U martwych w Dallas
- Автор: Харрис Шарлин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
Wszystkie pokoje były szeroko otwarte i niewinne, jeśli brać pod uwagę założenia statutowe organizacji. Wszystkie wyglądały na przeciętne, raczej czyste, wypełnione Amerykanami, choć było też kilku ludzi, którzy mieli inny kolor skóry.
I jeden nie-człowiek.
Minęliśmy małą, chudą Hiszpankę, a kiedy jej oczy skierowały się w naszą stronę, odebrałam sygnał mentalny; taki sam, jaki odbierałam tylko od mojego szefa, Sama Merlotte. Ta kobieta, tak samo jak Sam, była zmiennokształtna, a jej oczy rozszerzyły się, kiedy wyczuła aurę „inności” wokół mnie. Starałam się złapać jej spojrzenie i przez chwilę patrzyłyśmy na siebie: ja usiłowałam przekazać jej wiadomość, a ona robiła wszystko, żeby tylko jej nie odebrać.
– Mówiłam wam, że pierwszy kościół w tym miejscu zbudowano we wczesnych latach sześćdziesiątych? – zaczęła Sarah, kiedy szczupła kobieta szybko poszła w swoją stronę.
Zerknęła ponad swoim ramieniem i nasze spojrzenia się spotkały. Jej było przerażone, moje mówiło „Pomocy”.
– Nie.
Uznałam, że muszę się włączyć do rozmowy.
– Jeszcze kawałek – zapewniła Sarah. – Widzieliśmy już cały kościół.
Podeszliśmy do ostatnich drzwi, na końcu korytarza. Drzwi w tym samym miejscu, ale w drugim skrzydle, umożliwiały wyjście z budynku. Z zewnątrz wydawało się, że skrzydła są rozplanowane tak samo. Oczywiście, moja obserwacja mogła być błędna, ale…
– To spore miejsce – powiedział uprzejmie Hugo.
Jakkolwiek sprzeczne były jego wcześniejsze emocje, udało mu się nad nimi zapanować. Prawdę mówiąc, nie sprawiał nawet wrażenia zaangażowanego tym, co się dzieje wokół niego. Tylko ktoś pozbawiony instynktu samozachowawczego nie martwiłby się w takiej sytuacji. Czyli Hugo. Zero instynktu samozachowawczego. Kiedy Polly otworzyła ostatnie drzwi, te na końcu korytarza, zaczął zdradzać pewne oznaki zaiteresowania. Zgodnie z moimi wcześniejszymi obserwacjami, drzwi powinny prowadzić na zewnątrz.
Zamiast tego prowadziły w dół.
Tłum. Puszczyk 1
Rozdział 6
– Wiecie, mam lekką klaustrofobię – powiedziałam szybko. – Nie widziałam wprawdzie zbyt wielu piwnic budynków w Dallas, ale nie wydaje mi się, żebym chciała którąś z nich zwiedzać…
Ścisnęłam ramię Hugona i spróbowałam uśmiechnąć się w czarujący, ale skromny sposób.
Serce Hugona waliło jak perkusja, wyglądał, jakby miał się zesrać ze strachu – przysięgam, że tak się właśnie czuł. Widok tych schodów jakoś podkopał jego wewnętrzny spokój. Co się z nim działo? Pomimo swojego przerażenia, dzielnie ścisnął moje ramię i uśmiechnął się przepraszająco do naszych towarzyszy.
– Chyba powinniśmy już iść – wymamrotał.
– Ale naprawdę uważam, że powinniście zobaczyć nasze podziemia. Właściwie, to to jest schron – powiedziała Sarah, prawie śmiejąc się z uciechy. – I jest w pełni wyposażony, prawda, Steve?
– Mamy tam na dole wszystko, co potrzebne – zgodził się Steve.
Ciągle wyglądał na wyluzowanego, genialnego i mającego wszystko pod kontrolą, ale już nie postrzegałam tego jako pozytywnych cech jego osobowości. Zrobił krok do przodu, a ponieważ był za nami, ja też musiałam zrobić krok do przodu, jeśli nie chciałam, żeby mnie dotknął. A bardzo tego nie chciałam.
– Chodźcie – powiedziała z entuzjazmem Sarah. – Założę się, że Gabe jest na dole, więc Steve może pójść i zobaczyć, czego chciał, podczas gdy my obejrzymy sobie całe wyposażenie.
Zbiegła po schodach z taką prędkością, z jaką przemieszczała się w holu, a jej okrągły tyłek kołysał się w sposób, który prawdopodobnie uznałabym za uroczy, gdybym nie zaczynała właśnie popadać w panikę.
Polly nakazała nam zejść. Poszłam chyba tylko dlatego, że Hugo wydawał się absolutnie pewien, że nic złego nie może mu się stać. Odbierałam to jego uczucie bardzo wyraźnie. Jego wcześniejszy strach zupełnie osłabł. To było tak, jakby pogodził się z tym, co go czeka, a jego niepewność kompletnie znikła. Bezskutecznie marzyłam, żeby łatwiej go było czytać. Skoncentrowałam się dla odmiany na Stevie Newlinie, ale od niego odbierałam tylko ścianę samozadowolenia.
Schodziliśmy ciągle po schodach, mimo że moje kroki stawały się coraz wolniejsze i wolniejsze. Hugo był przekonany, że wróci tą samą drogą – w końcu był cywilizowanym człowiekiem, wszyscy tu byliśmy cywilizowanymi ludźmi.
Hugo naprawdę nie mógł sobie wyobrazić, że stałoby mu się coś, czego nie dałoby się naprawić – był białym Amerykaninem, przedstawicielem klasy średniej, który miał wyższe wykształcenie, podobnie jak wszyscy, którzy byli z nami na tych schodach.
Nie podzielałam jego przekonania. Chyba nie byłam całkiem cywilizowaną osobą.
To była nowa, interesująca myśl, ale, jak wiele moich myśli tego popołudnia, musiała być odłożona na późnej, do zgłębienia w wolnym czasie. Jeżeli jeszcze kiedyś będę mieć wolny czas.
U stóp schodów były kolejne drzwi. Sarah zapukała w nie według klucza. Trzy krótkie, przerwa, dwa krótkie, zakodowałam sobie w pamięci. Usłyszałam dźwięk odsuwanej zasuwy.
Czarny Jeżyk – Gabe – otworzył drzwi.
– Hej, przyprowadziliście mi gości! – zawołał entuzjastycznie. – Niezłe przedstawienie!
Jego golf był starannie wpuszczony w spodnie, miał nowe buty Nike, bez jednej plamki, i był ogolony tak gładko, jak tylko można to zrobić żyletką. Mogłabym się założyć, ze robił z pięćdziesiąt pompek co rano. Dawało się wyczuć podekscytowanie w każdym jego ruchu i geście. Gabe był czymś naprawdę nakręcony.
Próbowałam czytać w jego myślach, ale nie byłam w stanie się skoncentrować.
– Cieszę się, że tu jesteś, Steve – powiedział Gabe. – Podczas gdy Sarah będzie oprowadzać naszych gości po schronie, może mógłbyś rzucić okiem na pokój gościnny?
Skinął głową w stronę drzwi po prawej stronie wąskiego, betonowego korytarza. Były też inne drzwi na jego końcu i jeszcze jedne, po lewej. Nienawidziłam tego miejsca. Chciałam się stąd wydostać Teraz byłam zmuszona do dalszego schodzenia po schodach. Wcale mi się to nie podobało. Zapach zgnilizny, ostre, sztuczne światło i to uczucie zamknięcia… Nienawidziłam tego. Nie chciałam tutaj zostawać. Dłonie miałam całkiem mokre od potu, a stopy jakby wrosły mi w ziemię.
– Hugo – szepnęłam. – Ja nie chcę tego robić – w moim głosie brzmiał ledwie słyszalny odcień desperacji. Nie chciałam, żeby to tak brzmiało, ale nie mogłam nic poradzić.
– Ona naprawdę powinna wrócić na górę – powiedział Hugo błagalnym tonem. – Jeżeli nie macie nic przeciwko, my po prostu wrócimy się i poczekamy tam na was.
Odwróciłam się, w nadziei, że to zadziała, ale znalazłam się twarzą w twarz ze Steve’em. Już się nie uśmiechał.
– Myślę, że wy dwoje powinniście poczekać w pokoju, tu na dole, zanim nie załatwię swoich spraw. Potem porozmawiamy – powiedział stanowczo. Sarah otworzyła drzwi do pustego, małego pokoju; były w nim tylko dwa krzesła i dwa łóżka polowe.
– Nie – powiedziałam. – Nie mogę tego zrobić.
I popchnęłam Steve’a tak mocno, jak tylko umiałam. Jestem silna, nawet bardzo silna od czasu, kiedy napiłam się wampirzej krwi, i pomimo tego, że Steve był dość dobrze zbudowany, zachwiał się. Rzuciłam się w stronę schodów najszybciej, jak mogłam, ale czyjaś ręka zacisnęła mi się wokół kostki i upadałam, uderzając się boleśnie o krawędzie schodków. Ból po lewej stronie twarzy, w klatce piersiowej, biodrze i lewym kolanie był tak koszmarny, że prawie się zakrztusiłam.