Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Pan Lodowego Ogrodu. Tom I
Pan Lodowego Ogrodu. Tom I - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pan Lodowego Ogrodu. Tom I

Электронная книга - «Pan Lodowego Ogrodu. Tom I». Краткое содержание книги:

Jarosław Grzędowicz — urodzony w 1965 roku, debiutował w 1982 na łamach tygodnika „Odgłosy” opowiadaniem Azyl dla starych pilotów. Klub absolutnej karty kredytowej (publikacja w internecie w 1999 r.) otrzymał nominację do Nagrody Elektrybałta, a po publikacji w Wizjach alternatywnych 2002 także nominację do nagrody Sfinksa. W 1990 roku wraz z Andrzejem Łaskim, Krzysztofem Sokołowskim, Dariuszem Zientalakiem i Rafałem Ziemkiewiczem założył magazyn literacki „Fenix”, w którym prowadził dział prozy polskiej, a od 1993 roku był jego redaktorem naczelnym.
Oprócz tego pracuje jako dziennikarz „wolny strzelec”, prowadzi stałą rubrykę naukowo-cywilizacyjną w Gazecie Polskiej i tłumaczy komiksy, głównie z serii Usagi Yojimbo i Batman.
W Fabryce Słów ukazała się Księga jesiennych demonów, jego pierwszy autorski zbiór opowiadań grozy.
Pan Lodowego Ogrodu to pierwsza powieść Jarosława Grzędowicza, w mistrzowski sposób łącząca elementy science fiction i fantasy.
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 98
Перейти на страницу:

Amitrajscy cesarze zawsze mieszkali w pałacu, a ogród był niemal pustą połacią, na której drzewa, krzewy i kwiaty rosły w równych, kwadratowych zagonach jak wzór na kilimie. Ich ogród wyglądał jak step i jak pełen przepychu dywan zarazem. Służył do jazdy konnej i miał wyglądać pięknie z okien pałacu. Dla nich piękno to otwarty, łysy step, na którym kwitną kwiaty.

Czasem zaś, w Święto Koni, rozstawiano wielki, cuchnący, wojłokowy namiot, ustawiano w nim kapiące od złota i klejnotów paskudne meble z bawolej kości, a cesarz siedział w nim, jadł tłuste mięso świstaków, pieczone na węglach, i popijał mleczne piwo z czarki, słuchając, jak mu grają Pieśni Ziemi.

Amitraje nie mogli nigdy się zdecydować, czy są narodem dzikich koczowników, czy imperium podbijającym świat i stanowiącym jego serce.

Mój ród nie ma nic wspólnego z Amitrajem. Jesteśmy w nim elementem obcym. Podobnie zresztą jak przynajmniej połowa obywateli, ale jak do tego doszło, opowiem w innym miejscu.

Moje dzieciństwo było właśnie takie, bo pochodzimy z Kirenenu. Odległego królestwa, którego już nie ma. Byłem synem władcy. A synowie władców muszą umieć więcej, być mądrzejsi i szlachetniejsi niż inni ludzie, bo czeka ich przekleństwo rządzenia. Muszą umieć wyrzec się siebie, jeżeli trzeba. Muszą potrafić trzymać się w cuglach, bo kiedy będą już władcami, nie będzie nikogo innego, żeby ich powstrzymał. Muszą nieść los wszystkich innych na karku. Dlatego nie wolno nam było sobie pobłażać. Nie wolno nam kierować się gniewem, kaprysem, zachcianką ani pożądaniem. Dla nas miały istnieć tylko honor, odwaga i służba.

Tak mówiły kireneńskie kodeksy i zgodnie z nimi nas wychowywano.

Tak wiele rzeczy muszę pamiętać.

Tu, gdzie teraz jestem, tylko to ma znaczenie. Muszę pamiętać.

Kirenen, którego nigdy nie widziałem, a który muszę nieść w sobie, żeby całkiem nie zginął. Pieśni mojej nieznanej ziemi... Moją matkę, konkubiny mojego ojca... Samego ojca, szlachetnego i prawego człowieka, który mógł naprawić świat. Mojego Nauczyciela. Moją nauczycielkę, Aiinę. Nawet mojego brata, Kimir Zyła. Wioskę Chmur.

Muszę pamiętać też wielkie marzenie mojego rodu. Mojego nieistniejącego klanu. Marzenie o Amitraju takim, jaki mieliśmy stworzyć. Powoli i konsekwentnie, pokolenie za pokoleniem. Amitraju, jaki tworzył mój ojciec. Kraju, w którym warto żyć, a którego nikt nie musi się bać. Kraju, w którym warto być zacnym człowiekiem.

Był pierwszym cesarzem, któremu było dane widzieć pierwsze efekty tej pracy. Widział, jak to wszystko się staje.

I widział, jak wali się w morze ognia i krwi.

Muszę to wszystko ocalić.

Jest tego tak wiele, że nie wiem, od czego zacząć. Opowiem o wszystkim, nie pozwolę temu umrzeć. Zamknę to w słowach i przeniosę przez czas ognia. Czas wojny bogów.

Najpierw jednak opowiem o moim dzieciństwie.

Urodziłem się w Roku Wody. To wam wiele nie powie, ale dość, że nie było to tak dawno. Pierwsze pięć lat spędziłem głównie w Domu Cynobru razem z moją matką, konkubinami, mamkami i nianiami. Byłem dzieckiem. Obsypywano mnie pocałunkami, dawano łakocie, uczono mówić i chodzić. Niewiele z tego pamiętam. Jakieś cienie wyświetlane na parawanie, czyjś głos, który śpiewał mi monotonną, smutną i piękną kołysankę. Kobiece szepty i śmiechy. Dziecięce lata, płynące bez czasu jak w malignie. Złote, miękkie, ciepłe i lepkie jak miód.

Potem skończyłem pięć lat i poczułem, jak szorstkie, twarde, lecz ostrożne dłonie mężczyzn zabrały mnie z Domu Cynobru prosto z miękkich, pachnących ramion kobiet. Najpierw się z tego cieszyłem. Nie byłem już dzieckiem. Robakowatą, bezpłciową istotą, toczącą bezmyślne życie pozbawione znaczenia. Stałem się chłopcem. Czekało mnie dziesięć lat w Domu Stali, które miały wykuć ze mnie mężczyznę. Szybko zatęskniłem za ciepłem Domu Cynobru. Za jego wygodą i beztroską. Za pieszczotą i słodyczami, które teraz wydzielano mi tak skąpo.

Kiedyś Nauczyciel zobaczył, jak płaczę ukradkiem, schowany w jakimś zakamarku. Usiadł obok i siedział, milcząc i pykając z małej fajeczki, po czym powiedział coś takiego:

— Pierwsze pięć lat spędziłeś w ramionach kobiet i teraz za nimi tęsknisz. Nic dziwnego, każdy tęskni. Jednak powiem ci tylko, że kiedy przestaniesz być chłopcem, znowu w nie powrócisz. Wtedy jednak będziesz szukał obcych kobiet.

Oczywiście, że go nie zrozumiałem.

Zresztą wśród służby i nauczycieli naturalnie były też kobiety, ale nie o to chodziło. Dom Stali to nie był klasztor, ale miejsce nauki. Tam nas wykuwano i robiono z nas władców. Tam najważniejszy był Nauczyciel.

Kiedyś był strategiem. Być może był nim nadal. Kiedyś był dowódcą. Kiedyś był też skrytobójcą. Mój mentor. Wolno mu było wszystko.

Mógł nas karać. Nawet trzciną, ale robił to rzadko. Mógł nas uczyć i wychowywać. Mógł nas zawstydzać i głodzić, kiedy uznał, że trzeba. Nie musiał giąć się przed nami w ukłonie jak inni ani mówić z nami na klęczkach ze wzrokiem wbitym w ziemię.

Bałem się go.

Kimir Zył nie, ale on nie bał się nikogo i niczego. Bałem się nie tylko kar. Nie tego, że postawią przede mną tacę z kubkiem wody i miską suchej kaszy albo smagną trzciną. Nie tego, że będę od rana do nocy czyścił stajnię. Bałem się, że spojrzy na mnie takim specjalnym wzrokiem, który oparzy mi duszę. Wzrokiem, który będzie mnie bolał jeszcze długo i którego nie będę mógł zapomnieć.

Złościłem się na niego. Nienawidziłem nieustannych ćwiczeń, lodowatej wody i skąpego jedzenia. Zżymałem się na ciągłe niewygody, niewyspanie i dyscyplinę. Ale czułem, że jest sprawiedliwy.

Był surowy, bo musiał.

Niekoniecznie zwracał się do nas „szlachetny książę”. Używał raczej nieznanego tu słowa „tohimon”, oznaczającego po kireneńsku „wybrany spośród równych”.

Raz, tuż przed śmiercią, powiedział do mnie tak, jak w Kirenenie wasal zwracał się do władcy. „Romassu” — „Moje życie”.

„Odejdź, moje życie”, powiedział.

Nazywał się Hatir Sandżuk. Przynajmniej oficjalnie. W pokoleniu mojego ojca coraz bardziej otwarcie używano kireneńskich imion. Kireneni uczyli dzieci języka, pojawiali się w swoich klanowych strojach na ulicy. Wtedy nie miało to już znaczenia, bo zrobiło się modne. Za czasów mojego ojca można było pozwolić sobie nawet na to, żeby ci, którzy uważali się za Kirenenów, nosili publicznie klanowe noże. Podobnie było z innymi dawnymi nacjami, podbitymi przez cesarstwo. Chodzili po ulicach w swoich strojach, tak, jak je pamiętali. Dlatego doskonale wiedzieliśmy, że nasz Nauczyciel nazywa się Rzemień syn Siodlarza z klanu Żurawia.

Wszyscy byliśmy z klanu Żurawia.

To znaczy bylibyśmy, gdyby nadal istniał nasz kraj.

Gdyby nie rodzinna hańba z powodu zdrady, do której nas zmuszono, by kraj przetrwał. Gdybyśmy nie byli potomkami zdrajcy, który, żeby się ukarać, przybrał amitrajskie nazwisko Tahaldin Tendżaruk, co znaczy Odwrócony Żuraw. Tak samo, jak litery „odwrócony przyjaciel” to w kireneńskim piśmie znak „zdrajcy”.

Pogrążył swój ród, sprzedał własny kraj i pomógł go zniszczyć do reszty. Wszystko po to, żeby któryś jego potomek założył Tygrysią Czapkę. I zmienił oszalałą, dziką tyranię w nowy Kirenen. I nazwał się „zdradzieckim żurawiem”, żeby pamiętać.

Ale mówiłem o Nauczycielu.

Nigdy mi nic nie dał. To znaczy dał mi mnóstwo rzeczy, ale nigdy nic takiego, co nie służyłoby do nauki. Kiedyś dostałem żelazną kulę. Wypolerowaną, żelazną kulę. Wyglądała jak niewielka piłka.

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 98
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)