Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]
- Автор: Фармер Филип Хосе
- Год: 1997
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-86572-27-2
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]». Краткое содержание книги:
Po południu bębny ogłosiły, że Spruce został schwytany. Trzy godziny później stanął przed Radą w nowo wybudowanej sali obrad. Członkowie Rady usiedli za stołem. Drzwi zamknięto, gdyż wszyscy uznali, że sprawę załatwi się skuteczniej bez tłumu gapiów. Do sali wpuszczono także Monata, Kazza i Frigate'a.
— Lepiej powiem ci to od razu — zaczął Burton. — Postanowiliśmy nie cofnąć się przed niczym, by zmusić cię do wyznania prawdy. Użycie tortur jest przeciwne zasadom wyznawanym przez każdego z siedzących za tym stołem. Z odrazą i pogardą myślimy o ludziach, którzy się do tortur uciekają. Uważamy jednak, że w tej sprawie należy złamać te zasady.
— Nigdy nie wolno łamać zasad — odparł spokojnie Spruce. — Cel nigdy nie uświęca środków. Nawet jeżeli trzymanie się zasad oznacza porażkę, śmierć czy pozostanie w niewiedzy.
— Stawka jest zbyt wielka — rzekł Targoff. — Ja, który byłem ofiarą ludzi pozbawionych zasad, Ruach, którego torturowano wiele razy, inni — wszyscy się z tym zgadzamy. Użyjemy ognia i noża, jeśli nas do tego zmusisz. Musimy poznać prawdę. Powiedz, czy jesteś jednym z Tych, Którzy sprawili nasze zmartwychwstanie?
— Jeżeli będziecie mnie torturować, to staniecie się nie lepsi niż Goring i jemu podobni — oświadczył Spruce. — Więcej, będziecie gorsi, gdyż zmuszacie się do bycia takimi jak on, aby osiągnąć coś, co być może nie istnieje. Lub, jeżeli istnieje, może nie być warte takiej ceny.
— Powiedz nam prawdę — powtórzył Targoff. — Nie kłam. Wiemy, że jesteś agentem, może nawet jednym z bezpośrednich Sprawców.
— Tam na kamieniach płonie ogień — wtrącił Burton. — Jeśli natychmiast nie zaczniesz mówić, będziemy zmuszeni… no cóż, przypiekanie nie będzie jeszcze najgorsze. Jestem ekspertem chińskich i arabskich tortur. Zapewniam cię, że opracowali oni bardzo wyrafinowane metody dochodzenia do prawdy. Nie będę miał oporów przed praktycznym wykorzystaniem swej wiedzy.
— Jeśli to zrobisz, możesz utracić życie wieczne — Spruce był blady i zlany potem. — A na pewno cofnie cię to w twej podróży i odsunie cel ostateczny.
— Co jest tym celem? — spytał Burton.
Spruce zignorował go.
— Nie możemy wytrzymać bólu — szepnął. — Jesteśmy zbyt delikatni.
— Będziesz mówił? — zapytał Targoff.
— Nawet idea samobójstwa jest bolesna i należy jej unikać, póki nie ma innego wyjścia — mamrotał Spruce. — Mimo, iż wiem, że znów będę żył.
— Przypieczcie go nad ogniem — polecił Targoff dwóm ludziom, którzy trzymali jeńca.
— Jedną chwilę — wtrącił Monat. — Spruce, nauka mojej rasy znacznie wyprzedziła ziemską. Dlatego mam większe możliwości stawiania rozsądnych hipotez. Może zdołamy oszczędzić ci cierpień nad ogniem i bólu zdrady swej sprawy, jeżeli tylko potwierdzisz to, co powiem. W ten sposób nie staniesz się zdrajcą.
— Słucham — rzekł Spruce.
— Moja teoria mówi, że jesteś Ziemianinem. Pochodzisz z okresu o wiele późniejszego niż rok 2008. Musisz być potomkiem tych nielicznych, którzy przeżyli mój skaner śmierci. Sądząc po technologii i energii potrzebnej do przebudowy tej planety w jedną potężną Dolinę Rzeki, twój czas jest bardzo odległy od dwudziestego pierwszego wieku. Powiedzmy, wiek pięćdziesiąty?
Spruce spojrzał na ogień.
— Dodaj jeszcze dwa tysiące lat — powiedział.
— Jeżeli ta planeta jest wielkości Ziemi, to może pomieścić tylko pewną liczbę ludzi: Gdzie są inni, dzieci urodzone martwo i te, które umarły zanim skończyły pięć lat, imbecyle, idioci i ci, którzy żyli po dwudziestym pierwszym wieku?
— Są gdzie indziej — odparł Spruce. Zerknął na płomienie i zacisnął wargi.
— Naukowcy mojej planety — mówił dalej Monat — uważali, że kiedyś będą w stanie zajrzeć w przeszłość. Nie będę wchodził w szczegóły, ale istniała możliwość, że minione zdarzenia mogą być obserwowane i zapisywane. Naturalnie, podróże w czasie to czysta fantazja. Lecz jeśli twoje społeczeństwo potrafiło zrealizować to, o czym my myśleliśmy tylko teoretycznie? Jeżeli zapisali w pamięci każdą ludzką istotę, jaka kiedykolwiek żyła na Ziemi? Znaleźli tę planetę i przekształcili ją w Dolinę Rzeki? Gdzieś, może tuż pod powierzchnią, użyli tych zapisów i zamiany energii w materię, powiedzmy ciepła z płynnego jądra planety, by odtworzyć w pojemnikach ciała zmarłych? Przy pomocy technik biologicznych odmłodzili te ciała, przywrócili im utracone kończyny, oczy i tak dalej, a także poprawili wszystkie fizyczne defekty? Potem dokonaliście zapisu tych nowo stworzonych ciał, by przechować go w jakimś ogromnym zespole pamięciowym i zniszczyliście ciała w pojemnikach. I odtworzyliście je na nowo wykorzystując przewodliwy metal, używany także przy ładowaniu naszych rogów obfitości. Urządzenia mogą być ukryte pod ziemią. Wtedy zmartwychwstanie następowałoby bez odwoływania się do nadnaturalnych instancji. Pozostaje jednak zasadnicze pytanie: dlaczego?
— Gdyby to wszystko leżało w twojej mocy, czy nie uznałbyś tego za swój etyczny obowiązek? — zapytał Spruce.
— Tak, ale wskrzesiłbym tylko tych, którzy na to zasługują.
— A gdyby inni nie uznali twoich kryteriów? Czy naprawdę uważasz, że jesteś dość mądry i dobry, żeby wydawać sądy? Czy chciałbyś postawić się na pozycji Boga? Nie, szansa należy się wszystkim, nieważne jacy byli okrutni, egoistyczni czy głupi. Potem wszystko zależy już od nich…
Zamilkł nagle, jakby pożałował swojego wybuchu i nie zamierzał powiedzieć ani słowa więcej.
— Poza tym — rzekł Monat — chcecie pewnie prowadzić studia nad ludzkością taką, jaka istniała w przeszłości. Chcecie zapisać wszystkie języki, jakimi mówił człowiek, jego obyczaje, filozofie, jego biografie. Po to potrzebni są wam agenci, badacze i obserwatorzy, udający wskrzeszonych, wmieszani między ludzi Rzeki. Jak długo potrwają te badania? Tysiąc lat? Dwa? Dziesięć? Milion? I co potem z nami zrobicie? Mamy tu zostać na zawsze?
— Zostaniecie tu tyle czasu, ile zajmie wam rehabilitacja! — krzyknął Spruce. — Potem…
Umilkł. Rozejrzał się ponurym wzrokiem i powiedział:
— Przy dłuższym kontakcie z wami nawet najtwardsi z nas przejmują wasze cechy. Sami musimy przechodzić rehabilitację. Już czuję się nieczysty…
— Przypieczcie go trochę — polecił Targoff. — Dowiemy się całej prawdy.
— Nie, nie dowiecie się — wrzasnął Spruce. — Już dawno powinienem to zrobić. Kto wie, co…
Upadł, a jego skóra przybrała odcień szaroniebieski. Doktor Steinborg, członek Rady, pochylił się nad nim, lecz dla wszystkich było oczywiste, że Spruce nie żyje.
— Niech go pan zabierze, doktorze — powiedział Targoff. — Proszę zrobić sekcję. Zaczekamy na wyniki.
— Z kamiennymi nożami, bez chemikaliów, bez mikroskopów, jakich wyników można oczekiwać? spytał Steinborg. — Ale zrobię, co będę mógł.
Wyniesiono ciało.
— Dobrze, że nie zmusił nas do przyznania, że bluffujemy — stwierdził Burton. — Gdyby nie chciał mówić, pewnie by nas pokonał.
— Więc nie mieliście zamiaru naprawdę go torturować? — upewnił się Frigate. — Miałem taką nadzieję. Gdybym się mylił, wyszedłbym stąd natychmiast, by was więcej nie oglądać.
— Oczywiście, że tylko go straszyliśmy — odrzekł Ruach. — Sprute miał rację. Nie bylibyśmy lepsi od Goringa. Były jednak inne środki, choćby hipnoza. Burton, Monat i Steinborg są ekspertami w tej dziedzinie.
— Problem w tym, że wciąż nie wiemy, czy powiedział prawdę — zauważył Targoff. — Właściwie mógł kłamać. Monat próbował domysłów, ale jeżeli się mylił, to Sprute zgadzając się z nim, mógł nas wyprowadzić w pole. Nie ma żadnej pewności.