Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów

Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:

Podczas przygotowań do koronacji cara Mikołaja II porwany zostaje syn Wielkiego Ksiecia Georgija Aleksandrowicza. Porywacz jako okupu żąda `Orłowa`. Ten bezcenny brylant zdobiący berło jest narodową świętością. Fandorin wie, że zbrodniarz nie zwykł zostawiać swych ofiar przy życiu. Musi więc wygrać wyścig z czasem.
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 104
Перейти на страницу:

- Co za głupie pytanie! - burknął gniewnie Symeon Aleksandrowicz. - Oczywiście, to mały palec Miki! A czyj jeszcze może być?

Stąpając bezszelestnie, zbliżył się do mnie Foma Anikiejewicz, podtrzymał za łokieć. Z wdzięcznością skłoniłem głowę - już dobrze, zaraz mi przejdzie.

- Posłuchajcie, co napisano w liście - powiedział Kirył Aleksandrowicz i dopiero teraz dostrzegłem przed nim na stole arkusik papieru.

Wielki książę włożył pince-nez i przeczytał list, tak jak i uprzednie napisany po francusku:

Panowie! Wydaje się, że dotąd nie zrozumieliście, że ja nie żartuję.

Mam nadzieję, że ta mała przesyłka upewni Was, co do powagi moich zamiarów. Odcięty palec - kara za to, że Wasi ludzie znowu naruszyli umowę. Następnym razem, jeśli powtórzy się nieuczciwa gra, odetniemy chłopcu ucho.

A teraz przejdźmy do interesów. Jako kolejnej raty żądam małego brylantowego bukietu z kolekcji cesarzowej. Guwernantka powinna przybyć na mszę do świątyni Chrystusa Zbawiciela nie później niż o trzeciej po południu. Rozumie się, sama. Jeśli będą ją śledzić - możecie wziąć winę na siebie.

Szczerze oddany

doktor Lind

Najbardziej wstrząsnęła mną doskonała znajomość zawartości coffret najjaśniejszej pani. Mały brylantowy bukiet był prawdziwą ozdobą cesarskiej kolekcji klejnotów; swojego czasu dostał się Koronie z posagiem narzeczonej Pawła Piotrowicza, przyszłego cesarza Pawła I. To cudo wielkiej sztuki jubilerskiej XVIII wieku cenione było nie tyle z powodu rozmiarów i czystości tworzących je kamieni, ile za piękno i wykwintność. Moim zdaniem w Pokoju Brylantowym nie było piękniejszego wytworu.

- Boże, biedna Alicja! - powiedział z troską cesarz. - Ona tak cierpi z powodu straty szafirowej kokardy...

Należało raczej współczuć najjaśniejszemu panu, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę charakter cesarzowej, ale w tej chwili nie byłem w stanie odczuwać litości dla kogokolwiek oprócz biednego, malutkiego Michała Gieorgijewicza.

- My już wszyscy się wypowiedzieliśmy, Fandorin - dość bezceremonialnie przerwał cesarzowi Kirył Aleksandrowicz. - A co pan myśli? Teraz widać, że miał pan rację. Lind to prawdziwy potwór, nie powstrzyma się przed niczym. Co mamy robić?

- Ach, biedny Mika. - Car ze skruchą pokręcił głową.

- Mika oczywiście jest biedny - Symeon Aleksandrowicz uderzył kułakiem w stół - ale ty, Niki, lepiej byś siebie pożałował. Jeśli świat się dowie, że jakiś łajdak podczas koronacji rosyjskiego cara porwał jego kuzyna i tnie go po kawałku jak kiełbasę...

- Sem, ocknij się! - zaryczał gromowym głosem Gieorgij Aleksandrowicz. - Mówisz o losie mojego syna!

- Mówię o losie naszej dynastii! - takim samym tonem odpowiedział generał-gubernator.

- Wujku Semie, wujku Dżordżi! - Najjaśniejszy pan uspokajająco rozłożył ręce. - Lepiej posłuchajmy pana Fandorina.

Erast Piotrowicz wziął ze stołu pakiet, obrócił go kilka razy.

- Jak został d-dostarczony?

- Jak i poprzednie - odparł Kirył Aleksandrowicz. - Zwykłą pocztą.

- I znowu nie ma stempla - powiedział w zamyśleniu Fandorin. - Przesłuchano pocztyliona?

Pułkownik Karnowicz wyjaśnił:

- Nie tylko przesłuchano, ale od wczoraj nakazano jeszcze śledzić wszystkich trzech pocztylionów, którzy dostarczali miejską pocztę do Ermitażu. Jednak nic podejrzanego nie zauważono. Poza tym torby z przesyłkami, odprawianymi z miejskiego urzędu pocztowego do tutejszego oddziału, cały czas znajdują się pod obserwacją przebranych agentów. Nikt z postronnych nie zbliżał się do torby na odcinku od Miasnickiej do Kałuskiej ani później, kiedy pocztylion wyruszył pod konkretne adresy. Skąd biorą się listy Linda - nie wiadomo. Prawdziwa zagadka.

- No cóż, dopóki jej nie rozwiążemy, działać należy tak... - rzekł ponuro Erast Piotrowicz. - Bukiet trzeba oddać - to raz. Żadnego śledzenia ludzi Linda - to dwa. Cała nadzieja w spostrzegawczości mademoiselle Declique, na szczęście całkiem nieprzeciętnej - to trzy. Niczego więcej zalecać nie mogę. Teraz najmniejsza nieostrożność ze strony policji, a otrzymacie nie ucho, lecz trupa chłopca i światowy skandal. Lind wpadł we wściekłość, to widać.

Wszyscy, jakby się zmówili, spojrzeli na guwernantkę. Już nie płakała i nie zakrywała oczu. Jej twarz wydawała się skamieniała, jakby wyrzeźbiona z białego marmuru.

- Je ferai tout mon possible* [Postaram się (fr.).] - powiedziała cicho mademoiselle.

- Tak, tak - rzekł z troską najjaśniejszy pan. - Postarajcie się. A my z Alicją będziemy się modlić do Najwyższego. I natychmiast zaczniemy pościć. Tak według starodawnego obyczaju należy postępować przed koronacją...

- No i świetnie, każdy wniesie pożyteczny wkład. - Kirył Aleksandrowicz uśmiechnął się ponuro. - Pułkownika Łasowskiego należy odsunąć od kierowania śledztwem. - Przy tych słowach oberpolicmajster czknął jeszcze głośniej niż poprzednio, ale już więcej nie przepraszał. - Odpowiedzialność znowu spocznie na was, Karnowicz, no, tylko teraz nie może już być żadnego błędu. Niech będzie tak, jak powiedział Fandorin. Wy, Karnowicz, czasowo przeniesiecie się do Ermitażu i stąd będziecie nadzorować poszukiwania. W pałacu Aleksandrowskim jest zbyt wielu gości. Ziukin, znajdź dla pułkownika jakikolwiek pokój i zainstaluj tam telefon. To wszystko, rozjeżdżamy się. Jutro czeka nas wszystkich trudny dzień, a ty, Niki, będziesz przyjmować posłów. Musisz zachowywać się nieskazitelnie.

* * *

Po wyjeździe najjaśniejszego pana, długo jeszcze ugaszczałem herbatą ich książęce wysokości. Przelano niemało łez - zwłaszcza nie mógł ich powstrzymać Paweł Gieorgijewicz, ale i Gieorgij Aleksandrowicz ocierał mankietem mięsiste policzki, a jeśli o mnie chodzi - to całkiem się rozkleiłem. Dwukrotnie musiałem pospiesznie opuścić bawialnię, żeby wykrzywioną od szlochu twarzą jeszcze bardziej nie rozstrajać wielkich książąt.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)