U martwych w Dallas
- Автор: Харрис Шарлин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
– Wygląda bardzo naturalnie.
– To dobrze. Jesteś gotowy?
– Mój samochód stoi przed wejściem.
Delikatnie dotknął moich pleców, żeby skierować mnie w odpowiednią stronę, jakbym sama nie umiała trafić do drzwi. Doceniałam jego uprzejmość i próbowałam wyczuć jakieś jego myśli, nie był jednak typem „nadajnika”.
– Jak długo umawiasz się z Isabel? – zapytałam, kiedy wsiadaliśmy do jego caprice’a.
– Um, coś około jedenastu miesięcy – odpowiedział Hugo. Miał duże dłonie, których zewnętrzne strony pokryte były zmarszczkami. Dziwiło mnie, że nie mieszka na przedmieściach z żoną i dwójką jasnowłosych dzieci.
– Jesteś rozwiedziony? – zapytałam, kierując się impulsem.
Zrobiło mi się przykro, kiedy zobaczyłam grymas na jego twarzy.
– Tak – przyznał. – Od niedawna.
– To niedobrze.
Chciałam zapytać o dzieci, ale uznałam, że to nie moja sprawa. Mogłam wyczytać z jego myśli, że ma małą córeczkę, ale nie poznałam jej imienia ani wieku.
– To prawda, że umiesz czytać w myślach? – zapytał.
– Tak, to prawda.
– Nic dziwnego, że wydajesz im się przydatna.
Cóż, ałć, Hugo.
– To pewnie spora część tych powodów – odpowiedziałam, starając się utrzymać spokojny głos. – Gdzie pracujesz za dnia?
– Jestem prawnikiem – odpowiedział Hugo.
– Nic dziwnego, że wydajesz się im przydatny – stwierdziłam najbardziej obojętnym tonem, na jaki mnie było stać.
– Chyba mi się należało – powiedział Hugo po dłuższej pauzie.
– W takim razie zmieńmy temat i ustalmy, co im powiemy.
– Może zostańmy bratem i siostrą?
– To niezły pomysł, widziałam braci i siostry jeszcze bardziej niepodobnych do siebie niż my, ale myślę, że jeśli będzie udawać narzeczeństwo, łatwiej będzie nam wyjaśnić dlaczego nie wiemy o sobie wszystkiego, gdyby nas rozdzielono i wypytywano. Mam nadzieję, że tak się nie stanie, byłabym nawet zdziwiona, gdyby tak było, ale jako brat i siostra musielibyśmy wiedzieć o sobie wszystko.
– Masz rację. Może powiedzmy, że poznaliśmy się w kościele? Przeprowadziłaś się do Dallas i spotkaliśmy się w niedzielę w kościele Glen Craigie Methodist. To moja parafia.
– Okej. Może będę… właścicielką restauracji?
Pracując w Merlotte’s trochę się mogłam dowiedzieć o takiej pracy i jeśli będą mnie wypytywać, na pewno coś wymyślę.
Wyglądał na zaskoczonego.
– To jest na tyle niespotykane, żeby brzmiało dobrze. Nie jestem najlepszym aktorem, więc będę się trzymał swojego zawodu, wtedy będzie dobrze.
– Jak poznałeś Isabel? – zapytałam z ciekawością.
– Reprezentowałem Stana w sądzie. Jego sąsiedzi nie chcieli mieć wampira w okolicy. Przegrali.
Hugo miał mieszane uczucia odnośnie związku z wampirzycą i nie był całkiem pewny, czy słusznie wygrał tę sprawę. Właściwie, nie był pewny, co czuje do Isabel.
O Boże, to sprawiło, że to zadanie wydało mi się jeszcze bardziej przerażające.
– Masz to w papierach? To, że reprezentowałeś Stana Davisa?
Wyglądał na rozgoryczonego.
– Tak. Cholera, ktoś w Bractwie może skojarzyć moje nazwisko. Albo twarz, moje zdjęcia często pokazywały się w prasie.
– Ale może to nawet lepiej. Możesz im powiedzieć, że kiedy już poznałeś się z wampirami, widzisz, że zbłądziłeś.
Hugo zamyślił się nad tym, a jego dłonie bezmyślnie poruszały się na kierownicy.
– Okej – stwierdził w końcu. – Tak jak mówiłem, nie jestem najlepszym aktorem, ale myślę, że sobie poradzę.
Ja coś udawałam przez cały czas, więc się o siebie nie bałam. Przyjmowanie zamówienia od pijanego faceta i udawanie, że nie ma się pojęcia, że zastanawia się, czy jestem blondynką też tam na dole, było świetnym treningiem. Nie można – zwykle – winić ludzi za to, o czym myślą nieświadomie. Trzeba się nauczyć być ponad to.
Chciałam zasugerować prawnikowi, że powinien złapać mnie za rękę, jeśli sprawy przybiorą niepokojący obrót – w ten sposób będę mogła jaśniej odczytać jego myśli i dowiedzieć się, jak powinnam zareagować. Jednak jego ambiwalencja, która emanowała od niego jak zapach taniej wody kolońskiej, powstrzymała mnie. Mógł być seksualnie zainteresowany Isabel, mógł nawet kochać ją i niebezpieczeństwo, jakie sobą reprezentowała, ale nie wierzyłam, że jego serce i umysł są jej w pełni oddane.
Po krótkim rachunku sumienia zastanowiłam się, czy to samo można by powiedzieć o mnie i o Billu. Ale zarówno czas, jak i miejsce, nie były odpowiednie do takich rozważań. To, co wyczytałam z umysłu Hugona, sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać, czy można mu zaufać w czasie tej misji; prawdę mówiąc, zaczęłam się zastanawiać, czy jestem bezpieczna w jego towarzystwie. Ciekawiło mnie też, ile właściwie Hugo Ayres wie o mnie; nie było go z nami poprzedniej nocy. Isabel nie wyglądała mi na gadułę, więc może nie wiedział tak dużo.
Przy czteropasmowej ulicy, prowadzącej przez rozległe przedmieścia, pełno było fast-foodów i różnego rodzaju sklepów. Jednak im dalej od miasta, tym częściej sklepy ustępowały miejsca rezydencjom, a beton – zieleni; nawet korki zdawały się zmniejszać. Nie mogłabym mieszkać w takim miejscu, wydawało się za duże jak na codzienne potrzeby.
Hugo zwolnił i wrzucił kierunkowskaz, kiedy dojechaliśmy do głównego skrzyżowania. Mieliśmy zaraz skręcić na parking obok dużego kościoła; przynajmniej formalnie był to kościół. Według standardów Bon Temps sanktuarium było duże. Jedynie baptyści mogli być tak liczni, a i to tylko, jeśli wszyscy wyznawcy tej religii spotkaliby się w jednym miejscu. Dwupiętrowe sanktuarium miało po bokach dwa jednopiętrowe skrzydła. Cały budynek wykonano z pomalowanych na biało cegieł, wszystkie okna były przyciemnione. Przed kościołem znajdował się zieleniejący chemiczną zielenią trawnik, który otaczał cały parking.
Na zadbanym trawniku znajdowała się tabliczka z napisem „CENTRUM BRACTWA SŁOŃCA – Tylko Jezus wstał z martwych”.
Wysiadłszy z samochodu, parsknęłam:
– To nieprawda. Łazarz też zmartwychwstał. Frajerzy, nawet nie umieją dobrze czytać Pisma.
– Lepiej zmień nastawienie – ostrzegł mnie Hugo, kiedy już zamknął samochód. – Staniesz się przez to nieostrożna, a ci ludzie są niebezpieczni. Publicznie przyznali się do wydania dwóch wampirów w ręce przestępców zajmujących się drainowaniem. Mówili, że przynajmniej ludzkość może coś zyskać na śmierci wampira.
– Zadają się z drainerami?
Poczułam obrzydzenie. Drainerzy uprawiali niezwykle niebezpieczny zawód. Chwytali wampiry, unieruchamiali je srebrnymi łańcuchami i pozbawiali krwi, żeby potem sprzedać ją na czarnym rynku.
– Ci ludzie oddali wampiry drainerom? – powtórzyłam.
– Tak jeden z ich członków powiedział w wywiadzie prasowym. Oczywiście następnego dnia wszystko odwołano, ale myślę, że to była tylko zasłona dymna. Bractwo zabija wampiry, kiedy tylko może; myślą, że wampiry są bezbożne i odrażające, jakby były czemukolwiek winne. Jeśli przyjaźnisz się z wampirem, zaczną wywierać na ciebie ogromną presję. Po prostu pamiętaj o tym, kiedy się będziesz odzywać.
– Ty też, Panie Złowieszcze Ostrzeżenie.
Powoli weszliśmy do budynku, przy okazji mu się przyglądając. Na parkingu stało około dziesięciu innych aut, od starych i poobijanych do nowych i ekskluzywnych. Najładniej wyglądał perłowobiały lexus, tak zachwycający, że niemal mogłam uznać, że należy do wampira.
– Ktoś nieźle zarabia na nienawiści – zauważył Hugo.
– Kto stoi na czele tej organizacji?
– Facet nazwiskiem Steve Newlin.
– Założę się, że to jego samochód.