Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » U martwych w Dallas
U martwych w Dallas - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

U martwych w Dallas

Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:

Dzięki wynalezionej w japońskim laboratorium syntetycznej krwi oraz napojowi z jej ekstraktem o nazwie Tru: Blood, w ciągu zaledwie jednej nocy wampiry z legendarnych potworów przeistoczyły się w przykładnych obywateli. I chociaż ludzie nie figurują już w ich jadłospisie, społeczeństwo niepokoi się, co stanie się, gdy wampiry opuszczą mroczne kryjówki.
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 62
Перейти на страницу:

– Suka – syknął.

Ponownie na mnie natarł i tym razem spróbował wyrwać mi krzesło z rąk. Ale, jak powiedziałam wcześniej, w moich żyłach płynęła krew wampira, więc byłam w stanie nie pozwolić mu dorwać krzesła. Siebie zresztą też.

Nie mogłam zobaczyć tego, jak wyciąga paralizator. Szybki jak wąż, sięgnął ponad krzesłem i dotknął mojego ramienia.

Nie przewróciłam się, choć tego się spodziewał, ale upadłam na kolana, wciąż ściskając krzesło. Kiedy próbowałam się zorientować, co się właściwie stało, wyszarpnął je z moich rąk i uderzył mnie tak, że runęłam na plecy.

Właściwie nie mogłam się ruszać, ale mogłam wrzeszczeć i zewrzeć nogi, co zresztą zrobiłam.

– Zamknij się – ryknął i, kiedy mnie dotknął, mogłam stwierdzić, że wolałby, żebym była nieprzytomna, miałby dużo więcej frajdy z gwałcenia mnie nieprzytomnej, właściwie, to to by było idealne.

– Nie lubisz, jak twoja kobieta się budzi – wydyszałam – co nie?

Wcisnął rękę pomiędzy nasze ciała i szarpnął moją bluzkę.

Usłyszałam krzyk Hugo, to nie mogło oznaczać nic dobrego. Ugryzłam Gabe’a w ramię; ponownie nazwał mnie suką, robiło się to trochę nudne. Rozpiął swoje spodnie i próbował podciągnąć mi spódnicę. Przemknęło mi przez myśl, jak to dobrze, że kupiłam długą.

– Boisz się, że jeśli będą przytomna, to skomentują twoje umiejętności? – krzyknęłam. – Wypuść mnie, odczep się ode mnie! Zostaw mnie, zostaw, zostaw!

W końcu udało mi się oderwać paralizator od swojego ramienia. Bardzo szybko zregenerowało się po uszkodzeniach spowodowanych przez prąd i ręka mogła normalnie funkcjonować. Zwinęłam obydwie dłonie w pięści. Ciągle krzycząc, uderzyłam go jednocześnie po obu stronach głowy na wysokości skroni.

Zawył i rzucił się do tyłu, łapiąc się dłońmi za głowę. Był tak pełen agresji, że zdawała się go opuścić i przejść na mnie, to było jak kąpiel w czystej wściekłości. Wiedziałam, że zabije mnie, jeśli tylko będzie mógł, nieważne, jakie konsekwencje będzie musiał ponieść. Spróbowałam się przeturlać, ale przygwoździł mnie swoimi nogami. Widziałam, jak jego prawa dłoń zwija się w pięść, która wydawała mi się wielka niczym głaz. Przeczuwając nadchodzącą zgubę, patrzyłam jak owa pięść zbliża się do mojej twarzy. Wiedziałam, że to jedno uderzenie może mnie powalić, i to będzie koniec…

Ale to się nie stało.

Gabe znalazł się ponad ziemią, z rozpiętymi spodniami i dyndającym kutasem, jego pięść trafiła w pustkę.

Niski mężczyzna trzymał Gabe’a w powietrzu. Właściwie to nie mężczyzna. Nastolatek. Starożytny nastolatek.

Był blondynem i nie miał koszulki, jego ramiona i klatkę piersiową pokrywały niebieskie tatuaże. Gabe wrzeszczał i miotał się w powietrzu, ale chłopiec stał spokojnie, jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Gabe ucichł dopiero w momencie, gdy z całą siłą grzmotnął o ziemię.

Chłopiec spojrzał na mnie beznamiętnie z góry, co było trochę dziwne, jako że miałam zerwaną bluzkę, a mój stanik był rozdarty w poprzek.

– Jesteś ciężko ranna? – spytał prawie z niechęcią.

Miałam wybawcę, ale nie był zbyt entuzjastycznie nastawiony.

Wstałam, co był znacznie większym wyczynem, niż może się wydawać. Zajęło mi to chwilę. Ciągle się trzęsłam. Kiedy wreszcie znalazłam się w pozycji pionowej, spojrzałam na chłopca. Musiał mieć około szesnastu ludzkich lat, kiedy został przemieniony. Nie było sposobu, żeby stwierdzić, ile lat temu to było. Zapewne był starszy niż Stan, starszy nawet niż Isabel. Mówił po angielsku bezbłędnie, ale z wyraźnym akcentem. Nie miałam pojęcia, co to może być za akcent. Może był to jakiś język, którym już się nie mówi.

Musiał się czuć strasznie samotny.

– Nic mi nie będzie – powiedziałam. – Dzięki.

Spróbowałam z powrotem zapiąć bluzkę – brakowało jej kilku guzików – ale ręce koszmarnie mi się trzęsły. Nie był zainteresowany moim ciałem, naprawdę. Nie było dla niego niczym godnym uwagi. Jego oczy nie wyrażały żadnych emocji.

– Godfrey – powiedział Gabe słabym głosem. – Godfrey, ona próbowała uciec.

Godfery potrząsnął nim i Gabe się zamknął.

A więc Godfrey był tym wampirem, którego widziałam oczami Bethany, jedynymi oczami, które zapamiętały go z Bat’s Wing tamtego wieczora. Tymi oczami, które już nigdy niczego nie zobaczą.

– Co zamierzasz zrobić? – zapytałam go, starając się, aby mój głos był cichy i opanowany.

Odpowiedział mi błysk bladoniebieskich oczu Godfreya. Nie wiedział.

Zrobiono mu te tatuaże, kiedy jeszcze żył. Były strasznie dziwne. Symbole, które – mogłabym się założyć – straciły znaczenie wieki temu. Może jacyś uczeni daliby się pochlastać za możliwość ich obejrzenia. Naprawdę, byłam szczęściarą, że mogłam je oglądać za darmo.

– Proszę, wypuść mnie – powiedziałam, starając się zachować tak wiele godności, jak tylko się dało. – Zabiją mnie.

– Ale zadajesz się z wampirami – powiedział.

Mój wzrok biegał z jednej strony w drugą, gdy starałam się to wszystko pojąć.

– No tak… – powiedziałam z wahaniem. – Ale przecież ty jesteś wampirem, prawda?

– Jutro publicznie wyznam swoje grzechy – powiedział Godfrey. – Jutro powitam świt. Po raz pierwszy od tysiąca lat ujrzę słońce. A potem stanę przed obliczem Boga.

W porządku.

– Twój wybór – powiedziałam.

– Owszem.

– Ale mój nie. Ja nie chcę umierać.

Rzuciłam okiem na twarz Gabe’a, która zrobiła się lekko niebieska. W swoim wzburzeniu Godfrey ścisnął Gabe’a dużo mocniej, niż powinien. Zastanawiałam się, czy powinnam coś powiedzieć.

– Trzymasz z wampirami.

To było oskarżenie. Odwróciłam wzrok i ponownie spojrzałam na Godfreya. Wiedziałam, że lepiej będzie, jeśli nie pozwolę sobie znów się zdekoncentrować.

– Zakochałam się – powiedziałam.

– W wampirze.

– Tak. W Billu Comptonie.

– Wszystkie wampiry są przeklęte i wszystkie powinny spotkać się ze słońcem. Jesteśmy skazą, plamą na obliczu Ziemi.

– A więc ci ludzie… – Wskazałam na sufit, żeby dać do zrozumienia, że mam na myśli Bractwo. – Ci ludzie są lepsi, Godfrey?

Wampir wyglądał na niespokojnego i niezadowolonego. Zauważyłam, że jest wygłodzony, jego policzki były prawie wklęsłe, a skórę miał białą jak papier. Jego blond włosy niemal unosiły się w powietrzu dookoła jego głowy, tak były naelektryzowane, a jego oczy na tle tej bladości wyglądały jak niebieskie kulki do gry.

– Ostatecznie oni są ludźmi, częścią planu Boga – powiedział cicho. – A wampiry są czymś odrażającym.

– Byłeś dla mnie milszy niż ten człowiek.

Człowiek, który był martwy, jak się zorientowałam, gdy skierowałam wzrok w dół, na jego twarz. Wzdrygnęłabym się, ale się opanowałam i skupiłam z powrotem na Godferyu, który mógł mieć teraz dużo większy wpływ na moją przyszłość.

– Ale zabieramy krew niewinnych.

Godfrey wpatrywał się we mnie bladoniebieskimi oczami.

– Jakich niewinnych? – spytałam retorycznie, mając nadzieję, że nie brzmię jak Poncjusz Piłat pytający, jaka jest prawda, pomimo że cholernie dobrze wiedział.

– Cóż, dzieci – powiedział Godfrey.

– Och… Ty… Pożywiałeś się na dzieciach?

Zakryłam sobie usta dłonią.

– Zabijałem dzieci.

Nie przychodziło mi na myśl nic, co mogłabym powiedzieć. Trwało to dość długo. Godfrey stał tam, patrząc na mnie smutnym wzrokiem, trzymając w ramionach ciało Gabe’a.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)