Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 123
Перейти на страницу:

– Nie na nas, moja droga. – Hrabia uśmiechnął się szeroko, z dumą. – Choćbyśmy poszli tam przebrani za bandę wędrownych muzykantów, i tak wszyscy będą patrzeć na ciebie. I skręcać się z zazdrości.

– Naprawdę? – Isawa spuściła skromnie oczy. – No wiesz, wyjeżdżaliśmy tak nagle, że złapałam, co było pod ręką.

Dygnęła lekko.

Kenneth powstrzymał uśmiech. Wyjazd po półrocznych rozmowach istotnie mógł być zaskakujący. Dla niektórych. A ciemnoczerwona, atłasowa suknia, pokryta o odcień ciemniejszym haftem, szeleszcząca jedwabiem, ozdobiona śnieżnobiałymi, koronkowymi mankietami i sztywnym kołnierzem, zapewne spowoduje u większości miejscowych kobiet atak histerycznej potrzeby posiadania takiego stroju. Nic dziwnego, że Darwen-kan-Lawerr wolał, żeby jego żona weszła na salę otoczona przez mężczyzn w pancerzach i z bronią przy boku.

– No cóż. Chodźmy.

—— • ——

Sala główna była naprawdę duża, ale co zaskakujące, sklepienia nie podtrzymywały żadne kolumny. Kenneth dyskretnie rzucił okiem na sufit. Łukowate zwieńczenie częściowo wyjaśniało ten fenomen. Chociaż, tu odezwało się żołnierskie szkolenie, w czasie oblężenia kilka celnie rzuconych pocisków z ciężkich katapult mogłoby zawalić wszystko jak zamek z piasku.

Wejście cesarskiej delegacji powitała cisza. Około dwustu zgromadzonych osób przerwało toczone szeptem dyskusje i odwróciło się w stronę wejścia. Atmosferę dałoby się kroić nożem, pakować w pudła i sprzedawać pod nazwą „cisza przed burzą”.

Wzdłuż trzech ścian ustawiono kilkadziesiąt stołów. Na razie wszystkie były puste, a większość przybyłych gości stała pośrodku w luźnych grupkach. Linie podziałów na „swoich”, „prawie swoich”, „prawie wrogów” i „wrogów” rysowały się wyraźnie, jakby ktoś wymalował je na kamiennej posadzce kolorowymi farbami. Tylko że w takim przypadku grupkę Meekhańczyków otaczałby krąg o barwie świeżo przelanej krwi, oznaczający „wrogów śmiertelnych”. Suknia hrabiny świetnie by się z nim komponowała.

Ruszyli powoli, w stronę podwyższenia pod przeciwległą ścianą, gdzie wyniesiony o trzy stopnie stał pojedynczy stół, a za nim na zdobionym rzeźbami krześle zasiadał Aeryss Klawyss, najwyższy tahg klanów. Kenneth szedł z prawej, obok kapitana konnych, nieco za hrabiowską parą, więc nie widział swoich podoficerów, ale był gotów postawić dowolną sumę, że cała trójka stąpa arogancko, rozglądając się wokół z dłońmi lekko wspartymi na broni. Trudno byłoby spodziewać się czegoś innego po zawodowych żołnierzach, witanych wrogą ciszą. Zresztą zakładanie się byłoby trochę nieuczciwe, widział wyraźnie twarze przed sobą, czerwieniejące policzki, zmarszczone czoła, pełne złości spojrzenia kierowane za swoje plecy. W końcu, przemknęło mu przez myśl, hrabia zaznaczył, że my mamy nie dać się sprowokować, lecz słowa nie powiedział o prowokacjach z naszej strony. Uśmiechnął się w duchu.

Tahg wstał na powitanie i wyszedł im naprzeciw, co wywołało falę oburzonych szeptów. Był postawnym, szerokim w barach mężczyzną ze śnieżnobiałą, patriarchalną brodą zaplecioną w dwa warkocze. Zielona koszula z cienko tkanego płótna i ciemne spodnie takiego samego koloru stanowiły jego jedyne odzienie. Zgodnie z miejscowym zwyczajem tahg był jeden, nie należał do żadnego klanu i należał do wszystkich jednocześnie, nie mógł więc nosić rodowych barw, a zieleń była kolorem, który przynależał tylko jemu i którego żaden klan nie mógł używać. Kenneth wiedział, że władca dawno już skończył sześćdziesiąt lat, lecz miejscowi przechwalali się, że nadal potrafił ciosem pięści powalić wołu. W pewnym sensie wiele to mówiło o lokalnej skali wartości.

Delegacja dotarła do podwyższenia w całkowitej ciszy, a wszyscy, których mijała, odsuwali się o kilka kroków. Zupełnie jakby chroniła ją jakaś magiczna bariera. Zatrzymali się tuż przed podestem i oddali honory zgodnie z ustalonym protokołem – najpierw wojskowi, salutując, a później poselska para wykonała dwa ceremonialne, pełne godności ukłony. Na ukłon hrabiego nikt nie zwrócił chyba uwagi, za to hrabina... Jej dygnięcie zdawało się trwać w nieskończoność, wydawało się, że drobna kobieta tonie w fałdach materiału, końcami palców rozpościerając wzorzystą suknię, aż wreszcie unosi się, wdzięcznie, lecz jednocześnie dumnie podnosząc głowę. Tym razem w szeptach pojawiła się nuta zazdrości i pożądania. Zwłaszcza w głosach kobiet. Porucznik zdążył zerknąć, co uchodziło za miejscową modę, proste spódnice, szare bluzki i szerokie, skórzane pasy. Do tego skromne chusty w klanowych barwach. Cesarski motyl właśnie rozłożył skrzydła w stadzie skromnych bielinków. A tutaj istniało ryzyko, że te skrzydła zostaną mu wyrwane.

Aeryss zszedł do nich, szeroko otwierając ramiona. Zamknął w potężnym uścisku najpierw hrabiego, potem hrabinę, a gdy złowrogi szum zaczął nabierać mocy, cofnął się na powrót na podwyższenie i huknął:

– Tahg przemówił! Oto są nasi goście i przyjaciele klanów. – Pomarszczona twarz wykrzywiła się w szerokim uśmiechu. – A jeśli komuś się to nie podoba, niech przemówi tu i teraz!

Szum powoli cichł. Nikt się nie sprzeciwił. Aeryss wydobył z rękawa kilka zielonych sznurków i ceremonialnie zawiązał je na nadgarstkach hrabiowskiej pary.

– Jak długo przebywają na naszej ziemi, są członkami domu set’tahg. I wszyscy ich towarzysze również.

Kenneth nie potrafił ocenić znaczenia tego gestu, ale na widok ponurego zaskoczenia w oczach hrabiego poczuł dreszcze. Najwyraźniej te zielone sznurki były czymś więcej niż zwykłą uprzejmością. Tym bardziej że atmosfera na sali zrobiła się lodowata.

– Siadajcie, przyjaciele.

Przy prostokątnym stole było jedenaście miejsc. Jedno, główne, u szczytu, i po pięć z dwóch dłuższych boków. Usiedli, hrabiowska para po prawicy tahga, potem kapitan, porucznik i Velergorf. Bergh i Andan zajęli miejsca po drugiej stronie, pozostawiając trzy krzesła po lewicy władcy puste.

Kenneth wyprostował się i obrzucił salę uważnym spojrzeniem. Tak jak mówił hrabia, większość miejscowych mężczyzn przybyła wyposażona jak do bitwy. Uzbrojenie, jakie mieli ze sobą, było najwyraźniej uzależnione od bogactwa i znaczenia danej osoby. Dało się wśród nich zauważyć pewną regularność. Na ogół w centrum każdej grupy znajdowały się najlepsze, najdroższe pancerze, stalowe kirysy lub tak popularne na południu zbroje segmentowe, choć w sumie tego typu rynsztunek mógł policzyć na palcach jednej ręki. Przeważały brygantyny i niezłe kolczugi. Za to im dalej od centrum grupy, tym zbroje robiły się prostsze, na obrzeżach każdego klanu dominowały skórzane pancerze, pikowane przeszywanice, a nawet coś, co mógłby przysiąc, było napierśnikami z lakierowanego drewna. Hełmów żadnych nie zauważył, za to większość mężczyzn nosiła charakterystyczne, przytrzymujące włosy opaski, najczęściej z materiału w barwach klanu, jak sądził. Kobiet było sporo, ubranych dość skromnie, wręcz siermiężnie, choć sądząc po spojrzeniach, jakimi obrzucały hrabinę, w Wynde’kann właśnie świtała jutrzenka nowej mody.

– Mamy problem. – Kapitan avd-Ponb przerwał mu rozmyślania, nachylając się lekko z szerokim, sztucznym jak cnota markietanki uśmiechem. – Właśnie się dowiedziałem, że to nie tahg zwołał tu klany. A ponieważ wszyscy się na nas gapią, niech pan, poruczniku, również udaje, że opowiadamy sobie dyrdymały o pogodzie, dobrze?

Kenneth skinął głową i odpowiedział podobnym grymasem.

– Kto więc ich tu zaprosił?

– Siostrzeniec naszego szanownego gospodarza, Nawer Ta’Klaw. Właśnie tahg poinformował o tym hrabiego. Nawer zaraz się tu zjawi, więc nie podskakujcie na jego widok i nie wyciągajcie broni. To rozkaz.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)