Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 123
Перейти на страницу:

– Lawenner? Henwerczycy? O tym, że ma tu szpiegów wiemy, ale...

– Nie.

– Co „nie”?

– Nie przekażę ci ich nazwisk. Trzy lata trwało, zanim mi zaufali w takim stopniu, żeby powierzyć prostą misję. Jak dostaniesz ich nazwiska, prędzej czy później trafią do celi, a to będzie mój koniec jako szpiega. Muszę do nich dotrzeć sam i przekazać odpowiednie hasła. Potem będę mógł wrócić do Lawennera.

Chudzielec przekrzywił głowę.

– I jak sobie to wyobrażasz? Twoją twarz widziało mnóstwo ludzi.

– Tylko ci żołnierze. Specjalnie szedłem najwolniej, jak się dało, żebyśmy do miasta dotarli o zmierzchu. Miałem pochyloną głowę, kuliłem się i słaniałem. Jeśli ten oddział zniknie na trochę z prowincji, nie będzie nikogo, kto rozpozna we mnie szpiega schwytanego w gospodzie. Użyj swoich wpływów, żeby wysłać ich gdzieś, gdzie nie będą mogli na mnie wpaść. Tyle mi wystarczy.

– A dlaczego właściwie – uśmiech przepytującego był ostry jak brzytwa – miałbym wyświadczyć ci tę przysługę?

– Bo obaj służymy Imperium, Szczurze. I powiem ci wtedy, jaką wiadomość miałem przekazać henwerskim szpiegom.

– Zapewne zwali mnie ona z nóg?

Więzień spojrzał takim wzrokiem, że uśmiech znikł.

– Wywiad Lawennera szuka młodej dziewczyny. Piętnaście, szesnaście lat, czarne włosy, niebieskie oczy. Wokół niej mają dziać się dziwne rzeczy. Naprawdę dziwne. – Szpieg spojrzał na niego poważnie. – Pobladłeś, Szczurze. Więc to prawda, wy też jej szukacie. A zatem rozwiąż mnie i pozwól działać. Bo my tu będziemy się kłócić, a ją znajdzie ktoś inny.

Były więzień wstał z taboretu.

– Miło cię znów spotkać, Gelrgorfe.

Szkarłat na płaszczu

Darwen-kan-Lawerr ściągnął wodze i osadził konia w miejscu. Zwierzę parsknęło niezadowolone. Bojowy ogier prawie cały ostatni miesiąc spędził w stajni i rozpierała go energia, miał najwyraźniej ochotę na mały galop po wijącej się łagodnymi zakolami górskiej drodze. Lecz jego właściciel doskonale wiedział, że w tej przejażdżce musiałoby mu towarzyszyć kilku jeźdźców. A to już nie byłaby żadna przyjemność.

No i oczywiście pozostawała jeszcze sprawa tych ludzi, którzy właśnie wyłonili się z lasu jakieś sto kroków przed nim. Wszyscy uzbrojeni po zęby, dostrzegł nawet kilka kusz, na szczęście, na razie nieszkodliwie przerzuconych przez plecy. Zatrzymał kolumnę uniesioną dłonią.

– Kapitanie!

Dwóch konnych natychmiast minęło go i odgrodziło od podejrzanej gromady. Trzeci zatrzymał się obok.

– To oni?

– Powinni na nas czekać w Arberden. Nie wiem, co mogliby tu robić, panie hrabio.

– Pewnie nas szukają. Zresztą zaraz zobaczymy, jeden właśnie nadchodzi.

Trzy ciężkie wozy oraz zamykający karawanę solidny powóz zatrzymały się za nimi ze skrzypieniem osi. Kilkunastu kawalerzystów otoczyło je ochronnym kordonem, woźnice i ich pomocnicy, jakby nigdy nic, sięgnęli po schowaną pod kozłami broń.

Obserwując te przygotowania, Darwen-kan-Lawerr pozwolił sobie na sarkastyczny uśmieszek. Jesteśmy w Imperium, a zachowujemy się, jakbyśmy byli na terytorium wroga, pomyślał. I na dodatek nie możemy zabrać ze sobą odpowiedniej eskorty, bo moglibyśmy obrazić jego wysokość Aeryssa Klawyssa, więc na widok byle bandy uzbrojonych pieszych formujemy ochronny krąg i szykujemy się do walki.

Mężczyzna, który właśnie się zbliżał, był młody, miał krótko ostrzyżone rude włosy i przyciętą rudą brodę. Jeśli ją nosił, żeby dodać sobie powagi, to kiepsko mu to wychodziło. Nadal wyglądał na nie więcej niż dwadzieścia pięć lat. Szary, kiedyś zapewne biały płaszcz nosił narzucony na kolczugę, spiętą solidnym pasem. Okrągła tarcza, przerzucona przez plecy, bardziej pasowałaby do kogoś służącego w chorągwi pancernej, podobnie jak długi, prosty miecz. Na przodzie płaszcza widniał wizerunek psiej głowy, a nad nim dwie szóstki.

Darwen rzucił okiem na czerwoną lamówkę.

– Witam, panie poruczniku. – Skinął głową. – Nie spodziewaliśmy się was tak wcześnie.

– A my was tak późno, panie... – Młody oficer zawiesił znacząco głos, błądząc wzrokiem po całej sylwetce jeźdźca.

– Hrabia Darwen-kan-Lawerr, cesarski poseł do Jego Wysokości, Syna Topora, Aeryssa Klawyssa.

– Witam, panie hrabio.

Porucznik miał młody głos, cichy, spokojny, chłodny. Mimo to widać było, że jest wściekły.

Hrabia odczekał chwilę i uśmiechnął się, tym razem szeroko. I bardzo, bardzo zimno.

– Słyszałem, że w Górskiej Straży dyscyplina jest pojęciem względnym oraz że służą tam ci, których do normalnej armii nie przyjęto by nawet wtedy, gdyby co miesiąc sami płacili cesarzowi żołd, zamiast go brać. Jednak przedstawianie się osobom spotkanym na szlaku powinno być oczywiste nawet dla górali.

Młody oficer zaczerwienił się lekko.

– Proszę o wybaczenie. Porucznik Kenneth-lyw-Darawyt, Szósta Kompania Szóstego Pułku Górskiej Straży. Pozwoli pan za mną, panie hrabio.

Odwrócił się i pomaszerował w stronę swoich ludzi. Arystokrata po chwili wahania podążył za nim, nakazując reszcie małej karawany postój. Strażnik szedł przez chwilę w milczeniu, czekając, aż jadący konno poseł go dogoni.

– Kiedy ustalono termin tej wizyty, eee – zająknął się – panie hrabio?

– Od pół roku trwają poufne rozmowy.

– Pół roku to bardzo dużo czasu. Kto o tym wiedział?

– Ja, moja żona, która jedzie teraz ze mną, kilku ludzi z Korpusu Dyplomatycznego. O co właściwie chodzi, poruczniku? Co robicie na szlaku, skoro mieliście na nas czekać w Arberden? Co znaczy ta cała demonstracja?

– Pańska delegacja miała dotrzeć do Arberden już wczoraj wieczorem, prawda?

– Tak, lecz wzdłuż weńskiego szlaku osunęła się lawina. Musieliśmy szukać innej drogi. W rezultacie nocowaliśmy w jakiejś wiosce, zdaje się, że nazywali ją Klacwen.

– Klachen, słyszałem o niej. Żeby już przejść do sedna, panie hrabio, moja kompania otrzymała rozkaz dotarcia do doliny Gewenah i spotkania się z wami w Arberden. Już wczoraj wieczorem wszyscy w mieście siedzieli jak na węglach, a burmistrz biegał w te i wewte, jakby mu ktoś wściekłego kota w portkach zaszył. Po zmierzchu był już gotów pchać gońców do wszystkich okolicznych strażnic z poleceniem rozpoczęcia poszukiwań. Ledwo mu to wyperswadowałem.

– Bardzo rozsądnie.

Porucznik lekko wzruszył ramionami.

– W nocy i tak poszukiwania na nic by się nie zdały.

Zbliżyli się do stojącej przy drodze grupy. Hrabia przyjrzał się żołnierzom. Każdy nosił inny pancerz i inną broń, wielu wytatuowało sobie na skórze różne dziwne znaki, choć wszystkich bił na głowę wysoki, siwy dziesiętnik, który wyglądał, jakby urodził się z czarnoniebieską karnacją. Jego ciężki topór musiał śnić się po nocach każdemu bandycie w promieniu wielu mil. Wyglądali jak zbójecka zbieranina, tylko uzbrojenie mieli lepsze, a brudnobiałe płaszcze nadawały im pozór jednolitego umundurowania.

Nagle ogier parsknął i wyzywająco uderzył kopytem o ziemię. Poseł spojrzał w miejsce, gdzie musiało znajdować się coś, co najwyraźniej zaniepokoiło bojowego rumaka. Kilka ciemno umaszczonych psów wylegiwało się na trawie. Na widok wielkiego jak stodoła konia tylko wyszczerzyły się leniwie.

– Nie ma obaw, nie są głodne – siedzący przy psach żołnierz powiedział to z całą powagą i potarmosił najbliższego za uchem. Chyba tylko szybkie cofnięcie ręki uratowało go przed utratą dłoni.

Darwen musiał przyznać, że opowieści o Górskiej Straży wcale nie były przesadzone. W Klass-Dew, stolicy największej północnej prowincji i siedzibie Wielkiego Gubernatora, od wielu lat opowiadano sobie barwne plotki o tych żołnierzach. Miasto leżało ponad sto mil na południe od Małego Grzbietu, więc Górska Straż, która rzadko zapuszczała się na tereny poza łańcuchem górskim, była tam na wpół mitem. Historie o bitwach z dzikimi plemionami czy z hordami pomiotów ciemności, nadciągającymi z północy, rozpalały wyobraźnię i budziły podziw. Ci tutaj wyglądali na takich, którzy zabijają podobne potwory kilka razy dziennie, i to dla rozrywki.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)