KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Przygody Erasta Fandorina #8
- Язык: польский
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:
* * *
Zanim przebiegłem od landa Marii Fiodorowny do konnej grupy wielkich książąt, musiałem się zatrzymać, ponieważ pochód wstąpił akurat na plac Tryumfalny i mój manewr zbyt rzucałby się w oczy. Zegar wskazywał już wpół do drugiej. Czasu pozostawało coraz mniej.
Dogodny moment nadszedł dopiero wtedy, kiedy z dachu wielkiego domu na rogu Twerskiej wzbiły się w niebo rakiety, zostawiając za sobą różnokolorowe smugi. Publiczność jak na rozkaz zadarła głowy, krzycząc z zachwytu, a ja szybko przeciąłem otwartą przestrzeń i schowałem się między końskimi kłębami. Każdego z koni, na których siedziały ich wysokości, prowadził za uzdę - zgodnie z ceremoniałem - któryś z dworskich kawalerów. Dostrzegłem Pawła Gieorgijewicza, z zatroskanym obliczem niebieskozielonej barwy; obok maszerował dziarski i rumiany Endlung.
- Afanasij! - wezwał mnie żałośnie jego wysokość. - Nie mam siły. Zdobądź trochę zupy ogórkowej. Na Boga, zaraz zwymiotuję...
- Niech pan jeszcze trochę pocierpi - powiedziałem. - Już zaraz Kreml.
I zacząłem się przeciskać dalej. Ze zdziwieniem popatrzył na mnie jakiś ważny pan - sądząc po czerwonych wypustkach na obszyciach i po guzach z myśliwskimi rożkami, jeden z jegiermajstrów, którzy ostatnimi laty tak się rozmnożyli, że wszystkich nie da się spamiętać.
Trzech wujów najjaśniejszego pana sformowało pierwszy szereg orszaku wielkoksiążęcego. Przekradłem się do ryżego konia Gieorgija Aleksandrowicza, schwyciłem uzdę (tak że teraz wiodących było dwóch - ja i sztalmajster, hrabia Antoni Apołłonowicz Opraksin) i milcząc, wsunąłem jego wysokości w dłoń list od Linda.
Ujrzawszy lok, Gieorgij Aleksandrowicz zmienił się na twarzy. Szybko przebiegł wzrokiem linijki, lekko spiął konia ostrogami w podpalane boki i zaczął powoli doganiać samotną postać cesarza. Hrabia w przestrachu wypuścił uzdę. Ja też.
Nie można było wątpić, że teraz w polityce międzynarodowej wybuchnie prawdziwa burza. Tak czy inaczej, na cudzoziemskie dwory i do zagranicznych rządów popłyną szyfrowane depesze: generał-admirał Gieorgij Aleksandrowicz demonstruje swoją specjalną pozycję u boku cara i najprawdopodobniej od dziś należy go uważać za najbardziej wpływową personę w rosyjskim imperium. A niech im tam! Teraz mam na głowie ważniejsze sprawy.
Dumnie trzymając się pod boki, dokładnie tak jak krewniak, jego wysokość powoli zbliżył się do najjaśniejszego pana i jechał teraz tylko o pół kopyta za nim. Dorodna sylwetka generała-admirała wyglądała znacznie bardziej imponująco niż szczupła figura samodzierżawcy. Po drżeniu bujnego wąsa jego wysokości domyśliłem się, że Gieorgij Aleksandrowicz, nie odwracając głowy, opowiada cesarzowi o liście. Głowa cara zauważalnie skłoniła się na bok. Potem tak samo zadrżał mu wąs, nie tak bujny jak u Gieorgija Aleksandrowicza, i wielki książę zaczął nieco zwalniać, aż zrównał się z braćmi.
Ponieważ znajdowałem się całkiem blisko, usłyszałem, jak Kirył Aleksandrowicz z wściekłością wyszeptał:
- Tu es fou, Georgie, ou quoi?* [Co ty, Georgie, oszalałeś? (fr.).]
* * *
Nie wiem, czy moskwianie zauważyli, że gdy uroczysty orszak wstąpił na Twerską, kolumna znacznie przyspieszyła. Już dwadzieścia minut później najjaśniejszy pan wjeżdżał w Bramę Spasską, a po upływie następnego kwadransa spod ganku Wielkiego Pałacu Kremlowskiego odjechały jedna za drugą zasłonięte karety.
Wtajemniczeni udawali się do Ermitażu na nadzwyczajne zebranie.
Tym razem do małej bawialni przybyła i najjaśniejsza pani, od której woli zależał dalszy bieg wydarzeń.
Ponieważ musiałem podawać na chybcika do stołu lekkie przekąski, kawę, wodę selcerską i oranżadę dla najjaśniejszej pani (nic tak nie rozbudza pragnienia i apetytu jak długotrwałe ceremonie), nie słyszałem początku posiedzenia i odtworzyłem jego przebieg dopiero po czasie na podstawie replik uczestników.
Nie byłem zatem świadkiem bardzo drażliwej dyskusji z carycą na temat szafirowej kokardy. Zastałem najjaśniejszą panią jeszcze rozgniewaną, ale już pogodzoną z nieuniknionym.
- Jednak pomazaniec obiecał, że biżuteria bezwarunkowo zostanie mi zwrócona w całości - mówiła surowo najjaśniejsza pani do oberpolicmajstra Łasowskiego, kiedy wszedłem z tacą.
Z tych słów, a także z nadętej miny pułkownika Karnowicza, wywnioskowałem, że po wczorajszym niepowodzeniu kierownictwo operacji przekazano moskiewskiej policji. W spotkaniu brał udział także Fandorin - można przypuszczać, że w roli doradcy.
Najjaśniejsza pani nie miała czasu się przebrać i była w paradnej sukni z białego brokatu, utkanej drogocennymi kamieniami, i z ciężką brylantową kolią; wielcy książęta nie zdążyli zdjąć gwiazd, wstęg orderowych i andriejewskich łańcuchów. Od całego tego migotania skromny, ciasny pokój nagle wydał mi się podobny do składziku, w którym przechowuje się ozdoby choinkowe.
- Ręczę głową, wasza cesarska wysokość - zameldował brawurowo Łasowski. - Szafiry nigdzie nie znikną, Michała Gieorgijewicza oswobodzimy, a całą szajkę złapiemy. - Nerwowo potarł dłonie i na ten wulgarny gest Aleksandra Fiodorowna lekko zmarszczyła nos. - Wszystko pójdzie jak najlepiej, ponieważ tym razem ten łajdak Lind sam zastawił na siebie pułapkę. Pozwólcie, że wyjaśnię. Już przygotowałem plan.
Zsunął na bok nakrycia, które dopiero co troskliwie rozstawiłem, chwycił nakrochmaloną serwetkę i rozłożył ją pośrodku.
- Oto Arbat i jego okolica, drugi rewir Prieczystieński. Guwernantka wyjdzie z kolaski o tutaj, przy Małym Afanasjewskim, potem, jakby się wahając, zwolni i skręci w Wielki Afanasjewski, stamtąd na Siwcew Wrażek, następnie...
Jeszcze dość długo wyliczał zakręty, sprawdzając je ze spisem na papierze. Wszyscy słuchali uważnie, chociaż jej carskiej wysokości, sądząc po pełnym obrzydzenia grymasie w kąciku ust, mocno doskwierał zapach potu, bijący od rozgorączkowanego oberpolicmajstra.
- Razem... już podliczyłem... pokona dziewiętnaście odcinków, przy których stoi dwieście trzydzieści domów. - Łasowski tryumfalnie obejrzał się na cesarza. - I w każdym z tych domów będzie się znajdował mój człowiek. W każdym! Właśnie tym zajmują się teraz moi pomocnicy. To oznacza, że marszruta guwernantki przez cały czas będzie w polu naszego widzenia, a złoczyńcy się o tym nie dowiedzą, ponieważ filerzy, agenci i przebrani policjanci miejscy ukryją się w domach obywateli i w ich mieszkaniach. Jeśli guwernantka przejdzie całą trasę i nikt jej nie zaczepi, to powtórzy spacer tyle razy, ile będzie potrzeba.