Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » U martwych w Dallas
U martwych w Dallas - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

U martwych w Dallas

Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:

Dzięki wynalezionej w japońskim laboratorium syntetycznej krwi oraz napojowi z jej ekstraktem o nazwie Tru: Blood, w ciągu zaledwie jednej nocy wampiry z legendarnych potworów przeistoczyły się w przykładnych obywateli. I chociaż ludzie nie figurują już w ich jadłospisie, społeczeństwo niepokoi się, co stanie się, gdy wampiry opuszczą mroczne kryjówki.
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 62
Перейти на страницу:

Byłam zbyt śpiąca, żeby się choćby nad tym zastanawiać.

– Nie – powiedziałam i ziewnęłam. – Myślę, że wcześniej już wszystko opowiedziałam o swoich przygodach.

– Pomyślałem, że może nie chciałaś mówić wszystkiego przy Ericu.

W końcu usłyszałam, jak drugi but uderza o podłogę. Pocałowałam Billa w klatkę piersiową, na wysokości serca.

– Godfrey naprawdę zjawił się na czas

Nastała długa chwila ciszy. Przeniosłam wzrok na twarz Billa. Była tak zesztywniała, że wyglądał jak posąg. Na tle jego bladości jego ciemne rzęsy niesamowicie się wyróżniały, a czarne oczy zdawały się nie mieć dna.

– Opowiedz, co było dalej – powiedziałam.

– Zeszliśmy dalej, w głąb tego schronu, i znaleźliśmy większy pokój z całym zapleczem, bronią i jedzeniem. Najwyraźniej przebywał tam wampir.

Nie widziałam całego schronu i właściwie nie planowałam ponownej wizyty celem obejrzenia tego, co przegapiłam.

– W drugiej celi znaleźliśmy Farrella i Hugona.

– Czy Hugo żył?

– Ledwie. – Bill pocałował mnie w czoło – Na szczęście dla Hugona, Farrell preferował seks z młodszymi mężczyznami.

– Może to dlatego Godfrey wybrał Farrella, gdy uznał, że potrzebuje jeszcze jednego przykładu grzesznika.

Bill skinął głową.

– Właśnie to powiedział Farrell. Ale był pozbawiony seksu i krwi przez długi czas, wygłodzony w każdym znaczeniu tego słowa. Gdyby nie te kajdany ze srebra, Hugo… Hugo miałby kilka średnio przyjemnych godzin. Nawet z tym srebrem na nadgarstkach i kostkach, Farrell był w stanie się nim pożywić.

– Dowiedziałeś się, że Hugo był zdrajcą?

– Farrell słyszał twoją rozmowę z nim.

– Jak… och, jasne, słuch wampirów. Jestem głupia.

– Farrell był też bardzo ciekawy, co takiego zrobiłaś Gabe’owi, że zaczął wrzeszczeć.

– Walnęłam go w uszy. – Zwinęłam jedną rękę, żeby mu pokazać.

– Farrell był zachwycony. Gabe był jednym z tych ludzi, których podnieca władza nad innymi. Farrell doznał od niego zbyt wielu upokorzeń.

– Niech Farrell się cieszy, że nie jest kobietą – powiedziałam. – Gdzie jest teraz Hugo?

– Jest bezpieczny.

– Niby w czyim rozumieniu bezpieczny?

– Dla wampirów. To znaczy jest z dala od mediów. Mediom mogłaby się trochę za bardzo spodobać jego historyjka.

– Co z nim zrobią?

– Decyzja należy do Stana.

– Pamiętasz naszą umowę ze Stanem? Jeżeli człowiek zostanie uznany za winnego dlatego, że ja go zdemaskuję, nie mogą go zabić.

Bill oczywiście nie miał zamiaru prowadzić ze mną dyskusji na ten temat, przynajmniej nie teraz. Jego twarz była całkiem bez wyrazu.

– Sookie, musisz się przespać. Pogadamy o tym, jak wstaniesz.

– Ale do tego czasu on może być martwy.

– Czemu tak się o to troszczysz?

– Bo była umowa! Wiem, że Hugo to kupa łajna i go nienawidzę, ale jest mi przykro z jego powodu. Nie wydaje mi się, żebym mogła żyć z czystym sumieniem jeśli byłabym przyczyną jego śmierci.

– Sookie, on ciągle będzie żył, gdy się obudzisz. Porozmawiamy o tym później.

Nie mogłam już walczyć z sennością, to było całkiem tak, jakby jakiś prąd wciągał mnie pod powierzchnię wody. Ciężko uwierzyć, że była dopiero druga w nocy.

– Dzięki, że po mnie poszedłeś.

Bill odezwał się po krótkiej pauzie.

– Najpierw nie było cię w Bractwie, tylko ślady twojej krwi i martwy gwałciciel. Kiedy dowiedziałem się, że nie ma cię w szpitalu, że nie wiadomo, gdzie teraz jesteś…

– Mhmmmm?

– Bardzo, bardzo się bałem. Nikt nie miał pomysłu, gdzie cię szukać. Nawet gdy stałem tam i rozmawiałem z pielęgniarką, która cię przyjmowała, twoje imię znikło z ekranu komputera.

Byłam pod wrażeniem. Ci zmiennokształtni mieli niesamowitą organizację.

– Może powinnam posłać Lunie kwiaty – powiedziałam, ledwie będąc w stanie wydobyć z siebie głos.

Bill pocałował mnie. To był bardzo udany pocałunek. I to ostatnie, co pamiętam.

Tłum. Pószczyk 2

Rozdział 7

Z trudem przekręciłam się na drugi bok i spojrzałam na podświetlany zegarek na stoliku. Nie świtało jeszcze, ale słońce miało niedługo wzejść. Bill znajdowała się już w swojej trumnie – wieko było zamknięte.

Czemu się obudziłam? Przemyślałam to.

Było coś, co musiałam zrobić. Część mnie oniemiała z powodu mojej własnej głupoty, kiedy zakładałam spodnie, T-shirt i wsuwałam na nogi sandały. W lustrze, które obdarzyłam tylko przelotnym spojrzeniem, wyglądałam jeszcze gorzej. Odwróciłam się od niego, gdy szczotkowałam włosy.

Moja torebka leżała na stoliku w salonie, co mnie zarówno zdziwiło, jak i ucieszyło. Ktoś zabrał ją z siedziby Bractwa poprzedniej nocy. Schowałam do niej plastykowy klucz i powoli, dotkliwie odczuwając ból, zeszłam do cichego holu.

Barry skończył już swoją zmianę, a jego zmiennik był wystarczająco dobrze przeszkolony, by zapytać mnie, co do cholery tu robię, zwłaszcza że wyglądam, jakbym wpadła pod pociąg. Zamówił mi taksówkę, a ja poinstruowałam kierowcę, gdzie ma jechać. Taksówkarz zerknął w tylne lusterko.

– Nie wolałaby paniusia jechać do szpitala? – zasugerował z wahaniem.

– Nie, już byłam.

Jakoś go to nie uspokoiło.

– Skoro wampiry tak źle paniusię traktują, to czemu paniusia z nimi trzyma?

– Ludzie mi to zrobili – mruknęłam. – Nie wampiry.

Ruszyliśmy. Korków prawie nie było, w końcu dopiero miało świtać, miał się zacząć niedzielny ranek. Kwadrans później dotarliśmy na miejsce – to samo, w którym byłam poprzedniego wieczora – parking Bractwa.

– Może pan na mnie poczekać? – zapytałam kierowcę, około sześćdziesięcioletniego szpakowatego mężczyznę, któremu brakowało któregoś z przednich zębów; ubrany był w kraciastą koszulę zapinaną na zatrzaski zamiast guzików.

– Sądzę, że mogę to dla paniusi zrobić.

Spod siedzenia wyciągnął western Louisa L’Amoura [27] i włączył słabe światło.

Na oświetlonym przez latarnie parkingu nie zauważyłam żadnych wyraźnych śladów wczorajszych wydarzeń. Zostało na nim kilka pojazdów i domyśliłam się, że porzucono je poprzedniej nocy. Prawdopodobnie jeden z samochodów należał do Gabe’a. Zastanawiałam się, czy Gabe miał rodzinę; miałam nadzieję, że nie. Przede wszystkim, był takim sadystą, że zmieniłby ich życie w koszmar, a poza tym – do końca życia ta rodzina zastanawiałaby się, jak i dlaczego zginął.

Co zrobią Steve i Sarah Newlinowie?

Czy pozostało wystarczająco wielu członków Bractwa, by organizacja dalej działała? Prawdopodobnie broń i prowiant nadal były w kościele. Może będą je tam trzymać aż do apokalipsy.

Z cienia obok kościoła wysunęła się jakaś postać. Godfrey. Nadal nie miał na sobie koszuli i nadal wyglądał młodo, jak szesnastolatek. Tylko te dziwne tatuaże i jego oczy zdradzały, że szesnastolatkiem nie jest.

– Przyszłam popatrzeć – powiedziałam, kiedy się do mnie zbliżył. Choć może „zostać świadkiem naocznym” byłoby bardziej odpowiednie.

– Dlaczego?

– Mam wobec ciebie dług wdzięczności.

– Jestem złym stworzeniem.

– Tak, jesteś. – Nie było sensu unikać tego stwierdzenia. – Ale zrobiłeś dobrą rzecz ratując mnie przed Gabe’em.

– I zabijając kolejnego człowieka? Moje sumienie ledwie odczuło różnicę. Zabiłem już tylu… Przynajmniej zaoszczędziłem ci trochę upokorzenia.

вернуться

[27] Za Wikipedią: Louis L'Amour (ur. w 1908, zm. w 1988) – amerykański pisarz, autor westernów (chociaż nazywał swoją twórczość „Frontier Stories” (opowieści z granicy zachodnich stanów), które do dziś są popularne i często wznawiane. Kiedy umierał, 105 jego książek było dostępnych na rynku (89 powieści, 14 zbiorów opowiadań i 2 książki o tematyce innej niż fantastyczna), a on sam był uznany za „jednego z najbardziej popularnych autorów na świecie”.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)