Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » U martwych w Dallas
U martwych w Dallas - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

U martwych w Dallas

Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:

Dzięki wynalezionej w japońskim laboratorium syntetycznej krwi oraz napojowi z jej ekstraktem o nazwie Tru: Blood, w ciągu zaledwie jednej nocy wampiry z legendarnych potworów przeistoczyły się w przykładnych obywateli. I chociaż ludzie nie figurują już w ich jadłospisie, społeczeństwo niepokoi się, co stanie się, gdy wampiry opuszczą mroczne kryjówki.
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 62
Перейти на страницу:

– To by się zgadzało z naklejką na zderzaku.

Pokiwałam głową. Na naklejce przeczytałam „ZABIERZCIE NIE ZE SŁOWA NIEUMARLI”. Zauważyłam też, że na wstecznym lusterku ktoś zawiesił replikę – a może to wcale nie była replika – kołka.

Miejsce było zatłoczone, przynajmniej jak na sobotnie popołudnie. Dzieci korzystały z placu zabaw, na który składały się huśtawki i zestaw przeplotek, umieszczonego z boku budynku. Znudzony nastolatek, który miał pilnować dzieci, raz po raz rzucał im krótkie spojrzenie, a potem dalej oglądał swoje paznokcie. Nie było już tak upalnie, jak wczoraj (lato traciło na sile, chwała Bogu) i drzwi do budynku były otwarte, żeby można było pełniej cieszyć się pięknym dniem i umiarkowaną temperaturą.

Hugo wziął mnie za rękę, co sprawiło, że poczułam się dziwnie, póki nie przypomniałam sobie, że mieliśmy wyglądać na zakochanych. Nie interesował się mną, co mi w pełni odpowiadało. Przez chwilę odczuwałam dyskomfort, ale później wczuliśmy się w nasze role. Kontakt fizyczny sprawił, że umysł Hugona stał się bardziej otwarty i mogłam wyczuć, że mój partner jest nieco zdenerwowany, ale zdecydowany. Uważał, że dotykanie mnie jest cokolwiek wstrętne – było to nieco zbyt silne uczucie jak na mój gust i nie mogłam przejść nad tym do porządku dziennego; brak uwagi mi nie przeszkadzał, ale wstręt już tak. W dodatku czaiło się za nim coś jeszcze, jakieś dziwne nastawienie… ale przed nami byli ludzie, więc musiałam się skupić na pracy. Poczułam, że moje usta rozciągają się w uśmiechu.

Bill uważał, żeby zostawić moją szyję w spokoju zeszłej nocy, więc nie musiałam się martwić o to, że mam jakieś ślady po kłach, i mogłam wyglądać beztrosko tego pięknego dnia. Ukłoniliśmy się parze w średnim wieku, która opuszczała sanktuarium.

Wkroczyliśmy do budynku, konkretniej do tej jego części, w której mieściła się szkółka niedzielna. W pokojach i na korytarzu były wyglądające na dopiero co zamontowane tabliczki, typu: „PLANOWANIE WYDATKÓW I FUNDUSZE, REKLAMOWANIE” lub, bardziej złowieszcze, „MEDIA RELATIONS”.

Kobieta, na oko czterdziestoletnia, wyszła zza jakichś drzwi na końcu korytarza i odwróciła się, by na nas spojrzeć. Wyglądała miło, nawet słodko, z gładką skórą i krótkimi, brązowymi włosami. Używała intensywnie różowej szminki, która pasowała do intensywnie różowych paznokci i miała w zwyczaju nieznacznie wydymać dolną wargę, co sprawiało, że wyglądała poważnie. Wrażenie to kontrastowało z jej mile zaokrąglonym ciałem. Dżinsowa spódnica i bawełniana bluzka, starannie wpuszczona za pasek spódnicy, były niemalże lustrzanym odbiciem mojego stroju, co sprawiło, że poczułam ulgę.

– Mogę jakoś pomóc? – zapytała z nadzieją.

– Chcielibyśmy dowiedzieć się czegoś więcej o Bractwie – powiedział Hugo, wyglądając przy tym równie miło i szczerze, jak nasza nowopoznana znajoma, która, jak zauważyłam, miała identyfikator z napisem S. NEWLIN.

– Cieszymy się, że tu jesteście – powiedziała. – Jestem żoną przewodniczącego, Steve’a Newlina. Nazywam się Sarah.

Uścisnęła dłoń Hugona, ale mojej już nie. Niektóre kobiety nie wierzyły w ściskanie dłoni innych kobiet, więc się tym nie przejęłam.

Wymieniliśmy standardowe w takich wypadkach uprzejmości, a potem Sarah machnęła wymanicurowaną dłonią w kierunku dwuskrzydłowych drzwi na końcu korytarza.

– Musicie po prostu iść za mną, wszystko wam pokażę.

Zaśmiała się lekko, jakby pomysł wyjaśniania nam celów spotkania był trochę niedorzeczny.

Wszystkie drzwi na korytarzu były otwarte, a w pokojach znajdowały się oznaki całkiem jawnej działalności. Jeśli organizacja Newlina przetrzymywała więźniów lub knuła coś w tajemnicy, musiała to robić w innej części budynku. Przyglądałam się wszystkiemu tak dokładnie, jak tylko mogłam, zdecydowana zebrać jak najwięcej informacji. Jednak póki co siedziba Bractwa Słońca wydawała się czysta na zewnątrz, a ludzie nie sprawiali wrażenia złowieszczych czy fałszywych.

Sarah szła przed nami, przyciskając do piersi kilka broszur. Poruszała się w taki sposób, jakby była całkowicie zrelaksowana. Chciała uchodzić za spokojną, ale można było odnieść wrażenie, że wcale taka nie jest. Hugo i ja przestaliśmy się trzymać za ręce i szliśmy za nią.

Okazało się, że budynek był większy niż sądziłam. Musieliśmy być już na końcu skrzydła.

Minęliśmy duże sanktuarium, znajdujące się w głównej części kościoła, przeznaczone na spotkania, i długi korytarz, który prowadził do drugiego skrzydła. Skrzydło to było podzielone na mniejsze i większe pokoje; ten najbliżej sanktuarium należał dawniej do pastora. Teraz na drzwiach znajdowała się tabliczka z napisem G. STEVEN NEWLIN, PRZEWODNICZĄCY.

To były jedyne zamknięte drzwi, jakie widziałam, odkąd weszliśmy do budynku.

Sarah zapukała i, odczekawszy chwilę, weszła. Wysoki, patykowaty mężczyzna wstał zza biurka, żeby powitać nas, radował się z czekania na nas. Wydawało się, że jego głowa jest nieproporcjonalnie mała w stosunku do reszty ciała. Miał mgliście niebieskie oczy, nieco skrzywiony nos i ciemnobrązowe włosy – niemal tak ciemne, jak włosy jego żony. Różnica była taka, że Steven zaczynał siwieć. Nie wiem, jak sobie właściwie wyobrażałam fanatyka, ale on nie wyglądał odpowiednio. Zdawał się nieco zdziwiony własnym życiem. Rozmawiał właśnie z wysoką kobietą o stalowoszarych włosach; miała na sobie spodnie i bluzę, ale wygląda, jakby równie komfortowo czuła się w garsonce. Miała pełen makijaż i wydawała się czymś poirytowana – może naszym pojawieniem się.

– Co mogę dla was dzisiaj zrobić? – zapytał Steve Newlin, po czym zaproponował, byśmy usiedli. Hugo i ja wybraliśmy skórzane, zielone krzesła na wprost jego biurka, a Sarah usadowiła się na niewielkim krzesełku przy ścianie.

– Przepraszam, Steve – powiedziała do męża. – Może przynieść wam kawy? Jakiś napój?

Hugo i ja spojrzeliśmy na siebie i pokręciliśmy przecząco głowami.

– Skarbie, to są… Och, nie zapytałam o wasze imiona?

Spojrzała na nas z uroczym wręcz zawodem.

– Jestem Hugo Ayres, a to moja dziewczyna, Marigold.

Marigold? Czy jemu odbiło? Z trudem utrzymałam na twarzy uśmiech. A potem zauważyłam wazon z nagietkami [22] na stoliku obok Sarah i mogłam zrozumieć, skąd się wzięło to imię. Zdecydowanie już popełniliśmy błąd; powinniśmy byli omówić to wcześniej. Wydawało się oczywiste, że to Bractwo podrzuciło pluskwę, zatem Bractwo wiedziało, kim jest Sookie Stackhouse. Dobrze, że Hugo o tym pomyślał.

– Czy my nie znamy Hugona Ayresa, co, Sarah?

Twarz Steve’a przybrała wyraz lekkiego zaskoczenia – nieco zmarszczone czoło, uniesione brwi, głowa przekręcona w jedną stronę.

– Ayres? – powtórzyła szarowłosa kobieta. – Przy okazji, jestem Polly Blythe, odpowiadam za porządek ceremonii.

– Och, Polly, tak mi przykro, zeszłam na boczny tor. – Sarah z powrotem przechyliła głowę w prawo. Jej czoło również się zmarszczyło, ale zaraz potem wygładziło. Uśmiechnęła się promiennie do męża. – Czy to nie jakiś Ayres, prawnik, reprezentował wampiry w Parku Uniwersyteckim?

– Ano reprezentował – przyznał Steven, opierając się na krześle i zakładając jedną długą nogę na drugą. Pomachał komuś przechodzącemu korytarzem, a potem splótł dłonie na kolanie. – To interesujące, że składa nam pan wizytę, Hugo. Czy możemy wierzyć, że dostrzegłeś inną stronę wampirów?

Satysfakcja biła od niego jak smród od skunksa.

– Można to tak ująć… – zaczął Hugo, ale Steve kontynuował swoją mowę:

– Krwiopijczą, ciemną stronę wampirzej egzystencji? Odkryłeś, że chcą nas zabić, zdominować swoimi sztuczkami i pustymi obietnicami?

вернуться

[22] Nagietek to po angielsku właśnie „marigold”.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)