Перейти на страницу:

— Wiem. Tam, posłuchaj. Bóg chce, żebym miała dziecko. Chce!

— Tak, oczywiście — odparł Tam, zdumiony jej nagłą gwałtownością.

— Chce, żebym miała dziecko!

— Czy ty… czy ty mówisz, że to się stało?

Milczała przez dłuższą chwilę, po czym odparła:

— Tak. Chyba tak.

Przepełniła go radość. Wziął ją w ramiona, a ona nie opierała się. Teraz wszystko będzie dobrze. On i Juli będą mieli dziecko, mnóstwo dzieci. Tak samo Suze i Calie, a może nawet i Nan — kto wie? Sława jaja będzie rosła, i znów będzie się rodzić dużo dzieci.

W drodze do domu Juli trzymała się blisko Tama i nawet nie spojrzała w stronę doktora Suttera. On też jej unikał. A więc to tyle, jeśli chodzi o naukę i technikę z miast, chełpił się w duchu Tam. Gdy dotarli do farmy, doktor Sutter wziął swój rower błotny i odjechał bez słowa. A kiedy przybył z następną wizytą, coś się zmieniło.

Juli urodziła dziewczynkę, silną i zdrową, z wyjątkiem dwóch brakujących paluszków. Jako żona Tama urodziła jeszcze potem czwórkę dzieci i umarła rodząc szóste. Suze i Calie wyszły za mąż za Janewayów, ale nigdy nie zaszły w ciążę. Po trzech latach prób Lenny Janeway odesłał Calie z powrotem do Wilkinsonów. Calie już nigdy się nie uśmiechnęła ani nie zaśmiała.

Kilkadziesiąt lat później ogłoszono, że jajo jest Zbawicielem, darem od Boga, cudem, który miał ponownie zaludnić Minnesotę. Rodziny przybywały tam, świętowały i modliły się, a dziewczęta dotykały jaja, z każdym rokiem coraz więcej. Większość z tych dziewcząt nigdy nie poczęła dziecka, ale niektórym się to udało, i z czasem podstawa jaja stała się praktycznie niewidoczna pod stosami darów: kwiatów, owoców i tkanin; był tam nawet komputer z St Paul i szklana buteleczka z perfumami z jakiegoś bardzo dalekiego miejsca, tak delikatna, że pewnej nocy rozbił ją wiatr. A może niedźwiedzie czy anioły. Niektórzy mawiali, że w pobliżu jaja często pojawiają się anioły. Mówili też, że anioły dotykały go przez niewidzialną ścianę.

Najstarsza córka Tama w to nie wierzyła. W ogóle mało w co wierzyła. Tam uważał ją za największe rozczarowanie życia. Silna, piękna, inteligentna, została przyjęta do szkoły dla wyróżnionych w St Paul i uczyła się tam, mimo brakujących palców. Została naukowcem i odwróciła się od Biblii. Tam, który z wiekiem robił się coraz bardziej uparty, nie chciał jej w ogóle widzieć. Powiedziała, że jajo nie jest żadnym cudem i nigdy nie sprawiło, żeby jakaś kobieta zaszła w ciążę. Powiedziała, że jedynym zbawicielem ludzkości może być ona sama.

Tam, który po śmierci Juli stał się nie tylko bardziej uparty, ale i gniewny, odwrócił twarz i oświadczył, że nie chce tego słuchać.

Transmisja: Niczego tu jeszcze nie ma.

Aktualne prawdopodobieństwo wystąpienia: 28%

III

2175

— Spotkanie jest w północnej Minnesocie? — spytała Abby4. — Dlaczego?

Mal z trudem powstrzymywał złość. Ostrzegano go przed Abby4. Jeden z Biomensan, należących do sieci przyjaciół i znajomych Mala, powiedział: „Górne 2 procent genomodyfikacji. Lubi okazywać wszystkim swoją wyższość. Ale nie pozwól sobą kręcić. Kontrakt jest zbyt ważny”.

Przyjaciele powiedzieli mu także, żeby nie czuł się onieśmielony biurem Abby4 ani jej urodą. Biuro znajdowało się na ostatnim piętrze najwyższego budynku w Raleigh, ze wspaniałym widokiem na właśnie oczyszczone miasto. Ogród na niebie, ze ścianami i sufitem całkowicie pokrytymi genomodyfikowanymi roślinami produkowanymi przez AbbyWorks, kwiatami tak egzotycznymi i pięknymi, że od samego patrzenia gość mógł łatwo zapomnieć, co miał powiedzieć. Pewnie o to chodziło.

Uroda Abby4 onieśmielała jeszcze bardziej niż jej biuro. Siedziała naprzeciwko niego w miękkim białym fotelu, który podkreślał jej smukłość i wysublimowaną elegancję. Twarz azteckiej księżniczki, otoczona miedzianymi włosami, zebranymi po obu stronach w grube pukle. Szarfa jej czarnego garnituru kończyła się tuż powyżej wypukłości białych piersi, które Mal świadomie ignorował. Nogi miała tak długie, że nie widywał takich nawet w snach.

— Spotkanie jest w północnej Minnesocie — wyjaśnił uprzejmie Mal — bo nasz chiński kontakt już prowadzi interesy w St Paul, z uniwersytetem. I chce zobaczyć to dziwo w pobliżu dawnej kanadyjskiej granicy, obiekt, który w rządowych zapisach figuruje jako obcy artefakt.

Abby4 zamrugała, pewnie zanim zorientowała się, że zamierza to zrobić, co dało Malowi ogromną satysfakcję. Nawet Biomensanie, z ich genetycznie podkręconą inteligencją i pamięcią, nie wiedzieli wszystkiego.

— Ach tak, oczywiście — rzekła Abby4, a Mal był na tyle ostrożny, że nie dał po sobie poznać, że Abby4 blefuje. — O, w takim razie północna Minnesota. Proszę przesłać dane do naszego systemu biurowego. Dziękuje panu, panie Goldstone.

Mal wstał i ruszył do wyjścia. Abby4 nie uniosła się. W zewnętrznym biurze minął kobietę, która była o kilka lat starsza od Abby, lecz tak do niej podobna, że musiał to być jeden z jej wcześniejszych klonów. Kobieta lekko się garbiła. Na pewno każdy kolejny klon miał lepsze genomodyfikacje, bo na rynek wchodziły nowe technologie. AbbyWorks była w końcu jedną z pięciu albo sześciu czołowych firm oferujących biorozwiązania, w Raleigh — czyli na świecie.

Mal opuścił przypominający rajski ogród budynek AbbyWorks prosto w lepki upał lata w Północnej Karolinie. Na parkingu jego samochód nie chciał zapalić. Zaklął i otworzył maskę. Ktoś złamał zabezpieczenie maski i ukradł silnik.

Dostawcy biorozwiązań dla świata, pomyślał gorzko Mal, sprzątacze po ekologicznej, neurologicznej i populacyjnej katastrofie, jaką przyniósł Upadek, a nadal nie potrafimy zrobić porządnych zabezpieczeń w samochodzie! O, to akurat pasuje. Przez ostatnie sto pięćdziesiąt lat — nie, bliżej dwustu — najlepsze umysły każdego amerykańskiego pokolenia zajmowały się tylko biologią. Technika, fizyka, wszystko inne — tym zajmowało się zaledwie paru praktyków, którzy mieli na to bardzo ograniczone środki.

Opłaciło się to. Nie tylko takim ludziom jak Abby4, piękna suka z Biomensy, ale nawet takim trutniom jak Mal. Miał zabezpieczenia biologiczne przed pozostałymi zanieczyszczeniami środowiskowymi (miały występować jeszcze przez kolejny tysiąc lat), był płodny, miał kilka skromnych genomodyfikacji, dzięki którym nie wyglądał jak troll, ani nie myślał jak troglodyta. Ale nie miał sprawnego samochodu.

Wyjął telefon i zadzwonił po taksówkę.

Wrzesień w Minnesocie nie był chłodny, ale Kim Mao Xun, klient z Chin, był solidnie owinięty w liczne warstwy jedwabiu i cienkiej wełny. Wyglądał na bardzo starego, co prawdopodobnie oznaczało, że był jeszcze starszy. Ciekawe, jakie genomodyfikacje ma pan Kim, pomyślał Mal, na pewno żadnych związanych z wyglądem. W Chinach wszystko było inne! Ci, którzy przetrwali Upadek dzięki samej liczebności, zaczęli długą wspinaczkę cywilizacyjną mając do dyspozycji tylko podstawy i nic więcej.

— Tak się cieszę, że będę mógł zobaczyć obcy statek — rzekł doskonałą angielszczyzną. — Wiedzą państwo, on jest bardzo znany w Chinach.

Abby4 uśmiechnęła się.

— Obawiam się, że tu jest głównie ciekawostką. Niewiele osób wie o jego istnieniu, choć rząd ustalił na podstawie pisemnych archiwów, że wylądował w październiku 2007 roku. Badały go najbardziej zaawansowane w tamtych czasach urządzenia pomiarowe.

— O wiele lepsze niż te, którymi dysponujemy teraz — mruknął pan Kim, a Abby4 zmarszczyła brwi.

— Tak, pewnie tak, ale wtedy nie mieli całego świata do oczyszczenia, prawda?

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)