Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 102
Перейти на страницу:

Ale nie na długo. Głosu zza moich pleców nie dało się pomylić i natychmiast poczułam, jak ściska mi się żołądek.

– Bette! Zabawne, że cię tu widzę! – Abby pociągnęła mnie za ramię, sprawiając, że mój szampan chlapnął na zamsz.

– Hej, Abby – mruknęłam najbardziej bez wyrazu jak się dało, rozglądając się w poszukiwaniu drogi ucieczki przed nawiązaniem z nią kontaktu wzrokowego.

– Cóż, wyglądacie oboje z Philipem na całkiem rozgrzanych, hę? – Mrugnęła, a ja stłamsiłam chęć zdrapania tego uśmiechu z jej twarzy.

– Mmm. Co cię tu sprowadza?

Roześmiała się i poprawiła pięciocalowy obcas, który w niewielkim stopniu zmieniał jej wzrost. – Czy trzeba mieć powód do odrobiny zabawy? O mój Boże, czy to Avery Wainwright? Nie mieliśmy ostatnio okazji się widzieć. Ten chłopak wyrósł na bardzo przystojnego mężczyznę, nie uważasz?

– Jest zaręczony – ucięłam. – Z Penelope. Pamiętasz Penlope, prawda?

Udała, że nie ma pojęcia.

– Hmm. Wiesz, jak to mówią…

– Nie. Jak?

– Nic nie jest przesądzone, dopóki nie złożyli ślubów. – Zatarła ręce, jakby spodziewała się czegoś szczególnie pysznego albo ekscytującego. Moją reakcję skwitowała: – Och, Bette, spokojnie. Tylko żartowałam! – Po jej twarzy przemknął wyraz udawanego przerażenia. – Naprawdę powinnaś popracować nad swoim poczuciem humoru. A skoro już o tym mowa…

– Abby, wspaniale, że na ciebie wpadłam, ale muszę wracać do przyjaciół. To coś w rodzaju służbowego wieczoru, wiesz? – Dałam nurka za jej plecy i zaczęłam się oddalać.

– Jasne, kochanie, ale zorganizujmy niedługo ten lunch, okej? Marzą, żeby usłyszeć wszystko o Philipie, twojej nowej pracy i całej reszcie. Wszyscy gadają o tej wzmiance w „Nowojorskiej Bombie”! – zawołała za mną.

Chciałam się upewnić, że Penelope się trzyma, ale Avery zaciągnął ją do kąta i żadne z nich nie wyglądało na zachwycone, więc wróciłam do naszego stołu, gdzie Davide wręczył mi drinka.

Penelope natychmiast do mnie podeszła.

– Bette, chyba będziemy się zbierać – powiedziała zmęczonym głosem, jakby wolała się zabić, niż zostać.

– Wszystko w porządku? Czemu Avery nie miałby tu zostać i pobalować, a my wyszłybyśmy coś zjeść? Nie miałabym nic przeciw temu, żeby się stąd wymknąć, zanim zrobią coś godnego pożałowania w rodzaju powrotu do domu z Philipem i uprawiania z nim szalonego, namiętnego seksu, mimo że uważam go za najbardziej odpychającego mężczyznę, jakiego w życiu spotkałam.

Westchnęła.

– Nie, dzięki. Myślę, że naprawdę musimy wracać do domu. Ale dzięki. Zadzwonię jutro.

Chciałabym wiedzieć, czy tamtej nocy w ogóle poszli spać. Avery był tak naćpany kokainą, że do łóżka mogłaby go zapędzić tylko końska dawka jakiegoś środka uspokajającego. Albo może odbił mu się czkawką cały kwas, którego się nałykał w college'u i próbował zjeść domową papugę albo wyfrunąć przez okno. Biedna słodka Penelope.

– Bette, kochanie, jesteś gotowa do wyjścia? – zapytał Philip, ogarniając mnie ramionami, jakby był moim odwiecznym chłopakiem, a nie facetem, z którym nie chciałam chcieć iść do łóżka. – Chodźmy do mnie. Może dzisiaj nie będziesz za bardzo pijana na…

– Ee, no tak, może ty, ja i Sonja… – odezwałam się trochę bardziej arogancko, niż zamierzałam – urządzimy sobie łóżkową imprezę? Byłoby zabawnie!

– Za grosz nie masz szacunku, wiesz? – stwierdził, wsuwając rękę pod mój bieliźniany top. – Co to za zachowanie? Poważnie, kochanie, musisz trochę ochłonąć. Chodź, odstawią Sonję do apartamentu, a potem będziemy mogli spędzić razem parę spokojnych chwil, dobrze?

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Philip już szeptał do Sonji po francusku. Nie zrobiła nic poza entuzjastycznym kiwaniem głową, uniesieniem brwi i chichotem, kiedy skończył.

– Oui, oui, oczywiście, że to w porządku spędzić trochę czasu sami razem – powiedziała, udzielając nam błogosławieństwa do odbycia nieco pijanego, trochę przypadkowego seksu.

– Wiesz co, Philipie? – zaczęłam, nie wiedząc jeszcze, jak zamierzam wyjaśnić, że nie palę się do takiego wieczoru, szczególnie kiedy sama nie jestem pewna, czego chcę. – To nie w porządku umieszczać ją w hotelu, kiedy przyjechała do ciebie tylko na tydzień. Bo wiesz, ma w końcu tylko piętnaście lat. Nie uważasz, że powinieneś mieć na nią oko? Nie może przejść trzech kroków, żeby nie zaczęli jej podrywać faceci, rozumiesz.

Spojrzał na mnie z namysłem, jakby naprawdę kupował całą tę troskę o Sonję. Kiwnął głową.

– Całkiem słusznie, kochanie. Zabiorę ją do domu i otulę kołdrą, a potem my pojedziemy do jakiegoś hotelu. Niezła propozycja. Wychodzimy, dzieciaki – rzucił w kierunku reszty. Ledwie zerknęli w naszą stronę i przyzwalająco skinęli głowami. Elisa przestała się w nas głupio wpatrywać na czas na tyle długi, żeby niezbyt subtelnie pokazać mi uniesione kciuki.

Uznałam, że łatwiej będzie wysadzić ich oboje pod Archiwum, a potem przekierować taksówkę na Murray Hill, niż się o to kłócić, więc pokiwałam do Elisy i poszłam za Sonją i Philipem do frontowych drzwi, czując się jak pyzate, o nieskoordynowanych ruchach dziecko pary olimpijskich sportowców.

– Hej, koleś, zamów nam taksówkę, dobrze? – zawołał Philip do bramkarza, strzelając palcami mniej więcej w jego stronę. Było to bezsprzecznie odrażające, ale biorąc pod uwagę, jak ten dupek się wobec nas zachował, uznałam, że to zupełnie do przyjęcia. To znaczy do chwili, kiedy uważniejsze spojrzenie ujawniło, że nie jest to ten zagłodzony Romero w peruce, ale uroczy (choć niegrzeczny) bramkarz z Bungalowu, Sammy. Odwrócił się, żeby spojrzeć na Philipa z jadowitym wyrazem twarzy i zauważył mnie, gdy próbowałam ukryć się z boku. Spojrzał mi w oczy z przelotnym błyskiem rozpoznania, po czym skupił uwagę na ulicy i w milczeniu zatrzymał taksówkę, jedną z dziesiątek, które przemykały obok.

Sonja wskoczyła do niej pierwsza, a Philip zanurkował obok niej, zostawiając mnie stojącą kilka cali od Sammy'ego, który przytrzymywał otwarte drzwi samochodu. Nie wiem, czemu z nimi wsiadłam, ale to zrobiłam. Jakby moje ciało postępowało zgodnie z jakimś niewidzialnym scenariuszem.

– Dzięki – zdołałam powiedzieć cicho, dokładnie w momencie, gdy Philip stwierdził: – Stary, mam dwie wspaniale dziewczyny, które jadą ze mną do domu, rozumiesz, co mam na myśli? Mógłbyś się ruszyć? – Sonja zachichotała i oparła delikatnie głowę na ramieniu Philipa. Sammy spojrzał na mnie ostatni raz, bez wyrazu, i zatrzasnął drzwi. Gdy taksówka odjeżdżała, przyglądałam się niespokojnej kolejce przed klubem, paparazzim z gotowymi do strzału aparatami czekającym na wyjście sław, ciśnieniu, żeby znaleźć się w środku, przypominającemu formę uzależnienia. I chociaż nie umiałabym stwierdzić dlaczego, byłam całkiem pewna, że chce mi się płakać.

10

– Jak możesz tyle jeść i być taka szczupła? – zapytałam Penelope po raz tysięczny, odkąd się poznałyśmy. Właśnie rozsiadłyśmy się w loży w EJ po godzinnym oczekiwaniu. Byłam tak wygłodniała, że najchętniej zamówiłabym wszystko, co mieli w menu, ale za bardzo cieszyłam się ze swojej wciąż szczupłej sylwetki, żeby jej zagrozić. Zdołałam zrezygnować z wycieczek do Dylan's i nawet z większości porannych bekonów, jajek i serów – moją jedyną słabostką pozostał okazjonalny slim jim – i właściwie zaczęłam uważać kontrolowanie tego, co jem, za normalne. Wydało się to jeszcze bardziej dziwaczne, kiedy Penelope zamówiła – tak jak zawsze to robiłyśmy – omlet z trzech jajek z serem i bekonem, pieczone ziemniaki, a wszystko w towarzystwie stosiku naleśników z kawałkami czekolady ociekających masłem z rozpływającej się bryłki wielkości dziecięcej piąstki. Uniosła brwi, kiedy zamówiłam omlet z białek ze szpinakiem i pomidorami oraz dwa pełnoziarniste suche tosty, ale uprzejmie powstrzymała się od komentarza z jednym wyjątkiem w postaci mruknięcia: „Poważny wpływ Elisy?”. Zignorowałam jej rozpaczliwy śmiech i zmieniłam temat.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)