Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » U martwych w Dallas
U martwych w Dallas - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

U martwych w Dallas

Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:

Dzięki wynalezionej w japońskim laboratorium syntetycznej krwi oraz napojowi z jej ekstraktem o nazwie Tru: Blood, w ciągu zaledwie jednej nocy wampiry z legendarnych potworów przeistoczyły się w przykładnych obywateli. I chociaż ludzie nie figurują już w ich jadłospisie, społeczeństwo niepokoi się, co stanie się, gdy wampiry opuszczą mroczne kryjówki.
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 62
Перейти на страницу:

– Ja jestem grzesznikiem, ale wiem o tym, więc kiedy umrę, Bóg zabierze do siebie moją duszę – powiedział Godfrey. – Ale Farrell nie wie. Jeśli go zabijemy, nie będzie miał nawet szansy. Mężczyzna i kobieta tak samo, nie będą mieli możliwości powrotu na dobrą drogę. Czy to jest w porządku, zabijać ich i skazywać na wieczne potępienie?

– Powinniśmy pójść do mojego gabinetu – powiedział stanowczo Steve.

I zdałam sobie w końcu sprawę, że do tego właśnie zmierzał Godfrey przez cały ten czas. Usłyszałam szelest stóp i Godfreya mruczącego uprzejmie „pan przodem”.

Chciał wejść jako ostatni, żeby zamknąć za sobą drzwi.

Moje włosy w końcu były suche, uwolnione od peruki, przez którą przesiąkły potem. Opadały mi strąkami na ramiona, bo rozpuściłam je po cichu podczas rozmowy. Jasne, to najzupełniej normalna rzecz, którą zwykle robią ludzie, gdy słuchają, jak ważą się ich losy. Ale musiałam się czymś zająć. Ostrożnie schowałam spinki do kieszeni, przeczesałam palcami ten bałagan na głowie i rozpoczęłam przygotowania do wymknięcia się z kościoła.

Wyjrzałam na korytarz. Tak, drzwi do pokoju Steve’a były zamknięte. Przeszłam obok nich na placach, skręciłam w lewo i skierowałam się w stronę drzwi do sanktuarium. Bardzo cicho przekręciłam klamkę i weszłam do środka. Pomieszczenie było wyjątkowo mroczne. Przez olbrzymie, witrażowe okno wpadało tylko tyle światła, że ledwie udało mi się przejść przez nawę, nie potykając się o ławki.

Nagle usłyszałam głos, coraz głośniejszy, dochodzący z odległego skrzydła. Ktoś włączył światło w świątyni. Padłam na ziemię i przeturlałam się pod ławkę. Do środka weszła jakaś rodzina, wszyscy głośno rozmawiali, mała dziewczynka marudziła, że przegapi jakiś program w telewizji, bo musiała iść na to głupie Zamknięcie.

Rozległ się dźwięk przypominający klapsa w tyłek i jej ojciec powiedział, że powinna się cieszyć, że zobaczy tak wspaniały dowód potęgi Boga. Ujrzy na własne oczy dzieło zbawienia.

Nawet w tych okolicznościach – polemizowałabym z tym. Zastanawiałam się, czy ten ojciec naprawdę rozumie, że liderzy sekty planują przedstawienie polegające na spaleniu dwóch wampirów, w tym przynajmniej jednego z nich razem z przywiązanym do niego człowiekiem. Zastanawiałam się, czy ta dziewczynka będzie jeszcze normalnym dzieckiem po zobaczeniu „wspaniałego dowodu potęgi Boga”

Ku mojemu przerażeniu, zaczęli rozkładać swoje śpiwory pod ścianą, w odległym końcu świątyni, wciąż rozmawiając. Przynajmniej mieli ze sobą dobry kontakt. Oprócz marudnej, małej dziewczynki było jeszcze dwoje starszych dzieci, chłopiec i dziewczynka, i jak przystało na prawdziwe rodzeństwo, tłukli się ze sobą jak pies z kotem.

Para małych, płaskich, czerwonych butów przetruchtała obok mojej ławki i znikła za drzwiami prowadzącymi do skrzydła Steve’a. Zastanawiałam się, czy ci w biurze wciąż dyskutują.

Stopy pojawiły się ponownie po kilku sekundach, teraz poruszały się bardzo szybko. To też mnie zastanawiało.

Poczekałam około pięciu minut, ale nic więcej się nie wydarzyło.

Jeszcze chwila i zacznie się schodzić coraz więcej ludzi. Teraz albo nigdy. Wyczołgałam się spod ławki i wstałam. Na szczęście, akurat wszyscy zajmowali się innymi sprawami, gdy się podniosłam i żwawo ruszyłam w kierunku podwójnych drzwi na tyłach kościoła. Po chwili jednak zapadła cisza, co dało mi do zrozumienia, że zostałąm zauważona.

– Hej! – zawołała matka. Wstała ze swojego jasnoniebieskiego śpiwora. Jej pospolita twarz wyrażała zaciekawienie. – Musisz być nowa w Bractwie. Jestem Francie Polk.

– Tak – odpowiedziałam, starając się brzmieć radośnie. – Strasznie się spieszę! Porozmawiamy później!

Podeszła bliżej.

– Zraniłaś się? – spytała. – Wybacz, ale wyglądasz okropnie. Czy to krew?

Spojrzałam na swoją bluzkę. Na piersiach miałam kilka niewielkich plam.

– Przewróciłam się – powiedziałam, starając się, żeby to zabrzmiało ponuro. – Muszę iść do domu, żeby to jakoś opatrzyć i zmienić ubranie. Ale niedługo wrócę!

Po wyrazie twarzy Francie Polk stwierdziłam, że nabiera co do mnie wątpliwości.

– W biurze jest apteczka pierwszej pomocy, może po prostu pójdę i ci ją przyniosę?

Wcale cię o to nie proszę.

– Wiesz, i tak potrzebuję czystej bluzki – powiedziałam. Zmarszczyłam nos, żeby zakomunikować, co myślę o chodzeniu w poplamionej bluzce przez cały wieczór.

Inna kobieta weszła drzwiami, którymi ja miałam nadzieję wyjść, i stanęła, przysłuchując się konwersacji, a jej ciemne oczy wpatrywały się to we mnie, to we Francie.

– Hej, dziewczyny! – powiedziała głosem z lekko słyszalnym akcentem. Ta niska Latynoska, zmiennokształtna, uściskała mnie. Wychowałam się w środowisku, gdzie przytulanie było czymś normalnym, więc odruchowo odwzajemniłam uścisk. Uszczypnęła mnie znacząco.

– Jak się masz? – spytałam radośnie. – Tak długo cię nie widziałam!

– Och, wiesz, po staremu – powiedziała.

Wyszczerzyła się do mnie, ale w jej oczach było ostrzeżenie. Jej bujne i szorstkie włosy były raczej bardzo ciemnobrązowe niż czarne. Miała skórę koloru karmelu z mlekiem i ciemne piegi. Pełne usta pomalowała na rzucający się w oczy fuksjowy kolor. Miała wielkie, białe zęby, które połyskiwały, gdy się tak szeroko uśmiechała. Spojrzałam w dół na jej stopy. Płaskie, czerwone buty.

– Hej, wyjdziesz ze mną za zewnątrz na papierosa? – spytała.

Francie Polk nie wyglądała na zadowoloną.

– Luna, czy nie uważasz, że twoja przyjaciółka powinna pójść do lekarza? – spytała. Trudno jej było odmówić racji.

– Masz kilka guzów i siniaków – powiedziała Luna, przyglądając mi się. – Upadłaś?

– Wiesz, mama zawsze mi mówiła, „Marigold, jesteś niezgrabna jak słoń w składzie porcelany”.

– Ta twoja mama! – powiedziała Luna, potrząsając głową, aby wyrazić swoje zdegustowanie. – Jakbyś od tego gadania mogła się stać mniej niezdarna!

– Cóż poradzić? – wzruszyłam ramionami. – Wybaczysz nam na chwilę, Francie?

– Cóż, jasne – powiedziała. – Zobaczymy się później, mam nadzieję.

– Na pewno – powiedziała Luna. – Nie zamierzam niczego przegapić.

I wyszłam razem z Luna z budynku Bractwa Słońca. Desperacko skoncentrowałam się na swoim chodzie, aby Francie nie zobaczyła jak utykam i nie stała się jeszcze bardziej podejrzliwa.

– Dzięki Bogu – powiedziałam, gdy wreszcie znalazłyśmy się na zewnątrz.

– Od razu wiedziałaś, czym jestem – powiedziała gwałtownie. – Skąd?

– Mam przyjaciela, który jest zmiennokształtnym.

– Kto to jest?

– On nie jest stąd. I nie mogłabym ci powiedzieć bez jego zgody.

Rzuciła mi spojrzenie, które pogrzebało wszelkie nadzieje na przyjaźń.

– W porządku, szanuję to – powiedziała. – Dlaczego tutaj jesteś?

– A co ty masz do tego?

– Właśnie ocaliłam twój tyłek.

Dobrze powiedziane.

– No dobra. Jestem telepatką i zostałam zatrudniona przez przywódcę wampirów z waszego obszaru, żeby rozwiązać zagadkę jednego z nich, który zaginął.

– To już lepiej. Ale to nie jest przywódca mojego obszaru. Jestem mistem [24], ale nie pieprzonym wampirem. Dla którego wampira pracujesz?

– Nie widzę powodu, żeby ci mówić.

Uniosła brwi.

– Nie powiem.

Otworzyła usta, jakby miała zacząć krzyczeć.

– Krzycz sobie. Są rzeczy, których ci nie powiem. Co to są misty?

вернуться

[24] Misty – nazwa określająca wszelkiego rodzaju mityczne stworzenia (wampiry, zmiennokształtni, itp.). W oryg. supe, skrót od supernatural beings.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)