Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 123
Перейти на страницу:

– Pamiętam. – Hrabina posłała wokół stołu kolejny promienny uśmiech. – Reneyr-bes-Hana wściekał się przez cały następny rok, słał nawet listy do cesarza, ale nic nie wskórał.

– Właśnie. Więc ujmę to tak, kapłanie. Dopóki nasi sędziowie mogą posyłać meekhańskich arystokratów do lochu, dopóty Wessyrczycy będą uważali się za część Imperium. Ruszcie granicę, a przekonacie się o tym.

Nawer poderwał się na nogi.

– Róg ma wrócić do nas!

– Dolina Gewenah nie była spornym terenem, dopóki Wynde’kann nie zajęło ziem na południe od niej – wtrącił hrabia. – A zajęliście je, tępiąc bitewny kult Setrena, o ile mnie pamięć nie myli.

– Nie my, tylko ja – tahg skrzywił się gniewnie. – I nadal są tacy, którzy chętnie wykopaliby mi za to grób. Lecz wielu z tutejszych pamięta, jak odrodzony kult poczynał sobie wtedy w Lawerd i Konelaz, ile klanów wybito do nogi, bo nie chciały pokłonić się Rogatemu Toporowi. Poprowadziłem wojska na południe, by ukręcić łeb małemu potworowi, zanim podrośnie. Nie sądziłem, że odrodzi mi się cierniem w boku, i to takim z mojej własnej krwi.

– Więc ukręć mu łeb i teraz, tahgu... – Kapłan uniósł brwi, wykrzywił się ironicznie. – Wezwij przybocznych i każ wrzucić Nawera do lochu. Niech twoja straż uderzy na jego ludzi, ledwo trzystu, toż to żadna siła. Jeden rozkaz i sprawa załatwiona.

Aeryss podniósł się lekko, oparł pięści na stole, poczerwieniał.

– Nie drażnij mnie, kozi wypierdku. Schowaliście się za tym młodym durniem jak za tarczą, bo wiecie, że obiecałem jego matce, że będę o niego dbał jak o rodzonego. Ale nie sprawdzaj, czy ten łuk da się napiąć jeszcze mocniej, bo pęknie ci w rękach. Ja...

Hrabina wyciągnęła rękę i delikatnie dotknęła dłoni tahga.

– Myślę, panie, że ja z mężem nie powinniśmy być świadkami tej rozmowy. Pójdziemy zapoznać się z co znaczniejszymi przywódcami klanów, których twój siostrzeniec zaprosił tu specjalnie dla nas. Mam nadzieję, Nawerze Ta’Klaw, że dokonasz prezentacji?

Spojrzała tak, że kamień by nie odmówił.

Nawer zamarł i uśmiechnął się niepewnie, zerkając na kapłana. Isawa nie dała mu szans, szeleszcząc suknią, już była przy jego boku, poufale wzięła pod rękę i zaśmiawszy się perliście z czegoś, co sama powiedziała, pociągnęła w stronę sali. Hrabia poderwał się i podążył za nimi.

Przy stole zapanowała głęboka cisza.

– Powinno się codziennie prać go po tyłku, ledwo skończył trzy lata. Może nauczyłby się słuchać starszych. – Tahg usiadł, nalał sobie wina i wypił duszkiem. – Uuuch, tu na północy nie uświadczysz owoców, które dawałyby taki trunek. Powiedz mi, kapłanie, jak daleko kult zamierza się posunąć? I dlaczego?

– Setren domaga się należnego mu miejsca. Nie ustaniemy, dopóki go nie odzyska.

– Rozmawiałeś z nim? Stanąłeś między Zakrzywionymi Rogami i usłyszałeś głos Nieśmiertelnego? Mówią, że kapłan mojego ojca, stary Gares, gdy już osiągnął odpowiednią moc, potrafił wybrać się ścieżkami ducha na spotkanie ze swoim bogiem. Zamykał się wtedy w komnacie, a gdy z niej wychodził, służba znajdowała na posadzce kawałki mchu, błoto, liście z drzew, które nie rosną tak daleko na północy, wilgotną, pachnącą mrocznymi puszczami ziemię. Setren po raz pierwszy za zgodą związał się z ciałem rogatego tura i chyba polubił tę formę. Byłeś w jego królestwie, kapłanie? Chodziłeś w cieniach drzew wyższych niż góry? Deptałeś czarnoziem, którego nigdy nie dotknęła stopa człowieka? Spojrzałeś w oczy boga?

Jawen Oderenn milczał, popatrując spod zmrużonych powiek na władcę. Po chwili opuścił wzrok.

– Nie, nie byłem – powiedział wreszcie. – Ani ja, ani nikt z moich braci. Ścieżki ducha to droga dla tych, którzy są już jedną nogą na drodze do Domu Snu. Ja mam jeszcze zbyt dużo do zrobienia tutaj.

– Na przykład zorganizowanie skrytobójstwa?

Aeryss przez kilka chwil wpatrywał się w skamieniałego kapłana.

– Nic nie powiesz? – parsknął pogardliwie. – Nie jesteś zbyt dobry w tę grę, prawda? Gdybyś chciał mi zamącić w głowie, powinieneś wybuchnąć oburzeniem albo udać zdziwienie i zapytać, o co mi chodzi. I zrobić to bezzwłocznie. Myślałeś, że twoje zbiry nie znaleźli poselstwa lub zrezygnowali z ataku. Nie sądziłeś, że spotkali na swej drodze Górską Straż. Na przyszłość, jeśli zamierzasz założyć wśród kultu jakiś zakon fanatycznych zabójców, nie pozwalaj im tatuować sobie toporów na ciele. To, w razie niepowodzenia, utrudnia wykręcenie się od odpowiedzialności.

Kapłan milczał i prawie dało się zobaczyć jego myśli. Kenneth wiedział, co powie, zanim otworzył usta.

– Nic o tym zamachu nie wiedziałem. Winni zostaną ukarani, masz moje słowo, tahgu.

– Doprawdy?

– Tak, z całą pewnością. Zamordowanie posłów, i to na terytorium Imperium, nic by mi nie dało. O wiele lepiej jest tak, jak jest, gdy przybyli tu i zostali publicznie upokorzeni.

– Nie powiedziałem, że to było na ziemiach Imperium.

Po ostatnich słowach tahga zapanowała lodowata cisza. Nieoczekiwanie przerwał ją wybuch śmiechu na sali. Kenneth obejrzał się, hrabina w towarzystwie męża i Nawera zatrzymała się przy jednym ze stołów i musiała powiedzieć coś, co rozbawiło do łez większość obecnych przy nim osób. Ona sama, wdzięcznie wspierająca się na ramieniu męża, uśmiechała się promiennie i szczerze. Po chwili pociągnęła swoich towarzyszy dalej.

Tahg nie spuszczał z niej oczu.

– Taka kobieta. Jakich mogłaby dać mi synów!

Wszyscy przy stole spojrzeli na niego równocześnie. Bennelt-avd-Ponb otworzył usta.

– Nie kapitanie, to nie to, co pan myśli. Ten obleśny, barbarzyński staruch nie zapłonął żądzą do przepięknego meekhańskiego kwiatu. – Tahg uśmiechnął się swobodnie, niemal rzewnie, i kontynuował, nie odrywając spojrzenia od przemieszczającej się po sali hrabiny. – Tępy osiłek, tak o mnie mówili w młodości. A przecież trzydzieści pięć lat siedzę na rzeźbionym tronie i trzymam w ryzach najbardziej zawziętą, mściwą i upartą bandę klanów, jaka kiedykolwiek mieszkała w tych górach. Zapobiegam rzeziom, łagodzę spory, prowadzę na wojny, a i tak jedyne, co o mnie mówią, to że potrafię zabić człowieka uderzeniem gołej pięści. I może właśnie dlatego, że uważają mnie za zwykłego prostaka, ciągle tu jestem. Bo wydaję się mniej groźny niż ktoś inteligentny i sprytny. Czasem najlepiej udawać głupszego i mniej niebezpiecznego, niż się jest w istocie, nieprawdaż?

Oderenn zdołał się już opanować i wpatrywał się teraz w tahga uważnie.

– Co to ma do naszej pięknej hrabiny? – zapytał.

– „Piękna hrabina” – władca Wynde’kann parsknął cicho. – Brzmi niemal dokładnie jak „tępy osiłek”. Niegroźnie, prawda? Wy też, i pan, kapitanie, i żołnierze walecznej Górskiej Straży, nie zorientowaliście się, kto tu jest właściwie głównym posłem. Mam rację? Wszystko przez to, że w meekhu nie istnieje słowo na określenie kobiety dyplomaty. Dlatego w pismach, które wymieniałem z Wielkim Gubernatorem, mówiło się tylko o parze poselskiej albo o dyplomacie pierwszego stopnia i towarzyszącym mu dyplomacie czwartego stopnia. I twoi szpiedzy, kapłanie, którzy czytali te listy, założyli, że to hrabia jest dyplomatą pierwszego stopnia, a jego żona tylko ozdóbką, taką broszą przy koszuli, z ceremonialnym tytułem dyplomaty czwartego stopnia.

Kapitan jazdy zabębnił palcami o stół.

– To niemożliwe. Dyplomata pierwszego stopnia jest Głosem Imperium.

– Właśnie. Ma prawo zawierać umowy, podpisywać traktaty, a nawet wypowiadać wojny, jakby sam był cesarzem. Jego słowo jest decydujące i nawet imperator nie może samowolnie zmienić decyzji dyplomaty pierwszego stopnia. Do tego potrzebna jest wola władcy i Rady Pierwszych. Podobno w całym Korpusie Dyplomatycznym Imperium jest tylko siedmiu ludzi z tym tytułem. I nie dostaje się go za pochodzenie czy majątek. Powiadają, że jeśli kogoś z tej siódemki związać i wrzucić do dołu z jadowitymi wężami, to po godzinie namówi je, żeby rozplątały mu więzy i utworzyły ze swoich ciał linę, po której wyjdzie na powierzchnię. A więc rozsiądź się wygodnie, kapłanie, i patrz, jak uspokaja się kłębowisko węży.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)