Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
- Radzę ci się wziąć do roboty, Longbottom - wycedził mężczyzna, rzucając okiem na
eliksir Neville'a i krzywiąc się z niesmakiem. - Chyba, że znowu masz ochotę się
czegoś napić?
Chłopiec zbladł i zacisnął drżące usta, wbijając rozbiegany wzrok w mętny wywar,
który bulgotał w kociołku.
Harry słyszał, jak Severus rzuca kąśliwe uwagi niemal każdej osobie, do której
podchodzi, aż w końcu zatrzymał się za plecami Rona i pochylił nad jego eliksirem.
- Całkowita porażka, Weasley - mruknął Snape, wyciągając różdżkę. - Evanesco.
Proszę zacząć od początku.
Ron otworzył usta i z osłupieniem wpatrywał się w swój pusty kociołek. Harry nie
mógł uwierzyć, że Snape usunął jego pracę. Przecież eliksir Rona wcale nie był
gorszy od jego. Wręcz przeciwnie. Był znacznie lepszy.
Harry zacisnął zęby i wrzucił do swojego wywaru posiekany korzeń. Wiedział, że jest
na to za późno. Jego eliksir był już całkowicie spartaczony.
Skoro Snape tak potraktował Rona, to co dopiero powie o jego wywarze... Jednak, ku
osłupieniu Harry'ego, mężczyzna ominął go, w ogóle nie zatrzymując się przy jego
kociołku. Ba, nawet nie spoglądając w stronę Harry'ego! Jednak zanim chłopak
zdążył przetrawić tę sytuację, Snape zatrzymał się już przy Hermionie.
Harry zauważył, że kolor wywaru Gryfonki był nieco zbyt jasny, ale poza tym był
przyrządzony niemal perfekcyjnie. Jakież więc było jego zdziwienie, kiedy nauczyciel
wyciągnął różdżkę i wycedził:
- Źle! Evanesco! Proszę zacząć od nowa. Kto by pomyślał, że taka prymuska woli
marnować czas na bezowocne imprezowanie zamiast się uczyć?
To był cios poniżej pasa, pomyślał Harry, spoglądając na całkowicie oszołomioną
przyjaciółkę. Hermiona wyglądała tak, jakby miała się rozpłakać. Snape jeszcze
nigdy nie wyczyścił jej kociołka.
- Na co czekacie? - warknął mężczyzna, widząc że zarówno Ron, jak i Hermiona po
prostu stoją i zszokowani wpatrują się w swoje puste kociołki. - Jazda po składniki! -
Po tych słowach odwrócił się na pięcie i ruszył z powrotem do swojego biurka.
Harry starał się unikać zdumionego wzroku przyjaciela, kiedy Ron bez słowa ruszył
do składziku, odprowadzany równie zaskoczonymi spojrzeniami pozostałych
uczniów, lecz Hermiona pozostała na miejscu. Nie patrzyła już jednak w swój
kociołek, ale na Harry'go. I na Snape'a. I wyglądała tak, jakby się nad czymś głęboko
zastanawiała.
"Tylko nie znowu to!", pomyślał z rozpaczą Harry. Wcale nie miał ochoty przechodzić przez to po raz kolejny. Na szczęście po chwili Hermiona spuściła głowę i ruszyła za
Ronem do składziku, a Harry odetchnął z ulgą. Przynajmniej na chwilę.
Wiedział, dlaczego Snape to zrobił... a przynajmniej domyślał się. To przecież
częściowo przez nich wydarzyło się to wszystko. Ale żeby potraktować ich z tego
powodu w taki podły sposób? Snape naprawdę przechodził dzisiaj samego siebie!
Harry zagryzł wargę i podniósł głowę, spoglądając na siedzącego przy biurku i
skrobiącego po pergaminie mężczyznę.
Ze Snape'em działo się coś naprawdę niedobrego. Harry widział to w każdym jego
geście, słyszał w każdym słowie, ale nie potrafił tego określić. Myślał, że Severus jest po prostu zły, ale to było coś innego...
Zmrużył oczy i dokładniej przyjrzał się dłoniom mężczyzny. Wydawały się pewne,
kiedy sunęły po pergaminie, ale teraz widział, że to tylko pozory. Drżały. I wydawało
się, że Snape nie do końca panuje nad ruchami... Tak jakby coś go bardzo
niepokoiło albo może...
Czując, że jego serce przyspiesza, spojrzał wyżej, na pochyloną nad biurkiem twarz
mężczyzny. Była spięta, a cienkie usta zaciśnięte tak bardzo, że wydawały się
sklejone ze sobą w jedną, bladą linię. Czarne oczy nie śledziły tekstu. Były
rozbiegane, tak jakby Severus nie wiedział, w którą stronę patrzeć. W pewnym
momencie spojrzał na Harry'ego kątem oka i natychmiast ponownie spuścił wzrok.
Jego ruchy stały się jeszcze sztywniejsze. Przez kilka chwil po prostu stukał piórem
w jedno i to samo miejsce na pergaminie, po czym odrzucił je i zaczął przekładać
papiery, jakby sam do końca nie zdawał sobie sprawy z tego, co robi. Harry jeszcze
raz spojrzał na jego dłonie. Długie palce zwierały się i rozprostowywały.
Snape wyglądał jak ktoś... jak ktoś...
Oczy Harry'ego rozszerzyły się.
Nie, to niemożliwe...
Czyżby Snape miał wyrzuty sumienia? Dlaczego w ogóle na niego nie patrzy i
zachowuje się tak, jakby Harry nie istniał? Omija go, nie zwraca na niego uwagi i nie
potrafi w ogóle mu spojrzeć w oczy... Czyżby to z powodu tego, że... o bogowie! ...że
najprawdopodobniej nie chce sobie przypominać krzywdy, którą mu wyrządził? O to
właśnie chodzi? Teraz, kiedy tak na to spojrzał, wydawało się to oczywiste... Myślał,
że Snape jest wściekły i tak... był wściekły, ale z powodu tego, że chyba po raz
pierwszy w życiu czuł coś takiego, jak wyrzuty sumienia. A przynajmniej tak to
wyglądało.
Harry po prostu czasami zapominał, że Severus to nie jest... ktokolwiek. Trzeba go
mierzyć inną miarką. To nie jest Ron, który, gdy czuje się winny, po prostu chodzi ze
spuszczoną głową i mamrocze przeprosiny. Severus jest kimś, kto nie potrafi
przeprosić, kto nie wie, jak przeprosić... będzie to raczej w sobie dusił, będzie
reagował wściekłością i wyżywał się na wszystkich wokół, nie potrafiąc określić tego
dziwnego uczucia, które nim miota.
Ale... czy on w ogóle jest zdolny do takich uczuć?
To było zbyt zagmatwane! A jeżeli to nie tak? Jeżeli po prostu wmawia sobie, że tak
jest, ponieważ chciałby, żeby tak było?
Harry spuścił głowę. Przed jego oczami znowu pojawiła się pozbawiona jakichkolwiek
emocji twarz i ciemne oczy wpatrujące się w niego bez śladu uczucia.
To dziwne, ale teraz, kiedy przynajmniej domyślał się powodów takiego zachowania
Snape'a, czuł coś na kształt satysfakcji.
Dobrze mu tak! Niech zobaczy, jak to jest! Należy mu się! Niech tym razem to on
trochę... pocierpi! Przynajmniej przez chwilę!
Ron i Hermiona wrócili ze składziku i ponownie zabrali się za przygotowywanie
eliksiru, chociaż w ich ruchach była jedynie rezygnacja. Wiedzieli, że nie zdążą
uwarzyć wywaru przed końcem zajęć, i nawet się nie starali. Hermiona stała
przygnębiona nad swoim kociołkiem, a Ron co chwilę rzucał Mistrzowi Eliksirów
wściekłe spojrzenia i Harry, obserwując zachowanie swoich przyjaciół, czuł coraz
większą złość na Snape'a. Nieważne jakie pobudki nim kierowały, nie powinientak
traktować jego przyjaciół.
Skoro chce się wyżywać, to proszę bardzo, równie dobrze może wyżyć się na nim. W
końcu już się do tego przyzwyczaił...
- Czas dobiegł końca - zabrzmiał donośny głos Mistrza Eliksirów. Mężczyzna
podniósł się z miejsca i ruszył na obchód. Niemal każdy, do kogo podchodził, kończył
z "Nędznym" i wyczyszczonym kociołkiem, co w przypadku Ślizgonów było
najgorszym wynikiem w historii. Najniższą oceną, którą zazwyczaj otrzymywali, był
"Zadowalający". Nie byli również przyzwyczajeni do złośliwych komentarzy, którymi obdarzał ich nauczyciel. Pansy Parkinson, kiedy Snape wyczyścił jej kociołek, była
tak wstrząśnięta, że po prostu stała przez kilka dobrych chwil i wyglądała tak, jakby
ktoś przypadkiem trafił ją zaklęciem paraliżującym.