Portier Nosi Garnitur Od Gabbany
- Автор: Weisberger Lauren
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:
– Czy mówiłam ci kiedyś, jaką jesteś dobrą przyjaciółką, Pen? Poważnie, zawsze wiesz, co należy powiedzieć.
Roześmiała się.
– Cóż, nie muszę chyba mówić, że moim zdaniem jesteś dla siebie niesprawiedliwa. Ale dość o tym, porozmawiajmy przez chwilę o mnie. Mam ci coś do powiedzenia.
– Jesteś w ciąży i czujesz się winna, bo chcesz przerwać, ponieważ jesteś zaręczona i wystarczająco dorosła, żeby wziąć odpowiedzialność za własne czyny? – zapytałam ochoczo, nachylając się bliżej do telefonu, jakby mogła mnie zobaczyć.
Westchnęła i wiedziałam, że przewraca oczami.
– Jesteś w ciąży i to nie jest dziecko Avery'ego? Kiedy to wywołało wyłącznie kolejne pełne irytacji westchnienie, postanowiłam spróbować jeszcze raz.
– Jesteś w ciąży i…
– Bette… – Jej głos stwardniał i zorientowałam się, że nie bawi się nawet w przybliżeniu tak dobrze jak ja.
– Przepraszam. Co jest?
– Odchodzę.
– Co robisz?
– Odchodzę. Mam to załatwione. Skończyłam z tym.
– Omójboże, nie.
– Tak.
– To postanowione?
– Tak.
– Mówisz poważnie? Tak po prostu? Koniec? Jak się z tym czujesz?
Robiłam, co mogłam, żeby ukryć zadowolenie na myśl, że nie będzie musiała przejść przez ten ślub, ale było to trudne, szczególnie, że najpewniej przyłapała Avery'ego z jakąś dziewczyną, który to scenariusz już wcześniej uznałam za jedyne, co mogłoby ją przekonać, że musi w pewne rzeczy uwierzyć. Biorąc to pod uwagę, głos miała spokojny. Może tak było najlepiej i ona o tym wiedziała.
– Szczerze? Nie spodziewałam się tego, ale jestem najszczęśliwsza. Od dawna chciałam to zrobić i, cóż, po prostu jestem strasznie podniecona myślą, co będzie dalej.
Powoli upiłam łyk kawy i rozważyłam tę nową informację.
– Nie byłabyś taka podniecona, gdybyś nie spotkała kogoś innego. Kto to jest? Nie miałam pojęcia, że macie z Averym kłopoty. Jak mogłaś mi nie powiedzieć? – wydusiłam. – A co z pierścionkiem? Wiesz, etykieta nakazuje, że skoro to ty zrywasz zaręczyny, musisz go oddać. Omójboże, chyba cię nie zdradzał, prawda? – Udałam przerażenie na samą myśl, jakby nie sposób było sobie tego nawet wyobrazić. – Czy ten drań…
– Bette, przestań! Nie odchodzę od Avery'ego, odchodzę z pracy – syknęła, starając się nie dać podsłuchać kolegom z boksu.
Poważny zwrot o sto osiemdziesiąt stopni.
– Odchodzisz z UBS? Naprawdę? Co się stało?
– Cóż, trochę nie miałam wyboru. Avery'ego przyjęto na UCLA * na prawo, więc się tam przeprowadzamy. Zaczyna dopiero w styczniu, ale uznaliśmy, że pojedziemy już teraz, żeby się zadomowić i zorientować.
– UCLA?
– Uhm.
– Więc nie rzucasz Avery'ego, rzucasz mnie? – na pół jęknęłam, na pół wyszeptałam. Smakowita historyjka o tym, jak moja najlepsza przyjaciółka z college'u zdradza narzeczonego, stała się historyjką o tym, że moja najlepsza przyjaciółka z college'u przeprowadza się na drugie wybrzeże.
– Nie porzucam cię – westchnęła. – Rzucam tę pracę, to miasto i jadę do Kalifornii. Prawdopodobnie tylko na trzy lata, a potem wrócę. I będziemy się oczywiście odwiedzały. Będziesz zachwycona, przyjeżdżając tam w lutym, kiedy nie wychodziłaś z mieszkania od dwunastu dni, bo temperatura nie podnosi się powyżej zera.
– Nie ma szkół prawniczych na Wschodnim Wybrzeżu? Avery naprawdę musi być taki samolubny i ciągnąć cię ten kawał, aż tam, żeby studiować prawo?
– Och, Bette, zamknij się i ciesz się moim szczęściem. UCLA to świetna uczelnia, a poza tym przyda mi się odmiana. Mieszkam w tym mieście od pięciu lat, od dyplomu, a przedtem mieszkałam przez osiemnaście. Wrócę, co do tego nie ma wątpliwości. Ale teraz myślę, że może miło byłoby zająć się czymś innym.
W tym momencie dotarło do mnie, że od przyjaciółki oczekuje się wsparcia, nawet gdyby jego przekazanie miało wypaść kulawo.
– Kochanie, przepraszam, to po prostu wielkie zaskoczenie. A nawet nie wspominałaś, że on składa papiery na zachodzie. Jeżeli to właśnie chcesz zrobić, to cieszę się, że to cię cieszy. I obiecuję, że bardzo się postaram przestać myśleć wyłącznie o tym, jak mnie to dotyka, dobrze?
– No tak, złożył papiery na UCLA w ostatniej chwili i nigdy nie przyszło mi do głowy, że zechce tam jechać. Ale poważnie, o ciebie jestem spokojna. Masz teraz całą nową ekipę i odnoszę wrażenie, że świetnie sobie beze mnie poradzisz… – Pozwoliła, żeby te słowa zawisły w powietrzu, starając się mówić bez nacisku, ale obie wiedziałyśmy, że w tym momencie jest bliższa niż kiedykolwiek powiedzenia czegoś ważniejszego.
– Musimy urządzić dla was wielkie przyjęcie pożegnalne – stwierdziłam z wymuszoną wesołością, nie do końca zdając sobie sprawą, że miałam okazję zaprotestować.
– Jak możesz sobie wyobrazić, nasze matki już się tym zajęły. Wyjeżdżamy niedługo, więc zaplanowały wspólny obiad w Four Seasons w sobotę. Przyjdziesz, prawda? Będzie okropnie, ale i tak masz obowiązek się zjawić. – Odchrząknęła. – I, oczywiście, Philip też jest zaproszony.
– Pen! Oczywiście, że będę. I z pewnością oszczędzę wam wszystkim towarzystwa Philipa. Co prawda rozkosznie jest być zabawianym opowiastkami o liczbie nitek w osnowie, okraszonymi wtrącaniem sławnych nazwisk, ale w końcu to jednak twoja kolacja.
Na wyświetlaczu błysnęło połączenie oczekujące, z numerem zaczynającym się od 917, którego nie rozpoznałam. Postanowiłam odebrać, na wypadek gdyby chodziło o coś w związku z imprezą BlackBerry.
– Przepraszam Pen, muszę odebrać tę rozmowę. Mogę oddzwonić później?
– Jasne, nie ma sprawy.
– Okej, to pogadamy za moment. I gratulacje! Jeżeli jesteś szczęśliwa, to ja też. W ograniczonym zakresie, oczywiście. Ale cieszę się z twojego powodu.
Pożegnałyśmy się i włączyłam tę drugą rozmowę na chwilę przed przekierowaniem jej do poczty głosowej.
– Czy mogę mówić z Bette? – zapytał zachrypnięty męski głos.
– Przy telefonie.
– Bette, tu Sammy z biura Amy Sacco. Dzwoniłaś, żeby ustalić datę, kiedy chcesz zarezerwować klub?
Sammy? Czy nie tak miał na imię bramkarz z Bungalowu? Czy możliwe, że Aray zatrudnia więcej niż jednego Sammy'ego? Nie wiedziałam, że bramkarze wykonują prace biurowe.
– Tak, cześć, jak się masz? – powiedziałam najbardziej profesjonalnie jak to możliwe, chociaż na pewno nie znał mojego imienia ani nie pamiętał mnie jako tej irytującej dziewczyny bez parasola.
– Świetnie. Odebraliśmy twoją wiadomość i Amy prosiła, żebym oddzwonił, przez całe popołudnie jest zajęta… – Resztę zagłuszyło wycie syren.
– Przepraszam, nie usłyszałam. To była najgłośniejsza syrena, jaką w życiu słyszałam. Pewnie z osiem wozów strażackich czy coś takiego! – krzyknęłam, starając się przebić przez wycie.
– Też je słyszę, tylko nie przez telefon. Gdzie teraz jesteś?
– W Starbucks w pobliżu Ósmej i Broadwayu. Czemu pytasz?
– Dziwne. Jestem dosłownie po drugiej stronie ulicy. Właśnie wychodziłem z zajęć, kiedy odebrałem wiadomość od Amy, że mam do ciebie oddzwonić. Zaczekaj, już idę. – Rozłączył się, a ja przez sekundę wpatrywałam się w telefon, po czym jak szalona wyrwałam z torby błyszczyk i szczotkę do włosów i pognałam do łazienki, która oczywiście była zajęta. Zobaczyłam, że podchodzi do frontowych drzwi i galopem wróciłam do swojego stolika w bocznej loży, padając na siedzenie – bez tchu – zanim mnie zauważył.
* UCLA – University of Califomia.