Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]
- Автор: Фармер Филип Хосе
- Год: 1997
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-86572-27-2
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]». Краткое содержание книги:
Obaj mężczyźni zwrócili się przeciw niej i cała trójka kłóciła się głośno, póki wartownik nie zaczął bić ich kijem.
— Nie wytrzymam tego dłużej — powiedział później Targoff przez opuchnięte wargi. — Już wkrótce… sam zabiję tego strażnika.
— Masz jakiś plan? — zapytał gorączkowo Frigate, lecz Targoff nie odpowiedział.
Krótko przed świtem niewolników obudzono i poprowadzono do kamienia obfitości. Znowu dano im tylko odrobinę jedzenia. Potem, podzieleni na grupy, pomaszerowali do pracy. Burton i Frigate poszli nad północną granicę, gdzie z tysiącem innych harowali ciężko przez cały dzień, nadzy pod palącymi promieniami słońca. Jedyny wypoczynek przysługiwał im w południe, gdy zanieśli swoje rogi obfitości do kamienia i zostali nakarmieni.
Goring zamierzał wybudować mur pomiędzy górami a Rzeką; miał też zamiar postawić drugi mur, biegnący wzdłuż całych dziesięciu mit brzegu rozlewiska i trzeci na jego południowym końcu.
Burton i pozostali musieli kopać głęboki rów i wznosić mur z wykopanej ziemi. Była to ciężka praca, gdyż do dyspozycji mieli tylko kamienne motyki. Korzenie traw tworzyły splątaną gęsto, bardzo wytrzymałą sieć, którą można było przeciąć dopiero wielokrotnie powtarzanymi uderzeniami. Ziemię i korzenie zbierano drewnianymi szpadlami i rzucano na bambusowe sanie. Ludzkie zaprzęgi wciągały je na szczyt muru, gdzie ziemię rozrzucano, czyniąc ten mur jeszcze wyższym i grubszym.
Przed nocą niewolników odprowadzono do zagrody. Większość zasnęła niemal natychmiast, lecz Targoff — rudowłosy Izraelczyk przykucnął obok Burtona.
— Od czasu do czasu docierają tu jakieś plotki — powiedział. — Słyszałem o bitwie, jaką stoczyła twoja załoga. Słyszałem też, że odmówiłeś przyłączenia się do Goringa i tej jego świni.
— A co na temat mojej niesławnej książki? — zapytał Burton.
Targoff uśmiechnął się.
— Nic, dopóki Ruacomi nie opowiedział. Twoje czyny mówią same za siebie. Poza tym Rwach jest bardzo wyczulony na pewne sprawy. Trudno mieć do niego pretensję po tym wszystkim, co przeszedł. Lecz nie wydaje mi się, że zachowałbyś się tak, jak się zachowałeś, gdybyś byt taki, jak on twierdzi. Myślę, że jesteś porządnym chłopem, takim, jakiego mi potrzeba. A więc…
Mijały dni ciężkiej pracy i niewielkich racji żywnościowych. Z plotek Burton dowiedział się o losie kobiet Wilfreda i Fatima trafiły do apartamentów Campbella. Loghu była z Tulliusem. Alicję Goring zatrzymał na tydzień, by potem oddać ją swemu adiutantowi, niejakiemu Mandfredowi von Kreyscharft. Chodziły słuchy, że Goring skarżył się na jej oziębłość i chciał ją podarować swojej ochronie osobistej do zabawy, alt poprosił o nią von Kreyscharft.
Burtona cierpiał: Nie mógł znieść podsuwanych mu przez wyobraźnię obrazów Alicji z Goringiem i von Kreyscharftem. Musiał powstrzymać te bestie lub zginąć próbując. Późną nocą z baraku, który dzielił z dwudziestoma pięcioma innymi przeczołgał się do chaty Targoffa i obudził go.
— Byłeś pewien, że muszę stanąć po twojej stronie — szepnął. — Kiedy masz zamiar mi zaufać? Ostrzegam cię, że jeśli będziesz nadal zwlekał, podniosę bunt z własną grupą i wszystkimi, którzy się do nas przyłączą.
— Ruach opowiedział mi więcejo tobie — odparł Targoff. — Przedtem nie rozumiałem, o co mu chodzi. Czy Żyd może ufać komuś, kto napisał taką książkę? Czy można wierzyć, że taki człowiek nie zwróci się przeciwko nam, gdy tylko wspólny nieprzyjaciel zostanie pokonany?
Burton otworzył usta, by odpowiedzieć gniewnie i zaraz je zamknął. Gdy się odezwał, jego głos był całkowicie spokojny.
— Przede wszystkim moje czyny na Ziemi wołają głośniej, niż moje drukowane słowa. Byłem przyjacielem i obrońcą wielu Żydów; wielu moich przyjaciół było Żydami.
— Ostatnie zdanie jest zwykle wstępem do ataku na Żydów — zauważył Targoff.
— Być może. Ale jeśli nawet to, co mówi Ruach jest prawdą, to Richard Burtona który stoi przed tobą w tej dolinie nie jest Burtonem, który żył na Ziemi. Uważam, że zdobyte tu doświadczenia zmieniły każdego. Jeśli ktoś się nie zmienił, to jest niezdolny do zmian. Lepiej byłoby dla niego, gdyby umarł. Wiele się nauczyłem przez czterysta siedemdziesiąt sześć dni, jakie spędziłem na Rzece. Potrafię zmienić zdanie. Słuchałem Ruacha i Frigate'a. Kłóciłem się z nimi często i gorąco. I chociaż wtedy nie chciałem tego przyznać, myślałem wiele o tym, co mi powiedzieli.
— Nienawiść do Żydów jest czymś, co kształtuje się od dziecka — odparł Targoff. — Co staje się częścią systemu nerwowego. Żaden akt woli nie zdoła jej usunąć, chyba że jest osadzona bardzo płytko, albo wola jest niezwykle silna. Dzwoni dzwonek i pies Pawłowa ślini się. Pada słowo Żyd i system nerwowy rusza do szturmu na cytadelę umysłu goja. Tak samo, jak słowo Arab szturmuje mój umysł. Jednak ja mam rzeczywiste podstawy, by nienawidzieć wszystkich Arabów.
— Dość długo już prosiłem — oświadczył Burton. — Albo mnie przyjmiesz, albo mnie odrzucisz. W każdym przypadku wiesz, co zrobię.
— Przyjmę — rzekł Targoff. — Jeżeli ty potrafisz zmienić poglądy, to ja takie potrafię. Pracowałem z tobą i jadłem z tobą chleb. Chcę wierzyć, że umiem oceniać charaktery. Powiedz, gdybyś ty miał to zaplanować, co byś ty zrobił?
Słuchał uważnie. Kiedy Burton skończył, pokiwał głową. — Bardzo podobnie do mojego planu. A teraz…
16
Następnego dnia, zaraz po śniadaniu, kilku strażników przyszło do Burtona i Frigate'a. Targoff spoglądał na Burtona ponuro, ten zaś wiedział, o czym myśli były komandor. Nic nie mógł na to poradzić, mógł tylko pomaszerować do „pałacu”. Goring siedział w dużym, drewnianym fotelu i palił fajkę. Poprosił, by usiedli i poczęstował ich cygarami i winem.
— Co jakiś czas — wyjaśnił — lubię trochę się odprężyć i porozmawiać z kimś poza moimi kolegami, którzy nie są szczególnie błyskotliwi. Interesuje mnie szczególnie rozmowa z tymi, którzy żyli po mojej śmierci, a także z ludźmi swego czasu sławnymi. Jak dotąd nie mam ich zbyt wielu, ani jednych, ani drugich.
— Po tobie żyło wielu izraelskich więźniów — zauważył Frigate.
— Ach, Żydzi! — Goring machnął fajką. — To właśnie stwarza problem. Za dobrze mnie znają. Są ponurzy, kiedy próbuję z nimi rozmawiać i zbyt wielu chciało już mnie zabić, żebym mógł się czuć przy nich swobodnie. Zresztą nie mam nic przeciwko nim. Nie przepadam za nimi, ale wielu moich przyjaciół było Żydami…
Burton poczerwieniał.
Goring possał fajkę i mówił dalej.
— Fuhrer był wielkim człowiekiem, ale czasem zachowywał się jak idiota. Ten jego stosunek do Żydów! Osobiście mniej się tym przejmowałem. Niemcy w moich czasach były jednak antyżydowskie, a jeżeli człowiek chce do czegoś dojść, musi nadążać za Zeitgeistem. Lecz dość już o Żydach. Nawet tutaj nie można się od nich uwolnić.
Paplał przez chwilę, potem zadał Frigate'owi masę pytań na temat losów swoich współczesnych i historii powojennych Niemiec.
— Gdybyście wy, Amerykanie, mieli choć odrobinę politycznego rozsądku, wypowiedzielibyście wojnę Rosji zaraz po naszej kapitulacji. Walczylibyśmy przeciwko bolszewikom razem z wami.
Frigate milczał. Goring opowiedział kilka „zabawnych”, bardzo nieprzyzwoitych historyjek, po czym poprosił Burtona, żeby streścił swoje niezwykłe doświadczenie, jakie przeżył przed zmartwychwstaniem w dolinie Rzeki.