Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]
Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]

Электронная книга - «Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]». Краткое содержание книги:

Sir Richard Burton, dziewiętnastowieczny angielski podróżnik, pisarz i awanturnik, umiera. Jednak śmierć nie jest końcem, jest początkiem. Budzi się w dziwnym świecie — ogromnej krainie, będącej doliną nieskończenie długiej rzeki. Krainie zamieszkanej przez wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli i umarli na ziemi — od neandertalczyków po kluczowe postacie naszej historii. Wraz z grupką niezwykłych towarzyszy wyrusza w podróż ku źródłom Rzeki w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania zasadnicze — czym jest ten świat, kto go stworzył i kto w nim ustanawia prawa. Powieść, rozpoczynająca jeden z najsłynniejszych cykli fantastycznych, zdobyła nagrodę Hugo (1972) i uznanie czytelników na całym świecie.
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 55
Перейти на страницу:

Do tej pory zdążył usprawiedliwić przed sobą tę kradzież. Tamten człowiek chwalił się, że aby zdobyć łuk zamordował poprzedniego właściciela. Zabrali go więc złodziejowi i zabójcy. Mimo to odczuwał wyrzuty sumienia, gdy myślał o tej sprawie, co jednak nie zdarzało się często.

Burton prowadził „Hadżiego” od brzegu do brzegu zwężającego się koryta. Na przestrzeni pięciu mil Rzeka rozlewała się w jezioro szerokie na trzy i pół mili, a teraz wpadała w wąski, półmilowy kanał, który ginął z oczu, skręcając i kryjąc się między ścianami kanionu.

Wiedział, że łódź będzie pełzła wolno, gdyż popłynie przeciwko silnemu prądowi i nie będzie dość miejsca na halsowanie. Wiele już razy mijali podobne miejsca, więc nie przejmował się zbytnio. Jednak za każdym razem porównywał to z ponownymi narodzinami, kiedy „Hadżi” wypływał wąskim korytarzem z jeziora — macicy na następne jezioro. Woda burzyła się, a po drugiej stronie zawsze mogła czekać cudowna przygoda lub niezwykłe objawienie.

Katamaran zrobił zwrot ledwie dwadzieścia jardów od kamienia obfitości. Na prawym brzegu równina była tylko na pół mili szeroka. Stojący tam ludzie machali rękami w stronę łodzi, krzyczeli, czasem wygrażali pięściami lub przeklinali. Burton nie znał słów, ale rozumiał. Już wiele razy tak ich przyjmowano. Tutejsi ludzie nie byli szczególnie wrogo nastawieni, po prostu zawsze witano obcych w ten sposób. Okolicę zamieszkiwał ciemnoskóry, ciemnowłosy naród, posługujący się językiem, który Ruach określił jako proto — semicko — chamicki. Na Ziemi żył gdzieś w Północnej Ameryce lub Mezopotamii w czasie, gdy ziemie te były jeszcze żyzne. Wszyscy nosili kilty, lecz kobiety chodziły z obnażonymi piersiami, a „biustonoszy” używały jako szarf na szyję albo turbanów. Zasiedlili brzeg Rzeki na przestrzeni sześćdziesięciu kamieni, to jest sześćdziesięciu mil. Przed nimi osiemdziesiąt kamieni zajmowali Cejlończycy z dziesiątego wieku i mniejszość przedkolumbijskich Majów.

Frigate określał rozmieszczenie ludzi nad Rzeką „misą Czasu” i „największym eksperymentem antropologicznym i socjologicznym”. Nie była to przesada. Wyglądało na to, że różne narody zostały przemieszane, by mogły się czegoś od siebie nauczyć. W niektórych przypadkach obce sobie grupy zdołały jakoś usunąć tarcia kulturowe i żyć we względnie przyjaznych stosunkach. Kiedy indziej jedna ze stron wyrzynała drugą, albo nawzajem wybijały się niemal do nogi. Często strona pokonana dawała początek warstwie niewolników.

Przez pewien czas po zmartwychwstaniu wszędzie panowała anarchia. Ludzie kręcili się bez celu i łączyli w niewielkie grupy dla wzajemnej obrony. Później naturalni przywódcy i ci, którzy chcieli władzy, wyszli na czoło, a naturalni podwładni stanęli za wodzami, których sobie wybrali. Choć częściej to wódz ich wybierał.

Jednym z licznych systemów politycznych, jakie powstały było „niewolnictwo rogów obfitości”. Dominująca na danym terenie grupa trzymała słabszych w niewoli. Ci byli karmieni, gdyż martwy niewolnik stawał się bezużyteczny, ale władcy odbierali im papierosy, cygara, marihuanę, gumę snów i co lepsze jedzenie.

Co najmniej trzydzieści razy „Hadżi” próbował dobić do kamienia obfitości, gdzie niewiele brakowało, by został opanowany przez łowców niewolników. Jednak Burton i pozostali uważali pilnie na oznaki świadczące, że znaleźli się w terenie, gdzie panuje niewolnictwo. Często byli uprzedzeni przez mieszkańców sąsiednich „państw”. Dwadzieścia razy zamiast zwabiać ich na brzeg mieszkańcy wyruszali łodziami w pogoń i katamaran z trudem unikał schwytania. Pięć razy Burton musiał zawrócić w dół rzeki. Jak dotąd zawsze udawało się im, gdyż ścigający niechętnie zapuszczali się poza granice swego państwa. Potem „Hadii” zawracał i nocą przemykał się ukradkiem przez niebezpieczny teren.

Proto — Semito — Chamici żyjący w tej okolicy okazali się dość przyjaźni, gdy tylko przekonali się, że załoga katamaranu nie ma złych zamiarów. Osiemnastowieczny Moskwita uprzedził, że po drugiej stronie kanału leżą państwa niewolnicze. Nie wiedział o nich zbyt wiele, gdyż wysokie góry uniemożliwiały wędrówkę. Kilka łodzi popłynęło w górę Rzeki, lecz prawie żadna z nich nie wróciła. Te, którym się udało, przyniosły wieści o złych ludziach żyjących po tamtej stronie.

„Hadżi” został więc załadowany młodymi pędami bambusa, suszoną rybą i zapasami, jakie przez dwa tygodnie udało się, zaoszczędzić z rogów obfitości.

Dzieliło ich jeszcze ponad pół godziny od wpłynięcia w wąski kanał. Burton dzielił swą uwagę pomiędzy nawigację i obserwowanie załogi. Wszyscy leżeli na platformie grzejąc się w słońcu lub siedzieli oparci o niewielkie zadaszenie, nazwane „forkasztlem”.

John de Greystock umocowywał wygładzone kości rogacza do drzewca strzały. Pełniły funkcję piór w tym świecie bez ptaków. Greystock, czy też Lord Greystock, jak nazywał go Frigate dla jakichś sobie znanych a zabawnych powodów, dobrze spisywał się w bitwie i przy ciężkiej pracy. Potrafił ciekawie opowiadać, choć był nieprawdopodobnie wulgarny. Zawsze miał w zanadrzu masę anegdot z kampanii gaskońskiej i potyczek granicznych, historię swych miłosnych podbojów, plotki o Edwardzie Longshanks i — naturalnie — wiadomości o swych czasach. Był jednak człowiekiem niezwykle upartym i z punktu widzenia późniejszych wieków nieco ograniczonym, a przy tym niezbyt czystym. Na Ziemi — jak twierdził — był bardzo pobożny. Zapewne mówił prawdę, gdyż w przeciwnym razie nie dostąpiłby zaszczytu włączenia do orszaku Patriarchy Jeruzalem. Teraz jednak, gdy rzeczywistość zdyskredytowała jego wierzenia, znienawidził księży. Jeżeli spotykał któregoś z nich, doprowadzał go do wściekłości swą demonstracyjną pogardą. Miał nadzieję, że zostanie zaatakowany. Niektórzy próbowali i niewiele brakowało, by ich pozabijał. Burton upomniał go delikatnie (nie można było ostro odzywać się do Greystocka, chyba że ktoś miał ochotę walczyć z nim na śmierć i życie). Starał się go przekonać, że są gośćmi w obcym kraju, że gospodarze mają olbrzymią przewagę liczebną i że oni w związku z tym powinni zachowywać się jak goście. De Greystock przyznawał, że Burton ma rację, ale nie potrafił się powstrzymać od zaczepiania każdego spotkanego księdza. Na szczęście nie było ich wielu na terenach, przez które przepływali, a jeszcze mniej przyznawało się do swego ziemskiego zajęcia.

Obok Greystocka siedziała mówiąca coś z przejęciem jego aktualna partnerka, urodzona jako Mary Rutherfurd w 1637, zmarła jako lady Warwickshire w 1674. Była Angielką, lecz żyła 300 lat później od niego, różnili się więc poważnie w poglądach i zachowaniu. Burton nie wróżył im długiego pożycia.

Kazz rozciągnął się na pokładzie z głową na kolanach Fatimy, Turczynki, którą spotkali czterdzieści dni temu podczas przystanku na lunch. Fatima „leciała na włosy” jak to określił Frigate. To wyjaśniało, jego zdaniem, obsesję tej żony piekarza z Ankary. Wszystko w neandertalczyku było dla niej podniecające, ale jego gęste owłosienie wprowadzało ją w ekstazę. Cieszyli się z tego wszyscy, a najbardziej Kazz. W czasie długiej podróży nie spotkał ani jednej samicy swego gatunku, choć słyszał o kilku. Większość kobiet bała się go i przed spotkaniem Fatimy nie miał stałego damskiego towarzystwa.

Mały Lev Ruach, oparty o przednią część forkasztlu, robił procę ze skóry rogacza. W worku u pasa miał trzydzieści kamieni, zebranych w ciągu ostatnich dwudziestu dni. Obok niego, mówiąc coś szybko i bez, przerwy odsłaniając długie zęby, stała Esther Rodriguez. Zajęła miejsce Tanyi, która okazała się straszną tyranką. Tanya była atrakcyjną kobietką, ale nie potrafiła się powstrzymać od „poprawiania” swoich mężczyzn. Lev odkrył, że „poprawiła” swojego ojca, wuja, dwóch braci i dwóch mężów. Próbowała zrobić to samo dla Ruacha, czy raczej Ruachowi, zwykle bardzo głośno, by inni mężczyźni w pobliżu też mogli skorzystać z jej cennych rad. W końcu, gdy „Hadżi” miał właśnie odpłynąć, Lev wskoczył na pokład, odwrócił się i powiedział:

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 55
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)