Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów

Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:

Podczas przygotowań do koronacji cara Mikołaja II porwany zostaje syn Wielkiego Ksiecia Georgija Aleksandrowicza. Porywacz jako okupu żąda `Orłowa`. Ten bezcenny brylant zdobiący berło jest narodową świętością. Fandorin wie, że zbrodniarz nie zwykł zostawiać swych ofiar przy życiu. Musi więc wygrać wyścig z czasem.
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 104
Перейти на страницу:

Przy samym moim uchu dał się słyszeć przyspieszony oddech - to mademoiselle. Ona także rozsunęła liście i patrzyła na całującą się parę. Przeraził mnie dziwny wyraz jej twarzy: brwi jakby uniesione w wesołym zadziwieniu i drżący półuśmieszek na ustach. Ta podwójnie skandaliczna sytuacja - sam pocałunek i nasze mimowolne podglądactwo - spowodowała, że oblatem się zimnym potem. A moja wspólniczka, jak się wydaje, żadnego nietaktu w tym nie widziała.

Pieszczoty trwały bardzo długo. Nie przypuszczałem, że można tak się całować bez żadnej przerwy. Zresztą na zegar nie patrzyłem i możliwe, że samo oczekiwanie wydawało mi się wprost nieskończone z powodu okropności tego, co się zdarzyło.

Wreszcie ramiona opadły, zwolniwszy uścisk, i zdążyłem dostrzec świecące oczy jej wysokości i oszołomioną, zupełnie nie taką jak zawsze fizjonomię uwodziciela. A potem Ksenia Gieorgijewna ze zdecydowaną miną wzięła Fandorina za rękę i wraz z nim odeszła.

- Jak myślicie, dokąd ona go prowadzi? - spytałem szeptem, starając się nie patrzeć na mademoiselle.

Rozległ się dziwny dźwięk, podobny do chichotu. Spojrzałem ze zdziwieniem na guwernantkę, ale wyglądała na zupełnie poważną.

- Dziękuję za hehbatę, Afanasiju Stiepanowiczu - rzekła mademoiselle, kłaniając się figlarnie, i zostawiła mnie samego.

Próbowałem zebrać myśli. Co robić? Honor cesarskiego domu był w niebezpieczeństwie - Bóg wie, jak daleko może zajść ta znajomość, jeśli nie zareaguje się na czas. Powiedzieć Gieorgijowi Aleksandrowiczowi? I dorzucić nowe brzemię na jego barki? Wydało mi się to niemożliwe. Trzeba było wykombinować coś samemu.

Skupić się na najważniejszym nie mogłem, przeszkadzały mi zupełnie zbędne myśli.

Dlaczego mademoiselle wzięła mnie za rękę? Do tej pory czułem suchy żar jej palców.

I jaką wymowę miał ten chichot, jeśli, rzecz jasna, mi się nie przyśnił?

Szyby zadrżały od silnego uderzenia, rozległ się mocarny dźwięk - to z wież Kremla wystrzeliły działa, oznajmiając początek procesji. Znaczy, że minęło południe.

I prawie w tej samej chwili wezwano mnie do przedpokoju. Pocztylion dostarczył codzienną korespondencję i pośród zwykłych kopert, zawierających wszelkie możliwe zaproszenia, zawiadomienia i wezwania do działalności dobroczynnej, znalazła się jedna bez stempla.

Zebraliśmy się nad tym papierowym prostokątem, bielejącym pośrodku stolika przed lustrem: ja, dwóch agentów i Fandorin, niezwykle rumiany i z wyraźnie przekrzywionym kołnierzykiem.

Póki przesłuchiwał pocztyliona - jaką szedł trasą, czy nigdzie nie stawiał torby - ja trzęsącymi się palcami otworzyłem kopertę i razem ze złożoną we czworo kartką wyjąłem lok miękkich, złocistych włosów.

- O Boże! - wyrwało mi się, ponieważ włosy bez wątpliwości należały do Michaiła Gieorgijewicza.

Fandorin zostawił wystraszonego pocztyliona i podszedł do mnie. Razem przeczytaliśmy wiadomość.

Panowie, naruszyliście warunki umowy. Wasz pośrednik próbował odbić towar siłą, nie płacąc umówionej sumy. Jako pierwsze ostrzeżenie posyłam Wam pasmo włosów księcia. Przy następnym wiarołomstwie z Waszej strony otrzymacie jego palec.

Nie mam już zaufania do pana z psimi bakenbardami. Odmawiam dalszych z nim kontaktów. Dzisiaj na spotkanie powinna przyjść guwernantka księcia, którą widziałem w parku. Żeby nie obciążać damy walizką, tym razem bądźcie uprzejmi przekazać mi w charakterze kolejnej spłaty szafirową kokardę roboty lejbjubilerów carycy Elżbiety - ta biżuteria, zdaniem mojego specjalisty, warta jest właśnie milion, no, możliwe, że trochę więcej, ale przecież nie będziemy się spierać o drobiazgi.

Guwernantka powinna spacerować od szóstej wieczorem - zupełnie sama - po Arbacie i jego zaułkach, dowolną trasą. Najlepiej, żeby wybierała miejsca bardziej odludne. Ktoś do niej podejdzie.

Wasz szczerze oddany,

doktor Lind

- Obawiam się, że to niemożliwe - takie były moje pierwsze słowa.

- D-dlaczego? - spytał Fandorin.

- Według spisu biżuterii Korony kokarda stanowi część coffret panującej cesarzowej.

- No i co?

Tylko westchnąłem. Skąd mógł wiedzieć, że dla najjaśniejszej pani, zazdrośnie chroniącej godności swojego ciut niejasnego statusu, klejnoty koronne mają szczególne, bolesne znaczenie.

Wedle obowiązującego ceremoniału owdowiała cesarzowa jest zobowiązana przekazać coffret swojej następczyni, gdy ta tylko zasiądzie na tronie, jednak Maria Fiodorowna, będąca amatorką pięknych rzeczy, a także osobą o specyficznym charakterze (i, powiedzmy to otwarcie, niezbyt lubiąca synową), nie chciała rozstać się z precjozami i zakazała synowi męczyć ją rozmową na ten temat. Powstała niezręczna sytuacja, gdyż najjaśniejszy pan, będący z jednej strony pełnym szacunku synem, a z drugiej kochającym mężem, znalazł się, jak to mówią, między młotem a kowadłem, nie wiedząc, jak ma postąpić. Konflikt trwał wiele miesięcy i zakończył się całkiem niedawno nieoczekiwanym, ale stanowczym demarche młodej cesarzowej. Kiedy po wielokrotnych aluzjach, a nawet bezpośrednich żądaniach, wyrażonych przez najjaśniejszą panią, Maria Fiodorowna przysłała niewielką część coffret (głównie nielubiane szmaragdy), Aleksandra Fiodorowna oznajmiła mężowi, że uważa noszenie biżuterii za oznakę złego smaku i od tej chwili na żadne ceremonie nie będzie wkładała brylantów, szafirów, pereł, złota ani innych próżnych ozdóbek. I powołała się na Pismo Święte, gdzie powiedziano: „Lepsze jest dobre imię od wielkiego bogactwa, a dobra sława lepsza niż srebro i złoto”. Po takiej groźbie cesarzowa matka musiała rozstać się z klejnotami i - o ile mi wiadomo - całą zawartość coffret Aleksandra Fiodorowna przywiozła do Moskwy, aby na niezliczonych balach, przyjęciach, ceremoniach stanąć przed poddanymi i cudzoziemskimi posłami w pełnym blasku.

Należało natychmiast dotrzeć do Gieorgija Aleksandrowicza.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)