Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
to jeszcze odreagowujesz na lekcjach! I dlaczego? Tylko dlatego, że powiedziałam ci
kilka słów prawdy! O tym, że nic już dla mnie nie znaczysz i nic mnie nie obchodzisz!
I podtrzymuję to! Z nami koniec! Jeżeli chcesz odzyskać swoje rzeczy, to masz teraz
jedyną szansę! Potem nigdy mnie już nie zobaczysz!
Harry wpatrywał się w nią z rozdziawionymi ustami.
Co to miało znaczyć? Kim ona, do cholery była? Czyżby Ślizgoni chcieli mu zrobić
kawał? Jeżeli tak, to wcale nie był śmieszny.
Spojrzał w stronę stołu Ślizgonów, ale wydawali się równie zaskoczeni, jak cała
reszta uczniów. Przeniósł wzrok na Rona i Hermionę. Ron zamarł ze zwisającym mu
z ust makaronem, a Hermiona mrugała, spoglądając raz na Harry'ego, raz na
Ślizgonkę.
- No idziesz czy nie? - zawołała niecierpliwie dziewczyna, odwracając się w stronę
wyjścia.
Pomimo iż Harry nie miał pojęcia, co się dzieje i kim jest tajemnicza przybyszka,
posłusznie wstał z miejsca i ruszył za nią, odprowadzany zaszokowanymi i
rozbawionymi spojrzeniami uczniów i nauczycieli.
Kiedy tylko zamknął za sobą drzwi Wielkiej Sali, usłyszał wybuchający za nimi gwar.
Ale dziewczyna nie zatrzymała się. Skierowała się prosto do znajdującej się w Sali
Wejściowej łazienki. Harry kroczył za nią, mając w głowie całkowity chaos.
Kiedy znaleźli się w środku i drzwi zatrzasnęły się za nimi, dziewczyna odwróciła się
do niego, przez chwilę mierzyła go tymi jasnoniebieskimi oczami, a następnie...
rzuciła się do przodu i objęła go ramionami.
- Och, Harry. Tak bardzo mi przykro.
- Ee... - odparł Harry. - Kim jesteś? - zdołał wydusić po dłuższej chwili.
- Och. - Dziewczyna oderwała się do niego i uśmiechnęła smutno. - Słyszałam, co się
wydarzyło na Eliksirach. I jak potraktował cię Snape. I słyszałam, jak niektórzy
Krukoni zaczęli się zastanawiać, co to mogło znaczyć... I pamiętałam, że wszyscy
byli przekonani, że masz w Slytherinie dziewczynę. No więc stwierdziłam, że ci
pomogę. Wzięłam od Nimfadory Eliksir Wielosokowy i transmutowałam swoje szaty
w szaty Ślizgonów.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się.
- Lu-Luna...?
- Wiem, że to trochę nie mój styl. - Przejrzała się krytycznie w lustrze. - Jak można
nosić tak pedantycznie związane włosy? I żadnych ozdób? Ale miałam mało czasu.
To była pierwsza dziewczyna mniej więcej w odpowiednim wieku, jaką spotkałam w
drodze do Hogsmeade. Nie mogłam użyć włosów prawdziwej Ślizgonki, bo wszyscy
mogliby ją później wypytywać, co się stało, i oszustwo wyszłoby na jaw. A tak, jeżeli
nikt nie wie, kim ona jest, to nie będzie problemu. - Uśmiechnęła się.
Charakterystyczny dla Luny, nieco nieprzytomny wyraz twarzy wyglądał dziwacznie
na surowym obliczu dziewczyny.
- Przeraziłaś mnie. Prawie dostałem zawału. Nie wiedziałem, co się dzieje -
wymruczał Harry, wciąż nie potrafiąc uwierzyć w ten zwariowany pomysł. Tylko Luna
mogła wpaść na coś takiego.
- Ale teraz już nikt nie będzie cię o nic podejrzewał. Pokłóciłeś się z dziewczyną,
Snape rozdrapał świeżą ranę i... bum. Tak jakoś wyszło.
Harry zagryzł wargę. Uśmiech momentalnie spełzł z twarzy dziewczyny.
- Harry... - zaczęła trochę niepewnie. - On na pewno tak nie myśli. Kiedy jest się
wściekłym, można powiedzieć najbliższej osobie nawet najokrutniejsze, najbardziej
raniące słowa. Ale to wcale nie znaczy, że są one prawdziwe.
- To już jest skończone - wymamrotał Harry. Nie miał ochoty o tym dyskutować.
- Rozmawiałeś z nim o tym?
- Nie, Luno, i nie mam zamiaru! - warknął. - Nie uwierzę już w ani jedno jego słowo.
Nigdy. On należy już do przeszłości. Nie chcę o nim rozmawiać.
Dziewczyna wpatrywała się w niego z przechyloną głową i ze zmrużonymi oczami.
- Ale przecież go ko...
- Snape w ogóle mnie już nie obchodzi! - przerwał jej Harry podniesionym tonem. -
Miał swoją szansę, ale ją stracił. Teraz już dla mnie nie istnieje i nie chcę, żebyś mi o nim przypominała!
Luna nie wydawała się przestraszona tym wybuchem. Raczej zasmucona.
- Wiesz... mnie też często mówią, że wyobrażam sobie coś, co nie istnieje. Ale ty
jesteś w tym lepszy ode mnie, Harry.
Chłopak zamrugał.
- Co?
- Jeżeli będziesz chciał... o czymś porozmawiać. Oczywiście o czymś absolutnie nie
związanym z wiesz-kim... to po prostu przyjdź. - Uśmiechnęła się do niego
promiennie. - Mam cudowną kolekcję ogrzewaczy na imbryki. Dostałam od
Nimfadory. Co prawda, nie mam imbryka, ale fajnie wyglądają jako ocieplacze na
ręce.
Harry pokiwał głową i odwrócił się w stronę wyjścia.
- Dzięki - powiedział cicho. - Muszę już iść. Ja...
- ...masz coś ważnego do zrobienia, wiem.
Nie spojrzał jej w oczy.
- Do zobaczenia.
***
- Harry? - Hermiona zajrzała niepewnie do dormitorium. Harry siedział na łóżku z
podkurczonymi nogami i czołem opartym o kolana. Przyszedł tu prosto po rozmowie
z Luną i siedział tak przez cały wieczór. Nie widział się z nikim. Słyszał tylko
dochodzące z Pokoju Wspólnego śmiechy i rozmowy. - Możemy porozmawiać? -
zapytała cicho dziewczyna, wchodząc do środka.
Harry nie podniósł głowy. Nie miał ochoty z nikim rozmawiać. A już najmniej z nią.
- Jeśli chcesz - odparł. Nie wiedział, dlaczego to zrobił. Może jednak miał już dosyć
ciszy i samotności?
Gryfonka zamknęła drzwi, wyciągnęła różdżkę i rzuciła na nie zaklęcie blokujące i
wyciszające.
Och, a więc to miała być taka rozmowa...
Harry'emu coraz mniej się to podobało. Ostatnim razem, kiedy Hermiona chciała z
nim "porozmawiać"... cóż, nie skończyło się to zbyt przyjemnie.
Usłyszał jej ciężkie westchnienie i kroki, kiedy podeszła do łóżka i usiadła na nim.
Przez chwilę pomiędzy nimi panowała niczym niezmącona cisza.
Po chwili Hermiona przełknęła ślinę i odezwała się lekko drżącym głosem:
- Jak długo... ty i on?
Harry spiął się cały i zrobiło mu się nagle niezwykle gorąco. Wiedział, że się
domyśliła, ale... to był jednak szok, usłyszeć takie pytanie wprost z jej ust. Nie
pozostawiało żadnych wątpliwości. Żadnego: "o czym ty mówisz?", "co to za pytanie?" czy "nie mam pojęcia, co sugerujesz".
Oblizał wyschnięte wargi, próbując uspokoić szybko bijące serce.
Tylko spokojnie. Na razie nie robi mu wyrzutów i nie grozi powiadomieniem o
wszystkim Dumbledore'a, tak jak ostatnio. Nie wiedział dlaczego, ale teraz, kiedy
było już po wszystkim... nie odczuwał takiego strachu z powodu tego, że domyśliła
się prawdy. Było mu wszystko jedno. To i tak był koniec. Czuł się całkowicie otępiały.
Już nic nie miało znaczenia.
- Jak się domyśliłaś? - wyszeptał ochryple, chociaż odpowiedź wydawała się
oczywista.
- Wystarczyło zobaczyć jego wyraz twarzy, kiedy się rozpłakałeś. I twoją minę, kiedy
powiedział ci, że nic dla niego nie znaczysz. No i to, jak wypomniał nam imprezę. To
było... zbyt osobiste, nawet jak na niego. I przypomniało mi się, co opowiadała nam
Ginny, o tej sytuacji, kiedy nakrył was w schowku. Żaden normalny nauczyciel nie
zareagowałby w ten sposób, gdyby w grę nie wchodziło coś... głębszego. Ale wtedy
jeszcze próbowałam to sobie tłumaczyć tym, że przecież on zawsze nienawidził
rodzinę Weasleyów, o tobie już nie wspominając... A to przedstawienie w Wielkiej
Sali... Nie wiem, skąd wytrzasnąłeś tę dziewczynę, ale ja nie dam się nabrać. -