Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]
Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]

Электронная книга - «Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]». Краткое содержание книги:

Sir Richard Burton, dziewiętnastowieczny angielski podróżnik, pisarz i awanturnik, umiera. Jednak śmierć nie jest końcem, jest początkiem. Budzi się w dziwnym świecie — ogromnej krainie, będącej doliną nieskończenie długiej rzeki. Krainie zamieszkanej przez wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli i umarli na ziemi — od neandertalczyków po kluczowe postacie naszej historii. Wraz z grupką niezwykłych towarzyszy wyrusza w podróż ku źródłom Rzeki w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania zasadnicze — czym jest ten świat, kto go stworzył i kto w nim ustanawia prawa. Powieść, rozpoczynająca jeden z najsłynniejszych cykli fantastycznych, zdobyła nagrodę Hugo (1972) i uznanie czytelników na całym świecie.
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 55
Перейти на страницу:

— Do jakich wniosków doszedł? — spytał z ironią Burton.

— Opowiem ci kiedy indziej, Dick — odparł Frigate. — Dick chuligan — dodał i także odszedł.

Teraz, stojąc przy sterze, patrząc na zalany słońcem pokład, słuchając szumu wody rozcinanej dwoma ostrymi dziobami i trzasków olinowania, zastanawiał się, co ich czeka po drugiej stronie kanionu. Na pewno nie skończy się Rzeka, która ciągnie się chyba bez końca. Może za to zbliża się kres grupy. Już zbyt długo byli razem. Zbyt wiele czasu spędzili na niewielkim pokładzie, nie mając nic do roboty prócz rozmów i pracy przy żaglach. Zaczęli działać sobie na nerwy i to już od dawna. Nawet Wilfreda nie interesowała się nim. Zresztą i on nie starał się o to. Szczerze mówiąc, był nią zmęczony. Nie nienawidził jej i nie życzył niczego złego. Po prostu był zmęczony, a to, że mógł ją mieć, gdy nie mógł mieć Alicji Hargreaves męczyło go jeszcze bardziej.

Lev Ruach trzymał się od niego z daleka i prawie się nie odzywał. Za to częściej kłócił się z Esther na temat swoich przyzwyczajeń żywieniowych, swoich zamyśleń i o to dlaczego w ogóle z nią nie rozmawia?! Frigate był na niego o coś wściekły. Lecz Frigate, tchórz jeden, nigdy nie przyjdzie i nie powie, o co chodzi, dopóki nie doprowadzi się go do ślepej furii. Loghu była zła i obrażona na Frigate'a, ponieważ był w jej towarzystwie równie ponury jak z innymi. Gniewała się także na Burtona, gdyż odmówił jej, kiedy kilka tygodni temu we dwoje zbierali bambus na wzgórzach. Powiedział „nie” dodając, że nie ma moralnych oporów, by się z nią kochać, ale nigdy nie zdradzi Frigate'a ani nikogo innego z grupy. Loghu odparła, że rzecz nie w tym, że nie kocha Frigate'a; po prostu od czasu do czasu potrzebuje odmiany. Tak jak on.

Alicja oznajmiła, że chyba zrezygnuje z poszukiwania swych bliskich. Na obszarach, które mijali musiało mieszkać około 44.370.000 ludzi i nigdy nie dostrzegła nikogo, kogo by znała z Ziemi. Owszem, widziała parę osób, które omyłkowo brała za swoich znajomych. Przyznawała też, że tylko niewielki procent tych 44.370.000 widziała z bliska, czy nawet z daleka. Ale to bez znaczenia. Wpadała w depresję, siedząc przez cały dzień na tym zapchanym pokładzie, gdzie jedyną rozrywką jest trzymanie steru albo lin, lub otwieranie i zamykanie ust podczas rozmów, zwykle całkiem bezmyślnych.

Burton nie chciał się do tego przyznać, ale bał się, że Alicja odejdzie. Przy najbliższym postoju mogła nagle wstać, wziąć swój cylinder, parę drobiazgów, zejść na brzeg i powiedzieć do widzenia. Zobaczymy się może za jakieś sto lat. Mogła to zrobić. Głównym powodem, który ją zatrzymywał, była Gwenafra. Alicja wychowywała ją na wiktoriańską damę z postwskrzeszeniową moralnością dziecka. Była to niezwykła kombinacja, lecz nie bardziej niezwykła niż wszystko, co działo się nad Rzeką.

Burton również miał już dość tej wiecznej wędrówki małym stateczkiem. Chciałby znaleźć jakiś gościnną okolicę i osiąść tam, wypocząć, rozejrzeć się, włączyć w miejscowe życie, znów przyzwyczaić do lądu, pozwolić, by pęd, gnający go wciąż dalej i dalej na nowo nabrał siły. Lecz chciał tego wszystkiego tylko z Alicją żyjącą z nim w jednej chacie.

— Szczęście człowieka, który siedzi na miejscu nie zbliża się — mruknął do siebie. Musi coś przedsięwziąć w sprawie Alicji; zbyt długo już był dżentelmenem. Zacznie ją oblegać, weźmie ją szturmem. Zawsze był agresywny w miłości; dopiero po ślubie przyzwyczaił się, że nie on kocha, ale jego kochają. Lecz stare przyzwyczajenia i dawne odruchy wciąż gdzieś w nim tkwiły. Był doświadczonym starcem w młodym ciele.

„Hadżi” wpłynął w mroczny, burzliwy kanał; błękitno — czarne skalne ściany wznosiły się po obu stronach. Łódź skręciła i rozległe jezioro zniknęło w tyle. Wszyscy rzucili się do lin, gdy Burton wykonywał zwrot za zwrotem na ćwierćmilowym pasie wody, gdzie silny przeciwny prąd podnosił wysokie fale. Pokład wznosił się, opadał i wychylał na boki, kiedy ostro zmieniali kurs. Często znajdowali się o kilka stóp od skał, o które rozbijały się fale. Lecz Burton kierował łodzią już tak długo, że stał się jej częścią, a jego załoga pływała z nim od tak dawna, że potrafiła przewidzieć rozkazy, choć nikt nie wykonywał ich za wcześnie.

Przejście kanionu zajęło im trzydzieści minut. Niektórych trochę przestraszyło — Frigate i Ruach zdenerwowali się na pewno — lecz także podniosło wszystkich na duchu. Nuda i posępny nastrój zniknęły, przynajmniej na chwilę.

„Hadżi” wypłynął na zalane słonecznym blaskiem jezioro. Miało ono około czterech mil szerokości i ciągnęło się jak daleko sięgali spojrzeniem. Góry cofnęły się nagle, równina na obu brzegach znów była szeroka na milę, jak zwykle.

W polu widzenia znajdowało się około pięćdziesięciu łodzi, od sosnowych dłubanek do bambusowych dwumasztowców. Większość była chyba zajęta połowem. Po lewej, jakąś milę od katamaranu, stał jeden z wszechobecnych kamieni obfitości, a przy nim widać było jakieś ciemnoskóre postacie. Za nimi, na równinie i między wzgórzami, stały typowe bambusowe chaty w stylu, który Frigate nazywał architekturą neopolinezyjską, a czasami postmortem nadbrzeżną.

Po prawej stronie, mniej więcej pół mili od wyjścia z kanionu, stał duży fort z drewnianych bali. Przed nim zbudowano dziesięć drewnianych kei, przy których stały najróżniejsze, duże i małe łodzie. Kilka minut po wpłynięciu „Hadżiego” na jezioro odezwały się bębny. Mogły to być wydrążone pnie drzew, albo naprężona, wygarbowana skóra, rybia lub ludzka. Przed wejściem do fortu zebrał się już spory tłum, lecz jeszcze więcej ludzi wybiegło z bramy i ze stojących dalej od brzegu chat. Wskoczyli do łodzi i natychmiast zaczęli odbijać.

Ciemnoskórzy z lewego brzegu spychali na wodę dłubanki, czółna i jednomasztowe żaglówki. Wyglądało na to, że oba brzegi ścigają się, kto pierwszy dogoni katamaran.

Burton halsował, często robiąc zwroty między łodziami. Bliżej znajdowali się ludzie z prawego brzegu: byli biali i dobrze uzbrojeni, lecz nie próbowali używać łuków. Jeden z nich, stojący na dziobie wojennego czółna z trzydziestką wioślarzy krzyknął po niemiecku, żeby się poddali.

— Nie zrobimy wam krzywdy!

— Przybywamy w pokoju — zawołał Frigate.

— On o tym wie! — burknął Burton. — To oczywiste, że nasza garstka ich nie zaatakuje!

Bębny huczały już po obu stronach Rzeki. Zdawało się, że brzegi roją się od nich. Na pewno pełno tam było uzbrojonych mężczyzn. Na wodzie pojawiło się więcej ścigających ich łodzi. Z tyłu te, które wypłynęły pierwsze, kontynuowały pościg, lecz coraz bardziej traciły dystans.

Burton wahał się. Czy powinien zawrócić, przepłynąć kanał i wrócić tu nocą? Byłby to niebezpieczny manewr, gdyż wysokie na 20000 stóp skalne ściany zasłoniłyby światła gwiazd i mgławic. Musiałby żeglować na ślepo.

W dodatku katamaran był chyba szybszy od wszystkich łodzi nieprzyjaciela. Na razie. W dali widać było jednak zbliżające się żagle. Tamci mieli za sobą wiatr i prąd. Jeśli uda się ich ominąć, czy wytrzymają tempo, kiedy będą musieli halsować?

Wszystkie łodzie, które dotąd widział, były pełne ludzi, co zmniejszało ich szybkość. Nawet statek, mający te same możliwości co „Hadżi” nie mógłby się z nim ścigać, gdyby tłoczyli się na nim wojownicy. Postanowił płynąć dalej.

Dziesięć minut później, na ostrym kursie, drogę przecięło im kolejne czółno. Miało szesnastu wioślarzy z każdej burty i niewielkie pokłady na dziobie i rufie. Na każdym z nich stało po dwóch ludzi i katapulta na drewnianym postumencie. Dwójka na dziobie włożyła w uchwyt jakiś okrągły, dymiący przedmiot, jeden z nich zwolnił zaczep i ramię machiny huknęło o belkę oporową. Czółno zadrżało, a wioślarze na chwilę złamali rytm. Pocisk poleciał wysokim łukiem, a gdy znalazł się o dwadzieścia stóp przed „Hadżim” i dziesięć nad powierzchnią wody, wybuchł z głośnym hukiem, wypuszczając kłęby czarnego dymu, szybko rozwiewane wiatrem.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 55
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)