KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Przygody Erasta Fandorina #8
- Язык: польский
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:
- Co za głupie pytanie! - burknął gniewnie Symeon Aleksandrowicz. - Oczywiście, to mały palec Miki! A czyj jeszcze może być?
Stąpając bezszelestnie, zbliżył się do mnie Foma Anikiejewicz, podtrzymał za łokieć. Z wdzięcznością skłoniłem głowę - już dobrze, zaraz mi przejdzie.
- Posłuchajcie, co napisano w liście - powiedział Kirył Aleksandrowicz i dopiero teraz dostrzegłem przed nim na stole arkusik papieru.
Wielki książę włożył pince-nez i przeczytał list, tak jak i uprzednie napisany po francusku:
Panowie! Wydaje się, że dotąd nie zrozumieliście, że ja nie żartuję.
Mam nadzieję, że ta mała przesyłka upewni Was, co do powagi moich zamiarów. Odcięty palec - kara za to, że Wasi ludzie znowu naruszyli umowę. Następnym razem, jeśli powtórzy się nieuczciwa gra, odetniemy chłopcu ucho.
A teraz przejdźmy do interesów. Jako kolejnej raty żądam małego brylantowego bukietu z kolekcji cesarzowej. Guwernantka powinna przybyć na mszę do świątyni Chrystusa Zbawiciela nie później niż o trzeciej po południu. Rozumie się, sama. Jeśli będą ją śledzić - możecie wziąć winę na siebie.
Szczerze oddany
doktor Lind
Najbardziej wstrząsnęła mną doskonała znajomość zawartości coffret najjaśniejszej pani. Mały brylantowy bukiet był prawdziwą ozdobą cesarskiej kolekcji klejnotów; swojego czasu dostał się Koronie z posagiem narzeczonej Pawła Piotrowicza, przyszłego cesarza Pawła I. To cudo wielkiej sztuki jubilerskiej XVIII wieku cenione było nie tyle z powodu rozmiarów i czystości tworzących je kamieni, ile za piękno i wykwintność. Moim zdaniem w Pokoju Brylantowym nie było piękniejszego wytworu.
- Boże, biedna Alicja! - powiedział z troską cesarz. - Ona tak cierpi z powodu straty szafirowej kokardy...
Należało raczej współczuć najjaśniejszemu panu, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę charakter cesarzowej, ale w tej chwili nie byłem w stanie odczuwać litości dla kogokolwiek oprócz biednego, malutkiego Michała Gieorgijewicza.
- My już wszyscy się wypowiedzieliśmy, Fandorin - dość bezceremonialnie przerwał cesarzowi Kirył Aleksandrowicz. - A co pan myśli? Teraz widać, że miał pan rację. Lind to prawdziwy potwór, nie powstrzyma się przed niczym. Co mamy robić?
- Ach, biedny Mika. - Car ze skruchą pokręcił głową.
- Mika oczywiście jest biedny - Symeon Aleksandrowicz uderzył kułakiem w stół - ale ty, Niki, lepiej byś siebie pożałował. Jeśli świat się dowie, że jakiś łajdak podczas koronacji rosyjskiego cara porwał jego kuzyna i tnie go po kawałku jak kiełbasę...
- Sem, ocknij się! - zaryczał gromowym głosem Gieorgij Aleksandrowicz. - Mówisz o losie mojego syna!
- Mówię o losie naszej dynastii! - takim samym tonem odpowiedział generał-gubernator.
- Wujku Semie, wujku Dżordżi! - Najjaśniejszy pan uspokajająco rozłożył ręce. - Lepiej posłuchajmy pana Fandorina.
Erast Piotrowicz wziął ze stołu pakiet, obrócił go kilka razy.
- Jak został d-dostarczony?
- Jak i poprzednie - odparł Kirył Aleksandrowicz. - Zwykłą pocztą.
- I znowu nie ma stempla - powiedział w zamyśleniu Fandorin. - Przesłuchano pocztyliona?
Pułkownik Karnowicz wyjaśnił:
- Nie tylko przesłuchano, ale od wczoraj nakazano jeszcze śledzić wszystkich trzech pocztylionów, którzy dostarczali miejską pocztę do Ermitażu. Jednak nic podejrzanego nie zauważono. Poza tym torby z przesyłkami, odprawianymi z miejskiego urzędu pocztowego do tutejszego oddziału, cały czas znajdują się pod obserwacją przebranych agentów. Nikt z postronnych nie zbliżał się do torby na odcinku od Miasnickiej do Kałuskiej ani później, kiedy pocztylion wyruszył pod konkretne adresy. Skąd biorą się listy Linda - nie wiadomo. Prawdziwa zagadka.
- No cóż, dopóki jej nie rozwiążemy, działać należy tak... - rzekł ponuro Erast Piotrowicz. - Bukiet trzeba oddać - to raz. Żadnego śledzenia ludzi Linda - to dwa. Cała nadzieja w spostrzegawczości mademoiselle Declique, na szczęście całkiem nieprzeciętnej - to trzy. Niczego więcej zalecać nie mogę. Teraz najmniejsza nieostrożność ze strony policji, a otrzymacie nie ucho, lecz trupa chłopca i światowy skandal. Lind wpadł we wściekłość, to widać.
Wszyscy, jakby się zmówili, spojrzeli na guwernantkę. Już nie płakała i nie zakrywała oczu. Jej twarz wydawała się skamieniała, jakby wyrzeźbiona z białego marmuru.
- Je ferai tout mon possible* [Postaram się (fr.).] - powiedziała cicho mademoiselle.
- Tak, tak - rzekł z troską najjaśniejszy pan. - Postarajcie się. A my z Alicją będziemy się modlić do Najwyższego. I natychmiast zaczniemy pościć. Tak według starodawnego obyczaju należy postępować przed koronacją...
- No i świetnie, każdy wniesie pożyteczny wkład. - Kirył Aleksandrowicz uśmiechnął się ponuro. - Pułkownika Łasowskiego należy odsunąć od kierowania śledztwem. - Przy tych słowach oberpolicmajster czknął jeszcze głośniej niż poprzednio, ale już więcej nie przepraszał. - Odpowiedzialność znowu spocznie na was, Karnowicz, no, tylko teraz nie może już być żadnego błędu. Niech będzie tak, jak powiedział Fandorin. Wy, Karnowicz, czasowo przeniesiecie się do Ermitażu i stąd będziecie nadzorować poszukiwania. W pałacu Aleksandrowskim jest zbyt wielu gości. Ziukin, znajdź dla pułkownika jakikolwiek pokój i zainstaluj tam telefon. To wszystko, rozjeżdżamy się. Jutro czeka nas wszystkich trudny dzień, a ty, Niki, będziesz przyjmować posłów. Musisz zachowywać się nieskazitelnie.
* * *
Po wyjeździe najjaśniejszego pana, długo jeszcze ugaszczałem herbatą ich książęce wysokości. Przelano niemało łez - zwłaszcza nie mógł ich powstrzymać Paweł Gieorgijewicz, ale i Gieorgij Aleksandrowicz ocierał mankietem mięsiste policzki, a jeśli o mnie chodzi - to całkiem się rozkleiłem. Dwukrotnie musiałem pospiesznie opuścić bawialnię, żeby wykrzywioną od szlochu twarzą jeszcze bardziej nie rozstrajać wielkich książąt.