Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 295 296 297 298 299 300 301 302 303 ... 508
Перейти на страницу:

nie docierało. A teraz wybuchnąłeś płaczem na lekcji u Snape'a. Co to miało, do

cholery, znaczyć?

Harry znowu się zatrzymał.

Co miał mu powiedzieć? Co, do diabła, miał powiedzieć? Jak mógł coś takiego

wyjaśnić?

Odwrócił się do Rona.

- Ja... jestem trochę rozbity, bo... - Zacisnął usta. W głębi korytarza, ponad

ramieniem wpatrującego się w niego z oczekiwaniem przyjaciela, dostrzegł dwie

spacerujące Ślizgonki. - Bo... rozstałem się ze swoją dziewczyną. Wczoraj

wieczorem. I ona... - przełknął ślinę - powiedziała mi coś strasznego. A Snape mi o

tym przypomniał. I ja... - Spuścił głowę.

Przez chwilę panowała cisza. Było mu wszystko jedno, czy Ron mu uwierzy, czy nie.

Byle tylko dał mu w końcu spokój.

- Och... - Usłyszał po chwili głos przyjaciela. - To... to w porządku. To znaczy nie "w porządku, że się pokłóciliście", czy coś, ale w porządku, że... wiesz, o co mi chodzi.

Harry pokiwał głową, wciąż wpatrując się w kamienne płyty pokrywające podłogę.

- Jesteś pewien, że to już skończone? - odezwała się nagle Hermiona dziwnym,

zduszonym głosem.

- Tak - odparł Harry, czując nagły chłód w klatce piersiowej. - Całkowicie.

- To... dobrze - wyszeptała Gryfonka. - Ona ci nie da szczęścia. Nie powinieneś

lokować swoich uczuć... w kimś takim.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się, ale nie podniósł głowy.

Ona wiedziała! Domyśliła się!

Jego serce ścisnął nagły strach.

Ale chyba nie... chyba nie zamierza...

Ron spojrzał na nią z zaskoczeniem.

- A ty skąd to możesz wiedzieć? Wiesz, o kim on mówi? Znasz ją?

- Nie. Po prostu.. znam Harry'ego.

Harry przełknął ślinę.

- Czy możecie...? Czy mogę... pobyć trochę sam?

- Chodź, Ron. - Dziewczyna złapała rudzielca za rękę. - Będziemy w Pokoju

Wspólnym, Harry. Jeżeli będziesz czegoś potrzebował.

Chłopak pokiwał głową, wciąż nie podnosząc wzroku. Usłyszał oddalające się kroki

swoich przyjaciół.

Musiał... znaleźć jakieś miejsce. Miejsce, w którym mógłby się ukryć. I zapomnieć.

*

Harry wszedł do sowiarni i rozejrzał się w poszukiwaniu Hedwigi. Było tak zimno, że

większość sów siedziała po prostu przycupnięta na żerdziach, przyciskając się do

siebie nawzajem albo wtulając w swoje skrzydła. Hedwiga siedziała na najwyższej

półce i kiedy Harry wszedł do cuchnącego odchodami pomieszczenia, zahukała

radośnie, potrząsnęła piórami i sfrunęła na dół, prosto na wyciągniętą rękę chłopaka.

- Witaj, Hedwigo - szepnął, gładząc jej śnieżnobiałe skrzydła. - Przepraszam, że cię

nie odwiedzałem. Byłem... trochę zajęty. Ale teraz... już nie jestem.

Sowa spojrzała na niego z wyrzutem, ale nie wyglądała na obrażoną. Uszczypnęła

go w dłoń, tak jakby chciała powiedzieć "wybaczę ci, ale tylko ten ostatni raz". Harry westchnął i rozejrzał się za miejscem, w którym mógłby usiąść. Odgarnął leżący pod

jedną ze ścian śnieg, który wpadł do pomieszczenia przez pozbawione szyb okna, i

usadowił się pod ścianą, pozwalając Hedwidze odfrunąć na najbliższą półkę, gdzie

przycupnęła i zaczęła mu się przyglądać swoimi paciorkowatymi oczami.

Harry podciągnął nogi, objął je ramionami i oparł czoło o kolana. W sowiarni było tak

samo lodowato jak na dworze. Co jakiś czas przez okna wpadał mroźny wicher,

przynosząc ze sobą wilgotne płatki śniegu, które osiadały Harry'emu na twarzy i

sprawiały, że całym jego ciałem wstrząsał dreszcz, ale jemu wcale to nie

przeszkadzało. Nieważne jak było zimno, chłód w jego sercu był o wiele bardziej

przejmujący.

Nie myślał, że to się tak skończy. Że skończy się w taki sposób. Że w ogóle się

skończy.

Ale czego mógł się spodziewać? Już od samego początku był skazany na porażkę.

Tylko wcześniej po prostu nie chciał sobie tego uświadomić. Wciąż trzymał się tej

głupiej nadziei, że może w przyszłości... kiedy będzie po wszystkim... do końca

swoich dni... będzie... będą...

Ale jego plany zostały zdeptane. Okazało się, że dla najważniejszej osoby w swoim

życiu jest tylko... nikim. Nędznym, bezwartościowym, nic nieznaczącym zerem.

Nie powinien być zaskoczony. W końcu Snape tyle razy dawał mu to do

zrozumienia... Ale on był zbyt zaślepiony, by to dostrzec. Zbyt zapatrzony. Zbyt głupi.

Zbyt naiwny.

Zbyt zakochany.

A co z tym wszystkim, co razem przeszli? Przecież uratował mu życie, kiedy

zaatakowały go krakwaty! Został z nim w Hogwarcie na święta, chociaż mógł jechać

z przyjaciółmi do Nory! Potrafił go rozbawić, nauczył się o tej przeklętej krwi

buchorożców! Masturbował się dla niego! I zawsze, kiedy tylko Snape miał ochotę...

Harry dawał mu całego siebie! Dawał mu tak wiele, że dla niego nie zostało już

prawie nic.

To nic nie znaczyło?

Najwyraźniej nie. Nie dla kogoś takiego jak Snape. Dla kogoś, kto tylko bierze,

wysysa, przeżuwa, a później, gdy się już nasyci, po prostu wypluwa... Dla kogoś,

kogo jedynym celem życia jest marnowanie życia innym. Jak mógł w ogóle myśleć,

że uda mu się go zmienić? Że uda mu się go zmusić do porzucenia swojej jadowitej,

zaschniętej i twardej jak skała skorupy, która chroniła go przed światem przez tyle lat

i do otworzenia jej na tyle, aby ktoś mógł się przez tę szczelinę przecisnąć... ktoś taki jak Harry.

Nie powinien tak ryzykować. Nie powinien próbować przeciskać się przez tę

szczelinę. Ponieważ teraz, kiedy nagle się zatrzasnęła, rozcięła go na kawałki. I tam

w środku, pod tą jadowitą skorupą pozostało coś, bez czego nie był w stanie

funkcjonować. Jego serce.

Przełknął ciężko ślinę. Jego gardło było tak ściśnięte, że ledwie mu się to udało.

Teraz... teraz będzie musiał od nowa nauczyć się być sam. Będzie musiał nauczyć

się żyć... bez niego. Ale nie wiedział, czy to w ogóle możliwe.

Bo jak można żyć dalej, mając w sobie jedynie... pustkę?

***

- Nareszcie! Już zaczęliśmy się martwić! - wykrzyknął Ron, kiedy tylko Harry,

przemarznięty do szpiku kości, wszedł do Pokoju Wspólnego. Pomieszczenie było

wypełnione rozgadanymi uczniami, więc prawie nikt nie zauważył jego przyjścia. Na

razie. - Siadaj. Wyglądasz, jakbyś wrócił z bieguna polarnego.

Harry, unikając coraz bardziej zaciekawionych spojrzeń, ruszył w stronę kominka, ku

przywołującym go przyjaciołom. Zanim jednak dotarł do kanapy, część uczniów już

zaczęła szeptać między sobą i wskazywać go palcami. Do uszu Harry'ego docierały

niektóre zdania:

- ...nie widzę siniaków...

- ...myślisz, że wraca ze skrzydła szpitalnego?

- ...musi być w niezłym szoku...

Harry usiadł pomiędzy Ronem a Hermioną, kompletnie nic nie rozumiejąc z tych

strzępów zdań. Ale chyba nie chciał wiedzieć, o co chodzi.

- Stary, nawet sobie nie wyobrażasz, co się dzieje - zaczął Ron. - Cała szkoła aż

huczy od plotek. Ta lekcja przejdzie do historii, mówię ci.

Zanim Harry zdążył coś na to odpowiedzieć, obok kanapy zmaterializował się

zdyszany Dennis Creevey z zaczerwienionymi z przejęcia policzkami.

- Harry, wow! Słyszałem, co zrobiłeś! Jak postawiłeś się Snape'owi, a on cię pobił! I

jak Neville się popłakał, a ty go obroniłeś! Jesteś niesamowity!

Gdzieś z oddali dobiegł do Harry'ego zdenerwowany głos Nevil e'a:

- Ile razy mam powtarzać, że wcale się nie popłakałem?!

1 ... 295 296 297 298 299 300 301 302 303 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)