Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 293 294 295 296 297 298 299 300 301 ... 508
Перейти на страницу:

- Powiedziałem tak tylko dlatego, że mnie... - zaczął mężczyzna, ale Harry nie

pozwolił mu dokończyć. Ani jedno słowo, które wypowiadał teraz Snape, nie miało

dla niego znaczenia. W ogóle ich nie słyszał, tak jakby odbijały się od czegoś bardzo

zimnego i twardego, co wyrosło wokół Harry'ego.

- Miałem takie marzenie - przerwał mu tym samym cichym, złamanym głosem, wciąż

wpatrując się nieobecnym wzrokiem w ścianę. - Ja... chciałem zdobyć twoje serce.

Tak bardzo tego pragnąłem. Myślałem, że mi się uda... że przebiję się kiedyś przez

cały ten chłód, pogardę, nienawiść... ale nie udało mi się. Poniosłem porażkę.

- Potter, posłuchaj mnie... To, co mówisz, jest absurdalne. Przecież sam doskonale

wiesz, że...

Ale Harry nie słuchał. Słowa same płynęły. Nie potrafił ich powstrzymać. Z

pękniętego serca wypływał gromadzony miesiącami żal. Wszystko, co zawsze w

sobie dusił, spychał na samo dno - do najciemniejszego, najodleglejszego

zakamarka. Teraz to wszystko zostało uwolnione. I przelewało się przez jego usta.

- Jak mogłem być taki głupi? Teraz to zrozumiałem. Zrozumiałem, że po tym

wszystkim, co razem przeszliśmy, przez te wszystkie miesiące, kiedy walczyłem o

ciebie, że przez cały ten czas... nic dla ciebie nie znaczyłem. Od chwili, kiedy

powiedziałeś mi to po raz pierwszy w klasie... nic się nie zmieniło. Absolutnie nic. I

nigdy się nie zmieni. Zawsze będę dla ciebie tylko... nikim. - Jego głos załamał się

nagle. Jakby ciężar tych słów był zbyt wielki, zbyt przygniatający. Zamknął oczy,

nabierając powietrza do ściśniętych, obolałych płuc.

Przez chwilę panowała cisza. I wtedy Harry usłyszał szept Severusa, jakby głos był

zbyt zawodny, aby wypowiedzieć te słowa:

- Nie jesteś dla mnie nikim.

Ale Harry nie wierzył. Teraz były to tylko puste słowa. Tego, co zostało

wypowiedziane, nie można już było cofnąć. Zawisło pomiędzy nimi, zamieniając się

w barierę, przez którą nic nie potrafiło się już przedostać.

- Nigdy już się nie dowiem, jak to jest, kiedy jest się... potrzebnym. Kiedy komuś na

tobie zależy. Nie poczuję tego... - dotknął swojej klatki piersiowej na wysokości serca

- ...tego czegoś... tutaj. - Westchnął głęboko, pragnąc spłukać ból, który ponownie

zaczął uwierać go w piersi, zakleszczając go w swym uścisku. - Wiesz, to zabawne...

ja zawsze dla wszystkich byłem nikim. Widocznie tak ma być...

To był już koniec. Ostatnia kropla opadła. Nie pozostało w nim już nic, co chciałby mu

powiedzieć.

Podniósł się z miejsca i po raz pierwszy od początku całej tej rozmowy spojrzał na

Snape'a. Mistrz Eliksirów był niezwykle blady. W czarnych, rozszerzonych oczach

widniało głębokie poruszenie. Napięta twarz starała się przybrać zacięty wyraz, który

nie potrafił się na niej utrzymać dłużej niż przez kilka sekund, ponieważ bardzo

szybko przysłaniało go... poczucie winy.

Harry sięgnął do kieszeni i wyjął z niej zielony kamień. Przez chwilę przyglądał mu

się, ważąc go w dłoni.

Wiązało się z nim tyle wspomnień... tak wiele razy cieszył się, widząc emanujący z

niego blask...

Opowiedz.

Wszystko z tobą w porządku, Potter?

Schowek. Teraz.

Cii ... Już dobrze, Potter, jutro się tobą zajmę.

Przyjdź.

Dlaczego jeszcze nie śpisz?

Dobranoc, Potter.

Ale teraz te wspomnienia... nic już dla niego nie znaczyły.

Westchnął i odłożył kamień na ławkę.

- Nie będzie mi już potrzebny - powiedział cicho.

Snape nie patrzył już na Harry'ego. Miał opuszczoną głowę i wpatrywał się w leżący

na stoliku kamień. Powoli wyciągnął rękę i niepewnie dotknął zielonej powierzchni.

Długie palce drżały.

Po chwili z jego ust wydobył się gardłowy, wibrujący dziwnie szept:

- To... nie tak. Moje zachowanie... było...

- Nie chcę tego słuchać - przerwał mu Harry. Mężczyzna powoli uniósł głowę, tak

jakby przyszło mu to z największym trudem. - Proszę o przydzielenie moich

szlabanów innemu nauczycielowi - powiedział Harry, nieco głośniej niż dotychczas,

schylając się po leżącą na ziemi torbę. Zarzucił ją na ramię i po raz ostatni spojrzał w ciemne oczy Mistrza Eliksirów. Oczy, w których szalała... już nawet nie burza. Coś

znacznie głębszego, rozjaśniając je nagłymi, oślepiającymi błyskawicami. - Do

widzenia... profesorze Snape.

Przez twarz mężczyzny przebiegł cień, kiedy Harry wymówił ostatnie słowo, ale nic

więcej już nie zobaczył, gdyż odwrócił się i odszedł. Kiedy przekroczył próg klasy, a

drzwi zamknęły się za nim, poczuł się tak... jakby pozostawił za nimi część siebie.

--- rozdział 50 ---

50. Take your heart and run

So I guess it's over now

And you broke me down somehow

I can hear what you said

Echoing in my head

I'm losing...myself

I'm shaking deep inside

I'm having trouble breathing

I need somewhere to hide

Away cause I am healing

I'm having trouble breathing

Tomorrow I am healing...*

- Mój rozkaz był jasny. Miałeś go trzymać blisko siebie! Wiesz, jakie to dla nas

ważne!

Snape z trudem podniósł się z zimnej posadzki, podpierając się na drżących rękach.

Z kącika ust spływała mu krew. Nie uniósł głowy. Trzymał ją opuszczoną, wbijając

spojrzenie w swoje odbicie w ciemnym marmurze.

- Wybacz, mój Panie. Dałem się ponieść... nienawiści. Ale to tylko niewielka

przeszkoda. W gruncie rzeczy ta sytuacja jest nam bardzo na rękę.

Voldemort opuścił nieco różdżkę, którą celował w klęczącego na podłodze

mężczyznę, i zmrużył swoje czerwone oczy.

- To znaczy?

Snape podniósł głowę. Na jego wargach błąkał się groźny uśmiech.

- Poczekam, aż chłopak ochłonie i zacznie tęsknić. Będę mógł w spokoju dokończyć

eliksir, a on nie będzie plątał mi się pod nogami. A kiedy nadejdzie odpowiednia

pora... wtedy uderzę. - Coś w czarnych oczach rozbłysło stalową pewnością siebie. -

Tak to rozegram, że Potter padnie mi do stóp i będzie błagał o to, abym pozwolił mu

do siebie wrócić.

Voldemort do końca opuścił rękę, uważnie przyglądając się ciemnym, zmrużonym

oczom.

- Nie wątpię - odezwał się po chwili. - Wielokrotnie już mi udowodniłeś, że jesteś

najlepszy w tego typu zadaniach. Ale nie będę tolerował twojej samowoli. Masz się

trzymać instrukcji.

- Nie obawiaj się, mój Panie. Potter będzie gotowy na czas.

Na ustach Voldemorta pojawił się lodowaty uśmiech. Odwrócił się gwałtownie i

podszedł do wysokiego krzesła, znajdującego się w drugim końcu sali.

- Ile to jeszcze zajmie? - zapytał, siadając miękko na hebanowym krześle.

Snape powoli podniósł się z podłogi i wyprostował. Otrzepał swoje szaty i przybrał

dumną postawę, tak jakby nie otrzymał jeszcze chwilę temu kilku Cruciatusów pod

rząd.

- Niewiele ponad dwa tygodnie. Wszystko już prawie gotowe. Dam mu eliksir na

godzinę przed wyjściem do Hogsmeade.

- Pamiętaj, że nikt nie może wiedzieć o tym, że poszedł z tobą do Hogsmeade. Po

wszystkim wrócisz do zamku i kiedy ten stary dureń zorientuje się, że chłopak zaginął

i ogłosi alarm, rozpoczniesz poszukiwania razem z innymi. Będziesz mi tam

potrzebny, Severusie.

Mężczyzna skinął sztywno głową. Jego twarz wyglądała teraz niczym maska. Nie

poruszał się na niej ani jeden mięsień.

- Wiesz, co cię spotka, jeżeli zawiedziesz... - Głos Voldemorta obniżył się o kilka

1 ... 293 294 295 296 297 298 299 300 301 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)