Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
tonów i wydawało się, że w pomieszczeniu zrobiło się nagle chłodniej.
- Wszystko pójdzie zgodnie z planem - odparł zdecydowanie Snape, tak jakby w
ogóle nawet nie rozważał innej opcji.
Voldemort zmrużył oczy.
- Chcę zajrzeć do twojego umysłu, Severusie.
Mężczyzna nie wydawał się zaskoczony tym żądaniem. Voldemort często
przeszukiwał umysły swoich zwolenników, aby upewnić się, że są mu całkowicie
wierni. Rzadko kiedy jednak o tym uprzedzał. Wtargnięcie z zaskoczenia sprawiało
mu o wiele większą przyjemność, ponieważ wiązało się ze znacznie dotkliwszym
bólem dla ofiary, która zaskoczona niespodziewaną penetracją swych myśli,
próbowała się bronić i wyrzucić intruza ze swojej głowy. A Voldemorta nie dało się
wyrzucić, nie tracąc przy tym świadomości. Dlatego penetracja przebiegała o wiele
mniej boleśnie, jeżeli ofiara się nie broniła i nie próbowała czegoś ukryć. Najlepiej
było po prostu pozwolić mu oglądać wszystko.
Pionowe źrenice Czarnego Pana rozszerzyły się nieco, kiedy wtargnął do umysłu
stojącego przed nim mężczyzny. Na skroni Snape'a pojawiła się pulsująca boleśnie
żyła, a usta zacisnęły się w bladą linię. Pomimo wszelkich starań nie potrafił ukryć
cierpienia, które pojawiło się na jego twarzy. Zdawało się płonąć tuż pod naciągniętą
skórą. Spływało po niej w kroplach potu.
Po chwili Voldemort wycofał się. Z ust mężczyzny wyrwało się ledwie dosłyszalne
westchnienie.
Voldemort odchylił się w swym przypominającym tron krześle i uśmiechnął z
satysfakcją.
- Doskonale - wyszeptał. Zamknął na chwilę oczy i na jego twarzy pojawiło się coś
bardzo niebezpiecznie przypominającego rozkosz. Jakby przypominał sobie coś, co
sprawiało mu ogromną przyjemność. - Uwielbiam oglądać to wspomnienie.
Uwielbiam patrzeć w jego zielone przerażone oczy, kiedy zaczynasz go dusić tym
krawatem. - Powieki uniosły się i czerwone oczy wbiły się w czarne. - Jestem z ciebie
zadowolony, Severusie. Rozebrałeś go dla mnie na kawałki. Nie pozostało w nim już
niczego, czego bym nie poznał. Dzięki tobie zajrzałem w każdy, nawet
najmroczniejszy zakątek jego duszy. I już niedługo ta dusza będzie należała do mnie.
- Pozbawione warg usta rozciągnęły się w upiornym uśmiechu.
- To była dla mnie przyjemność - odparł Snape, skłaniając głowę i uśmiechając się
do siebie z zadowoleniem.
***
Kiedy budzimy się rano, mamy tylko kilka sekund... kilka sekund błogiej
nieświadomości, zanim dryfująca przez krainy snu jaźń powróci do naszego ciała,
przynosząc ze sobą... strach. Kilka sekund cudownej niewiedzy, zanim zrozumiemy,
kim jesteśmy, gdzie się znajdujemy i co nas czeka. Zaledwie kilka sekund, by
przygotować się na uderzenie świata. I nagle nie jesteśmy już unoszącą się w
bezpiecznej ciemności istotą stworzoną z marzeń... dopada nas rzeczywistość.
Uświadamiamy sobie nagle z całą mocą, że to, co wydarzyło się wczoraj, było
prawdą i że dzisiaj może być tylko gorzej. I nie ma przed tym ucieczki. Trzeba wstać
i... przeżyć jakoś ten dzień. Nie możemy zanurzyć się z powrotem w niewiedzy. Nie
ma już odwrotu.
Harry nie był wyjątkiem. Kiedy obudził się tego chłodnego, wtorkowego poranka,
przez kilka sekund był kimś innym. Kimś, kto nie odczuwa, nie marzy, nie żałuje...
Kimś, kogo świat nadal istnieje i nadchodzący dzień nie kojarzy mu się jedynie z
bólem i pustką.
Ale trwało to tylko kilka sekund. Potem w jednej wstrząsającej chwili wszystko nagle
powróciło. I musiał bardzo mocno zacisnąć powieki, by powstrzymać wlewającą się
do jego umysłu gęstą lawę wspomnień. Ale wraz z obrazami i słowami nadpłynęło
również coś, co zacisnęło mu pętlę na gardle i sprawiło, że poczuł bolesny ucisk w
klatce piersiowej.
Wziął głęboki, drżący oddech i jeszcze przez kilka chwil łudził się, że to może jednak
tylko sen. Że zaraz obudzi się naprawdę i nie będzie czuł tego uścisku ani goryczy i
będzie mógł po prostu wstać z łóżka i... żyć. A może ktoś rzucił na niego zaklęcie
Legilimens Evocis i zamknął go w koszmarze?
Jego ręka bez udziału woli powędrowała pod poduszkę w poszukiwaniu chłodnej,
gładkiej powierzchni kamienia. Ale nie znalazła go tam.
To nie był koszmar. To była prawda.
Ostrożnie uniósł powieki.
Jesteś i zawsze będziesz dla mnie nikim. Rozumiesz? Nikim!
Ponownie zacisnął powieki.
Nie! Nie chciał sobie tego przypominać! Jaki to miało sens? To był już koniec.
Koniec.
Cóż, to słowo nie brzmiało zbyt optymistycznie. Nie, brzmiało... ostatecznie. Czuł się
tak, jakby stracił kogoś bliskiego. Było w nim takie miejsce, w którym ten ktoś
mieszkał, ale teraz już go tam nie było. Teraz została tylko luka, której na razie nie
potrafił zapełnić. Nie wiedział, czym mógłby ją zapełnić. Ani czy to w ogóle możliwe.
Westchnął i ponownie otworzył oczy. Nie potrafił przed tym uciec. Nie potrafił uciec
przed przewijającymi mu się przez głowę wspomnieniami wszystkiego, co wydarzyło
się wczorajszego dnia, od wejścia do klasy aż po...
*
- Stary, co to miało być? - zapytał Ron, kiedy Harry podszedł do czekających na
niego przed klasą Eliksirów przyjaciół. Nie spojrzał na nich. Przeszedł obok bez
słowa, nie podnosząc głowy i nie odzywając się. Nie miał ochoty na żadne rozmowy.
Nie miał ochoty na jakiekolwiek towarzystwo. Po prostu chciał stąd odejść. Odejść i
schować się gdzieś.
Jednak Ron ruszył za nim. Po chwili wahania, Hermiona również. Przez jakiś czas
szli bez słowa. Mijali umocowane na ścianach lochów pochodnie, które wydawały się
ciągnąć w nieskończoność, tak jakby zimne, surowe korytarze nie miały końca. Po
pewnym czasie Harry usłyszał za sobą niepewny głos Rona:
- Powiesz nam w końcu, o co poszło? Przecież Snape...
- Ron! - przerwała mu ostrzegawczo Hermiona, ale rudzielec zdawał się tego w ogóle
nie zauważyć.
- Przecież Snape wiele razy mówił ci o wiele gorsze świństwa i ty nigdy...
- Ron!
- ...i nigdy cię to nie ruszało. Co się stało? To wyglądało...
- Ron! - Hermiona złapała go za rękaw i pociągnęła. Ale rudzielec wyrwał ramię.
- To wyglądało trochę nienormalnie. No wiesz... Rozumiem, że Snape potrafi
przygadać, ale jego chamskie komentarze zawsze cię tylko wkurzały, jeszcze nigdy
nie doprowadziły cię...
- Ron, zamknij się!
- ... do łez. Ja po prostu... tego nie rozumiem.
Harry zatrzymał się nagle. Jego przyjaciele zrobili to samo. Powoli odwrócił się i
spojrzał na nich w taki sposób, że Ron mimowolnie się cofnął, a Hermiona zagryzła
wargę i uciekła wzrokiem.
- Mam teraz... pewne problemy - powiedział ostrożnie Harry. - I chcę, żebyście
zostawili mnie w spokoju.
- Jakie problemy? - Ron nie dawał za wygraną. Harry widział na jego twarzy
zaciętość. A czego innego mógłby się spodziewać po takim przedstawieniu? Nawet
Ron nie był aż tak głupi...
- To nie twoja sprawa - wycedził Harry. Miał dosyć. Nie miał ochoty tłumaczyć się,
kłamać, wymyślać. Chciał, żeby wszyscy po prostu zostawili go teraz w spokoju.
Ponownie ruszył przed siebie, całkowicie ignorując zaszokowaną minę przyjaciela.
- Jak to nie moja? - zawołał za nim Ron, kiedy doszedł już do siebie. - Przez cały
dzień zachowywałeś się tak, jakby cię nie było. Chodziłeś zamyślony, nic do ciebie