Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 123
Перейти на страницу:

– Nam na pewno by się to nie udało – stwierdził wreszcie cicho. – Nawet gdybyśmy mieli tam pułk w pełnym składzie, okrąglutki tysiąc ludzi, nie utrzymalibyśmy się przez niemal cały dzień. Nie do tego nas szkolono. A jeśli myślicie, że pokazali wtedy wszystko, na co ich stać, to się mylicie.

—— • ——

Przy wejściu na szlak zastali niespełna dwa tysiące ludzi. Ostatki z armii uchodźców, która znajdowała się w dolinie wczoraj rano. Porucznik Annawer Gyrwen, dowodzący Trzecią Kompanią, dał z siebie wszystko. Od jakiegoś czasu nie pozwalał nawet zabierać na górę niczego poza niewielkim tłumokiem i małym zapasem wody i żywności. Bezceremonialnie kazał zrzucać na ziemię przepełnione toboły, jeśli uznał, że ich ciężar spowolni marsz. Wyciskał z ludzi, co się dało, wszelkimi metodami, oprócz dźgania opornych mieczem.

Dowódcę przywitał krótkim salutem.

– Za dwie godziny wejdą ostatni z uciekinierów. Czy mamy się przygotować do obrony wejścia?

– Masz godzinę, żeby ich tam wpędzić. – Czarny Kapitan rozejrzał się po okolicy. – Potem wciągniecie na szlak tyle pustych wozów, ile się da, i na każdym zakręcie zbudujecie z nich barykadę. Od trzeciego w górę. Resztę wozów podciągniemy tutaj i podpalimy. Gdzie czarownik?

Baren-kla-Werdonell wyłonił się z tłumu. Szatę niemal do pasa miał zrudziałą od zaschniętej krwi, twarz jak maskę. Nawet nie mrugnął na ich widok.

– Reszta do nas nie dołączy, prawda?

– Skąd...

– Słyszę. Nucą Jasną drogę, to stara pieśń pochodząca z południa Imperium, którą żołnierze śpiewają, gdy idą na śmierć. Będą walczyć do końca.

– Czyli dość krótko – mruknął obojętnie kapitan, a Varhenn prawie go w tej chwili znienawidził. – Obiecali mi dwie godziny i lepiej, żeby ten sukinsyn dotrzymał słowa. Do tej pory nie użyłeś swojej mocy, mistrzu, mam rację?

To „mistrzu” zabrzmiało naprawdę obelżywie.

– Nie.

– Będziemy chcieli stworzyć tu zaporę z ognia, żeby konnica nie deptała nam po piętach, ale to musi się rozpalić szybko.

Czarodziej skinął głową.

– Pomogę.

Obie kompanie zaczęły ściągać porzucone wozy. Te, na których znajdowały się rzeczy łatwopalne, takie jak meble, żywność czy ubrania, przepychano razem z ładunkiem. Resztę opróżniano, przy okazji niszcząc wszystko, co mogło mieć dla najeźdźców jakąkolwiek wartość. W drobny mak szły bezcenne lustra, szkło, porcelana, wylewano beczki wina, rozbijano każdy drobiazg, którego byli właściciele nie mieli serca zniszczyć. Zgodnie z rozkazem, Se-kohlandczycy mieli zastać dolinę popiołów i trupów. Nim minęło pół godziny, przy wejściu na szlak zgromadzono około setki wozów.

– Barykada dopala się – powiedział czarodziej. – Zaraz nastąpi ostatni atak.

– Kto idzie?

– Brzęk kolczug, dużo żelaza. Końskie kopyta. Błyskawice. Chcą przebić się pierwszą szarżą.

Kapitan zmrużył powieki, próbując coś dojrzeć. Dym z dopalających się barykad i płonących machin przesłaniał widok.

– Varhenn! Na górę! Może tam będzie lepiej widać. Masz mi dać znać, jak przełamią obronę. Natychmiast.

Goniec ruszył bokiem, wspinając się na skałę. Tu było jeszcze niezbyt stromo, więc dość szybko dotarł na wysokość trzeciego zakrętu. Odwrócił się. Łagodny wiatr, sprzymierzeniec wszystkich obserwatorów, powiał właśnie w głąb doliny, rozpędzając dym, widział więc wyraźnie pierwszy atak. Około tysiąca pancernych, uformowanych w potężny klin, przelało się przez resztki pierwszej barykady, przefrunęło niemal nad pogorzeliskiem pozostałym po drugiej i – pochylając lance, runęło na wąski szereg piechoty.

Linia wygięła się, jej środek został rozdarty, taka masa koni i jeźdźców to było już zbyt wiele dla żołnierzy, którzy walczyli cały dzień. Jeszcze chwila, mgnienie oka, a obrońcy rozpadną się na małe grupki i zostaną wycięci w pień. I wtedy – Velergorf miał zapamiętać ten widok do końca życia – klin stanął. Jego czoło zatrzymało się w miejscu jak ostrze wbijające się w blok smoły. Dalsze szeregi naparły na pierwsze linie, ale spowodowały tylko ścisk i zamieszanie. Meekhańska piechota stała, napierana niewyobrażalną masą, kłuta i cięta, nie ustąpiła na krok. Wyrwę w środku formacji uzupełniono, szereg zwarł się, skupił. A potem... Ryk, który się rozległ, słychać było aż pod szczytem. I nagle oba skrzydła wąskiej linii piechoty ruszyły naprzód, sczepiły z zatrzymanym klinem i rozpoczęła się rzeź. Kontratakowali, ogarnięci niespodziewanym szałem, zabijając na równi konie i ludzi, a koczownicy, którzy spodziewali się łatwego zwycięstwa, przez kilka chwil po prostu ginęli.

Wewnątrz klina zapanował taki ścisk, że jeźdźcy nie mogli używać swoich ulubionych lanc, pozostały im więc tylko szable i topory. A w walce na krótki dystans meekhańska piechota była niezrównana. Przez kilka minut zablokowany oddział szarpał się w miejscu, walcząc i umierając w starciu z przeciwnikiem, który nie bał się śmierci, i nagle... tylne szeregi zadrżały, przebiegła przez nie dziwna fala i rzuciły się do tyłu. Uciekali, odrywając się całymi grupami, porzucając rannych i umierających towarzyszy, niezdolni stawić czoła bandzie szaleńców. Tylko ostatni oddział, cienka linia koni i jeźdźców, nie miał na to szans, nagle jego szyk przemieszał się z atakującą piechotą, zwierzęta i ludzie padały na zakrwawioną ziemię, ostatnich kilku napastników ściągnięto z siodeł i zabito.

I zapadła cisza.

Varhenn przetarł oczy, nie mogąc uwierzyć, jak niewielu żołnierzy stało jeszcze na nogach. Stu, może stu dwudziestu. Po chwili jeszcze kilku podniosło się chwiejnie z ziemi i dołączyło do wąziutkiego już szeregu. Wyrównali go i złączyli tarcze. Przed nimi rozbity oddział Jeźdźców Burzy galopował w stronę własnych linii. Resztki Siedemnastego zajęły pozycje przy wejściu do doliny i zamknęły je ścianą pawęży. Pojedynczym szeregiem. Nie mieli najmniejszych szans, żeby przetrzymać następną szarżę.

A następny atak już się rozpędzał. Większość Jeźdźców Burzy zawróciła konie i ruszyła z powrotem. W końcu byli gwardią Ojca Wojny i też mieli swoją dumę. Kilkuset konnych runęło na niedobitki meekhańskiej piechoty.

I nagle, na niesłyszalny rozkaz, linia obrońców zwinęła się na skrzydłach i zanim konnica zbliżyła się na odległość kilkudziesięciu jardów, w wejściu stanął obronny okrąg. Około sześćdziesięciu ciężkozbrojnych na zewnątrz, reszta w środku. Pancerne koło. Jazda z wyciem runęła na Meekhańczyków i owinęła się wokół ich formacji. Lance uderzały, szukając szczeliny w murze tarcz, szable i topory waliły po hełmach, konie wierzgały kopytami, próbując wedrzeć się do środka. Po chwili popiół i sadza podniesione z ziemi przesłoniły widok. Varhenn nie czekał na kolejny podmuch wiatru, lecz na łeb na szyję zbiegł do kapitana.

– Ile jeszcze? – zapytał Czarny, lecz wystarczył mu tylko rzut oka na twarz gońca. – Koniec! Przebili się! Wszyscy na górę!

Resztki uciekinierów wpadły na szlak i cała kolumna, co wydawało się jeszcze przed chwilą niemożliwe, przyspieszyła. Wszyscy strażnicy szykowali broń.

A szczęk stali uderzającej o stal, ryki ludzi, kwiki koni, nie ustawały nawet na chwilę.

Żołnierze zamarli, wpatrując się z napięciem na chmurę kurzu wypełniającą wejście do doliny. Lada moment spodziewali się zobaczyć wyłaniający się z niej las se-kohlandzkich lanc. Przed wejściem na szlak zbudowano już wielki stos z wozów, mebli, żywności i ubrań, wszystkiego, czego uchodźcy nie mogli zabrać ze sobą na górę. Kilku żołnierzy czekało przy nim z pochodniami w rękach. Podpalony, miał dać im jeszcze trochę czasu, odgradzając od pościgu.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)