KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Przygody Erasta Fandorina #8
- Язык: польский
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:
To szczególna historia, dotycząca założyciela naszego rodu, a mojego pradziada, Jemieljana Ziukina. Wydaje się, że warto ją opowiedzieć - taka jest pouczająca. Kolejny raz potwierdza, że świat opiera się na ustalonym porządku i że nie daj Boże ten porządek naruszyć - i tak nic sensownego z tego nie wyniknie.
Ziukinowie pochodzą z chłopów pańszczyźnianych zwienigorodzkiego powiatu guberni moskiewskiej. Mój praszczur, Jemieljan Siłantjewicz - wtedy po prostu Jemielka - został wzięty do państwa na służbę, kiedy był jeszcze maleńki. Okazał się roztropny i bystry, tak że po jakimś czasie zaczęto go wyróżniać: ubierano porządnie, nie zlecano czarnej roboty, wyuczono czytać i pisać. Był towarzyszem zabaw młodego panicza. I książek się naczytał, i manier trochę nabrał, nawet odrobinę po francusku mówił, ale najgorsze było to, że wstydził się swojego chłopskiego pochodzenia. Pewnie dlatego zapatrzył się na panienkę, córkę dziedzica, lecz nie tak jak ja na wielką księżną - z bogobojnym zachwytem, tylko z najzwyklejszymi, bezczelnymi zamiarami: chciał koniecznie się z nią ożenić. Wydawałoby się, że kto to widział, aby chłopak z pańszczyźnianych brał za żonę szlachciankę. Inny pomarzyłby i zapomniał, ale Jemiela był uparty, zawzięty, planował wszystko z góry i, jak by to dzisiaj powiedziano, wierzył w swoją gwiazdę.
O swoim marzeniu (można raczej rzec, że nie o marzeniu, lecz o zamiarze) nie powiedział żywej duszy, a szczególnie panience, tylko podczas poboru rekruta - kiedy właśnie wojowano z Francuzami - nagle poprosił, żeby go oddali zamiast syna młynarza, na którego los popadł. Jemiela był zbyt młody, ale jako chłopak rosły i silny dodał sobie roczek czy dwa. Chętnie na jego prośbę przystano, ponieważ do tego czasu stał się tak arogancki i nieposłuszny, że państwo sami już nie wiedzieli, co z nim zrobić.
Mój pradziad poszedł do armii, a od młynarza, pierwszego bogacza we wsi, wziął odstępne, siedemset rubli w asygnatach. Pieniędzy nie oddał ojcu, tylko wpłacił je do banku, na swoje nazwisko. Wszystko zrobił zgodnie z planem.
Podczas kampanii austriackiej trafił prosto na front i wojował siedem czy też osiem lat praktycznie bez przerwy - to z Francuzami, to z Persami, to ze Szwedami, to z Turkami, to znowu z Francuzami. Pchał się w najgorętsze miejsca, przy każdej rozpaczliwej okazji szedł na ochotnika. Wielokrotnie ranny, odznaczony medalami, dosłużył się naszywek podoficera, ale ciągle mu było mało. Podczas kampanii dwunastego roku, za bitwę pod Smoleńskiem, kiedy w rocie zginęli wszyscy oficerowie, trafiła się Jemieli godna zawiści nagroda: sam generał infanterii, książę Bagration, wycałował go i przedstawił do awansu na oficera, co w tych czasach właściwie się nie zdarzało.
Potem Jemieljan Ziukin wojował jeszcze dwa lata, doszedł z armią do samego Paryża, a kiedy zawarto wreszcie pokój, od razu wziął długi urlop, chociaż cieszył się uznaniem dowódców i mógł mieć nadzieję na dalsze awanse służbowe. Lecz mój pradziad chciał czegoś innego - jego śmiały, nierealny plan w końcu dojrzał do realizacji.
Do ojczyzny Jemiela wrócił nie tylko jako szlachcic i porucznik grenadierów, ale i z niewielkim własnym kapitałem, ponieważ przez te wszystkie lata wynagrodzenia nie roztrwonił, z odejściem na urlop wziął premię i pieniądze na leczenie, a początkowe siedemset rubli dzięki procentom prawie się podwoiło.
W jego rodzinnej wsi wszystko ułożyło się tak, że lepiej dla niego być nie mogło. Majątek spalili Francuzi, toteż państwo całkiem zubożeli i zamieszkali w domu popa. Młody panicz, były towarzysz zabaw Jemieljana, zginął pod Borodinem, a ta sama panna, dla której mój pradziad podjął rozpaczliwą grę z przeznaczeniem, została bez narzeczonego, jako że złożył on głowę pod Lipskiem. Ogólnie biorąc, Jemiela stanął przed obiektem swoich marzeń prawie jak anioł zbawca.
Pojawił się w izbie drewnianego popiego domu obwieszony orderami i krzyżami, w paradnym mundurze. Panna wyszła w starej, połatanej sukienczynie, zresztą od przeżytych nieszczęść mocno zbrzydła, tak że nie od razu ją poznał. Ale to mu nie przeszkadzało, ponieważ Jemiela nie kochał panny, tylko swoje nierealne marzenie.
Jednakże nic z tego nie wyszło. Panna przywitała go z początku łaskawie, nawet ucieszyła się na widok starego znajomego, ale gdy jej zaproponował swą rękę i serce, wyraziła pełne urazy zdziwienie i jeszcze dodała, że prędzej zostanie rezydentką u krewnych niźli „panią Ziukiną”.
Ta odpowiedź pozbawiła Jemielę rozumu - nigdy wcześniej trunków do ust nie brał, a wtedy popadł w takie pijaństwo, że dobrze się to nie skończyło. Po pijanemu, publicznie, zdarł z siebie epolety i medale, podeptał je nogami, wykrzykując przy tym słowa bez sensu. Za zbezczeszczenie munduru został osądzony, pozbawiony rangi oficerskiej i szlachectwa. Całkiem by się rozpił, gdyby za sprawą szczęśliwego przypadku nie wpadł w oko swojemu byłemu dowódcy, księciu Trubieckiemu. Ten zlitował się nad przegranym człowiekiem i pomny jego dawnych zasług załatwił mu etat kamerlokaja w Carskim Siole.
W ten sposób zostało określone przeznaczenie naszego rodu.
* * *
Kiedy osoba niskiego pochodzenia snuje niedopuszczalne marzenia o osobie wyższego stanu, jest to smutne, a może nawet wstrząsające, ale nie tak niebezpieczne, ponieważ, jak mówi przysłowie, nie ma świnia rogów, boby bodła. Za to namiętność skierowana w przeciwną stronę, z góry w dół, jest podwójnie niebezpieczna. Z nią nie ma żartów. Wszyscy jeszcze pamiętamy zupełnie świeży przypadek wielkiego księcia Dymitra Nikołajewicza, który wbrew woli cesarza ożenił się z rozwódką i został za karę zesłany poza granice imperium. A my, sługi dworu, wiemy i o tym, jak nasz najjaśniejszy pan, będąc jeszcze cesarzewiczem, ze łzami błagał swojego najjaśniejszego ojca, by uwolnił go od przywileju następstwa tronu i zezwolił na morganatyczne małżeństwo z baleriną Snieżniewską. Wtedy to wszyscy drżeli, ale uchronił nas Bóg i surowy obyczaj nieboszczyka cara.