Portier Nosi Garnitur Od Gabbany
- Автор: Weisberger Lauren
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:
– Och, Phiiili, chyba miło by było dostać trochę soku pomidorowego, oui? - odezwała się Sonja, uwodzicielsko przygryzając dolną wargę.
– Hej, ludzie, chodźcie się zabawić. Mamy tyle, że spokojnie wystarczy dla wszystkich! – zawołała Elisa, przekrzykując kompakt Hotel Costes, który mógłby ujść za spokojną muzykę klubową, gdyby nie pompowano go na poziomie decybeli zdolnym strącić odrzutowiec.
Danny zniknął, żeby przynieść drinki dla Philipa i Sonji, podczas gdy Penelope dzielnie usiłowała sprawiać wrażenie zajętej popijaniem szampana, którego ktoś jej wręczył. Ja po prostu stałam, boleśnie świadoma, że wyglądam niezgrabnie i głupio, ale utraciłam zdolność poruszania się.
– No więc, Philipie, przedstaw mnie swojej, ee, przyjaciółce – zdołałam wydusić, zastanawiając się, co nakazują zasady etykiety w sytuacji, gdy facet, z którym dzieliłaś niedawno łóżko, podejmuje wysiłek, żeby cię wytropić. W towarzystwie swojej dziewczyny.
– Jasna sprawa, kochanie. Sonju, to jest to przebojowe stworzenie, o którym ci opowiadałem – ta, która kilka tygodni temu mnie odrzuciła, jeśli potrafisz w to uwierzyć. Oczywiście była całkowicie nietrzeźwa, to jedyne sensowne wyjaśnienie. – Sonja skinęła głową, niekoniecznie cokolwiek rozumiejąc. Szybko przeszedł na francuski i jedyne słowo, które zdołałam wychwycić, to było „imię”, więc wywnioskowałam, że informował ją, że nie wie, jak brzmi moje.
– Bette – powiedziałam, wyciągając rękę do Sonji i ignorując Philipa.
– Sonjaaa – zachichotała, odsłaniając lśniące zęby bez śladu nikotynowych plam.
– Rodzice Sonji powierzyli mi ją na tydzień. Odbywa spotkania ze wszystkim agencjami – wyjaśnił ze swoim irytująco rozkosznym brytyjskim akcentem. – Nasi rodzice mają po sąsiedzku wille w St. Tropez, więc zawsze była dla mnie jak młodsza siostra. Ma dopiero piętnaście lat, uwierzysz? – Uczciwie trzeba przyznać, że nie zachowywał się ani pożądliwie, ani lubieżnie, ale miałam uczucie, że powinien.
Znów znalazłam się w dość niekomfortowej sytuacji, kiedy nie potrafiłam ani się odezwać, ani zareagować w żaden logiczny sposób i byłam zachwycona, kiedy Penelope oznajmiła, że jest gotowa do wyjścia.
– Wiem, że dopiero przyszłyśmy – powiedziała mi cicho do ucha – ale to nie moje klimaty. Dasz sobie radę sama? Jest tu cała twoja firma. Powinno być w porządku, prawda?
– Pen, nie szalej! Idę z tobą! – oświadczyłam, przede wszystkim ochoczo korzystając z pretekstu do wyjścia, czując tylko ślad pragnienia, żeby zostać i porozmawiać z Philipem.
Wrócił Danny, prowadząc do nas kelnerką z koktajlami. Philip i Sonja otrzymali zamówione drinki, mnie troskliwie zaopatrzono w buteleczkę Pipera i słomką w czerwone paski. Penelope niczego nie dostała.
– Masz, napij się, zanim pójdziemy – powiedziałam i wyciągnęłam butelką w jej stronę.
– Bette, niczego mi nie potrzeba, okej? Naprawdę uważam, że powinnaś zostać i…
– AVERY! – wrzasnęła nagle Elisa, podrywając swoje wychudzone ciało z sofy i rzucając się w ramiona wysokiego blondyna w agresywnie różowej koszuli charakterystycznej dla stylu „grzecznego chłopca”. Obie, Penelope i ja, odwróciłyśmy się jednocześnie, żeby zobaczyć jej narzeczonego obejmującego moją współpracownicę, jakby znali się od lat. – Chodź tu. Ludzie, poznajcie mojego ulubionego imprezowego chłopaka, Avery'ego Wainwrighta. Avery, to…
Najwyraźniej wyraz obu naszych twarzy wystarczył, żeby zatrzymać ją w pół zdania, które to wydarzenie wcześniej uważałam za niemożliwe.
– Hej, kochanie, nie wiedziałem, że się tu dzisiaj wybierasz – powiedział Avery, wydobywając się z firmowego uścisku Elisy i dość niezręcznie biorąc Penelope w objęcia.
– Nie wiedziałam też, że ty tu będziesz – odparła cicho, nie do końca patrząc mu w oczy. – Mówiłeś, ż idziesz dzisiaj na kolację z chłopakami.
Marzyłam, żeby udało mi się zgarnąć Penelope i upchnąć ją w Black Door, gdzie mogłybyśmy spłukać to paskudne uczucie – teoretycznie nie zrobił nic złego, ale wiedziałam, że żołądek jej się skręca. Jedyne, co można było zrobić, to spróbować odwrócić uwagę reszty od tego dwuosobowego przedstawienia.
– Poszedłem na kolację z chłopakami. Byliśmy w Sparks i większość chciała wracać do domu, ale ja postanowiłem sprawdzić to miejsce z Rickiem i Thomasem. Zobacz, są tam – powiedział szybko, wyrzucał z siebie słowa spanikowanym tonem kogoś, kto właśnie został przyłapany.
Rick i Thomas znajdowali się rzeczywiście tam, gdzie wskazał. Podczas trzydziestu sekund, które minęły od ich wejścia, grupa bardzo młodych dziewcząt przyjęła zaproszenie, żeby przysiąść się do ich stołu dla VIP-ów, i właśnie zaczynały kołysać się i tańczyć na siedzeniach. Penelope wyglądała, jakby miała zwymiotować. Widziałam, jak falami dociera do niej świadomość, że gdyby jej tu nie było, Avery najprawdopodobniej ocierałby się teraz o którąś z tych dziewczyn.
– Mhm – mruknęła, przyglądając się jak Rick i Thomas biorą dziewczynę między siebie i razem wirują. – Widzę.
– Pen, chodź tu, kotku, to nie tak. Znają te dziewczyny z pracy i są po prostu przyjaźnie nastawieni.
– Z pracy? – W jej głosie dźwięczała stal, spojrzenie miała lodowate. Wszyscy czekali na potworną awanturę, więc zaczęłam gawędzić z Elisą, Philipem i Sonją jednocześnie, szturchając Penelope, żeby odsunęła się o parę kroków i uniknęła sceny.
– Więc, Sonju, w jakiego rodzaju agencjach masz spotkania? – zapytałam, zastanawiając się, czy Philip miał może na myśli „szkoły”. Była naprawdę bardzo młoda.
– Och, no wiesz, w tych normalnych. Elite, Ford, Wilhelmina. Phii-li mówi, że będzie ze mnie piękna modelka.
– Jasna sprawa, laleczko. Nawet kiedy była jeszcze bachorem, który kręcił się po domu w pieluchach, uważałem, że jest znakomita. Podpadająca pod paragraf, ale znakomita. – Teraz oficjalnie świntuszył.
– Para-graf? Co to para-graf? – zapytała nas oboje, rozkosznie mrużąc oczy.
– Nic, laleczko. Może usiądziesz tu, powyglądasz zachwycająco i pozwolisz mi przez minutkę porozmawiać z Betty?
– Wiesz, „Betty” brzmi uroczo, ale wolę „Bette” – powiedziałam najuprzejmiej jak potrafiłam.
– Jesteś napalona, prawda? – Położył dłonie na moich biodrach i przyciągnął mnie do siebie, ale nie wykonał ruchu, żeby mnie pocałować. Trudno mi było skoncentrować się na jego nieskazitelnie rzeźbionym podbródku, kiedy w tle słyszałam błagania Avery'ego.
– Kochanie, nie wiem, dlaczego nazwała mnie „imprezowym chłopakiem”. Wiesz, że lubię wychodzić. Cholera, chciałbym, żebyś częściej wychodziła ze mną. Elisa to po prostu głupiutka panna zaprawioną koką, która, tak się składa, wie, gdzie są dobre imprezy, to wszystko.
Gnojek. Że też miał czelność stać tam i wyzywać Elisę od „zaprawionych koką” przez te zaciśnięte zęby i dolną szczękę drgającą tak, że wyglądał jak podłączony do prądu. Penelope wiedziała masę rzeczy, o których reszta z nas nie miała pojęcia – jak pakować prezenty, kiedy napisać liścik z podziękowaniem, jak najlepiej nakryć do stołu – ale była boleśnie nieświadoma kwestii dotyczących Avery'ego, narkotyków czy Avery'ego i narkotyków. Skye wreszcie wróciła z łazienki z podobnie rozedrganą szczęką. Didżej z muzyki chilloutowej przerzucił się na Outkast, co najwyraźniej skłoniło Elisę, żeby chwycić Davide'a oraz Skye i zacząć tańce na siedzeniach. Z rzadka tylko odrywała spojrzenie od Philipa, ale on wydawał się tego nie dostrzegać. Szpilki Elisy zaczęły robić ładne równe dziurki w białym zamszu i z każdym odgłosem darcia czułam się coraz lepiej.