KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Przygody Erasta Fandorina #8
- Язык: польский
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:
- Cenna rekomendacja, mera - odrzekł naczelnik policji dworu, schylając głowę w ironicznym pokłonie. - Zamierza pan wypłacić szanownemu doktorowi jeszcze sześć razy po milionie? Czy nie dostaje pan czasem od pana Linda prowizji za podobne rady?
Fandorin w milczeniu podniósł się i wyszedł.
- Oto za kim posłałbym obserwację - wycedził Łasowski w kierunku zamykających się drzwi. - Bardzo podejrzany osobnik.
- Jeśli będzie potrzeba, poślemy - obiecał Karnowicz. - A typ jest rzeczywiście wyjątkowo nieprzyjemny.
Całym sercem podzielałem jego opinię. Pan Fandorin z początku wywarł na mnie jak najkorzystniejsze wrażenie, lecz teraz całkowicie zmieniłem zdanie. I miałem ku temu konkretne powody.
Pierwsza połowa dnia ciągnęła się straszliwie. Dopóki wysokie sfery kłóciły się o to, który z urzędów będzie kierował operacją, nikt się mną nie zajmował, a strach i bezczynność dawały mi się we znaki. Zwolniono mnie z codziennych obowiązków, obarczając nimi Somowa. Gieorgij Aleksandrowicz powiedział, że od nas, wtajemniczonych, wymaga się tylko jednego: nie dać po sobie niczego poznać i okazywać promienną beztroskę. Rozweselanie przygnębionego Pawła Gieorgijewicza powierzono Endlungowi. Aby wypełnić to ważne zadanie, lejtnant otrzymał pewną sumkę, która sprawiła, że stał się niezwykle ożywiony i aktywny. Wsadził podopiecznego do karety i z samego rana zawiózł go do cygańskiej restauracji w Carycynie - jak się wyraził - „dla nabrania rozpędu”.
Ksenię Gieorgijewnę jego wysokość powierzył mnie, a zadanie wyglądało na skomplikowane. Podczas śniadania wielka księżna miała poczerwieniałe oczy, była blada i zasmucona, a przecież wieczorem czekało ją składanie wizyt, a następnie przejażdżka do pałacu Piotrowskiego na małą kolację przy serenadzie.
Gieorgij Aleksandrowicz poradził się mnie, co robić, i wspólnie doszliśmy do wniosku, że dla przegnania melancholii najlepsze są ćwiczenia fizyczne. Niech gra w tenisa - polecił jego wysokość, bo chociaż dzień był pochmurny, jednak bezdeszczowy, a sam włożył cywilne ubranie i wyjechał w jakichś nieznanych mi sprawach.
- Afanasij, ale z kim ja mam grać? - spytała Ksenia Gieorgijewna.
Rzeczywiście, tak się złożyło, że nie było partnerów dla jej wysokości. Po Anglików, z polecenia Symeona Aleksandrowicza, przyjechał książę Gliński i zawiózł ich na wycieczkę do Sokolnik, a stamtąd na obiad w rezydencji generała-gubernatora. Przypomniałem sobie, jak jego wysokość zainteresował się wczoraj pięknym mister Carrem, i nieco się zaniepokoiłem, ale niezbyt poważnie, ponieważ miałem na głowie trudniejsze problemy.
Ksenia Gieorgijewna pomyślała chwilę i rzekła:
- Idź do Erasta Piotrowicza, zaproś go. Tylko on pozostał.
Skierowałem się zatem do pokoju Fandorina. Kiedy stanąłem przed drzwiami, moich uszu dobiegły bardzo dziwne dźwięki: głuche uderzenia, głośne sapanie i brzęk drżących szkieł. Zaniepokoiłem się i cicho zastukałem, od razu otwierając drzwi.
Moim oczom ukazała się zadziwiająca scena. Pan Fandorin i pan Masa, obaj jedynie w białych kalesonach, odprawiali jakiś dziwaczny rytuał: jeden po drugim brał rozbieg, podskakiwał niewiarygodnie wysoko i uderzał nogą w ścianę. Stąd właśnie pochodziło drżenie, które tak mnie zaniepokoiło. Erast Piotrowicz wykonywał to cudaczne ćwiczenie w pełnym milczeniu, za to jego sługa parskał, pofukiwał, a po każdym ataku na ścianę nie tylko odskakiwał z powrotem, ale jeszcze toczył się po podłodze niczym kulka.
- O co... chodzi? - spytał Fandorin, łapiąc oddech.
Dobry służący nigdy niczemu się nie dziwi. A jeśli nawet, to nie daje tego po sobie poznać. Toteż, skłoniłem się, jak przystoi, i przekazałem Erastowi Piotrowiczowi prośbę Kseni Gieorgijewny.
- Proszę podziękować jej wysokości za okazany mi honor - odpowiedział, wycierając pot - ale ja nie umiem grać w tenisa.
Wróciłem do wielkiej księżnej, która zdążyła się już przebrać w prościutką sukienkę tenisową i białe pantofelki. Odmową Fandorina bardzo się przejęła.
- I co mam robić, sama sobie piłkę podawać? Wszystko jedno, poproś. Powiedz, że go nauczę.
W oczach miała łzy.
Znowu pospieszyłem do Fandorina i teraz już poprosiłem go jak należy, wspominając o poleceniu Gieorgija Aleksandrowicza.
Erast Piotrowicz westchnął i podporządkował się. Migiem przyniosłem mu kostium tenisowy Pawła Gieorgijewicza. Pasował prawie idealnie, jedynie był trochę za wąski w ramionach.
Rozpoczęła się lekcja. Obserwowałem ją zza siatki, gdyż nie miałem czym się zająć. Wkrótce dołączył do mnie Masa, a trochę później wyszedł i mister Freyby, przyciągnięty dźwiękiem tępych uderzeń piłki, czarującym dla angielskiego ucha.
Uczeń z Fandorina był nie najgorszy i już po kwadransie piłka zaczęła przelatywać nad siatką raz na dziesięć uderzeń. Ksenia Gieorgijewna poweselała, zarumieniła się, spod kapelusika wysunęły się jasne loki - aż przyjemnie było na nią spojrzeć. Świetnie wyglądał też jej partner. Rakietę trzymał nieprawidłowo, piłkę uderzał zbyt mocno, jakby szablą rąbał, jednak na korcie poruszał się zgrabnie, a i sam był przystojny, trzeba to przyznać.
- They make a beautiful pair, don’t they? - rzekł mister Freyby.
- Biekna bara - przetłumaczył Masa.
Tę obraźliwą uwagę uznałem za błąd w przekładzie. Oczywiście Fandorin nie był i nie mógł być w żadnym razie parą dla jej wysokości. Jednak po słowach mister Freyby’ego spojrzałem na Ksenię Gieorgijewnę uważniej i zrobiło mi się ciężko na duszy. Takiego błyszczącego spojrzenia nie widziałem u jej wysokości nawet przed pierwszym „dorosłym” balem.
- No, koniec, Eraście Piotrowiczu, starczy tego marnowania czasu! - wykrzyknęła. - Potrafi pan już dostatecznie dużo, żebyśmy rozegrali jeden gem na poważnie. Zasady są bardzo proste. Serwować będę ja, ponieważ pan i tak nie umie. Najpierw uderzę piłką w ten kwadrat, potem w ten, i tak po kolei aż do zwycięstwa. A pan niech odbija, tylko proszę trafiać w kort. Zrozumiałe? Przegrany przejdzie pod siatką. A o sędziowanie poproszę Anglika.