Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]
Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]

Электронная книга - «Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]». Краткое содержание книги:

Sir Richard Burton, dziewiętnastowieczny angielski podróżnik, pisarz i awanturnik, umiera. Jednak śmierć nie jest końcem, jest początkiem. Budzi się w dziwnym świecie — ogromnej krainie, będącej doliną nieskończenie długiej rzeki. Krainie zamieszkanej przez wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli i umarli na ziemi — od neandertalczyków po kluczowe postacie naszej historii. Wraz z grupką niezwykłych towarzyszy wyrusza w podróż ku źródłom Rzeki w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania zasadnicze — czym jest ten świat, kto go stworzył i kto w nim ustanawia prawa. Powieść, rozpoczynająca jeden z najsłynniejszych cykli fantastycznych, zdobyła nagrodę Hugo (1972) i uznanie czytelników na całym świecie.
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 55
Перейти на страницу:

Na czele uciekających biegł długonogi Campbell i w niego Burton cisnął swoją włócznię. Dla Szkota ten pocisk z ciemności musiał być absolutnym zaskoczeniem. Zbyt późno spróbował się uchylić — krzemienny grot wbił się w ciało pomiędzy lewym ramieniem i piersią. Campbell upadł na bok. Próbował jeszcze się podnieść, ale Burton kopniakiem powalił go na ziemię.

Szkot wywracał oczami, z ust pociekła mu strużka krwi. Dotknął palcem drugiej rany, głębokiej szramy tuż pod żebrem.

— Two… twoja kobieta… Wilfreda… mi to zrobiła — wykrztusił. — Ale zabiłem ją za to, tę sukę… Burton chciał go zapytać, gdzie jest Alicja, ale Kazz, wrzeszcząc coś w swoim języku, z całej siły uderzył Szkota w głowę maczugą. Burton podniósł włócznię i pobiegł naprzód.

— Nie zabijaj Goringa! — krzyknął do Kazza. — Zostaw go mnie!

Neandertalczyk nie słyszał. Był zajęty walką z dwoma Onondagami. Burton zauważył nagle przebiegającą obok Alicję. Pochwycił ją i odwrócił twarzą do siebie. Krzyczała i broniła się. Burton krzyknął głośno jej imię. Rozpoznała go, opadła mu w ramiona i rozpłakała się. Chciał ją uspokoić, ale bał się, że Goringowi uda się uciec. Odsunął ją więc i pobiegł za Niemcem. Cisnął włócznię. Otarła się o głowę Goringa; ten wrzasnął i zaczął rozglądać się za jakąś bronią, lecz Burton był już przy nim. Runęli na ziemię i zaczęli się tarzać, próbując zadusić się nawzajem.

Coś uderzyło Burtona w tył głowy. Oszołomiony rozluźnił uchwyt. Goring przycisnął go do ziemi i rzucił się do włóczni. Chwycił ją, wstał i ruszył w stronę leżącego. Burton próbował wstać, ale jego nogi zdawały się zrobione z gliny. Wszystko wokół wirowało. Goring zachwiał się nagle — Alicja złapała go z tyłu za nogi — i upadł na twarz. Burton raz jeszcze spróbował się podnieść, stwierdził, że z trudem może ustać, przeszedł kilka kroków i przewrócił się na Goringa. Znów zaczęli walczyć. Goring zacisnął mu palce na gardle. Wtedy nad ramieniem Burtona przemknęła strzała, zdzierając mu skórę, a jej kamienny grot wbił się Goringowi w krtań.

Burton wstał, chwycił włócznię i wbił ją w gruby brzuch przeciwnika. Tamten spróbował usiąść, ale przewrócił się na wznak i skonał. Alicja opadła na ziemię i rozpłakała się.

O świcie bitwa dobiegła końca. Do tej pory niewolnicy wyrwali się ze wszystkich zagród. Wojownicy Goringa i Tulliusa zostali zmiażdżeni pomiędzy armiami Onondaga i więźniów, niby plewy na młyńskich kamieniach. Indianie, którzy zaatakowali pewnie tylko po to, by rabować i zdobyć więcej niewolników oraz ich rogów obfitości, wycofali się. Wsiedli do swych dłubanek i canoe, po czym powiosłowali na drugi brzeg. Nikt nie miał ochoty ich ścigać.

17

Nadeszły dni wypełnione pracą. Przybliżone obliczenia wskazywały, że co najmniej połowa z 20000 mieszkańców małego królestwa Goringa została zabita, ciężko ranna, porwana przez Onondagów lub uciekła. Rzymianin Tullius Hostillius najwyraźniej zdołał uciec. Ci, którzy przeżyli, wybrali coś w rodzaju rządu. Targoff, Burton, Spruce, Ruach i jeszcze dwóch innych utworzyli komitet wykonawczy mający szerokie, choć tymczasowe uprawnienia. John de Greystock znikł. Widziano go na początku bitwy, a potem wszyscy jakoś stracili go z oczu.

Alicja Hargreaves przeprowadziła się do chaty Burtona. Żadne z nich nie próbowało wyjaśniać, jak to się stało i dlaczego.

Dopiero później powiedziała:

— Frigate uważa, że jeśli cała planeta przypomina tereny, które widzieliśmy, a nie ma powodu w to nie wierzyć, to Rzeka musi mieć co najmniej dwadzieścia milionów mil długości. To nie do wiary, ale nie do wiary jest też nasze zmartwychwstanie i wszystko na tym świecie. Poza tym wzdłuż Rzeki może mieszkać trzydzieści pięć do trzydziestu siedmiu miliardów ludzi. Jaką mam szansę, by znaleźć swego ziemskiego męża? Poza tym kocham cię. Wiem, że nie okazywałam tego. Ale coś się we mnie zmieniło. Może spowodowało to wszystko, co tu przeżyłam. Nie sądzę, żebym na Ziemi mogła cię pokochać. Mógłbyś mnie fascynować, ale coś by mnie w tobie odpychało, może nawet przerażało. Nie mogłabym tam być dla ciebie dobrą żoną. A raczej dobrą towarzyszką życia, gdyż nie ma chyba żadnej władzy czy instytucji religijnej, która udzieliłaby nam ślubu. Już to dowodzi, jak bardzo się zmieniłam. Żeby spokojnie żyć z człowiekiem, który nie jest moim mężem…! Tak to wygląda.

— Nie żyjemy już w epoce wiktoriańskiej — odparł Burton. — Jak nazwać ten wiek… Erą Melange'u? Okresem Mieszanym? W końcu powstanie Kultura Rzeczna, Nadbrzeżny Świat, czy raczej wiele rzecznych kultur.

— Pod warunkiem, że przetrwa. Wszystko zaczęło się tak nagle; może się skończyć równie szybko i nieoczekiwanie.

Z pewnością, pomyślał Burton zielonkawa Rzeka, trawiasta równina, zalesione wzgórza i niezdobyte góry nie przypominały mglistej wizji Shakespeare'a. Były twarde, rzeczywiste, równie realne jak zbliżający się właśnie ku niemu ludzie: Frigate, Monat, Kazz i Ruach. Wyszedł przed chatę, by ich powitać.

— Dawno temu — zaczął Kazz — zanim mówić dobrze angielski, widzieć coś. Próbować powiedzieć, ale ty nie rozumieć. Widzieć człowieka, który nie mieć tego na czole.

Wskazał palcem na własne czoło, potem na pozostałych.

— Wiedzieć — mówił dalej — że ty nie widzieć. Pete i Monat też nie. Nikt inny nie widzieć. Lecz ja widzieć to na czole każdego. Oprócz tego człowieka, którego chcieć złapać dawno temu. Potem, któregoś dnia, zobaczyć kobietę, która tego nie mieć, ale nic ci nie mówić. Teraz widzieć trzecią osobę bez tego.

— On twierdzi — wyjaśnił Monat — że jest w stanie dostrzec pewne symbole czy znaki na czole każdego z nas. Widzi je tylko w ostrym świetle słońca i tylko pod pewnym kątem. Ale każdy, kogo spotkał do tej pory, miał te symbole — z wyjątkiem tej trójki, o której mówił.

— Dostrzega pewnie dalsze części widma, dla nas niedostępne — stwierdził Frigate. — Niewątpliwie Ten, Kto naznaczył nas znakiem bestii, czy jak tam chcesz to nazwać, nie wiedział o tej szczególnej umiejętności gatunku Kazza. Co dowodzi, że Oni nie są wszechwiedzący.

— Najwyraźniej — przyznał Burton. — Ani nieomylni. Inaczej nigdy bym się nie zbudził w tamtym miejscu, zanim zostałem wskrzeszony. Kim więc jest osoba, która nie ma na skórze tych symboli?

Mówił spokojnie, lecz serce biło mu jak szalone. Jeżeli Kazz się nie pomylił, to może trafił na ślad agenta istot, które na nowo powołały do życia cały rodzaj ludzki. Czy są to bogowie w przebraniu?

— Robert Spruce! — oznajmił Fńgate.

— Zanim zaczniemy wyciągać wnioski — wtrącił Monat — pamiętajmy, że pominięcie to może być przypadkowe.

— Sprawdzimy — rzekł groźnie Burton. — Ale po co te symbole? Dlaczego jesteśmy naznaczeni?

— Prawdopodobnie dla identyfikacji lub w celach statystycznych — zasugerował Monat. — Któż to wie, prócz Tych, Którzy nas tu sprowadzili.

— Chodźmy porozmawiać ze Sprucem — powiedział Burton.

— Najpierw musimy go złapać — zauważył Frigate. — Kazz popełnił błąd i powiedział mu, że wie o symbolach. To było dziś rano, przy śniadaniu. Nie było mnie przy tym, ale ci co byli mówią, że Spruce zbladł. Chwilę potem powiedział, że musi gdzieś iść i od tego czasu nikt go nie widział. Wysłaliśmy grupy poszukiwawcze w górę i w dół Rzeki, na drugi brzeg i między wzgórza.

— Ucieczka jest przyznaniem się do winy — oświadczył Burton. Był wściekły. Czy ludzie to bydło, żeby ich piętnować dla jakichś złowrogich celów?

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 55
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)