Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]
Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]

Электронная книга - «Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]». Краткое содержание книги:

Sir Richard Burton, dziewiętnastowieczny angielski podróżnik, pisarz i awanturnik, umiera. Jednak śmierć nie jest końcem, jest początkiem. Budzi się w dziwnym świecie — ogromnej krainie, będącej doliną nieskończenie długiej rzeki. Krainie zamieszkanej przez wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli i umarli na ziemi — od neandertalczyków po kluczowe postacie naszej historii. Wraz z grupką niezwykłych towarzyszy wyrusza w podróż ku źródłom Rzeki w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania zasadnicze — czym jest ten świat, kto go stworzył i kto w nim ustanawia prawa. Powieść, rozpoczynająca jeden z najsłynniejszych cykli fantastycznych, zdobyła nagrodę Hugo (1972) i uznanie czytelników na całym świecie.
1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 55
Перейти на страницу:

— Żegnaj, Tanyu. Nie wytrzymam więcej pouczeń kłótliwej baby z Bronxu. Znajdź sobie kogoś innego, doskonalszego ode mnie.

Tanya przez chwilę nie mogła złapać tchu, zbladła, po czym zaczęła wrzeszczeć. Sądząc po jej poruszających się wargach wrzeszczała jeszcze długo po tym, jak katamaran znalazł się poza zasięgiem głosu. Wszyscy śmiali się i gratulowali Ruachowi, on jednak tylko uśmiechał się smutnie. Dwa tygodnie później, na terenie zamieszkałym głównie przez starożytnych Libijczyków, spotkał Esther. Żydówkę z piętnastego wieku.

— Dlaczego nie spróbujesz szczęścia z gojką? — zapytał go kiedyś Frigate.

Lev wzruszył ramionami.

— Próbowałem. Ale wcześniej czy później zaczynamy się kłócić, i to ostro, a one tracą nerwy i nazywają mnie cholernym durniem. To samo zresztą zdarza się z Żydówkami, ale u nich potrafię to znieść.

— Pomyśl, przyjacielu — nie ustępował Amerykanin. — Nad Rzeką żyją miliardy gojek,które nie słyszały o Żydach. Nie mają żadnych uprzedzeń. Spróbuj z którąś z nich.

— Będę się trzymał znanego diabła.

— To raczej on cię trzyma — stwierdził Frigate.

Burton zastanawiał się czasem, dlaczego Ruach z nimi pozostał. Nigdy więcej nie wspominał „Żyda, Cygana i El Islam”, choć często wypytywał o inne sprawy z przeszłości Burtona. Zachowywał się przyjaźnie, lecz z jakąś trudną do określenia rezerwą. Nie był potężnym mężczyzną, lecz dobrze radził sobie w walce i okazał się niezastąpiony ucząc Burtona judo, karate i jukado. Smutny nastrój, który otaczał go jak mgła nawet wtedy, kiedy się śmiał czy — według Tanyi — gdy się kochał, był rezultatem głęboko zakorzenionych wspomnień straszliwych doświadczeń z obozów koncentracyjnych W Niemczech i w Rosji. Tak przynajmniej twierdził. Tanya uważała, że Lev urodził się ponury, że odziedziczył geny smutku z czasów, kiedy jego przodkowie siadywali pod płaczącymi wierzbami Babilonu.

Monat także był smutny, choć czasem potrafił o tym zapomnieć. Tau Cetańczyk ciągle wypatrywał innej istoty swego gatunku, kogoś z trzydziestu kobiet i mężczyzn, rozerwanych na strzępy przez oszalały tłum. Nie liczył na sukces. Trzydziestka wobec trzydziestu pięciu czy sześciu miliardów, rozrzuconych nad Rzeką, która mogła mieć i dziesięć milionów mil długości — to czyniło sukces prawie niemożliwym. Zawsze jednak istniała nadzieja.

Alicja Hargreaves siedziała przed forkasztlem tak, że Burton widział tylko czubek jej głowy. Przyglądała się ludziom na brzegach, gdy tylko łódź zbliżała się do nich na tyle, by mogła rozróżnić twarze. Wypatrywała swego męża Reginalda, a także swych trzech synów, matki, ojca, sióstr i braci, jakiejkolwiek kochanej, znajomej twarzy. Należało się domyślać, że opuści ich, gdy tylko uda jej się na kogoś z nich natrafić. Burton nie wypowiadał się w tej sprawie, lecz czuł ból w piersi, ile razy o tym pomyślał. Chciał, by odeszła, a jednocześnie bał się tego. Gdyby stracił ją z oczu, prędzej czy później zniknęłaby także z jego myśli. To było nieuniknione. Lecz nie chciał nieuniknionego. Czuł do niej to samo, co do swej perskiej ukochanej i gdyby ją także utracił, znów cierpiałby przez długie lata.

Nigdy jednak nawet jednym słowem nie dał jej do zrozumienia, co czuje. Rozmawiał z nią, żartował, okazywał zainteresowanie, które uważał za trochę natrętne, gdyż nie odpłacała mu tym samym. W końcu osiągnął tyle, że potrafiła odprężyć się w jego obecności. Jednak tylko wtedy, gdy w pobliżu byli inni. Gdy znaleźli się sami od razu sztywniała.

Od owej pierwszej nocy ani razu nie użyła gumy snów. Burton zażył jej trzykrotnie, po czym zaczął wymieniać na inne przedmioty. Wtedy, za trzecim razem, kiedy miał nadzieję na szczególnie udaną noc z Wilfredą, wpadł w koszmar straszliwej choroby „małych kajdan”, choroby, która niemal go zabiła podczas wyprawy do Jeziora Ta nganyika. W tym strasznym śnie był też Speke i on go zabił. Speke zginął w „wypadku” na polowaniu. Wszyscy uważali, choć nie mówili o tym głośno, że było to samobójstwo, że Speke zastrzelił się dręczony wyrzutami sumienia, gdyż zdradził Burtona. Ale w koszmarze to Burton udusił Speke'a, pochylającego się nad nim, by spytać jak się czuje. Potem, kiedy wizja rozpłynęła się już, ucałował jego martwe wargi.

14

Wiedział, że kochał Speke'a i nienawidził równocześnie; miał wszelkie powody, by go nienawidzić. Ulotna świadomość tego, że go kocha nie miała żadnego wpływu na jego postępowanie. Kiedy podczas wywołanego gumą koszmaru zdał sobie sprawę, że pod warstwą nienawiści leżała miłość, był tak przerażony, że zaczął krzyczeć. Kiedy się zbudził, zobaczył nad sobą Wilfredę. Potrząsała nim i chciała wiedzieć, co się stało. Sama na Ziemi paliła opium lub piła go z piwem, lecz tutaj, po jednym seansie z gumą snów, bała się następnych prób. Raz jeszcze zobaczyła wtedy śmierć swojej młodszej siostry, umierającej na gruźlicę i znowu przeżyła pierwsze doświadczenie jako prostytutka.

— To niezwykły środek psychodeliczny — powiedział Burtonowi Ruach. Wcześniej wyjaśnił co oznacza to słowo. Dyskusja na temat gumy trwała przez dłuższy czas. — Wydaje się przywoływać traumatyczne epizody przeszłości w mieszance realności i symbolizmu. Nie zawsze. Czasem działa jak środek podniecający. Czasem, jak mówią, zabiera cię w podróż. Sądzę jednak, że dano ją nam w celach terapeutycznych, nie dla oczyszczenia z win. Sami powinniśmy się domyśleć, jak jej używać.

— Dlaczego sam częściej jej nie żujesz? — spytał Frigate.

— Z tych samych powodów, z których niektórzy ludzie nie chcą się poddać psychoterapii albo rezygnują przed końcem: boję się.

— Tak… ja też — przyznał Frigate. — Ale kiedyś, kiedy zatrzymamy się gdzieś na dłuższy czas, mam zamiar żuć kawałek co wieczór. Nawet jeśli przerazi mnie to na śmierć. Naturalnie, teraz łatwo podejmować takie postanowienia.

Peter Jairus Frigate urodził się zaledwie dwadzieścia osiem lat po śmierci Burtona, jednak ich światy różniły się bardzo. Wiele spraw widzieli inaczej i zapewne kłóciliby się wściekle, gdyby Frigate potrafił się wściekle kłócić. Nie o kwestie dyscypliny czy prowadzenia łodzi, lecz o wiele spraw wynikających z innego spojrzenia na świat. Jednak pod wieloma względami byli do siebie podobni: być może właśnie to sprawiło, że na Ziemi Frigate był zafascynowany Burtonem. W 1938 znalazł kieszonkowe wydanie książki Fairfaxa Downeya zatytułowanej „Burton: poszukiwacz przygód z Tysiąca i Jednej Nocy”. Na okładce było zdjęcie Burtona w wieku pięćdziesięciu lat. Dzikie oblicze, wysokie czoło z silnie zaznaczonymi łukami brwiowymi, krzaczaste brwi, prosty nos, wielka blizna na policzku, grube, zmysłowe wargi, gęste, długie wąsy, gęsta, rozwidlona broda, wyraźnie widoczna agresywność i jakby zamyślenie, wszystko to spowodowało, że kupił książkę.

— Nigdy przedtem o tobie nie słyszałem, Dick — mówił Frigate. — Przeczytałem jednak tę książkę i zafascynowałeś mnie. Coś w tobie było, poza oczywistą brawurą, opanowaniem szermierki, znajomością wielu języków, poza twoimi przebraniami za szamana, kupca, pielgrzyma do Mekki. Byłeś pierwszym Europejczykiem, który żywy wydostał się ze świętego miasta Harata, odkrywcą Jeziora Tanganyika, niemal odkrywcą źródeł Nilu, współzałożycielem Królewskiego Towarzystwa Antropologicznego, twórcą terminu ESP, tłumaczem „Tysiąca i Jednej Nocy”, studiowałeś praktyki seksualne Wschodu i tak dalej… Wszystko to było wystarczająco ciekawe. Ale poza tym czułem z tobą jakieś niezwykłe pokrewieństwo. Poszedłem do biblioteki. Peona była małym miasteczkiem, ale biblioteka miała dużo książek — twoich i o tobie, ofiarowanych przez jakiegoś zmarłego wielbiciela. Przeczytałem je. Potem zacząłem kolekcjonować ich pierwsze wydania. Zostałem w końcu pisarzem, lecz miałem zamiar napisać twoją obszerną, pełną biografię, odwiedzić wszystkie miejsca, gdzie byłeś, sfotografować je i opisać, założyć towarzystwo zbierające fundusze na konserwację twojego grobu…

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 55
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)