Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 102
Перейти на страницу:

– A gdybyśmy dali zielony chodnik zamiast czerwonego? – zaproponowałam, nie dając sobie chwili na zastanowienie, jak głupio to zabrzmi. Przygotowałam się na cios, ale twarze przy stole wyglądały na zadowolone.

– Świetny pomysł, Bette! Będziemy mieli zielony chodnik i ogromne zielone rondo, gdzie wszyscy mogą pozować do zdjęć. Zielony chodnik zdecydowanie będzie oznaczał więcej zdjęć. Wygląda na to, że wszystko się gładko układa, więc przejdźmy do tego, co się naprawdę liczy. W którym miejscu jesteśmy z imprezą „Playboya”?

Na twarz Elisy powróciły kolory i wydawała się spokojniejsza. Stanęła idealnie wyprostowana w sukience od Dianę Furstenberg i szczotką do włosów wskazała tablicę.

– Jak wszyscy widzicie, mamy przed sobą zaledwie kilka miesięcy. Po licznych poszukiwaniach i debatach wybraliśmy na miejsce akcji Sanktuarium. Leo, możesz nam powiedzieć, jak wyglądamy z zaopatrzeniem?

Leo spojrzał na Elisę, jakby chciał zapytać: „A odkąd to odpowiadam przed tobą?”, ale odchrząknął i powiedział zebranym, że przeprowadza rozmowy z firmami producenckimi (które zajmą się wszystkim od oświetlenia po meble) i powinien mieć listę kandydatów pod koniec tygodnia.

– Jestem pewien, że skończy się na Bureau Betak – powiedział. – Jak zwykle.

Spotkanie trwało przez kolejne półtorej godziny (omówiliśmy torby z upominkami, potencjalnych sponsorów i zaproszenia), zanim zostaliśmy zwolnieni na lunch z zaleceniem, żeby pójść dokądś, gdzie „będziemy widoczni”. Udało mi się wymówić z pójścia do Pastis ze wszystkimi i powędrowałam kilka przecznic na zachód, do nędznej pizzerii, gdzie na pewno nie mogłam natknąć się na nikogo z biura. Kiedy tylko wcisnęłam się do maleńkiej loży przy toalecie, zadzwoniłam do Willa do pracy i ku swojemu zaskoczeniu, zastałam go przy biurku.

– Czemu tam siedzisz? – zapytałam. – Przecież to nie dzień oddania tekstu. – Will chodził do biura w siedzibie gazety najwyżej raz albo dwa razy w tygodniu, a nawet rzadziej, jeśli to było możliwe.

– Halo, kochanie. Męczę się troszkę z felietonem na ten tydzień. – Zamilkł na ułamek sekundy, po czym dodał: – Właściwie wygląda na to, że w ostatnich czasach co tydzień trochę się meczę z felietonami.

W jego głosie pobrzmiewała frustracja i jednocześnie rezygnacja, uczucia, których nie przywykłam spotykać u Willa.

– Dobrze się czujesz. Will? Co się dzieje? – zapytałam, zmuszając się, żeby chociaż na kilka sekund zapomnieć o własnych problemach.

Westchnął ciężko.

– Nic ciekawego, kochanie, to na pewno. Poczytność „Woli ludu” kiepsko w tym roku wygląda. Kilka kolejnych gazet zrezygnowało z publikacji. Mój nowy trzydziestosześcioletni redaktor nie ma poczucia humoru, wciąż mi powtarza, że „współcześni czytelnicy” są bardziej „uwrażliwieni na sprawy społeczne” i w związku z tym powinienem bardziej się starać, żeby zachować większą „poprawność polityczną”. Oczywiście powiedziałem mu, żeby się odpieprzył, ale nie na długo go uciszyłem. A poza tym, dlaczego ktoś miałby chcieć czytać moje felietony, kiedy może czytać o ładnej młodej organizatorce imprez, uganiającej się za bogatymi, sławnymi pięknisiami?

– Widziałeś!

– Oczywiście. Czy mam założyć, że w tej krzykliwej relacji było ziarno prawdy? – zapytał.

– Oczywiście, że nie! – jęknęłam tak głośno, że kasjer się odwrócił i spojrzał na mnie ze złością. – Widziałam Philipa w ten weekend w Sanktuarium, kiedy byłam tam z pracy. Wzięliśmy jedną taksówkę do domu, bo tak było prościej. Ta druga dziewczyna to przyjaciółka jego rodziny. Nieletnia przyjaciółka rodziny. Cała historia nie mogła być mniej skandaliczna.

– Cóż, w takim razie wygląda na to, że postać o imieniu Wtajemniczona Ellie dobrze wykonuje swoją pracę. Niech cię pocieszy fakt, że nie użyli twojego nazwiska, kochanie. Ale nie sądź ani przez chwilę, że niedługo nie wypłynie.

– Czy wiesz, kto to jest. Will? To znaczy, musiałeś gdzieś się z nią zetknąć, nie uważasz?

Usłyszałam szczery śmiech Willa i wyobraziłam sobie najgorsze.

– Cóż, z całą pewnością wymieniano masę nazwisk, ale nie ma żadnych solidnych poszlak. Niektórzy się upierają, że to osoba z towarzystwa, która obmawia wszystkich swoich przyjaciół. Inni zdają się uważać, że to ktoś stosunkowo mało znany, lecz mający kilku dobrze ustawionych informatorów. Z tego, co wiemy, może to być ta była redaktorka zajmująca się modą, och, jakże się nazywa? Ta, która pisuje paskudne recenzje książkowe? Tego typu śmieci byłyby w jej stylu.

– To wstrętne. Marzę o tym, żeby ten ktoś, ktokolwiek to jest, zaczął skupiać uwagę na kimś innym, wiesz? Kimś trochę bardziej interesującym, kto mógłby rzeczywiście wieść skandaliczne życie. Ja się do tego zdecydowanie nie kwalifikuję. – Wgryzłam się w kawałek pizzy i pomyślałam, że to najbardziej idealny kęs na świecie.

– Rozumiem, kochanie, naprawdę rozumiem. Ale nie zapominaj, że Philip się kwalifikuje! Niechętnie kończę, ale w tym tygodniu mój felieton jakoś nie chce się sam napisać. Porozmawiamy niedługo? Zobaczymy cię w czwartek na kolacji?

– Oczywiście – odparłam mechanicznie, zanim zdałam sobie sprawę, że mam tego wieczoru być obecna na premierze nowego zapachu Gucciego. Wiedziałam, że będę musiała zadzwonić i odwołać kolację, ale po prostu nie mogłam się zmusić, żeby zrobić to teraz. – Za nic bym jej nie opuściła. Porozmawiamy później.

Skończyłam rozkoszny kawałek i zamówiłam drugi, który także pochłonęłam w rekordowym czasie. Letargicznie wpatrywałam się w obszarpany egzemplarz „Post”, który ktoś zostawił na stole, kiedy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu błysnęło „DOM”.

– Halo? – odebrałam, zastanawiając się, czy to mama, czy ojciec. A może oboje, ponieważ często dzwonili razem i rozmawiałam najpierw z jednym, potem z drugim, aż wreszcie cała nasza trójka mówiła jednocześnie, korzystając z różnych aparatów.

– Bette, to ty? – Mama właściwie krzyczała. – Słyszysz mnie? – Jej głos jak zwykle był głośniejszy niż trzeba. Żywiła przekonanie, że telefony komórkowe wymagają ponadprzeciętnej siły głosu od obu stron zaangażowanych w rozmowę i w związku z tym krzyczała za każdym razem, kiedy dzwoniła do mnie na komórką.

– Słyszę cię, mamo. Idealnie. Co u ciebie?

– Nie mogę właściwie rozmawiać, bo biegnę na spotkanie, ale jedna z dziewcząt w klinice mówiła dzisiaj, że widziała twoje zdjęcie na jakiejś stronie internetowej. Zdjęcie twoje i jakiegoś sławnego chłopca z jeszcze jedną dziewczyną? Czy coś w tym rodzaju.

Niemożliwe! Moja matka, która dopiero niedawno założyła sobie własny adres e-mailowy, otrzymywała teraz informacje o zawartości internetowych wydań gazetowych felietonów? Bez wahania zaprzeczyłam.

– To nic takiego, mamo, tylko małe zdjęcie ze służbowego wypadu.

– Bette, to cudownie! Gratulacje! Nie mogę się doczekać, żeby je zobaczyć. Poprosiłam tatę, żeby wszedł do netu i to wydrukował, ale chyba nie umiał otworzyć strony czy coś takiego. Zachowasz dla nas kopię?

– Oczywiście – zapewniłam potulnie. – Zrobione. Ale serio, to nic ważnego, tylko służbowe sprawy. Muszę wracać do biura. Mogą później do ciebie zadzwonić?

– Jasne, kochanie. Jeszcze raz gratulacje. Dopiero zaczęłaś pracę, a już trafiasz na pierwsze strony gazet!

Gdyby tylko wiedziała, pomyślałam, wyłączając telefon. Na szczęście szanse, że tata wykryje, jak trzeba się zarejestrować, żeby dostać darmowe konto, które „Nowojorska Bomba” oferuje czytelnikom, były zerowe. Dopóki nikt naprawdę tego nie wydrukuje i im nie pokaże, jestem bezpieczna. Przynajmniej na razie.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)