Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 102
Перейти на страницу:

– Czy wszystko w porządku z tobą i Averym? – zapytałam najbardziej współczująco jak potrafiłam, chcąc ją zachęcić do mówienia i uważając, żeby nie zabrzmiało to krytycznie. Beznadziejnie przyglądałam się, kiedy opuszczali Sanktuarium. Wiedziałam, jaka była zdenerwowana, ale czułam się bezradna – nie mogłam nic zrobić, tylko patrzeć. Kiedy zadzwoniła tego ranka, wymówiłam się od stałego niedzielnego brunchu z Willem i Simonem i wskoczyłam w taksówkę do centrum.

Unikała mojego wzroku i zamiast tego skoncentrowała się na krojeniu naleśników na małe równe kawałki. Nóż, widelec, usta, powtórka. Trzy razy obejrzałam ten cykl, zanim się odezwała.

– Wszystko świetnie – powiedziała bez wyrazu. – Kiedy mi to wyjaśnił, zorientowałam się, że wczorajszy wieczór był po prostu wielkim nieporozumieniem.

– Na pewno. Musiałaś być zaskoczona, widząc go tam, kiedy się tego nie spodziewałaś – podsunęłam, mając nadzieję uzyskać jakieś potwierdzenie z jej strony.

Roześmiała się bez śladu radości.

– Cóż, znasz Avery'ego. Może zjawić się w dowolnym miejscu o dowolnej porze nocy. Pewnie dobrze, że jedno z nas jest towarzyskie, inaczej doprowadzilibyśmy się do szału, cały czas siedząc w domu.

Nie wiedziałam, jak na to zareagować, więc po prostu skinęłam głową.

– A co z tobą? Wyglądało, że dobrze się bawisz, kiedy wychodziłam. Miałaś udany wieczór?

Wpatrywałam się w nią, myśląc, jak niezręcznie się czułam z Elisą i Philipem, jak nieproszony gość w świecie „tylko dla członków klubu” – uczucie, które dobrze poznałam, odkąd przyłączyłam się do Kelly & Company. Myślałam o tym, jak wsiadłam do taksówki i zaczęłam się kłócić, że chcę wysiąść sama i jak – ku mojemu sporemu zaskoczeniu – Philip się ze mną nie spierał, ani odrobinę. Myślałam o tym, jak puste wydawało się mieszkanie, kiedy wróciłam do domu, i nawet obecność Millington zwiniętej obok w łóżku nie poprawiła mi samopoczucia. Patrzyłam na Penelope i zastanawiałam się, kiedy tak bardzo się od siebie oddaliłyśmy.

– Chyba było w porządku. Miałam nadzieję, że spędzimy razem więcej czasu… – urwałam, kiedy zdałam sobie sprawę, że zabrzmiało to oskarżycielsko.

Podniosła wzrok i obrzuciła mnie ostrym spojrzeniem.

– Przepraszam, nie spodziewałam się tej sytuacji z Averym. No i byłabym zachwycona, gdybyśmy wyszły dokądś, jak dawniej, ale to ty zarządziłaś, że spotykamy się z twoimi przyjaciółmi z pracy, żeby sprawdzić ten lokal. Wygląda na to, że ostatnio są wszechobecni.

– Pen, przepraszam, nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało. Mówiłam tylko, że wolałabym spędzać czas z tobą, a nie z nimi. Kiedy wyszłaś, zrobiło się jeszcze gorzej. Philip pilnował jakiejś dziewuszki i wracaliśmy jedną taksówką, bo nie chciałam urządzać wielkiej sceny w klubie, ale potem, eee, ludzie widzieli, jak wsiadałam z nimi na tylne siedzenie i czułam się gównianie. Och, była też Abby. Wszystko się potwornie skomplikowało i żałuję, że nie wyszłam razem z tobą.

– Więc pojechałaś z nim do domu? Gdzie spała ta dziewczyna?

– Nie, tylko wsiadłam do taksówki, bo wydawało się to prostsze niż wysłuchiwanie, jak urządza scenę. Zmusiłam ich, żeby najpierw mnie wysadzili, ale ci ludzie, którzy nas obserwowali, nawet o tym nie pomyślą.

– Dlaczego nie pojechałaś z nim do domu? I kim są „ludzie”? – Widziałam, że stara się nadążyć za rozwojem akcji, ale nawet nie znała wszystkich bohaterów dramatu.

– Cóż, nie wiem, czy jestem gotowa wplątać się w świat Philipa – skłamałam. – Ma kontakty niemal ze wszystkimi, jest zaangażowany niemal we wszystko w pracy, co jeszcze bardziej udziwnia sytuację.

– Nie domyśliłabym się. Nie przedstawiłaś mnie – zauważyła lekko.

Poczułam, że to reprymenda, i wiedziałam, że Pen miała rację, ale nie chciałam wdawać się w wielką dyskusję.

– Nie? Wczorajszy wieczór był trochę gorączkowy. Możesz mi wierzyć, że niespecjalnie wiele tracisz. Jest wspaniały, tyle widziałaś, ale poza tym to po prostu zwykły rozpuszczony dzieciak, który lubi imprezować, tyle że z fantastycznym akcentem. Cholernie szkoda, że jest taki słodki. – Głośno westchnęłam.

– Cóż, ta krótka przemowa brzmi ładnie i składnie, moja droga, ale powinnaś była widzieć swoją minę, kiedy wszedł z tą modelką. Myślałam, że umrzesz. Lubisz go, prawda? Przyznaj się.

Nie wiedziałam, jak wyjaśnić, że oczywiście coś mnie w nim pociąga, ale jednocześnie też odpycha. Nie chciałam głośno przyznać, do jakiego stopnia mi pochlebia, że ktoś w rodzaju Philipa mógłby pragnąć kogoś takiego jak ja, nawet jeśli nie robi wrażenia przesadnie wspaniałego faceta. Nie chciałam wdawać się w wyjaśnienia na temat sytuacji w pracy, podejrzeń, że Elisa może być zazdrosna o zainteresowanie Philipa, ani w rozważania, że Kelly wydawała się cała chętna odegrać rolę alfonsa, ponieważ oznaczało to korzyści dla firmy. Wzruszyłam tylko ramionami i posoliłam omlet, a potem podniosłam do ust kubek z kawą, tak żebym nie musiała niczego mówić.

Penelope zrozumiała, że nie zamierzam odpowiadać na jej pytanie. O ile mogłam sobie przypomnieć, był to pierwszy i jedyny raz od niemal dziewięciu lat, czyli odkąd się przyjaźniłyśmy, kiedy siedziałyśmy razem przy stole i świadomie ukrywałyśmy coś przed sobą. Ona odmówiła przyznania się do prawdziwych uczuć na temat relacji z Averym, ja powstrzymałam się od komentarza na temat Philipa. Siedziałyśmy w niewymuszonym, choć egzotycznym dla nas milczeniu, aż wreszcie Pen powiedziała:

– Nie znam całej sytuacji i oczywiście wiem, że świetnie potrafisz ze wszystkim sobie poradzić, ale proszę, zrób to dla mnie, po prostu bądź ostrożna. Philip jest z pewnością cudownie miłym facetem, ale widziałam wystarczająco wielu przyjaciół Avery'ego i teraz twoich przyjaciół z pracy, żeby się zorientować, że ta sceneria mnie po prostu przeraża. Nie chodzi o nic konkretnie, ale się o ciebie martwią, wiesz?

Położyła dłoń na mojej i wiedziałam, że w którymś momencie wrócimy do swoich starych wcieleń. A na razie musiałyśmy się pogodzić z koniecznością martwienia się o siebie nawzajem z daleka.

11

– Okej, dzieciaki, cisza – oznajmiła Kelly, chwiejnie wchodząc do sali konferencyjnej w nieodłącznych butach na obcasach. – Czy wszyscy zdążyli przeczytać dzisiejsze „Pranie Brudów”?

– Jasne – odezwał się Leo z odległego końca szklanego stołu, który wyglądał, jakby jego miejsce było w hotelu lana Schraegera, a nie w biurze. – Wygląda na to, że nasza nowa ulubiona pracownica znów doczekała się wzmianki.

Poczułam, że odezwało się znajome uczucie kręcenia w żołądku. Byłam tego ranka dziesięć minut spóźniona i nie czytałam jeszcze biuletynu; najwyraźniej fatalny błąd z mojej strony. Jedna z asystentek specjalnie przychodziła tu o szóstej rano, żeby przygotowywać codzienne „Pranie Brudów” dla nas wszystkich – coś w rodzaju przeglądu wszelkich felietonów, gazet i historii, które mogły w jakikolwiek sposób wiązać się z naszymi klientami albo branżą – i umieścić biuletyn na naszych biurkach przed dziewiątą rano, ale zasadniczo wszyscy przeglądali portale zaraz po wstaniu, pospiesznie przebiegając wzrokiem „Drudge”, Page Six, Liz Smith, Rush & Malloy, „USA Today”, „Variety”, „Nowojorską Bombę”, wybór blogów i tekstów oraz kilka większych branżowych tytułów. Lepiej od rana wiedzieć, że stało się coś złego i twój telefon będzie dzwonił jak szalony, więc „Pranie Brudów” było bardziej formalnością niż biuletynem z nowościami. Jedyne naprawdę mające znaczenie informacje, które dostawaliśmy co rano, były zebrane w „Domenie Gwiazd”, informatorze zawierającym dane na temat tego, kto jest w mieście, dlaczego i gdzie się zatrzymał (i pod jakim nazwiskiem) oraz jak najszybciej się z nim skontaktować, żeby przekupić lub ubłagać o udział w imprezie. Cztery kolejne tygodnie logowania się, żeby przeanalizować każdą możliwą stronę w sieci w pięć sekund po obudzeniu – wspomagane profesjonalnym raportem kilka godzin później – i jedyny dzień, kiedy nie jestem w pełni poinformowana o wszystkich najnowszych plotkach, okazuje się akurat tym, który ma znaczenie.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)