U martwych w Dallas
- Автор: Харрис Шарлин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
– Co cię powstrzymało? – spytałam.
– Nic mnie nie może powstrzymać. Nic, oprócz mojej śmierci.
– Przykro mi – powiedziałam.
To był trochę niestosowne. On cierpiał, a mnie naprawdę było przykro. Ale gdyby był człowiekiem, bez zastanowienia powiedziałabym, że zasługuje na krzesło elektryczne.
– Ile jeszcze do zmroku? – zapytałam, nie wiedząc, co innego mogę powiedzieć.
Godfrey nie miał oczywiście zegarka. Obudził się już tylko dlatego, że znajdował się w podziemiach.
– Godzina – opowiedział.
– Proszę, pozwól mi odejść. Uda mi się stąd wydostać, jeśli mi pomożesz.
– Ale powiesz wampirom. One zaatakują. Nie pozwolą mi się spotkać ze słońcem.
– Po co czekać do ranka? – spytałam z nagłą irytacją. – Wyjdź na zewnątrz. Zrób to teraz.
Wyglądał na zdumionego. Upuścił Gabe’a, który upadł z łomotem. Godfrey nie poświęcił mu nawet jednego spojrzenia.
– Ceremonia jest zaplanowana na wschód słońca, weźmie w niej udział wielu wyznawców – wyjaśnił. – Farrell także zostanie zmuszony do spotkania się ze słońcem.
– Jaką ja rolę odgrywam w tym wszystkim?
Wzruszył ramionami.
– Sarah chce się dowiedzieć, czy wampiry wymienią jednego ze swoich na ciebie. Steve ma inny plan. Chce cię przywiązać do Farrella, żebyś spłonęła razem z nim.
Byłam totalnie oszołomiona. Nie tym, że Steve Newman wpadł na taki pomysł, ale tym, że myślał, że mógł skłonić całe zgromadzenie do zrobienia tego. Newlin musiał mieć wyższą pozycję, niż przypuszczałam.
– I myślisz, że wszyscy ludzie będą chcieli oglądać młodą kobietę wydaną na śmierć nawet bez procesu? Że będą uważali, że to pełnoprawna, religijna ceremonia? Myślisz, że ludzie, którzy chcą mnie uśmiercić w taki okrutny sposób, naprawdę są wierzący?
Po raz pierwszy na jego twarzy pojawił się cień wątpliwości.
– Nawet dla ludzi to trochę… radykalne – zgodził się. – Ale Steve uważa, że to będzie wystąpienie pełne mocy.
– Cóż, jasne, że to będzie pełne mocy. To będzie jak powiedzenie „kompletnie nam odbiło”. Wiem, że świat jest pełen złych ludzi i złych wampirów, ale nie wierzę, że większość ludzi w tym państwie albo chociażby tutaj, w Teksasie, byłaby podbudowana widokiem wrzeszczącej, palonej żywcem kobiety.
Wyglądało na to, że zaczął mieć wątpliwości. Najwyraźniej zwerbalizowałam myśli, które dręczyły go już wcześniej; myśli, którym sam zaprzeczał.
– Zawiadomili media – powiedział.
To było coś, jakby panna młoda zaczęła mieć wątpliwości tuż przed ceremonią ślubną. Ale zaproszenia były już rozesłane. O matko.
– Jasne, że to zrobili. Ale to będzie koniec ich organizacji, to oczywiste. Powtarzam ci, jeżeli tak strasznie potrzebujesz swojego wystąpienia, tych wielkich przeprosin dla świata, to wyjdź przed kościół w tej chwili i stań na trawniku. Bóg będzie patrzył, przysięgam ci. Na tym ci powinno najbardziej zależeć.
Toczył ze sobą wewnętrzną walkę.
– Ale mieli dla mnie specjalną białą szatę – powiedział.
(„Ale przecież już kupiłam sukienkę i zarezerwowałam kościół”.)
– Ja pierdzielę. Jeżeli kłócimy się o ciuchy, to ty tak naprawdę wcale nie chcesz tego zrobić. Założę się, że wymiękasz.
Kompletnie straciłam z oczu swój cel. Żałowałam tych słów już w chwili, gdy wychodziły z moich ust.
– Zobaczysz – powiedział twardo.
– Nie chcę tego oglądać przywiązana do Farrella. Nie jestem zła i nie chcę umierać.
– Kiedy ostatni raz byłaś w kościele?
Najwyraźniej rzucał mi wyzwanie.
– Jakiś tydzień temu. Nawet przyjęłam Komunię.
Nigdy bardziej nie cieszyłam się z bycia praktykującą katoliczką, bo nie umiałabym kłamać w tej sprawie.
– Och.
Godfrey wyglądał na oniemiałego.
– Widzisz?
Czułam, że tą kłótnią odbieram mu całą jego urażoną dumę, ale pieprzyć to, nie chciałam umrzeć przez spalenie, chciałam Billa, pragnęłam go tak intensywnie, że prawie wierzyłam, że samo to pragnienie otworzy wieko jego trumny. Gdybym tylko mogła mu powiedzieć, co się dzieje…
– Chodź – powiedział Godfrey, wyciągając rękę.
Nie chciałam dawać mu szansy na ponowne przemyślenie jego sytuacji, nie po tej przydługiej dyskusji, więc podałam mu dłoń i przeszliśmy nad zwłokami Gabe’a, aby wyjść na korytarz. Brak odgłosów dochodzących z celi, w której znajdowali się Hugo i Farrell, był dość niepokojący i, prawdę mówiąc, byłam zbyt przerażona, żeby zawołać któregoś z nich i dowiedzieć się, co się dzieje. Mówiłam sobie, że jeśli się stąd wydostanę, być może uda mi się uratować ich obu.
Godfrey zwęszył moją krew i na jego twarzy pojawiło się pożądanie. Znałam ten widok. Ale to było pozbawione jakiejkolwiek żądzy seksualnej. Nie obchodziło go moje ciało. Związek picia krwi z seksem jest dla wampirów niezwykle silny, więc cieszyłam się, że jestem wystarczająco dojrzała. Z uprzejmości nachyliłam twarz w jego stronę. Po dłuższym wahaniu zaczął zlizywać krew z rozcięcia na moim policzku. Zamknął na chwilę oczy, delektując się smakiem, a potem ruszyliśmy w stronę schodów. Ze znaczącą pomocą Godfreya pokonywałam kolejne strome stopnie. Wampir otworzył drzwi wolną ręką.
– Do tej pory zostawałem tu, na dole, w tym pokoju na końcu – wyjaśnił, a jego głos nie był właściwie niczym więcej, jak tylko leciutką wibracją w powietrzu.
Korytarz był pusty, ale w każdej chwili ktoś mógł wyjść z jednego z biur. Godfrey wyglądał, jakby zupełnie się nie bał, ale o mnie nie można było tego powiedzieć. W końcu to o mnie w tym wszystkim chodziło. Nie słyszałam żadnych głosów, najwyraźniej pracownicy poszli już do domów, żeby się przygotować do Zamknięcia, a jego uczestnicy jeszcze nie przyszli. Niektóre drzwi do gabinetów były zamknięte, a okna w biurach były jedynymi źródłami światła słonecznego w korytarzu. Było dość ciemno, żeby Godfrey mógł się czuć dobrze, przynajmniej tak przypuszczałam, bo nawet się nie skrzywił. Spod drzwi głównego biura dochodziło ostre, sztuczne światło.
Spieszyliśmy się, a przynajmniej usiłowaliśmy, bo moja lewa noga nie była zbyt chętna do współpracy. Nie byłam pewna, do których drzwi prowadzi nas Godfrey, prawdopodobnie do tych podwójnych, które widziałam wcześniej z tyłu sanktuarium. Jeśli udałoby mi się bezpiecznie nimi wyjść, nie musielibyśmy przechodzić przez całe skrzydło budynku. Nie miałam pojęcia, co zrobię, jak już znajdę się na zewnątrz. Ale bycie na zewnątrz było nieporównywalnie lepsze od bycia wewnątrz.
Nagle drzwi do gabinety Steve’a się otworzyły. Zamarliśmy. Ramię Godreya, którym mnie oplatał, zdawało się stalową obręczą. Polly wyszła z pokoju, twarzą zwrócona ciągle w stronę pomieszczenia. Byliśmy tylko o kilka jardów dalej.
– … ognisko – mówiła właśnie.
– Och, myślę, że wystarczy – usłyszeliśmy słodki głos Sarah. – Jeśli wszyscy zwrócą swoje karty obecności, będziemy wiedzieli na pewno. Nie mogę uwierzyć, że ludzie mogą postępować tak nieuprzejmie i nie odpisywać. To takie nietaktowne, po tym, jak staramy się ułatwić im możliwość powiedzenia czy przyjdą, czy nie, tak bardzo, jak to tylko możliwe.
Kłótnia dotycząca etykiety. Ojejku, chciałaby, żeby Miss Dobrych Manier tu była i mogła mi coś poradzić w tej sytuacji. „Jestem nieproszonym gościem w małym kościele i wychodzę nie mówiąc do widzenia. Czy powinnam napisać liścik z podziękowaniami, czy może po prostu wysłać im kwiaty?”
Głowa Polly zaczęła się obracać i wiedziałam, że za chwilę nas zauważy. Ledwie ta myśl powstała w mojej głowie, Godfrey wepchnął mnie do pustego, ciemnego biura.