Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 296 297 298 299 300 301 302 303 304 ... 508
Перейти на страницу:

Obok Dennisa pojawiła się Angelina, a za nią Katie Bell.

- Słyszałyśmy, że Snape wyczyścił wszystkim kociołki i doprowadził kogoś do płaczu.

I odebrał punkty Ślizgonom! To prawda?

- Ee... - zaczął Ron, zerkając na całkowicie oszołomionego Harry'ego. - Częściowo.

- I podobno pobił Neville'a! A was wyrzucił z klasy.

- Nie, to Harry'ego pobił - wyjaśnił im Dennis. Obie dziewczyny spojrzały na

Harry'ego z niedowierzaniem.

- Naprawdę?

Harry zamrugał. Co to wszystko miało znaczyć?

- Nie. Nikt mnie nie pobił - odpowiedział, lekko już zdenerwowany całą tą sytuacją.

- Wiedziałam, że Snape jest wrednym sukinsynem, ale żeby rzucać się na ucznia w

klasie... - powiedziała Angelina, kręcąc głową, tak jakby to, co powiedział Harry,

wcale do niej nie dotarło.

- Bo Harry bronił Neville'a! - zawołał Dennis, podskakując z przejęcia. - Ja wszystko

wiem! Od Colina, który słyszał to od Mirandy, a jej powiedział o tym Michael, brat

Jolice, która przyjaźni się z Ginny. Najpierw Snape kazał Neville'owi wypić jakiś

eliksir, ale Harry wstał i wytrącił mu go z ręki. No i eliksir się roztrzaskał, a Neville się rozpłakał i Snape się wściekł i rzucił się na Harry'ego i popchnął go na ławkę. Wywalił

wszystkich z klasy, ale Harry'emu kazał zostać i wtedy go pobił, żeby nie było

świadków!

- Co? - Harry był w stanie wydusić z siebie tylko to jedno słowo.

- Kurczę, muszę powiedzieć o tym Annie i Denise z piątej klasy! - zawołała Katie,

odbiegając w tłum uczniów, a Angelina podążyła za nią.

- Harry, to naprawdę niesamowite, że nie poszedłeś się poskarżyć dyrektorowi! -

trajkotał dalej Dennis. - Ja od razu bym tak zrobił! Czym cię pobił Snape? Jakimś

paskiem? Różdżką? Chyba nie batem? Ojej! Pewnie batem! To musiało boleć!

Muszę powiedzieć o tym Colinowi! - Odwrócił się i pobiegł w drugi koniec Pokoju

Wspólnego, gdzie jego brat Colin z przejęciem opowiadał grupce drugoklasistów o

niesamowitych wydarzeniach na lekcji Eliksirów u szóstoklasistów.

Harry powoli odwrócił się w stronę Rona i Hermiony. Dziewczyna zaciskała usta i

wpatrywała się w swoje dłonie, a Ron miał skruszony wyraz twarzy.

- Nie patrz tak na nas - zaczął rudzielec. - Nie my to wymyśliliśmy. Każdy dopowiada

coś od siebie i już w końcu nikt nie wie, co tak naprawdę się wydarzyło. Słyszałem

nawet taką wersję, że Snape gonił cię po klasie i całą ją zdemolował, zanim w końcu

cię dorwał.

- Mam dosyć słuchania tych głupot - oświadczyła Hermiona, odrzucając do tyłu włosy

i biorąc głęboki oddech. Wyglądała na bardzo przejętą i zdenerwowaną. - Chodźmy

na kolację.

- Nie wiem, czy mam ochotę... - mruknął Harry, spuszczając wzrok.

- A ja ci mówię, że masz - powiedziała zdecydowanym tonem i Harry poczuł na sobie

jej przeszywające spojrzenie. Nie miał sił ani ochoty się kłócić. Pokiwał głową i z

trudem podniósł się z kanapy. Kiedy wychodzili z Pokoju Wspólnego, obejrzał się

jeszcze raz i zobaczył, jak Colin demonstruje drugoklasistom zamaszyste uderzenia

batem.

***

W Wielkiej Sali gwar był nieco mniejszy niż w Pokoju Wspólnym, ale Harry wiedział,

że i tak wszyscy rozmawiają o tym samym. Nie był pewien, czy powinien się cieszyć

z takiego obrotu spraw. Z jednej strony było mu to na rękę - nikt nie wyśmiewał się z

jego nagłego wybuchu, nie uważał go za beksę i nie próbował dociekać, dlaczego się

rozpłakał. Ale z drugiej strony cała ta wrzawa doprowadzała go do frustracji,

ponieważ na każdym kroku przypominano mu o tym, co wydarzyło się na lekcji. A on

nie chciał pamiętać!

Odetchnął z ogromną ulgą, kiedy, wszedłszy do Wielkiej Sali, zauważył że na kolacji

nie było ani Dumbledore'a ani Snape'a. Nie potrafiłby chyba znieść przebywania w

jednym pomieszczeniu z tym... z tym... Przełknął przekleństwo w tym samym

momencie, w którym od stołu Ślizgonów dobiegł ryk wesołości. Odwrócił się w tamtą

stronę i zauważył stojącego w centralnym miejscu stołu Zabiniego, który zasłaniał

sobie dłonią oczy i głośno pociągał nosem. Pomimo głośnego rechotu uczniów, Harry

usłyszał, jak udając, że szlocha i pochlipuje, wypowiada płaczliwym tonem:

- Ale ja nie jestem nikim, panie profesorze. Jestem Wybrańcem. Jestem Chłopcem,

Który Przeżył. I przecież jestem też pańskim... uczniem... - Kilkoro Ślizgonów,

uśmiechając się szyderczo, zerknęło w kierunku Harry'ego. Ale wydarzyło się coś

jeszcze. Coś dziwnego. Nott spojrzał na roześmianego Zabiniego i nieznacznie

pokręcił głową. Ślizgon zauważył to i uśmiech spełzł mu z twarzy. Usiadł na miejscu i

wbił spojrzenie w swój talerz. Harry zauważył złość na jego twarzy.

No tak, Ślizgoni byli przecież na tej lekcji i dokładnie wszystko widzieli. I byli

inteligentni, a skoro już wcześniej mieli jakieś podejrzenia... Harry przełknął ślinę.

Miał nadzieję, że nie byli jednak na tyle inteligentni, żeby poskładać wszystko do

kupy. Nigdy, od czasu zniknięcia Malfoya, nie słyszał z ich ust żadnych insynuacji.

Czyżby to była zasługa groźby, która nad nimi wisiała, jeżeli tylko spróbują? Ale

nawet jeżeli o tym nie słyszał, to nie znaczyło, że w zaciszu własnych dormitoriów nie

rozmawiali o tym. Może go podejrzewali? Może nawet wszystko już wiedzieli? Ale nie

mogli tego okazać?

Harry zmarszczył brwi i odwrócił się do siedzących po drugiej stronie stołu Rona i

Hermiony. Ron zajmował się swoim posiłkiem, ale Hermiona patrzyła dokładnie w tę

samą stronę, co Harry. I kiedy chłopak odwrócił głowę, spojrzała mu prosto w oczy.

Szybko spuścił wzrok, czując jak jego serce przyspiesza.

Nie podobała mu się jej mina. W ogóle nie podobało mu się to, jak na niego patrzyła.

O czym mogła myśleć? Zastanawiała się nad tym, czy jest normalny? Uważała, że

jest obrzydliwy? Czy też, że dobrze mu tak i sam sobie na to zasłużył?

A co z innymi? Przecież Gryfoni, którzy byli na tej lekcji... Harry spojrzał na

siedzących kawałek dalej Seamusa i Deana, ale wydawali się zajęci jedzeniem i

rozmową. Za to Lavender i Parvati natychmiast odwróciły głowy, tak jakby jeszcze

chwilę wcześniej przypatrywały mu się z uwagą.

Nie wszyscy byli głusi i ślepi. Zdawał sobie z tego sprawę. A sytuacja, w której uczeń

wybucha płaczem na lekcji, po tym jak nauczyciel mówi mu coś nieprzyjemnego, na

pewno nie należała do normalnych. A co, jeżeli niektórzy także... zaczęli coś

podejrzewać?

Harry przełknął głośno ślinę. I w tym samym momencie drzwi Wielkiej Sali otworzyły

się z trzaskiem. Wszystkie spojrzenia skierowały się w tamtą stronę. Harry'ego

również.

W wejściu stała... Ślizgonka. Harry nigdy wcześniej jej nie widział. Miała długie,

kasztanowe włosy związane w koński ogon. Nie była wysoka. Wyglądała na

szesnaście lat. Rozejrzała się po Wielkiej Sali i zdecydowanym krokiem ruszyła

przed siebie. Jednak nie w stronę stołu Ślizgonów, tylko... Gryfonów. I dopiero kiedy

była w połowie drogi, Harry zorientował się, że idzie prosto na niego. Zatrzymała się

przed nim i położyła ręce na biodrach. Przez chwilę mierzyła go jasnobłękitnymi

oczami, a następnie krzyknęła:

- Jesteś największym palantem, jakiego kiedykolwiek spotkałam, Harry Potterze!

Szczerze, gdybym wiedziała, jaki jesteś, to nigdy nie zaczęłabym się z tobą spotykać!

Nie dość, że się mnie wstydzisz i próbujesz ukrywać przed wszystkimi nasz związek,

1 ... 296 297 298 299 300 301 302 303 304 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)