Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów

Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:

Podczas przygotowań do koronacji cara Mikołaja II porwany zostaje syn Wielkiego Ksiecia Georgija Aleksandrowicza. Porywacz jako okupu żąda `Orłowa`. Ten bezcenny brylant zdobiący berło jest narodową świętością. Fandorin wie, że zbrodniarz nie zwykł zostawiać swych ofiar przy życiu. Musi więc wygrać wyścig z czasem.
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 104
Перейти на страницу:

Po długich rozmowach telefonicznych między pałacem Piotrowskim, rezydencją generała-gubernatora i Ermitażem kierownictwo operacji powierzono pułkownikowi Karnowiczowi. Moskiewski oberpolicmajster miał mu udzielać wszelkiej pomocy. Fandorinowi przydzielono niejasną rolę doradcy, a i to tylko na stanowcze żądanie Gieorgija Aleksandrowicza, który - wdzięczny za uratowanie córki - święcie wierzył w niezwykłe talenty dymisjonowanego urzędnika do specjalnych poruczeń.

O Karnowiczu wiedziałem, jak zresztą wszyscy pozostali, bardzo niewiele, ponieważ ten zagadkowy człowiek znalazł się w pobliżu tronu całkiem niedawno. Ani wiek, ani ranga, ani znajomości nie predestynowały go na tak odpowiedzialne, wręcz kluczowe stanowisko, tym bardziej że do chwili niespodziewanego awansu pełnił on skromną funkcję naczelnika jednej z gubernialnych dyrekcji żandarmerii. Jednak po głośnym zdemaskowaniu anarchistycznej organizacji zbrojnej o młodym pułkowniku zaczęto mówić jako o wschodzącej gwieździe policji politycznej i wkrótce ten cichy, niezwracający uwagi mężczyzna, wiecznie skrywający oczy za niebieskimi okularami, kierował już ochroną najjaśniejszego pana - wzlot wyjątkowo rzadki i niezjednujący przychylności dworaków. Ale czy którykolwiek z naczelników policji dworu, siłą rzeczy aż zbyt dobrze poinformowanych o słabostkach i sekretach osób z najbliższego otoczenia cesarza, cieszył się sympatią w kręgach dworskich? Taka to służba.

Za to oberpolicmajster Łasowski był w obu stolicach figurą znaną i prawie legendarną. Petersburskie gazety (moskiewskie, rzecz jasna, nie śmiały) lubiły opisywać dziwactwa i wybryki tego przemądrzałego, nowo wykreowanego Archarowa: przejazdy po ulicach słynnym zaprzęgiem z najlepszymi w mieście końmi, szczególne zamiłowanie do straży pożarnej, nadmierną surowość dla dozorców i osławione rozporządzenia, drukowane codziennie w „Wiedomostiach Moskowskiej Gorodskiej Policii”. Sam rano przeczytałem na pierwszej stronie tej interesującej gazety rozporządzenie następującej treści:

Podczas przejazdu 7 maja zauważyłem: na placu Woskriesieńskim naprzeciw hotelu „Wielkiego Moskiewskiego” czuć było nieprzyjemny zapach zaśmiardłych śledzi, niesprzątniętych przez dozorców; o godzinie 5 minut 45 rano stojący przy Łuku Tryumfalnym dwaj nocni stróże prowadzili zbędną rozmowę; o godzinie 1 minut 20 po południu na rogu ulicy Wielkiej Twerskiej-Jamskiej i placu Łuku Tryumfalnego nie było na stanowisku policjanta miejskiego; o godzinie 10 wieczorem na rogu ulicy Twerskiej i placu Woskńesieńskiego policjant miejski wszedł na trotuar i wykłócał się z woźnicą.

Zarządzam: wszystkich winnych policjantów miejskich, dozorców i stróży aresztować i ukarać mandatami.

Pełniący obowiązki oberpolicmajstra moskiewskiego pułkownik Łasowski

Oczywiście naczelnik policji milionowego miasta nie powinien się zajmować podobnymi drobiazgami, ale niektórych z moskiewskich zarządzeń nie zaszkodziłoby, moim zdaniem, wprowadzić także u nas, w Petersburgu. Na przykład można by postawić policjantów na skrzyżowaniach, żeby kierowali ruchem pojazdów, bo na Newskim i innych bulwarach zdarzają się okropne korki - ani przejść, ani przejechać się nie da. Nieźle byłoby też, wedle moskiewskiego zwyczaju, zakazać woźnicom pod karą mandatu przeklinać i jeździć brudnymi kolasami.

No, a obyczaje pułkownika Łasowskiego były rzeczywiście niezmienne i cudaczne, o czym sam miałem okazję się przekonać podczas instruktażu przed operacją.

Chociaż moim głównym przełożonym i opiekunem był Karnowicz, oberpolicmajster ciągle wtrącał swoje uwagi i twardo dawał do zrozumienia, że rzeczywistym gospodarzem dawnej stolicy jest on, Łasowski, a nie przyjezdny parweniusz. Między dwoma pułkownikami wywiązał się spór o to, czy aresztować posłańca, który zjawi się po pieniądze. Moskwianin zdecydowanie domagał się natychmiastowego aresztowania i przysięgał, że wytrzęsie z sukinsyna duszę wraz ze wszystkimi wnętrznościami, podczas gdy pułkownik z Carskiego Sioła, nie mniej zdecydowanie, wypowiadał się za ostrożnością i kładł nacisk na zagrożenie życia Michała Gieorgijewicza. Fandorin, mimo że też przebywał w bawialni, w sporze nie brał udziału. Karnowicz przedsięwziął środki ostrożności, które wydały mi się wyjątkowo rozsądne. Przed moim powozem będą jechały trzy zamaskowane pojazdy z agentami w cywilu, a z tyłu jeszcze pięć. Agenci z pałacowej ochrony, same zuchy, mieli posłańcowi Linda „siąść na ogon” (jak się wyraził pułkownik) i „dojść” za nim do kryjówki porywaczy. Oprócz tego specjalna grupa urzędników Ministerstwa Skarbu od wczorajszego wieczoru siedziała i spisywała numery wszystkich banknotów, które zostaną przekazane Lindowi. Każdy z nich mógł się stać w przyszłości początkiem nowego tropu.

Moje zadanie wyglądało na całkiem proste: powoli jechać Sadowym Kolcem i czekać, aż złoczyńcy się ujawnią, po czym zażądać od ich człowieka, żeby mnie odwiózł do jego wysokości; dopóki nie zobaczę Michała Gieorgijewicza żywego i zdrowego, w żadnym przypadku nie wolno mi oddawać walizki. Jeśli bandyta (albo bandyci) zastosują siłę, do akcji przystąpią przebrani agenci.

- Wziąć gołąbeczka od razu za kark - powtórzył, chyba już dziesiąty raz, uparty policmajster - i oddać mnie. Tak z nim porozmawiam, że śledzić go nie będzie potrzeby. Sam wszystko opowie i pokaże. A wy, panie pułkowniku, tylko się wymądrzacie i psujecie akcję.

Karnowicz nerwowo poprawił okulary, lecz swoje rozdrażnienie wyładował nie na oberpolicmajstrze, tylko na Fandorinie:

- Drogi panie, jaką mam korzyść z doradcy, który cały czas milczy? Czyżby nie miał pan w tej kwestii własnej opinii?

Fandorin sceptycznie uniósł piękną, jakby narysowaną brew.

- Lind jest bardzo chytry i pomysłowy. Wszystkie wasze możliwe posunięcia przewidział już z-zawczasu. A zapisywanie numerów banknotów - to po prostu śmieszne. Chce pan we wszystkich sklepach, kramach i kantorach wywiesić listy z czterdziestoma tysiącami siedmiocyfrowych numerów? - Odwrócił się do mnie. - Najwięcej będzie zależało od was, Ziukin. Wyostrzcie spostrzegawczość, zwracajcie uwagę na najdrobniejsze szczegóły - wszystko może się przydać. Pamiętajcie, że dziś dopiero pierwsze spotkanie, przed wami jeszcze co najmniej sześć. Na razie trzeba się tylko przyglądać. A co do „ogona” - powiedział już nie do mnie, tylko do Karnowicza - spróbować można, ale nie naciskajcie zbyt mocno, bo będziemy mieli trupa.

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)