U martwych w Dallas
- Автор: Харрис Шарлин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
Boudain to rodzaj kiełbasy robionej z najróżniejszych rzeczy, z których żadnej nie nazwalibyście elegancką.
Eric przysunął proste krzesło i uniósł mi nogę, aby umieścić kolano wyżej. Ponownie przyłożyłam do niego torebkę z lodem i zamknęłam oczy. Eric zadzwonił do recepcji, aby przyniesiono mu pęsetę, miskę i jakąś antyseptyczną maść, a do tego krzesło na kółkach. Rzeczy dostarczono w ciągu dziesięciu minut. Obsługa była niezła.
Pod ścianą stało małe biurko. Eric przysunął je tak, że znalazło się po prawej stronie mojego krzesła, uniósł mi ramię i położył na blacie. Włączył światło i zaczął usuwać mi spod skóry drobne kawałki szkła z szyby w samochodzie Luny.
– Gdybyś była normalną dziewczyną, zahipnotyzowałbym cię i nic byś nie poczuła – skomentował. – Bądź dzielna.
Kurewsko bolało i łzy spływały mi po twarzy przez cały czas. Strasznie ciężko przychodziło mi powstrzymanie się od krzyku. W końcu usłyszałam klucz w drzwiach i otworzyłam oczy. Bill popatrzył mi w twarz, wzdrygnął się i zaczął się przyglądać, co robi Eric. Skinął mu głową z aprobatą.
– Jak to się stało? – spytał, dotykając jak najdelikatniej mojej twarzy.
Przyciągnął sobie ostatnie wolne krzesło i usiadł. Eric kontynuował swoją pracę. Zaczęłam wyjaśniać. Byłam taka zmęczona, że głos mi się łamał od czasu do czasu. Gdy doszłam do tej części z Gabe’em, nie miałam dość zdrowego rozsądku, żeby to opuścić i mogłam zobaczyć, jak Bill robi wszystko, żeby nie wybuchnąć. Spokojnie podniósł mi bluzkę, żeby zobaczyć rozdarty stanik i siniaki na mojej klatce piersiowej, mimo że Eric był w pokoju (i patrzył, ma się rozumieć).
– Co się stało z tym Gabe’em? – spytał Bill, bardzo cicho.
– Cóż, nie żyje – odpowiedziałam. – Godfrey go zabił.
– Widziałaś Godfreya? – Eric pochylił się do przodu.
Nie odzywał się aż do tej pory. Skończył opatrywać moje ramię. Posmarował je maścią, całkiem jakby zabezpieczał niemowlę przed odparzeniami od pieluchy.
– Miałeś rację, Bill. To on porwał Farrella, ale nie dowiedziałam się nic o szczegółach. I Godfrey powstrzymał Gabe’a przed zgwałceniem mnie. Muszę przyznać, że sama też mu nieźle przyłożyłam.
– Nie przechwalaj się – powiedział Bill, uśmiechając się lekko. – A więc gość jest martwy.
Nie wyglądał jednak na usatysfakcjonowanego.
– Godfrey był świetny, gdy powstrzymał Gabe’a i pomógł mi się wydostać. Zwłaszcza, że przecież myślał głównie o spotkaniu świtu. Gdzie on teraz jest?
– Uciekł w noc podczas naszego ataku na Bractwo – wyjaśnił Bill. – Nikt z naszych go nie schwytał.
– Co się stało z Bractwem?
– Powiem ci, Sookie. Ale najpierw powiedzmy Ericowi „dobranoc”, a ja opowiem ci wszystko podczas kąpieli.
– Dobrze – zgodziłam się. – Dobranoc Eric. Dzięki za udzielenie pierwszej pomocy.
– Myślę, że to by było na tyle – powiedział Bill do Erica. – Jeżeli będzie coś jeszcze, przyjdę do twojego pokoju później.
– W porządku – Eric spojrzał na mnie na wpół otwartymi oczami. Liznął raz albo dwa razy moje zakrwawione ramię podczas robienia opatrunku i wyglądało na to, że smak go odurzył. – Odpoczywaj, Sookie.
– Och – powiedziałam, wciąż mając oczy całkowicie otwarte. – Wiecie, jesteśmy dłużnikami zmiennokształtnych.
Oba wampiry zaczęły się na mnie gapić w osłupieniu.
– To znaczy, może nie wy, ale ja na pewno.
– Och, zapewne niedługo wysuną jakieś żądania – zapowiedział Eric. – Ci zmiennokształtni nigdy nie robią niczego za darmo. Dobranoc Sookie. Cieszę się, że nie zostałaś zgwałcona i zabita.
Posłał mi przelotny uśmiech. Wyglądał już na mniej odurzonego.
– Ojej, wielkie dzięki – powiedziałam, ponownie zamykając oczy. – Dobranoc.
Gdy drzwi zamknęły się za Erikiem, Bill podniósł mnie z fotela i zaniósł do łazienki. Nie była większa niż przeciętne hotelowe łazienki, ale wanna była całkiem w sam raz. Bill napełnił ją gorącą wodą i bardzo delikatnie zdjął mi ubranie.
– Po prostu je wyrzuć, Bill – powiedziałam.
– Może to zrobię.
Znów wpatrywał się w siniaki, usta miał ściśnięte w wąską linię.
– Część z nich nabiłam sobie przez upadek ze schodów, trochę też z wypadku samochodowego – wyjaśniłam.
– Gdyby Gabe nie był martwy, znalazłbym go i zabił – powiedział Bill, jakby do siebie. – I zrobiłbym to jak najdokładniej.
Podniósł mnie tak łatwo jak dziecko, włożył do wanny i zaczął myć mnie gąbką i mydłem.
– Moje włosy są takie okropne
– Owszem, są, ale możemy zająć się nimi rano. Musisz się przespać.
Zaczynając od twarzy, Bill ostrożnie wyszorował mnie od góry do dołu. Woda zmieniła kolor od brudu i zakrzepłej krwi. Obejrzał moje ramię, aby się upewnić, że Eric usunął wszystkie odłamki szkła. Potem wypuścił wodę z wanny i ponownie nalał czystej. Przez cały ten czas drżałam. Gdy po raz drugi zaczęłam jęczeć, że nie mogę znieść swoich włosów, Bill się poddał. Zmoczył mi głowę, umył włosy szamponem i starannie wypłukał. Nie ma nic wspanialszegom niż uczucie niż bycie czystym od stóp do głów po tym, jak było się bardzo, bardzo brudnym, wygodne łóżko z czystym prześcieradłem, i świadomość, że będzie się bezpiecznym podczas snu.
– Opowiedz mi, co się stało w Bractwie – poprosiłam, gdy niósł mnie do łóżka. – Dotrzymaj mi towarzystwa.
Bill umieścił mnie pod kołdrą i wczołgał się na drugą stronę. Podłożył ramię pod moją głowę. Delikatnie oparłam czoło o jego klatkę piersiową.
– Gdy tam dotarliśmy, wyglądało to jak mrowisko, które ktoś szturchnął kijem – powiedział. – Parking był pełen samochodów i ludzi, a ciągle przyjeżdżali nowi na tę… jak oni to mówią… nocowankę?
– Zamknięcie – wymruczałam, ostrożnie przekręcając się na prawy bok.
– Naprawdę, panowało tam straszne zamieszanie. Prawie wszyscy pakowali się do samochodów i odjeżdżali tak szybko, jak tylko się dało w tym tłoku. Ten ich przywódca, Newlin, próbował odmówić nam wstępu do budynku Bractwa – zdaje się że to był kiedyś kościół? – i powiedział nam, że staniemy w płomieniach, jeśli tam wejdziemy, ponieważ jesteśmy przeklęci – prychnął Bill. – W końcu Stan go podniósł i odstawił na bok, ale gdy weszliśmy do kościoła, on i jego kobieta deptali nam po piętach. Nikt nie stanął w płomieniach, co było dla nich naprawdę strasznym szokiem.
– O to mogę się założyć – wymamrotałam z twarzą wtuloną w jego klatkę piersiową.
– Barry powiedział nam, że gdy się z tobą porozumiewał, miał wrażenie, jakbyś była „na dole”, poniżej poziomu gruntu. Powiedział też, że wyłapał od ciebie słowo „schody”. Było nas sześcioro – Stan, Joseph Velasquez, Isabel i inni – i zajęło nam to jakieś sześć minut, żeby wykluczyć wszelkie inne możliwości znalezienia schodów.
– Co zrobiłeś z drzwiami?
Pamiętałam, że zostały zamknięte.
– Wyłamałem je z zawiasów.
– Och.
Tak, to gwarantuje szybki dostęp, tego jestem pewna.
– Myślałem, że ciągle jesteś tam na dole, ma się rozumieć. Kiedy znalazłem w pokoju martwego gościa z rozpiętymi gaciami… – Zamilkł na dłuższą chwilę. – Byłem pewien, że tam byłaś, mogłem wyczuć w powietrzu twój zapach. Ten trup był uwalany krwią, twoją krwią, i znalazłem też jej inne ślady wszędzie dookoła. Naprawdę się bałem.
Poklepałam go. Byłam zbyt zmęczona, żeby zrobić to energiczniej, ale to było jedyne pocieszenie, jakie mogłam mu w tej chwili zaoferować.
– Sookie – powiedział bardzo łagodnie. – Czy jest coś jeszcze, co chciałabyś mi powiedzieć?