Portier Nosi Garnitur Od Gabbany
- Автор: Weisberger Lauren
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:
– Nie! Nie, Bette, nie powiedziałam niczego takiego. Wcale nie czułam się okropnie. Po prostu było to, eee, coś innego, niż zwykle robimy. Mam nadzieję, że się nie pogniewałaś, że wcześniej się wymknęłam, ale byłam wykończona. Jak minęła reszta wieczoru?
– Pytasz, żeby grzecznie się zachować, czy nie widziałaś jeszcze dzisiejszych nowin? – W duchu zacisnęłam kciuki, żeby o niczym nie słyszała.
– Cóż, jestem tylko miła. Avery przesłał mi to jako pierwszą rzecz z rana. Wykorzystałam każdą uncję siły woli, żeby do ciebie nie zadzwonić. Chcę mieć pełną relację scena po scenie. Zacznij od „kiedy go spotkałam w Bungalowie, miał na sobie czarną koszulę w prążki i czarne spodnie z wewnętrznym szwem długości trzydziestu czterech cali i kupił mi waniliową wódkę Stoliczną ze spritem. Mów dalej, zachowując, proszę, ten poziom dokładności.
– Pen, naprawdę nie mogę się tutaj w to zagłębiać – stwierdziłam oschle, podnosząc wzrok, by zauważyć, że połowa moich współpracowników pozoruje usilne wpatrywanie się w ekrany komputerów, gdy tymczasem uważnie mnie słucha.
– Bette! Chyba żartujesz! Uprawiasz seks z jednym z najbardziej seksownych facetów Wolnego Świata! Avery zawsze opowiada, jak uwielbia go każda kobieta na Manhattanie. Naprawdę nie możesz mi o tym opowiedzieć?
– Nie spałam z nim! – prawie krzyknęłam do słuchawki. Skye i Leo – plus kilka asystentek – gwałtownie unieśli głowy i jednocześnie wyszczerzyli do mnie zęby.
– Wszystko jedno – usłyszałam czyjś szept.
Leo tylko przewrócił oczami, jakby chciał powiedzieć „Och, dobry Boże, nie jesteśmy wszyscy aż tacy głupi”.
I przez moment czułam, że mi to pochlebia. I co z tego, że poznać kogoś i przespać się z nim pierwszej nocy było trochę dziwkarskim zachowaniem? Chyba lepiej, że wszyscy dopuszczają możliwość, że Philip Weston raczył uprawiać ze mną seks, niż gdyby zakładali, że zabrał mnie do siebie na noc z litości oraz poczucia obowiązku i w rzeczywistości spędził w łóżku, które zajmowałam, najmniej czasu jak się dało.
– O rany – jęknęła Penelope – co za drażliwość. Okej, więc nie uprawiałaś z nim seksu. Wierzę ci. Jedyne pytanie, jakie teraz mam, brzmi: a czemu nie, do cholery? Z pewnością nie muszę ci przypominać o twoim celibacie. Dla kogo się oszczędzasz? Podobno jest niesamowity!
Roześmiałam się wreszcie i zdałam sobie sprawę, że to pierwszy raz tego ranka. No właśnie, cóż to za wielka sprawa? Skoro nie miałam zostać zwolniona za swoją dość publiczną niedyskrecję – a z całą pewnością taka opcja nie wchodziła w rachubę – czemu nie mogłabym po prostu się tym cieszyć?
– Bardzo niewiele pamiętam z tego, co się wydarzyło wczoraj w nocy – wyszeptałam, zakrywając mikrofon ręką – ale opowiem ci wszystko, co jestem w stanie wygrzebać z pamięci, kiedy dotrę wieczorem do domu.
– Nie mogę. Avery i ja jemy kolację u jego rodziców i nie udało mi się go od tego odwieść. Co powiesz na jutrzejszy wieczór? Możemy się spotkać na drinka w Black Door?
– Strasznie bym chciała, ale mam spotkanie klubu książki z kolacją i drinkami. Chyba we włoskiej dzielnicy.
Westchnęła.
– Cóż, chyba powinnyśmy teraz zrobić plany na weekend po następnym, bo przez dwa tygodnie jestem służbowo w St. Louis. Będziesz w mieście?
Dziwnie się czułam, planując spotkania z innymi ludźmi niż klub książki. Will albo Penelope, ale moja praca zaczęła już zahaczać o weekendy. Sprawdziłam gwałtownie zapełniający się kalendarz.
– Tak, zdecydowanie, obiecałam tylko Kelly, że pójdę z naszą grupą wyśledzić jakieś nowe miejsce na imprezą „Playboya”. Mamy jeszcze cztery miesiące, ale wszyscy już panikują. Chcesz się z nami zabrać?
Penelope się zawahała. Wiedziałam, że pomysł się jej nie podoba, ale właściwie nie mogła odmówić, skoro już przyznała, że jest wolna.
– Eee, jasne. Brzmi świetnie. Ustalimy szczegóły w tygodniu. Oczywiście jeżeli nagle „przypomnisz sobie” cokolwiek z wczorajszej nocy, chętnie to wchłonę.
– Suka – odcięłam się. Tylko się zaśmiała.
– Baw się dobrze z przyszłymi teściami, słyszysz? I słuchaj uważnie, kiedy będą ci mówili, ile dokładnie chcą mieć wnuków, z uwzględnieniem płci i koloru oczu. W końcu masz teraz pewne obowiązki…
Dobrze było znów usłyszeć jej śmiech.
– Bettino Robinson, nie jestem pewna, czy w obecnej pozycji możesz udzielać rad w takich sprawach, biorąc pod uwagę twoje dość tandetne wyczyny podczas ostatnich dwudziestu czterech godzin… Później pogadamy.
– Pa.
Odłożyłam słuchawkę i uznałam, że taka noc i ranek dają mi pełne prawo do drugiej bułki z masłem, bekonem i jajkiem. Wciąż miałam do przygotowania tę pięciusetosobową listę i upominki na imprezę, ale uznałam, że to może poczekać. Mój kac nie mógł.
9
Trzy tygodnie później – trzy tygodnie sporządzania list, kompletowania garderoby, chodzenia na imprezy i ogólnego zanurzania się w kulturze Kelly & Co – stałam i czekałam na Penelope. Kolejka wyglądała absolutnie nieznośnie. Całe hordy dziewcząt wygładzały wyprostowane „na Japonkę” i nasączone odżywką włosy wymanikiurowanymi dłońmi, podczas gdy chłopcy – po rewitalizacji podczas kolacji ze stekiem – trzymali je za ramiona, żeby nie chwiały się na obcasach. Wieczór, jak to na początku listopada, był chłodny, ale najwyraźniej nikt nie zauważył, że czerwiec już się skończył. Skóra – lśniąca po peelingu, polerowaniu, woskowaniu, nawilżaniu i opalaniu – była widoczna wszędzie, od ogromnych połaci przybrązowionych dekoltów do ledwie błyskających pasków brzucha i tych części ud, które rzadko widuje się poza plażą i gabinetem ginekologa. Kilka osób kołysało się w rytm powolnej muzyki, która przedostawała się przez imponujące stalowe drzwi, a większość wydawała się dosłownie rozćwierkana na samą myśl o tym, co ma do zaoferowania noc: uczucia, z jakim pierwsze martini trafia do krwiobiegu, wrażenia, że pulsowanie muzyki przenika ci biodra, papierosowego dymu, palącego, lecz pysznego, szansy na przyciśnięcie tej perfekcyjnej skóry do innej skóry. Nie istnieje nic bardziej uderzającego do głowy niż sobotnia noc w Nowym Jorku, kiedy stoisz przed najnowszym, najbardziej szykownym miejscem w mieście, w otoczeniu wszelkiego rodzaju olśniewających ślicznych ciał, wibracji mówiącej, że każda fantazja tylko czeka, żeby się ziścić… Jeśli tylko zdołasz wejść do środka.
Ku mojemu zaskoczeniu Will nie był specjalnie zachwycony prasą, jakiej doczekała się moja jednonocna przygoda parę tygodni wcześniej. Zadzwoniłam do niego po pracy, by się przywitać, sądząc, że nie czytuje „Nowojorskiej Bomby” i są spore szanse, że niczego nie wie, ale bardzo, bardzo się myliłam. Wyglądało na to, że wszyscy zaczęli czytywać „Nowojorską Bombę” – i co gorsza, że czytywali ją wyłącznie dla rubryki Wtajemniczonej Ellie.
– O, Bette, twój wujek strasznie się niecierpliwił, czekając, aż zadzwonisz. Sekunda, już go daję – powiedział Simon dość formalnym tonem, nie siląc się nawet na pytanie, jak się miewam i kiedy wpadnę na kolację, co zawsze robił.
– Bette? To naprawdę ty? Sława osobiście raczyła zadzwonić do starego wujka, hę?
– Sława? O czym, u licha, mówisz?
– Och, sam nie wiem, może o tym skromnym kawałku poświęconym mojej „tajemniczej siostrzenicy”. Najwyraźniej twój nowy chłopak jest dość modny, więc jego, eee, kobiety są często rejestrowane dla potomności na świetnych dziennikarsko stronach „Bomby”. Nie widziałaś?
– Mój chłopak? Masz na myśli sławnego Philipa Westona, jak zgaduję?
– W rzeczy samej, kochanie, w rzeczy samej. Niezupełnie to miałem na myśli, kiedy zachęcałem cię, żebyś wyszła i kogoś poznała, ale co ja mogę wiedzieć? Jestem tylko starym człowiekiem, który żyje życiem swojej pięknej młodej siostrzenicy. Jeśli znajdujesz całą tę brytyjskość i styl zepsutego białego dzieciaka, który popala trawę, pociągającym, cóż, jestem jak najdalszy od tego, by mówić co innego…